- Kategorie:
- gm. Bledzew.67
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.39
- gm. Pszczew.35
- gm. Santok.35
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.19
- pow. międzychodzki.51
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.4
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.67
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Pod Międzyrzecz
Niedziela, 26 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016
To był coniedzielny rodzinny wyjazd z stałym elementem gry czyli wizytą w Zemsku. Swobodną częścią tego wydarzenia była przejażdżka pod Głębokie, stamtąd niebieskim szlakiem rowerowym do Gorzycy i przez Święty Wojciech powrót do Skwierzyny. Małżonka wyraziła umiarkowany zachwyt nad tą trasą (po takich drogach to ona może jeździć :)). Osobiście podzielam ten pogląd, od Głębokiego jest to naprawdę sympatyczna śródleśna trasa z drogą porównywalną do parkowych alejek. Podobnie ma się sprawa z odcinkiem z Gorzycy do Świętego Wojciecha będącym spokojną podmiejską drogą z sporą ilością biegających i nieśpiesznie pedałujących mieszkańców Międzyrzecza. Bonusem tego wyjazdu były zebrane w lesie pod Gorzycą jagody.
Rower:
Dane wycieczki:
50.88 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Lwówek
Sobota, 25 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
Po raz pierwszy wypuściłem się na tereny Wielkopolski położone poniżej Międzychodu i Pniew. Przy całej mojej sympatii do dróg szutrowych dziś miałem ich tak dużo że podczas powrotu niemal do euforii doprowadziła mnie w Wierzbnie myśl że już nigdzie na nie nie wkroczę.
Lwówek był w dzisiejszych planach warunkowo, ale w trakcie wycieczki wyszło tak że stał się punktem docelowym.
Pierwszy znaczniejszy odcinek szutrów zaczął się już od południowego węzła obwodnicy Skwierzyny. Poza kilkukilometrowym odcinkiem od Chełmska do Twierdzielewa ponownie na szosie znalazłem się dopiero w Pszczewie. Kilka kilometrów szosą i w Silnej znów wjeżdżam na drogi ulepszone tylko żwirami. Ten etap skończył dopiero kilka kilometrów przed Lwówkiem.

Św. Hubert pod Pszczewem
Po opuszczeniu Silnej i przejechaniu kilku kilometrów przez leśne pustkowia docieram do Lewic, ale tylko po to aby przeciąć szosę łączącą Miedzichowo z Łowyniem. W tej miejscowości uwagę turysty zwraca XVIII w kościół z elewacją wykonana z ciętych kamieni polnych. Naprzeciwko kościoła na skwerku za przystankiem stoi figura Chrystusa z 1874 r. ufundowana przez ówczesnych właścicieli wioski jako akt wdzięczności za doznane łaski . O samych Lewicach można jeszcze powiedzieć że w swojej przeszłości przez jakiś czas były miasteczkiem, a dziś są "Wioską Mikołajów". Idea projektu „Wioska Mikołajów” bierze swój początek w legendzie o Św. Mikołaju z Miry, który jest patronem parafii w Lewicach. Natomiast na czym on polega to jest opowieść na osobny temat.

Kościół w Lewicach.
Po kilkudziesięciu kilometrach dróg terenowych dotarłem ostatecznie do Lwówka. Pozostało szybkie zwiedzanie miasteczka. Ponieważ nie liczyłem się z tym że tu dotrę nie byłem przygotowany teoretycznie do tego czego szukać. Intuicyjnie jednak dotarłem do rynku z charakterystyczną wieżyczką zegara i czterema (nieczynnymi:(( ) pompami w narożnikach oraz gwieździście ułożonym brukiem z polnych kamieni, pod kościół z stojącą w pobliżu kaplicą grobową Łąckich-Tyszkiewiczów i pod kamienicę z spichlerzem wzniesione dla powstałej w 1909 r. Spółdzielni "Rolnik". Nie zabrakło elementów patriotycznych, bowiem spod tej kamienicy w styczniu 1919 r. ruszył na zachodni front powstania wielkopolskiego oddział sformowany przez mieszkańców Lwówka.

Rynek w Lwówku.
Kościół w Lwówku. W prawym dolnym rogu widoczna kaplica grobowa Łąckich-Tyszkiewiczów

Kamieniczka Spółdzielni Rolnik
Powrót to znów wielokilometrowe przedzieranie się drogami żwirowymi. Tym razem kieruję się w kierunku miejscowości Linie, Miłostowo, Tuczępy. Jadę z wiszącą w powietrzu burzą, ale tak szczęśliwie się składa że wiatr spycha burzę w tym samym kierunku.
Wjeżdżam w dolinę Kamionki, mijam Mniszki. W Mniszkach zamierzałem zboczyć pod zabudowania folwarczne, siedzibę Centrum Edukacji Regionalnej. Jesienią ma tam miejsce Babie Lato czyli Wielkie Smażenie Powideł i wielki festyn. Niestety dostępu przed zabudowania bronił jakiś luźno biegający i ujadający kundel. Gdybym się upierał pewnie udałoby się go przekonać aby zszedł z drogi. Jednak pomruki burzy i czarne chmury nie pozostawiały złudzeń że mam dużo czasu. Kiedyś może jeszcze tu powrócę.
W Mniszkach przeciąłem dolinę Kamionki i znalazłem się w Gralewie, a po pokonaniu kolejnego odcinka szutru w Skrzydlewie. Wszystkie te miejscowości podobnie jak pobliska Kamionna i Kolno leżą na "Szlaku Powstań Narodowych 1769-1919". Wokół tych miejscowości w styczniu 1919 r. toczyli walki powstańcy wielkopolscy. Spora część walczących tu oddziałów powstańczych składała się z mieszkańców okolicznych miejscowości, stąd pewna zrozumiała chęć upamiętnienia tych wydarzeń i ludzi.
Znakomita droga łącząca Skrzydlewo z Międzychodem zachęciła mnie do wizyty w tym mieście. Przed Laufpompą uzupełniłem wypocone minerały. Właśnie tam poznałem świeżutkie wyniki meczu Polska- Szwajcaria.
Dalsza droga to kolejny kawał terenu przez Gorzycko Stare do Wierzbna. Właśnie na tym odcinku widzę że burza która się przesuwała przede mną była połączona z sporą ulewą.
Z wielką ulgą wyjechałem w końcu na szosę w Wierzbnie. Zwykle nie cierpię tego odcinka do Skwierzyny, ale dziś wydał mi się bardzo sympatyczny pomimo sporego ruchu i braku poboczy.
A mikro- burza dopadła mnie w końcu 200 metrów od domu. Skończyło się na paru gromach, kilku silniejszych podmuchach i niewielkim deszczu.
Rower:
Dane wycieczki:
125.81 km (53.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Zemsko, Popowo, Twierdzielewo
Czwartek, 23 czerwca 2016 | dodano: 23.06.2016
Przejazd z małżonką po trasie Zemsko-Popowo-Twierdzielewo. Na odcinku Popowo-Twierdzielewo-Chełmsko jeździłem tym szlakiem dziesiątki razy, ale żona była tam pierwszy raz. Była zauroczona trasą za wyjątkiem jedynego piaszczystego odcinka przed Twierdzielewem. Niestety trzeba było pokonać go pieszo, no i potem ten piasek w butach:).
Rower:
Dane wycieczki:
29.83 km (7.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Po drugiej stronie Noteci
Środa, 22 czerwca 2016 | dodano: 22.06.2016Kategoria pow. strzelecko-drezdenecki
Wycieczkę na drugi brzeg Noteci zrobiłem razem z Adamem Cz. Trasa prowadziła przez Lipki Wielkie. W Goszczanowcu przekroczyliśmy Noteć. Po drugiej stronie rzeki chciałem sprawdzić czy istnieje możliwość przedostania się do Santoka drogami gruntowymi ciągnącymi się wzdłuż wałów przeciwpowodziowych.
Z jazdy wzdłuż wałów zrezygnowaliśmy w miejscu w którym dochodzi do nich stara, mocno zniszczona droga asfaltowa. Jest to ślad po dawnej przeprawie promowej z Górecka do leżących po przeciwnej stronie Lipek Małych. Własnie w Lipkach jest analogiczna sytuacja z drogą do rzeki, jedyna różnica jest w tym że w Lipkach rozproszona zabudowa ciągnie się do samych wałów natomiast Górecko jest oddalone od rzeki na ok. 1,5 km.
Kościółek w Górecku.
Naprzeciw stary mocno zarośnięty cmentarzyk.
Czyżby znicze ??
Górecko zostało założone w XVIII w. na osuszonych bagnach. Z powodu nadmiaru wody warunki życia były tam początkowo bardzo trudne, wiosenne i letnie powodzie odcinały czasem mieszkańców od świata na całe miesiące.
Byłem tu już kiedyś ale zajeżdżałem od strony Zwierzyna monotonną drogą na nasypie wśród łąk ciągnących się aż po horyzont. Znacznie ciekawsza jest ta trasa którą przyjechaliśmy dzisiaj. Kiedyś sprawdzę jak wyglądają te drogi dalej
W Górecku krótka przerwa i kontynuujemy jazdę przez Górki do Santoka. W Górkach lekko chybiłem z wyborem drogi wylotowej, miała dalej prowadzić przez las obok leśniczówki a wyszła po jego skraju. Niewielka strata, ostatecznie obie prowadzą do tego samego miejsca.
W weekend w Santoku kroi się feta, plakaty zapowiadają święto grodu.
Dalsza droga do domu pokonana jednym skokiem tradycyjną drogą do Polichna i Murzynowa.
Rower:
Dane wycieczki:
82.70 km (11.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pod Polichno
Poniedziałek, 20 czerwca 2016 | dodano: 20.06.2016Kategoria gm. Santok
Wyjazd z Adamem Cz. Wobec wątpliwej pogody mieliśmy pokręcić się w zasięgu rzutu beretem od domu. Ruszyliśmy wobec tego do Gościnowa aby tam zawrócić w kierunku Dobrojewa i do domu. Jechało się tak dobrze że zacząłem namawiać kompana na wypad za Noteć, od Santoka wzdłuż Warty i powrót przez Gorzów lub alternatywnie do Zwierzyna i powrót przez Goszczanowo. Okazał się nieugięty, nie dał się skusić na coś większego. Jedynie metodą faktów dokonanych udało się dociągnąć go do Nowego Polichna. Z Nowego Polichna ruszamy szutrówką do szosy z Drezdenka i kierunek Skwierzyna.
Rosnąca w przydrożnym rowie w Nowym Polichnie groźna "zemsta Stalina" o której wspominałem w swoim wczorajszym wpisie. Rośnie tego sporo nad drogami i rowami w dolinie Warty i Noteci. Roślinka jest dosyć żywotna i ciężka do wytępienia.
XIX wieczny kościół w Nowym Polichnie. Wewnątrz zachowało się podobno XVIII wieczne wyposażenie. Nie sprawdzałem :).
Rower:
Dane wycieczki:
42.76 km (12.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wycieczka dla relaksu
Niedziela, 19 czerwca 2016 | dodano: 19.06.2016
W pierwszej części dzisiejszego wyjazdu pełen relaks, bez jakiegokolwiek pośpiechu, z długimi przerwami. Tak jak sobie tego życzyła towarzysząca mi małżonka. Ponieważ po powrocie do domu czułem pewien niedosyt, a do zmroku zostało jeszcze nieco czasu urządziłem sobie drugą część wyjazdu w teren obok Rakowa i Trzebiszewa.
Przy polnych drogach w okolicy Trzebiszewa w tym roku podobnie jak w poprzednich rosną całe kolonie "zemsty Stalina". Dwa lata temu przez przypadkowe otarcie się o roślinę przez całe lato miałem na ręce trudno gojącą się ranę. Dziś dało się uniknąć rosnącego na poboczach barszczu Sosnowskiego, ale przeliczyłem się z szerokością i twardością przesmyku pomiędzy kałużami. Sprawdziłem, jedna z nich była głęboka do połowy łydki. Powrót szosą.
Rower:
Dane wycieczki:
51.30 km (12.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Nad Obrą
Sobota, 18 czerwca 2016 | dodano: 18.06.2016
Pogoda nie jest dziś łaskawa dla podróżujących jednośladami. Wyskoczyłem tylko na kilka kilometrów za miasto a i tak dwukrotnie mnie zmoczyło. Zdjęcia pochodzą z ścieżki na Szlaku Bobrów.


Rower:
Dane wycieczki:
28.78 km (12.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Gorzyca, Bledzew i świński "pomnik"
Środa, 15 czerwca 2016 | dodano: 16.06.2016Kategoria gm. Miedzyrzecz
Po południu się rozpadało i właściwie nie liczyłem na to że gdzieś wyruszę. Ale po osiemnastej deszczyk zaczął zanikać, a gdzieś nad Międzyrzeczem pokazał się pasek błękitnego nieba. Ryzyk fizyk, wyciągam welocyped i jadę w stronę słońca. Rzeczywiście gdzieś w okolicy Zamostowa na chwilę wyjrzało słoneczko.
Z Skwierzyny wystartowałem w kierunku Międzyrzecza z myślą że zboczę w którąś boczną drogę i wrócę do domu innym śladem. Ale na brodzenie w kałużach również nie miałem ochoty. Dopiero za Głębokim pokazała się trochę lepsza droga do Gorzycy. Gorzyca mi pasuje, do Zamostowa szutrówka, od Kurska przez Chycinę i Bledzew asfaltówka, a przy okazji zajadę w Bledzewie pod "świński pomnik" (temat niedawno wywołany przez Jurka).
Jakieś dwa kilometry przed Gorzycą natknąłem się w lesie na kilka grup nastolatków, w sumie mogło być tego towarzystwa jakieś pół setki, czyli nie było to spontaniczne a wyraźnie zorganizowane wyjście w teren. W Gorzycy przekraczam Obrę, najbliższe mosty pozwalające wrócić na "nasz" brzeg to Święty Wojciech pod Międzyrzeczem lub Bledzew. Jest jeszcze wprawdzie Most Bieruta ale widoczne jak okiem sięgnąć kałuże na drodze do tej przeprawy zniechęcają. Wygrywa Zamostowo.
Obra i most w Gorzycy
Pałac i zabudowania folwarczne zajmuje gospodarstwo agroturystyczne "Maya". Pałac w remoncie.
Kościół i grobowiec rodziny von Kalckreuthów. Ród Kalckreuthów wywodzi się z Saksonii. Jedna z gałęzi rodu pojawiła się w XIII w. na Śląsku, od XVI w. znani są w Wielkopolsce (m.in. w Dłusku, Muchocinie, Gorzycy, Kursku). Szlachta na pograniczu nie była hermetyczna narodowościowo więc część tych majątków przejęli żeniąc się z córkami miejscowej szlachty
Mijam Zamostowo, Kursko, Chycinę. Chociaż nie, Chyciny nie mijam, zatrzymałem się przecież przed jednym z domów dla sfotografowania zabawnych zajączków. W bramie podwórza pojawia się sympatyczna pani, zachęca do zobaczenia kolejki którą panie z Chyciny przygotowują na festyn w bledzewskiej szkole. Zainteresowani festynem - ma to być 7 lipca (chyba piątek?).
Zajączki z Chyciny
Jeszcze tylko Bledzew z prosiakiem i pędzę prosto do Skwierzyny. Wieprzka widać z drogi do Goruńska. Pierwszy raz podjeżdżam w jego bezpośrednie otoczenie. Jest to takie swoiste logo, znak rozpoznawczy fermy. Stoi tam odkąd pamiętam. Czy dziś hoduje się tam jeszcze trzodę chlewną nie wiem. Obiekt zajmuje kilka hektarów, w jednej części na pewno jest bydło. Czasem łazi po wybiegu i w sprzyjających warunkach czuć gnojowicę jeszcze kilometr w kierunku Goruńska.
Teraz pozostało jedynie szybko pokonać tych kilkanaście kilometrów które mi pozostały do domu
Rower:
Dane wycieczki:
44.76 km (10.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Bledzew konieczność - reszta niekoniecznie
Wtorek, 14 czerwca 2016 | dodano: 14.06.2016
Z powodów osobistych musiałem być dziś wieczorem w Bledzewie. To była konieczność. Powrót do domu również, ale niekoniecznie od razu i najkrótszą drogą. Wracając zboczyłem w drogi wśród pól. A tam przedwieczorny spokój, aż po horyzont zboża i inna zielenina (sorry horyzont ograniczają lasy, w końcu okolica w 70% zalesiona), szpalery przydrożnych drzew, zapachy zbóż. Odzywa się nostalgia za krainą dzieciństwa. Aż się nie chce wracać między bloki miasteczka.
W ogóle robię ten wpis tylko dla statystyki. W końcu przejechałem te trzydzieści parę kilometrów
Rower:
Dane wycieczki:
33.45 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W Puszczy Gorzowsko- Barlineckiej
Sobota, 11 czerwca 2016 | dodano: 12.06.2016Kategoria ponad 100 km, Puszcza Gorzowska
Na sobotę zaplanowałem sobie wyjazd do Gorzowa i jak się uda to wyprawę do Barlinka. W Gorzowie miałem do odebrania wyniki badań, a potem do własnej dyspozycji całą resztę dnia. Tuż za Gorzowem dostałem informację że jest bardzo wskazane abym pojawił się w domu około siedemnastej. Z oczywistych przyczyn na Barlinek zabrakło czasu, ale pozwoliłem sobie trochę powałęsać się po otulinie Barlinecko-Gorzowskiego Parku Krajobrazowego.
Na początek miejsce które widziałem ponad rok temu – Marzęcin. Miejsce w lesie nad Kłodawką, kilka kilometrów za Mironicami gdzie do stycznia 1945 istniała spora wioska Marienspring. Byt Marienspring został przerwany po tym jak przy dogodnej przeprawie przez dolinę Kłodawki kilka niemieckich czołgów usiłowało stawić bezskuteczny opór kolumnie radzieckich czołgów. Po walce Rosjanie prawdopodobnie w akcie zemsty za poległych kolegów metodycznie spalili pobliską wioskę. W jednym z płonących domów zginęła dziewięcioletnia dziewczynka Erika Sommerfeld. Kikuty spalonych domów zostały uprzątnięte w latach osiemdziesiątych. Dziś na miejscu wioski nadleśnictwo Kłodawa urządziło parking z wiatami i miejsce na ognisko, na pobliskim stromym stoku w miejscu starego cmentarza urządzono lapidarium, zbudowano schodki i barierki do Źródła Marii, a dzieci z szkoły w Kłodawie ufundowały tablicę na grobie małej Eriki. Przy wejściu na teren wita turystę dzwonnica i kriegerdenkmal poświęcony pamięci poległym w I wojnie światowej mieszkańcom wsi.

Marzęcin - dzwonnica.

Kriegerdenkmal

Grób małej Eriki

Źródło Marii. Miała być krystalicznie czysta i smaczna woda, naprawdę jest ohydna i zalatująca bagnem.

Stary kamienny drogowskaz do Marienspring. Napisy nieczytelne.
W drodze do Marzęcina obok ośrodka "Azyl" powodowany ciekawością wjechałem w leśną boczną drogę. Przede mną skręcało tam kilka samochodów, więc jest tam coś co je ściągnęło. Samochody pojechały gdzieś dalej, ale droga okazała się zbyt piaszczysta do dalszej jazdy. Za to odkryłem tam urocze jeziorko o nazwie Leśne z sporą wiatą i amfiteatralnie ułożonymi ławami i stołami. Piękne miejsce na imprezę w plenerze.

Nad Jeziorem Leśnym
Tym razem opuszczając Marienspring pominąłem pomnik leśniczego który w latach dwudziestych zginął w pobliżu z rąk kłusowników. Pomnik postawili mu koledzy leśnicy. Do pomnika trzeba byłoby zboczyć około kilometra w przeciwnym kierunku, a ja ponadto opuściłem teren jadąc dawną uliczką wioskową i musiałbym dodatkowo zawracać kilkaset metrów.
Droga z Mironic do Marzęcina i dalej, to były wielokilometrowe bruki. Wydostałem się wprawdzie na nawierzchnie bitumiczne gdzieś na wysokości drogi do leśniczówki Mszaniec, ale tylko po to by po jej przekroczeniu wjechać na szlaki podobne i gorsze.
Skoro Barlinek odpadł nieodwołalnie zdecydowałem się na jazdę lasami do Zdroiska z wszelkimi wariantami jakie się nasuną w trakcie podróży. Czasu powinno wystarczyć aż nadto.
Na początek cel najbliższy Mszaniec. Mszaniec okazał się być małą kilku zagrodową osadą z leśniczówką. Na skwerku przed leśniczówką tablica informująca że w latach sześćdziesiątych częstym gościem bywał tu znany przyrodnik, literat i myśliwy Włodzimierz Korsak.
Dalszą drogę wskazuje oznakowany szlak rowerowy. Chciałbym uniknąć zbędnego błąkania się, toteż na wszelki wypadek postanawiam trzymać się tych znaków. Niedługo potem przecinam brukowaną drogę. Droga ta prowadzi między innymi do leśniczówki Okno. Miałem przyjemność jechać tym brukiem miesiąc temu wracając z Barlinka.
Kilka kilometrów leśnych dróg różnej jakości i wyjeżdżam w miejscu którego właściwie nie oczekiwałem, ale mapa nie kłamie to musi być Łośno. Tu już byłem dwukrotnie, ale nie próbowałem jeszcze drogi do Santoczna. Podczas pierwszego pobytu rozpytywana na tą okoliczność mieszkanka Łośna miała wątpliwości czy jest ona przejezdna. Skoro jednak jak byk na skrzyżowaniu stoi drogowskaz kierujący na bruk do Santoczna zakładałem że taka nawierzchnia będzie do samego końca, więc skąd te wątpliwości. Jak się później okazało nie były one bezpodstawne, bruk się wkrótce skończył żeby pojawić się ponownie dopiero w Santocznie, ale poza dwoma krótkimi odcinkami nie było najgorzej.

W Santocznie. Obok w krzakach stał jeszcze post-militarny Ził 131

Lapidarium urządzone na skraju dawnego ewangelickiego cmentarza w Santocznie.

Jeden z najstarszych budynków Santoczna. Dawny magazyn hutniczy zaadoptowany w 1767 r na potrzeby kultu .

Do budowy pierwszej niemieckiej maszyny parowej użyto blach wyprodukowanych w Santocznie

Widzę w tym inspiracje rzeźbami Hasiora. Skala może mniejsza niż w Koszalinie i Szczecinie, ale w sam raz na miarę Santoczna :)
W Santocznie zrobiłem rundkę po centrum miejscowości. Wioska w swoich początkach w XVIII w. była osadą przemysłową. Istniejący tu zakład metalurgiczny produkował początkowo amunicję potrzebną do pruskich dział podczas wojen napoleońskich, później produkcja była bardziej pokojowa, a mianowicie były to blachy, gwoździe i narzędzia rolnicze. Tu również wyprodukowano części do pierwszej niemieckiej maszyny parowej. Zakład działał do 1945 r. w swojej ostatniej fazie produkując lemiesze do pługów ze zużytych kół kolejowych.
W Santocznie zobaczyłem drogowskaz "Różanki 6 km", jest zatem możliwość ominięcia Zdroiska. Skoro tak można to czemu nie skorzystać. Nie jest to wprawdzie szosa ale ulepszona droga leśną. Szczególnie malownicze miejsca na tym odcinku znajdują się na przesmyku między jeziorami Jeż i Ostrowite. Spotykam kilkoro cyklistów, zapewne wypuścili się na spacery z pobliskiego ośrodka nad jeziorem Nierzym.
W Różankach byłem o zupełnie przyzwoitej porze, a skrót do Janczewa już dawno przetestowany. Jest szansa że do siedemnastej znajdę się w Skwierzynie.

W Czechowie
I pewnie by się udało gdyby nie pomysł zjechania z Janczewa w dolinkę na dnie której leży Czechów. Dla mnie ta droga jest feralna, jak dotychczas połowa zjazdów kończyła się kapciami. Nie inaczej stało się dzisiaj, na domiar złego obie dętki zapasowe w moim przekonaniu dobre, okazały się dziurawe. Pozostało klejenie jednej z nich. A dziura w starej powstała z przyczyn naturalnych, pewnie wskutek zmęczenia materiału. Muszę przyznać że spotkałem się dziś z sporą dawką życzliwości od przejeżdżających bikerów. Dosłownie nikt mnie nie minął bez pytania czy nie potrzebuję pomocy. Dziękuję koledzy za dobre chęci !
Do domu jednak trochę się spóźniłem. Wszystko zwaliłem na awarię przezornie nie wspominając że po drodze wstąpiłem jeszcze do znajomego w Lipkach po książki międzyrzeckiego regionalisty p. Andrzeja Chmielewskiego. Znajomy uczestniczy w przygotowywaniu ich do druku i w swojej życzliwości dzieli się ze mną swoimi egzemplarzami autorskimi.
Rower:
Dane wycieczki:
122.59 km (63.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

