blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(12)

Moje rowery

Stevens 3108 km
Kross 78807 km
Mc Kenzie 20244 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Spalony most, Chomętowo, Dobiegniew

Sobota, 20 lutego 2016 | dodano: 21.02.2016Kategoria ponad 100 km, pow. strzelecko-drezdenecki

   W ubiegłym roku na jednym z wpisów mojej znajomej z bloga zainteresował mnie "spalony most". Teoretycznie ustaliłem o jaki obiekt chodzi, lecz tak się składało że nigdy dotychczas nie mogłem się tam wybrać. Aż do dzisiaj.
      Zatem do szczegółów. W piątek kolega z pracy niejaki Januszek N. zapytał czy nie wybieram się na jakąś wycieczkę rowerową. Pytanie padło na żyzną glebę, wykluł się pomysł – a może by do spalonego mostu. Jazda z Januszkiem to dwa w jednym; niby się jedzie w towarzystwie, ale naprawdę samotnie. Facet ma nadmiar energii i czasem widuję tylko jego plecy i to tylko na długich prostych odcinkach. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to że ja za kilka tygodni przekroczę 60 lat życia, a on jest znacznie młodszy. Szczerze mówiąc tak się przyzwyczaiłem do samotnych wypraw że nawet mi to odpowiada.
     Żeby dotrzeć do rzeczonego mostka najpierw trzeba się dostać do Strzelc Krajeńskich. To 50 km jazdy wielokrotnie zjeżdżonymi drogami po obrzeżach Puszczy Noteckiej. Rzadziej bywam za Notecią, ale też doskonale znajoma droga. Dopiero za Strzelcami, a właściwie za Licheniem wjeżdżamy w całkowicie nieznany mi teren.


Brama Młyńska w Strzelcach Krajeńskich

     Licheń wprawdzie minęliśmy bez zatrzymywania się, ale wspomnę przy okazji o jednym z jego właścicieli. W roku 1763 właścicielem wsi został Franz Balthasar von Breckenhoff. Był on utalentowanym kierownikiem wielkich przedsięwzięć przeprowadzonych w czasie panowania Fryderyka Wielkiego, takich jak budowa Kanału Bydgoskiego i prac melioracyjnych w dolinie Noteci i dolnej Warty. U schyłku życia oskarżony o malwersacje zostaje odwołany z stanowisk. Próby oczyszczenia się z zarzutów nic nie dały, król pozostał nieugięty. Zmarł w pobliskim Gardzku. Wspominałem o nim na blogu w ubiegłym roku przy okazji przejazdu przez Gardzko. Został pochowany w nieistniejącym już kościele w Licheniu. Obecny kościół jest o kilkanaście lat młodszy.
     Licheń był dziś istotny z powodu żółtego szlaku rowerowego na który wjeżdżamy przy końcu wsi. Mijamy pola wjeżdżając do lasu. Początkowa piękna aleja obsadzona starymi platanami przechodzi w leśną drogę poprowadzoną wąwozami wśród morenowych wzgórz. Docieramy do zachodniego brzegu jeziora Słowa. Według legendy powstało ono na wskutek kopania przez diabła materiału do budowy grobli w Chomętowie. Mijamy jeszcze małe owalne jezioro Jeziorko i w końcu docieramy do południowego przyczółka mostu. Nie obyło się bez małego błędu nawigacyjnego polegającego na zgubieniu żółtego szlaku. Kosztowało nas to kilka dodatkowych kilometrów.
     Wspominam o moście ponieważ od dwóch lat most jest. Poprzedni most łączący gminy Dobiegniew i Strzelce został zbudowany jeszcze w okresie międzywojennym. Drewniany most spłonął w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, podobno skutek nieostrożności wędkarzy którzy zaprószyli ogień. Do niedawna w tym miejscu sterczały z dna pale pozostałe po spalonej przeprawie. Most jest zbudowany na przesmyku pomiędzy jeziorem Osiek a jego zachodnią częścią Ogardzką Odnogą. Na północnym brzegu zbudowano punkt widokowy.


Początek drogi nie wygląda zachęcająco, dalej jest lepiej


Odbudowany most. Teraz Most Pojednania








Most, punkt widokowy i widoki z platformy

    W pobliskim Chomętowie zajeżdżamy pod dworek na półwyspie. W dworskiej zabudowie ukryty jest fragment gotyckiego zamku krzyżackiego z XV wieku. Jest to dawna wieża obronna zaadoptowana na spichlerz. Budynki dworskie chylą się ku upadkowi, jedynie sam dworek wygląda nieco lepiej. Teren oczywiście jest prywatny i "zakaz wstępu". Nie naruszamy prywatności, zresztą problemem robi się brak czasu. Może jeszcze kiedyś tu zawitam letnią porą, drogę już rozpoznałem, to może pojawi się okazja przyjrzeć temu bliżej  Natomiast sam półwysep z dworkiem według legendy miał być początkiem grobli budowanej przez diabła z materiału o którym wspominałem wcześniej.


Dworek na półwyspie. Strzałkami zaznaczyłem fragment pamiętający Krzyżaków


Neogotycki kościół w Chomętowie

     Natomiast sama legenda mówi o tym że podobno dawno temu jeden z miejscowych chłopów miał pola na przeciwległym brzegu i bardzo dokuczało mu objeżdżanie jeziora. Zawarł on umowę z diabłem że jeżeli ten zbuduje groblę na drugi brzeg odda mu swoją duszę. Diabeł zabrał się do roboty, a chłop oprzytomniał gdy zorientował się że diabeł nie zamierza długo czekać na swoją zapłatę. Zanim robota została skończona zapiał donośnie udając koguta i diabelska moc prysła. Czart nie pojawił się tutaj więcej.
      Zrobiło się już naprawdę późno i dalsza droga odbyła się już bez przystanków. Mijamy Dobiegniew kierując się do Drezdenka. W Kleśnie wjeżdżamy na znane nam już drogi. W Drezdenku zaczął padać drobny deszczyk, który towarzyszył nam przez ponad 20 km aż do Lipek. Do domu dotarłem po dwudziestej.
     Pierwsza setka w tym roku zaliczona.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 139.09 km (10.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Lubniewice

Piątek, 19 lutego 2016 | dodano: 19.02.2016

   Mój pomysł na dzisiejsze popołudnie (w piątki pracuję dwie godziny krócej) zakładał przejażdżkę do Lubniewic przez Wałdowice, a przed Lubniewicami zboczenie w czerwony szlak do rezerwatu "Janie". Żeby zdążyć trzeba się sprężać i właśnie z tym sprężaniem nie do końca wyszło. Dość powiedzieć że wyjechałem 1,5 godziny później niż zamierzałem, "Janie" wypadło, zostały tylko Lubniewice.


Zdjęć poza tym jednym nie robiłem. Prosta droga DK24 wydawała mi się nieciekawa, a w Lubniewicach było już za ciemno.
Przy DK24 trwają wyręby, co kawałek są takie widoczki. Taki stos ułożonych pni leśnicy nazywają mygłą. Nazwa zaczerpnięta z zakazu "Chodzenie po mygłach surowo wzbronione!". Musiałem w domu sprawdzić co zacz ta tajemnicza mygła

    Do Lubniewic dojechałem o szarej godzinie, pozostało wykonać zwrot w stronę Bledzewa i wracać do domu. Jedynym zyskiem była przyjemność z jazdy i poprawa statystyki. Nie lubię nocnych jazd, ale dziś z Lubniewic wracało się wyjątkowo przyjemnie.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 57.68 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Świniary

Czwartek, 18 lutego 2016 | dodano: 18.02.2016

   Chyba powoli staje się tradycją że każdy mój wyjazd do Biedronki, czy też innego marketu ( z czego cztery znajdują się przy jednym skwerze) zamienia się w mały wypad rowerowy do najbliższej miejscowości. Dziś wypadło na Świniary. Zamierzałem podjechać czarnym szlakiem przez Puszczę Notecką do drogi łączącej Świniary z Jeziercami, potem do Świniar i powrót szosą. Wyszła by z tego ładna pętelka.
   Po wczorajszych opadach i dzisiejszych samochodach z drewnem na drodze w lesie zostały całe oceany czarnej brei. Po kilometrze takiej jazdy zrezygnowałem i grzecznie wróciłem na szosę. Wyszło to, czego staram się unikać, czyli wróciłem po własnych śladach. Taki jest urok tamtego kierunku że jadąc szosą trzeba zrobić minimum 70 km aby wrócić inną drogą niż ta którą się wyruszyło. Może lepiej że błocko mnie odstraszyło, czuję że noc złapała by mnie jeszcze w lesie. Nawet na tej krótszej trasie na finiszu przyświecał mi już księżyc, a ja akurat nie jestem miłośnikiem nocnych jazd.


Zrąb, a może zgryz ? na Starej Warcie



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 26.21 km (2.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Wieczorem w zaśnieżonym lesie

Środa, 17 lutego 2016 | dodano: 17.02.2016

  Pewnie nie było to zbyt rozsądne, ale przedwieczorową porą wyskoczyłem na godzinę do zasypanego świeżutkim śniegiem lasu. Jechało się znakomicie i byłaby z tego pełna satysfakcja gdyby nie to że tuż po wjechaniu do lasu nastąpiło jakieś śnieżne oberwanie chmury. Mokry śnieg oklejał rower, lampy i cyklistę. Zaplanowaną trasę pokonałem ale wróciłem do domu jako przemoczony bałwan.
   W świetle ostatnich doniesień o szalejącej w Międzyrzeczu świńskiej grypie chyba jednak tylko bałwan zdecydował by się na wyjazd w takich warunkach. Mimo wszystko, połączenie lasu, ciszy, spokojnie sypiącego śniegu, zapadającego zmroku ma w sobie jakąś magię. Przemokłem ale nie żałuję.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 20.97 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

W Puszczę Notecką

Niedziela, 14 lutego 2016 | dodano: 14.02.2016Kategoria Puszcza Notecka

   
Na dzisiejszy wyjazd nie miałem ściśle sprecyzowanych pomysłów. Rozważałem również dołączenie do cyklistów SSC. Na miejscu zbiórki okazało się że dziś cykliści wybierają się na wycieczkę pieszą. Wróciłem zatem do jednego z wcześniejszych, luźnych pomysłów który zakładał przedarcie się przez Puszczę Notecką z Nowego Dworu do Gościmia, sprawdzenie wypatrzonego na mapie skrótu z Zielątkowa do Goszczanowca i powrót do Skwierzyny szosą przez Lipki i Murzynowo. Już w trakcie jazdy wprowadziłem kilka modyfikacji, ale ogólny kierunek został zachowany.  


Skwierzyna - pomnikowy dąb 

     Jeszcze przed Nowym Dworem skusiła mnie odchodząca od szosy w głąb puszczy droga pożarowa nr 54. Początkowa świetna nawierzchnia stopniowo przeszła w piaszczyste wertepy zryte ciężkim sprzętem pracującym w lesie. Było kilka odcinków tak przemielonych że stały się całkowicie nieprzejezdne. W duchu "pogratulowałem" sobie pomysłu z tą drogą, jednak trzeba jakoś się  stamtąd wydostać. Szczęście moje było przeogromne kiedy po kilku znojnych kilometrach wyjechałem na niebieski szlak rowerowy nieopodal węzła dróg rozchodzących się do Lipek, Lubiatowa i Krobielewko.


Tu skończyło się moje znojne przebijanie drogą pożarową 54

     Dalsza trasa w kierunku Lubiatowa pokrywała się z pierwotnym planem. Pewne zmiany wprowadziłem dopiero przed jeziorem Łąkie. Jadąc zaplanowanym szlakiem ominąłbym je całkowicie. Natomiast trochę nadkładając drogi objechałem je od wschodu aby dotrzeć do brzegu w miejscu gdzie zlokalizowano przeciwpożarowy strategiczny punkt czerpania wody. Właśnie jego elementem są mini-potiomkinowskie schody łączące plac dla samochodów strażackich z taflą jeziora.


Jezioro Łąkie




Strategiczny punkt czerpania wody, zejście do jeziora i plac przewidziany dla samochodów zajeżdżających po wodę. 


Wysuszone koryto strumyka łączącego jeziora Łąkie i Gostomie

      Wracam na zaplanowany szlak, przejeżdżam obok leśniczówki Kościelec (nazwa od pobliskiego jeziora Kirchensee (Kościelne) obecnie Gostomie) i obok stanicy harcerskiej Gościraj wjeżdżam na drogę do Gościmia. Nieodmiennie podziwiam pomysłowość budowniczych tej leśnej drogi. Od leśniczówki wzdłuż drogi biegnie linia średniego napięcia, w pewnym miejscu droga zbacza po to aby na jej środku wyrósł słup i natychmiast wraca na poprzedni tor.


Stary, nieczytelny kamienny drogowskaz przed leśniczówką Kościelec


Jedyny słup na środku drogi. Żeby wypadł centralnie droga specjalnie zbacza w prawo :-). Wszystkie pozostałe na odcinku kilku km. są po prawej stronie drogi 

    Skrót z Zielątkowa do Goszczanowca okazał się całkiem przyjazny, na początku kilkaset metrów przyzwoitej drogi gruntowej , dalej porządny asfalt. Polecam jako skrót z Gościmia do mostu na Noteci za Goszczanowcem. W Goszczanowcu pokręciłem się trochę przed XIX-wiecznym kościołem zbudowanym z kamiennych bloków. Obok kościoła zachował się pomnik 23 tutejszych mieszkańców poległych w latach 1914-19, na którym ustawiono figurę Matki Boskiej. Podobny pomysł zastosowano w Starym Polichnie k. Santoka.  Dalsza droga skrótem przez Duraczewo do Goszczanowa.




Kościół i kriegerdenkmal (wtórnie kapliczka) w Goszczanowcu

   W Goszczanowie zdecydowałem się na jazdę czarnym szlakiem przez puszczę obok Jezierc. Skrót pozwala zaoszczędzić do Skwierzyny ok. 7 km., najistotniejsze jest jednak to że pozwala na spokojną jazdę omijając ruchliwą szosę do Drezdenka. W Jeziercach zboczyłem w kierunku Murzynowa, do dwóch kamieni upamiętniających: jakiegoś zasłużonego Aleksandra tzw "Alexanderstein", i drugiego który jest opisany tylko jako "Denkstein". Alexanderstein ustawiono prawdopodobnie dla uwiecznienia pamięci jakiegoś zasłużonego leśnika. Całkowita wymiana ludności po 45 r. zatarła pamięć o nim i jego zasługach.  Natomiast drugi z nich stoi w miejscu opisanym na XIX-wiecznej mapie jako "Wolfkeith" i podejrzewam że może upamiętniać miejsce w którym ustrzelono ostatniego wilka w zachodniej części Puszczy Noteckiej. Miało to miejsce ok. 1850 r. w okolicy Jezierc. Należałoby wspomnieć że w tamtym okresie wilki były traktowane jako szkodniki i bezlitośnie tępione. 
   W ubiegłym roku odwiedziłem pod Wyszanowem tzw. pomnik wilka, miejsce w którym ustrzelono ostatniego wilka w lasach międzyrzeckich. Fakt ten upamiętnia dwumetrowy obelisk zbudowany z polnych granitowych głazów. Może ten kamień spod Jezierc to była skromniejsza wersja wilczego pomnika.


Fragment mapy z 1934 r. Alexanderstein zaznaczony w środku. Drugi z kamieni w lewym dolnym rogu.




Alexanderstein



Drugi kamień pomnikowy. Od czoła otwory na zakotwienie tablicy. Gdy byłem tu pierwszy raz z jednego otworu sterczała jeszcze resztka zardzewiałej śruby. Za kamieniem jakieś wykopane sztucznie zagłębienie. (wyschnięta sadzawka?)

   Od kamieni wydostałem się na niebieski szlak rowerowy, jeszcze kilka kilometrów w puszczy i obieram kierunek do domu na spóźniony obiad.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 74.31 km (46.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Gorzyca i Międzyrzecz

Piątek, 12 lutego 2016 | dodano: 12.02.2016Kategoria gm. Bledzew

   Pogodne piątkowe popołudnie, krótszy czas pracy, wszystko przemawia za tym żeby wykorzystać sprzyjające warunki na wyjazd w teren. Pomysł na trasę krystalizuje się już w trakcie jazdy. Terenowy odcinek pomiędzy Bledzewem i Międzyrzeczem zrodził się z obaw że na jazdę szosą zabraknie czasu, ponadto jazda przez las wydawała mi się ciekawsza.
  Szosę porzucam tuż za mostem w Bledzewie. Zjeżdżam w drogę prowadzącą do gospodarstwa agroturystycznego Dolatówka. Wkrótce porzucam drogę do Dolatówki na rzecz drogi pożarowej 58. Doprowadza ona do mostka na Strudze Jeziornej łączącej J. Chycińskie z Zalewem Bledzewskim. Przy jej ujściu istniał kiedyś młyn wodny Grunziger Heidemühle. Uległ on likwidacji na początku XX wieku ponieważ po napełnieniu zbiornika bledzewskiego znalazł się w obrębie jego cofki. Obecnie można zobaczyć tylko fundamenty domu młynarza i zatopione pod wodą jakieś elementy młyńskiej budowli piętrzącej. Mostek ten podobnie jak pobliski Most Bieruta jest przepustem rurowym. Miejsce to oficjalnie nosi nazwę Grądzkie, ale niektórzy miejscowi nazywają je również starą nazwą "Haidemile". W pobliżu dawnego ujścia Strugi Jeziornej na wysokim brzegu zalewu zachowały się wały i fosa wczesnośredniowiecznego grodziska.
  W dalszej drodze mijam zagubioną w lesie wysadzaną platanami (?) aleję. Kilkusetmetrowa aleja ciągnie się od skrzyżowania z drogą do Mostu Bieruta w kierunku Chyciny.  Na starych mapach oznaczona jako "Wilhelmstrasse". Nazwa upamiętniała przejazd cesarza Wilhelma II z Chyciny do stacji kolejowej w Głębokim. Wilhelm gościł w Chycinie na początku XX w. podczas podróży na manewry wojskowe pod Poznaniem. Nawiasem mówiąc  z tego samego powodu wspomniany wcześniej Most Bieruta przed 1945 nosił nazwę "Wilhelmbrücke", a półwysep nad jeziorem Chycina "Kaiserzelt".
 Leśne drogi opuszczam dopiero w Świętym Wojciechu przy moście na Obrze. Dalej już szosą do Międzyrzecza i prosto do domu.
  


Most w Bledzewie - funkiel nówka :-)


Kierunek Dolatówka, a w dalszej perspektywie Gorzyca.


Cały czas wzdłuż drogi ciągną się świetnie zachowane rowy strzeleckie - fortyfikacje polowe pobliskich grup warownych MRU.








Wszystkie zdjęcia z "Haidemile" (od Grunziger Heidemühle)


W Gorzycy wita remiza OSP.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 48.76 km (14.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Wyjazd w teren z Zemskiem w tle

Środa, 10 lutego 2016 | dodano: 10.02.2016

   Podobnie jak przedwczoraj wyjazd po bułki zamienił się w wyjazd w teren. Żona posądza mnie że po codzienne zakupy zacząłem jeździć do Międzyrzecza :-). 
    Czasu do zmroku wystarczyło na przejazd przez poligon i powrót do domu przez Zemsko i Stary Dworek


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 26.47 km (9.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Dobrojewo

Poniedziałek, 8 lutego 2016 | dodano: 08.02.2016

   Przy okazji wyjazdu po codzienne zakupy urwałem się na mały wypad w teren.  Trasa to powtarzana już wielokrotnie w przeszłości pętla przez Murzynowo, Dobrojewo i Gościnowo.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 29.43 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Okolice Przytocznej

Niedziela, 7 lutego 2016 | dodano: 08.02.2016Kategoria gm. Przytoczna

   Dzisiejsza wycieczka z założenia miała przebiegać trasą poprowadzoną przez miejsca w których diabeł mówi dobranoc. W zasadzie plan się powiódł. Większość czasu spędziłem w lesie i na polnych drogach pomiędzy rozrzucanymi na nadwarciańskich łęgach zabudowaniami. 
   W las zjechałem tuż za południowym węzłem obwodnicy Skwierzyny. Leśna droga za leśniczówką Popowo prowadzi do przejazdu pod drogą S-3 i kolejnej leśniczówki Żabno. Leśniczówka ta leży na polanie oddzielonej wąziutkim pasem drzew od pól należących do Chełmska. Tuż za leśniczówką rozciąga  się podłużana sięgająca aż do Twierdzielewa zabagniona kotlina. Niegdyś kotlina była misą wielkiego jeziora Żabno. Dzisiejsze Żabno to dwa niewielkie oczka i duże bagno w pobliżu Twierdzielewa.
  Kolejny leśno-polny odcinek rozciąga się pomiędzy Twierdzielewem i Przytoczną. Przed Rokitnem sprawdziłem nieznaną mi wcześniej drogę która wyprowadziła mnie pod DPS. Omijając Rokitno docieram do centrum Przytocznej. Wybieram polną drogę do Nowej Niedrzwicy. Za Przytoczną robię krótką kalkulację czasu pozostałego do zmroku z której wynika że zdążę jeszcze zjechać w kierunku doliny Warty do osady Murowiec (dawny młyn wodny Karowiec na Strudze Lubikowskiej).
  Osada to dwa domy z stadem ujadających za ogrodzeniem psów, teren oczywiście prywatny, a wstęp wzbroniony. Wycofuję się wzdłuż płynącej w głębokim jarze Lubikowskiej Strugi. Droga kończy się na płaskiej pociętej rowami melioracyjnymi łące. Obawiam się że dążąc polnymi drogami w kierunku Warty mogę trafić w ślepy zaułek. Czas nie pozwala na metodę prób i błędów. Wśród kilku możliwych dróg rozpoznaję tę prowadzącą do Krasnego Dłuska.
    Do samego Dłuska nie dotarłem, wcześniej skusiła skusiła mnie inna wysadzona topolami, a biegnąca do niej pod kątem prostym. W ten sposób znalazłem się w Nowej Niedrzwicy. Powrót do domu wielokrotnie już wypróbowaną ulepszoną drogą gruntową do Chełmska. Ostatnie kilka kilometrów z Chełmska wracam szosą. 


Przytoczna. Pomnik upamiętniający II Armię WP.


Struga Lubikowska. W głębi za drzewami majaczą zabudowania młyna Karowiec. Struga płynie w kilkumetrowym jarze. Kilkaset metrów niżej struga wpływa na nadwarciańskie łąki i wtedy okazuje się że ta pozornie czarna woda jest krystalicznie czysta.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 41.36 km (28.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Nad Głębokim

Sobota, 6 lutego 2016 | dodano: 07.02.2016

   W minionym tygodniu prześladował mnie pech. Miałem dwie próby wyjazdu, obie zakończone falstartem. W rezultacie teraz mam nowe dwie dętki i jedną oponę. Dziś wydawałoby się że zła passa wreszcie się skończyła, i tak byłoby gdybym jeszcze pomyślał wcześniej o załadowaniu baterii telefonu. 
  Dziś sprawdziłem dokąd prowadzi niebieski szlak rowerowy na który można wjechać naprzeciwko zjazdu do Rojewa. Ciekawość zaspokoiłem objeżdżając jezioro Głębokie od strony zachodniej. Przy przystanku kolejowym w Głębokim szlak skręca do Gorzycy. Dziś Gorzycę sobie odpuściłem, jeździłem już tamtędy kilkakrotnie. Dawno natomiast nie byłem w Białych Łąkach, dziś można byłoby sprawdzić czy nie zapomniałem drogi.
  Białe Łąki a właściwie poprawnie Brzozowy Ług, osada zagubiona w lesie na wysokości jez. Głębokie po przeciwnej stronie drogi S3, formalnie jest to przysiółek oddalonego o kilka km. Kalska. Podobno przed 1945 r. znajdowała się tu stacja radiowo - nadawcza III Rzeszy, po wojnie osada leśna oraz siedziba nadleśnictwa, dziś tylko osada. Po przeciwnej stronie lasu wydostałem się na szosę Międzyrzecz - Rokitno. Z Rokitna jeszcze kilka kilometrów po różnych drogach terenowych i wracam do domu.


Zdjęcie pokazuje jak bardzo spadł poziom wód gruntowych. Zwykle ten teren był pod wodą co pokazują korzenie drzew.


Kierunek Brzozowy Ług.


Zabudowania Brzozowego Ługu.


Kalsko.




Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 43.71 km (19.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)