- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.39
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.5
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Wilanów
Wtorek, 11 czerwca 2019 | dodano: 11.06.2019Kategoria ponad 100 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Puszcza Gorzowska
Odwiedziłem Wilanów, ale nie ten pod Warszawą :). Wilanów jest maleńką wioseczką na skraju Puszczy Barlineckiej, oddalony o kilka kilometrów od Strzelec Krajeńskich. W pobliżu leży Puszczykowo ale tam już nie dotarłem.
Kiedyś już się przymierzałem do odwiedzenia tego zakątka, było to jednak tak dawno że zdążyłem już zapomnieć co chciałem tam zobaczyć ale temat gdzieś w zakamarkach pamięci jeszcze się kołatał.
Nie zakładałem poszukiwań jakichś lokalnych ciekawostek, jedyne o czym pamiętałem to to że na rondzie w Strzelcach Krajeńskich należy kierować się na Barlinek. Pamiętałem również że w pobliżu szlaku leży strzelecki cmentarz komunalny a na nim nagrobek malarza Ludwiga Nostera, będący dziełem rzeźbiarza Hansa Latta. Obaj artyści byli znani w swoim czasie.
Noster urodzony w 1859 r w Strzelcach był wybitnym malarzem związanym z niemieckim dworem cesarskim, znany był głównie z portretów i pejzaży. Artysta zmarł przedwcześnie w 1910 r, a jego ciało zostało przeniesione do rodzinnych Strzelec. Pomnik na grobie Nostera wykonany z białego marmuru przedstawia kobietę wspartą na postumencie z medalionem i wizerunkiem malarza. Pomnik został odnowiony kilka lat temu z okazji setnej rocznicy śmierci artysty.
Szlak do Wilanowa przez Piastowo i Wielisławice początkowo prowadzi sympatyczną gruntową aleją obsadzoną lipami aby w Wielisławicach przejść w zupełnie przyzwoity bruk. Wilanów pozostawia równie sympatyczne wrażenie. Na końcu wsi rosną dwa pomnikowe drzewa. Jednym z drzew jest 350-letni klon, drugim ponad 400- letni dąb „Sobieski”. Dąb podobno jest najstarszym drzewem powiatu strzelecko-drezdeneckiego.
Wycieczkę kontynuuję czerwonym szlakiem. Nużący wielokilometrowy bruk kończy się w Santocznie. Tu zaczynam się zastanawiać nad powrotem. Wybieram opcje na skróty czyli szosą do Zdroiska, przez rezerwat „Zdroiskie Buki” do Górek, leśną drogą do Płomykowa, znów szosą do Santoka i przez Polichno do domu.
W Zdroisku wlazłem pod most na Santocznej. Zbudowany w latach trzydziestych betonowy most posiada w przyczółku konstrukcyjną ciekawostkę, jest to tunel z komorami pozwalającymi w razie zagrożenia założyć ładunki wybuchowe i szybko go zniszczyć.
Była to ostatnie przerwa na trasie.

Strażacy ćwiczący na Noteci.

Nagrobek malarza Ludwiga Nestera.

Pomnikowe drzewa w Wilanowie.

Wilanów - 350-letni klon.

Pomnik przyrody.

Wilanów - dąb "Sobieski" .

W Santocznie.

Tunel minerski pod mostem w Zdroisku.

Nagrobek malarza Ludwiga Nestera.

Pomnikowe drzewa w Wilanowie.

Wilanów - 350-letni klon.

Pomnik przyrody.

Wilanów - dąb "Sobieski" .

W Santocznie.

Tunel minerski pod mostem w Zdroisku.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
101.64 km (40.00 km teren), czas: 06:38 h, avg:15.32 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Niedzielne włóczęgi
Niedziela, 2 czerwca 2019 | dodano: 03.06.2019
Niedzielne wałęsanie się po najbliższej okolicy
Rower:Kross
Dane wycieczki:
32.26 km (10.00 km teren), czas: 02:34 h, avg:12.57 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wycieczka do linii kolejowej 373
Sobota, 1 czerwca 2019 | dodano: 01.06.2019Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew, okolice Trzciela, Wielkopolska
Niedawno
na Facebooku natknąłem się na stronę Prądówki co sprowokowało
mnie do próby spenetrowania części szlaku dawnej linii
kolejowej 373 z Zbąszynia do Międzychodu. Spora część tego
szlaku mniej więcej od Zachodzka w kierunku Międzychodu jest mi
znana z wcześniejszych wycieczek. Jest ona zachowana w lepszym
stanie i od
Łowynia chyba
nawet chyba
okazjonalnie wykorzystywana.
Otworzona w 1908 r linia kolejowa o długości 44 km miała duże lokalne znaczenie dla wsi olenderskich w okolicach Zbąszynia, Trzciela i Międzychodu. Dotychczasowy brak dogodnych dróg utrudniał wywóz i zbyt produktów rolnych których spore nadwyżki powstawały w prężnie rozwijających się gospodarstwach. Wcześniej Zbąszyń otrzymał połączenia kolejowe do Gubina, Poznania. Frankfurtu nad Odrą i do Leszna.
Tuż po pierwszej wojnie światowej linia ta odegrała pewną rolę przy wytyczaniu granicy międzypaństwowej pomiędzy Niemcami a Polską ponieważ decyzją aliantów miała pozostać w całości po jej polskiej stronie. W Trzcielu granica miała przebiegać 10 metrów od torowiska. Spowodowało to odcięcie niemieckiej, większej, części Trzciela od połączenia z niemieckimi kolejami oraz różne dziwaczne sytuacje gdy granica podzieliła część zagród i budynków. Przykładem był słynny zakład wikliniarski mistrza Konopki. Sama stacja w Trzcielu znalazła się po stronie polskiej natomiast przeciwległa strona ulicy pozostała już w Niemczech. Trzciel uzyskał połączenie z niemieckimi kolejami dopiero po zbudowaniu nowej stacji i ok. ośmiokilometrowego torowiska do Lutola Suchego. Stacja ta istnieje do dziś na terenie zakładu produkcyjnego branży drzewnej, a ślady torowiska widać wzdłuż drogi krajowej 92.
Linia zachowywała lokalne znaczenie zarówno w okresie międzywojennym, jak i podczas okupacji. W listopadzie 1945 ponownie na trasę ruszyły pociągi dowożące ludzi do pracy, młodzież do szkół, maszyny rolnicze i inne niezbędne towary.
Przez wszystkie te lata naprawy były ograniczane do minimum, podkłady murszały a szybkość od dawna została ograniczona do 40 km/h. Szybkość ta prowokowała dowcipnisiów do zamieszczania w ubikacjach napisów „nie zbierać grzybów w czasie jazdy pociągu”, skądinąd znanych mi z pociągów relacji Skwierzyna-Krzyż. Wprawdzie na odcinku od Międzychodu do Lewiczynka, a więc na niemal połowie trasy został wykonany dosyć gruntowny remont z materiałów odzyskanych z prac modernizacyjnych na ważniejszych magistralach niemniej pozostała część trasy nie doczekała lepszych czasów.
W końcu po osiemdziesięciu latach takiej eksploatacji nastąpiło jej wymuszone zamknięcie. 12 września 1987 odjechał z Zbąszynia ostatni pociąg do Międzychodu i dotarł tylko do najbliższego wiaduktu gdzie się wykoleił. Mieszkańcy Przychodzka czy Prądówki zostali w jednej chwili odcięci od świata, gdyż samochody były w posiadaniu jedynie nielicznych. Walka mieszkańców o dokończenie remontu i powrót pociągów spełzła na niczym.
Przez kilka lat tor funkcjonował jeszcze jako tor kasacyjny dla wagonów towarowych, aż w końcu pojawiły się na nim samosiejki które wyrosły już w spory las. Ostatecznie w roku 1999 podczas remontu linii Poznań-Berlin tor do Międzychodu został odcięty od szlaku. Pozostało po nim kilka stacyjek, nasypy, trochę szyn. Na stacji w Prądówce stoją wagony które przyjechały tu jeszcze o własnych siłach a teraz służą czasem jako baza tzw wczasów wagonowych.
Do Zbąszynia dotarłem metodą klasyczną czyli z wykorzystaniem szos. Wyprawa w nieznane czekała mnie dopiero po opuszczeniu miasta. Będąc w stolicy „Regionu Kozła” nie wypadało nie zajechać na rynek pod figurę koźlarza. Przy okazji odwiedziłem inny symbol miasta czyli renesansową bramę wjazdową do dawnej twierdzy.
Z braku lepszych map wyjeżdżam na chybił trafił w kierunku Nowego Dworu. Ominąłem w ten sposób stację w Strzyżewie, została na inną okazję. Za Nowym Dworem szosy zamieniają się w ulepszone drogi gruntowe, ale natrafiam na drogowskaz kierujący mnie do Przychodzka. Przychodzko nie istnieje jako wioska o zwartej zabudowie, są to rozproszone pośród lasów pojedyncze gospodarstwa do których kierują tabliczki z numerami posesji. Założone w XVIII wieku przez właściciela dóbr zbąszyńskich Stefana Garczyńskiego zamieszkiwali osadnicy ewangeliccy sprowadzeni z Holandii, krajów niemieckich i Śląska. Nowi mieszkańcy trudnili się gospodarką leśną i rolnictwem. Miejscami wokół których skupiało się życie osady były szkoła a później również stacja kolejowa.
Zagubiona wśród lasów stacyjka w Przychodzku dziś to chyba już prywatna posesja i leży na terenie ogrodzonym, ograniczyłem się zatem tylko do zerknięcia na budynek od strony bramy i ruszyłem w dalszą drogę.
Mniej więcej po dwu kilometrach na skarpie widoczny jest świetnie zachowany cmentarz ewangelicki z kaplicą. Duży budynek u podnóża skarpy to dawna szkoła, a dziś gospodarstwo.
Kolejną stacyjką jest wspomniana wcześniej Prądówka. Otoczenie podobne jak w Przychodzku, jedynie na byłym bocznym torze stoi kilka wagonów o których wspominałem wcześniej.
Teraz zbliżam się do Trzciela. Zajeżdżam w uliczkę z dawnym dworcem, a następnie pod skrzyżowanie na którym w okresie międzywojennym funkcjonowało przejście graniczne.
Kolejny przystanek był w Szklarce Trzcielskiej. Jadąc do Szklarki zbaczam pod kolejny dobrze zachowany cmentarz ewangelicki w Starym Folwarku. Ponieważ w Szklarce nie było dworca a tylko sam peron ograniczyłem się do odszukania torowiska i ruszyłem w kierunku kolejnej stacji w Zachodzku.
Stacja leży tuż przy szosie z Miedzichowa do Łowynia. Dziś jest to chyba własność prywatna, pozbawiona napisów z nazwą stacji. O tym że jest to budynek byłej stacji świadczy jedynie bliźniacze podobieństwo do poprzednich i kolejnych stacji na tym szlaku.
W Zachodzku zawróciłem w kierunku Starej Jabłonki. W drodze mijałem „Wieżę Marii”. Wieża jest dostępna dla turystów wtedy kiedy są na niej pełnione dyżury lub po wcześniejszym uzgodnieniu z nadleśnictwem w Bolewicach. Dziś niestety nie zastałem tam żywego ducha pomimo tego że na podjeździe stał samochód.
Wieża była ostatnim punktem w którym zatrzymałem się turystycznie, odtąd pozostał tylko mozolny powrót do domu przez Silną, Pszczew, Szarcz, Lubikowo i Rokitno.

Bukowiec- Św. Krzysztof patron podróżnych.











I od góry.

Wiadukt drogowy w okolicy Prądówki.










Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
okazjonalnie wykorzystywana.
Otworzona w 1908 r linia kolejowa o długości 44 km miała duże lokalne znaczenie dla wsi olenderskich w okolicach Zbąszynia, Trzciela i Międzychodu. Dotychczasowy brak dogodnych dróg utrudniał wywóz i zbyt produktów rolnych których spore nadwyżki powstawały w prężnie rozwijających się gospodarstwach. Wcześniej Zbąszyń otrzymał połączenia kolejowe do Gubina, Poznania. Frankfurtu nad Odrą i do Leszna.
Tuż po pierwszej wojnie światowej linia ta odegrała pewną rolę przy wytyczaniu granicy międzypaństwowej pomiędzy Niemcami a Polską ponieważ decyzją aliantów miała pozostać w całości po jej polskiej stronie. W Trzcielu granica miała przebiegać 10 metrów od torowiska. Spowodowało to odcięcie niemieckiej, większej, części Trzciela od połączenia z niemieckimi kolejami oraz różne dziwaczne sytuacje gdy granica podzieliła część zagród i budynków. Przykładem był słynny zakład wikliniarski mistrza Konopki. Sama stacja w Trzcielu znalazła się po stronie polskiej natomiast przeciwległa strona ulicy pozostała już w Niemczech. Trzciel uzyskał połączenie z niemieckimi kolejami dopiero po zbudowaniu nowej stacji i ok. ośmiokilometrowego torowiska do Lutola Suchego. Stacja ta istnieje do dziś na terenie zakładu produkcyjnego branży drzewnej, a ślady torowiska widać wzdłuż drogi krajowej 92.
Linia zachowywała lokalne znaczenie zarówno w okresie międzywojennym, jak i podczas okupacji. W listopadzie 1945 ponownie na trasę ruszyły pociągi dowożące ludzi do pracy, młodzież do szkół, maszyny rolnicze i inne niezbędne towary.
Przez wszystkie te lata naprawy były ograniczane do minimum, podkłady murszały a szybkość od dawna została ograniczona do 40 km/h. Szybkość ta prowokowała dowcipnisiów do zamieszczania w ubikacjach napisów „nie zbierać grzybów w czasie jazdy pociągu”, skądinąd znanych mi z pociągów relacji Skwierzyna-Krzyż. Wprawdzie na odcinku od Międzychodu do Lewiczynka, a więc na niemal połowie trasy został wykonany dosyć gruntowny remont z materiałów odzyskanych z prac modernizacyjnych na ważniejszych magistralach niemniej pozostała część trasy nie doczekała lepszych czasów.
W końcu po osiemdziesięciu latach takiej eksploatacji nastąpiło jej wymuszone zamknięcie. 12 września 1987 odjechał z Zbąszynia ostatni pociąg do Międzychodu i dotarł tylko do najbliższego wiaduktu gdzie się wykoleił. Mieszkańcy Przychodzka czy Prądówki zostali w jednej chwili odcięci od świata, gdyż samochody były w posiadaniu jedynie nielicznych. Walka mieszkańców o dokończenie remontu i powrót pociągów spełzła na niczym.
Przez kilka lat tor funkcjonował jeszcze jako tor kasacyjny dla wagonów towarowych, aż w końcu pojawiły się na nim samosiejki które wyrosły już w spory las. Ostatecznie w roku 1999 podczas remontu linii Poznań-Berlin tor do Międzychodu został odcięty od szlaku. Pozostało po nim kilka stacyjek, nasypy, trochę szyn. Na stacji w Prądówce stoją wagony które przyjechały tu jeszcze o własnych siłach a teraz służą czasem jako baza tzw wczasów wagonowych.
Do Zbąszynia dotarłem metodą klasyczną czyli z wykorzystaniem szos. Wyprawa w nieznane czekała mnie dopiero po opuszczeniu miasta. Będąc w stolicy „Regionu Kozła” nie wypadało nie zajechać na rynek pod figurę koźlarza. Przy okazji odwiedziłem inny symbol miasta czyli renesansową bramę wjazdową do dawnej twierdzy.
Z braku lepszych map wyjeżdżam na chybił trafił w kierunku Nowego Dworu. Ominąłem w ten sposób stację w Strzyżewie, została na inną okazję. Za Nowym Dworem szosy zamieniają się w ulepszone drogi gruntowe, ale natrafiam na drogowskaz kierujący mnie do Przychodzka. Przychodzko nie istnieje jako wioska o zwartej zabudowie, są to rozproszone pośród lasów pojedyncze gospodarstwa do których kierują tabliczki z numerami posesji. Założone w XVIII wieku przez właściciela dóbr zbąszyńskich Stefana Garczyńskiego zamieszkiwali osadnicy ewangeliccy sprowadzeni z Holandii, krajów niemieckich i Śląska. Nowi mieszkańcy trudnili się gospodarką leśną i rolnictwem. Miejscami wokół których skupiało się życie osady były szkoła a później również stacja kolejowa.
Zagubiona wśród lasów stacyjka w Przychodzku dziś to chyba już prywatna posesja i leży na terenie ogrodzonym, ograniczyłem się zatem tylko do zerknięcia na budynek od strony bramy i ruszyłem w dalszą drogę.
Mniej więcej po dwu kilometrach na skarpie widoczny jest świetnie zachowany cmentarz ewangelicki z kaplicą. Duży budynek u podnóża skarpy to dawna szkoła, a dziś gospodarstwo.
Kolejną stacyjką jest wspomniana wcześniej Prądówka. Otoczenie podobne jak w Przychodzku, jedynie na byłym bocznym torze stoi kilka wagonów o których wspominałem wcześniej.
Teraz zbliżam się do Trzciela. Zajeżdżam w uliczkę z dawnym dworcem, a następnie pod skrzyżowanie na którym w okresie międzywojennym funkcjonowało przejście graniczne.
Kolejny przystanek był w Szklarce Trzcielskiej. Jadąc do Szklarki zbaczam pod kolejny dobrze zachowany cmentarz ewangelicki w Starym Folwarku. Ponieważ w Szklarce nie było dworca a tylko sam peron ograniczyłem się do odszukania torowiska i ruszyłem w kierunku kolejnej stacji w Zachodzku.
Stacja leży tuż przy szosie z Miedzichowa do Łowynia. Dziś jest to chyba własność prywatna, pozbawiona napisów z nazwą stacji. O tym że jest to budynek byłej stacji świadczy jedynie bliźniacze podobieństwo do poprzednich i kolejnych stacji na tym szlaku.
W Zachodzku zawróciłem w kierunku Starej Jabłonki. W drodze mijałem „Wieżę Marii”. Wieża jest dostępna dla turystów wtedy kiedy są na niej pełnione dyżury lub po wcześniejszym uzgodnieniu z nadleśnictwem w Bolewicach. Dziś niestety nie zastałem tam żywego ducha pomimo tego że na podjeździe stał samochód.
Wieża była ostatnim punktem w którym zatrzymałem się turystycznie, odtąd pozostał tylko mozolny powrót do domu przez Silną, Pszczew, Szarcz, Lubikowo i Rokitno.

Bukowiec- Św. Krzysztof patron podróżnych.

Zbąszyń - renesansowa brama wjazdowa dawnej twierdzy.

Zbąszyń - rynek z figurką koźlarza.

Przychodzko - zagubiona w lasach dawna stacyjka kolejowa.

Przychodzko - kaplica na dawnym cmentarzu ewangelickim.

Przychodzko - cmentarz ewangelicki.

Przychodzko - świetnie zachowane XIX - wieczne nagrobki olenderskie.

Prądówka - dawna stacyjka kolejowa.

Prądówka - wagony pomimo tego że dotarły tu na własnych kołach dziś już odcięte od przejezdnych linii kolejowych.

Wiadukt w okolicy Prądówki.

Wiadukt od dołu.

I od góry.

Wiadukt drogowy w okolicy Prądówki.

Trzciel - dawna stacja kolejowa.

Trzciel - tu było międzywojenne przejście graniczne.

Trzciel - dawny budynek polskiej straży granicznej.

Trzciel - dawny budynek niemieckiej straży granicznej. Granica przebiegała przez widoczne w głębi skrzyżowanie.

Stary Folwark pod Trzcielem, kolejny świetnie zachowany cmentarz ewangelicki.

Zachodzko - dawna stacja kolejowa.

Nadleśnictwo Bolewice -Czarcia Góra "Wieża Marii".

Silna - kapliczka św. Jana Gwalberta patrona leśników.

Silna - kapliczka św. Huberta.

Silna - znów granica :).
Rower:Kross
Dane wycieczki:
128.25 km (45.00 km teren), czas: 08:37 h, avg:14.88 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Gorzów jako namiastka
Niedziela, 19 maja 2019 | dodano: 19.05.2019
Aura zakpiła ze mnie ponieważ z obawy o własną d... nie ruszyłem się dziś gdzieś w nieznane a ograniczyłem się jedynie do zastępczego przejazdu przez Gorzów i w lasy pod Glinikiem i Starym Dworkiem. Poranne prognozy mówiły o możliwości wystąpienia burz, opadów (w tym gradu) i innych klęsk, tymczasem skończyło się tylko na przejściowym zachmurzeniu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
77.70 km (0.00 km teren), czas: 04:47 h, avg:16.24 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Po okolicy
Sobota, 18 maja 2019 | dodano: 18.05.2019
Ostatnio mój czas nie sprzyja dłuższym wycieczkom. Może jutro uda się wyjazd w okolice Strzelc Krajeńskich i Barlinka. Dziś jednak musiał wystarczyć króciutki wypad za opłotki czyli Stary Dworek, Zemsko i zygzaki w lesie pod Popowem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
26.14 km (12.00 km teren), czas: 01:41 h, avg:15.53 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Sulęcin, Wzgórze Poźrzadelskie, Łagów
Sobota, 11 maja 2019 | dodano: 12.05.2019Kategoria ponad 100 km, pow. świebodziński
Trasa początkowo prowadziła drogą krajową 24, w Wałdowicach zrobiłem zwrot w kierunku Lubniewic i Sulęcina, następnie do Torzymia skąd wróciłem przez Łagów. Do Sulęcina jechałem oklepaną, wielokrotnie powtarzaną trasą, więc obyło się bez specjalnych atrakcji. Odcinek Sulęcin-Torzym też już kiedyś pokonałem, było to jednak na tyle dawno że już o tym prawie zapomniałem. Do samego Torzymia jednak nie dotarłem. Tym razem skusiłem się na odwiedzenie leżących na skraju poligonu Grabowa i Walewic, a gdzieś w pobliżu po prawej stronie zostały Kownaty znane w lubuskim z parku rozrywki Majaland.
Grabów i Walewice były dla mnie zupełnie nieznane. Jednym z zabytków Grabowa jest szkieletowy XIX wieczny kościółek. Dobudowany w latach siedemdziesiątych przedsionek psuje nieco harmonię budowli. W stojącej na uboczu drewnianej dzwonnicy wisi dzwon z 1530 r.
W Korytach docieram z powrotem na znane mi tereny. Przez chwilę miałem ochotę odwiedzić Drzewce z oryginalną stacją kolejową i miejscem jednej z najtragiczniejszych katastrof mających miejsce na niemieckich kolejach (w grudniu 1941 r., na stojący pociąg z cysternami wpadł pociąg osobowy, doszczętnie spłonęło wtedy kilka wagonów osobowych z pasażerami). Jednak wobec perspektywy dodatkowych kilometrów skapitulowałem.
Zatem pozostało Poźrzadło i powrót do domu przez Łagów. Można byłoby uniknąć jazdy do Poźrzadła ruchliwą drogą krajową 92, ale to oznaczałoby jazdę całymi kilometrami bruków. Poszedłem na łatwiznę, dobrze przynajmniej że dawna dwójka posiada szerokie pobocza.
Bruków jednak nie uniknąłem. Jeszcze przed Łagowem zaciekawiła mnie odchodząca w prawo droga do punktu czerpania wody ppoż. Skoro została wybrukowana więc prowadziła do jakiejś miejscowości. W ten sposób znalazłem się na miejscu nazywanym „Koło Tomczaka”. W pobliżu stoi tablica z mapą i opisem szlaku na Wzgórze Poźrzadelskie. O wzgórzu słyszałem już wielokrotnie a skoro trafiłem na informacje o drodze to czemu z nich nie skorzystać.
Chyba trochę opacznie odczytałem mapę ponieważ teren na który wjechałem kierując się wskazówkami był zbyt płaski i zacząłem się zbliżać do miejsca w którym wjechałem na bruk. Zawróciłem i na szczyt wszedłem dosyć dzikim szlakiem dla piechurów. Na szczycie znajduje się wiata z serii tych które stoją na Bukowcu i Gorajcu a nieco poniżej szczytu dostrzegalnia ppoż. Od dostrzegalni do miejsca w którym rozpocząłem wspinaczkę serpentynami w dół prowadzi stroma droga. A dalszy bruk od Tomczaka prowadzi prawdopodobnie do Gronowa, ale teraz już nie czas na sprawdzanie. Pojawiają się pierwsze krople deszczu. Za mostkiem nad strumykiem Łagowa bruk się rozgałęzia, wybieram odnogę prowadzącą w kierunku Łagowa.
Zostało jeszcze prawie trzy godziny drogi, a wobec wiszących nad głową chmur nie można już przesadzać z turystyką.
Zatrzymałem się tylko na chwilę w Sieniawie przed jakimś obiektem służącym niegdyś do załadunku na wagony węgla brunatnego z pobliskiej kopalni. Dziś linia kolejowa wygląda na nieczynną a i sama kopalnia z swoimi wyrobiskami przeniosła się bliżej Wielowsi zatem na przeciwległy kraniec Sieniawy. Właśnie na pagórku przed obecną kopalnią zobaczyłem nową kapliczkę. Kapliczka św. Józefa w wydrążonym głazie pojawiła się dopiero niedawno. Widzę ją po raz pierwszy. To była ostatnia pauza.
Padać zaczęło już po powrocie. Znów udało się oszukać aurę i synoptyków.

Kierunek Wałdowice.

Kościółek w Grabowie.

W Korytach.

"Piramida Horusa" w Poźrzadle. Jest to centrum restauracyjno-konferencyjne.

Koło Tomczaka.

Na szczycie.

W Łagowie.

Tu była stacja w Łagowie.

Sieniawa - dawny punkt załadunku węgla brunatnego przy Osiedlu Górniczym.

Nowa kapliczka św.Józefa przy kopalni w Sieniawie.

W polach pod Żarzyniem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
127.67 km (20.00 km teren), czas: 08:02 h, avg:15.89 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Lutol Suchy, Trzciel
Czwartek, 9 maja 2019 | dodano: 10.05.2019
Dziś nie było w planach żadnego wyjazdu, to był czysto spontaniczny wypad w kierunku Zbąszynka dlatego nie przygotowałem sobie żadnego celu turystycznego.
Właśnie w Lutolu jest najbliższa szosa pozwalająca na przerzucenie się z drogi do Zbąszynka na drogi z Trzciela do Międzyrzecza lub Pszczewa. Którąś z nich zamierzałem wrócić, i taka jest również trasa mojej wycieczki. W tym wypadku wypadło na Pszczew.
Od Lutola do Trzciela wzdłuż szosy ciągnie się mniej lub bardziej zniszczony nasyp linii kolejowej zbudowanej w latach międzywojennych kiedy granica wersalska odcięła Trzciel od niemieckiej sieci kolejowej. Po roku 1939 linia stała się zbędna dla Niemców, tym bardziej po roku 1945 dla nas. Nigdy do tej pory nie zwracałem uwagi na dziwne południowe pobocze drogi krajowej 92 a to własnie ślad po torowisku.
Zdjęć dziś nie było.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
95.10 km (12.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wolsztyn, parada lokomotyw
Sobota, 4 maja 2019 | dodano: 05.05.2019Kategoria ponad 100 km, gm. Miedzyrzecz, pow. świebodziński, Wielkopolska
Zasadniczo to wybrałem się do Wolsztyna na paradę lokomotyw ale w efekcie wyszło nieco inaczej. Po pierwsze trochę źle oceniłem czas potrzebny do pokonania teoretycznych 80 km, w praktyce wyszło 90 km i miałem pół godziny spóźnienia. Po drugie Wielkopolska powitała i pożegnała mnie deszczem. Po przejechaniu wzdłuż torów przed lokomotywownią zrezygnowałem z przepychania się z rowerem przez tłum moknących ludzi w poszukiwaniu miejsca z jakimkolwiek lepszym widokiem na przejeżdżające maszyny.
Po przejeździe parowozów parami ruszyłem na zwiedzanie Wolsztyna. Po chwili widząc zakorkowane ulice miasteczka zawróciłem. W drodze powrotnej na przejeździe kolejowym zobaczyłem jeszcze grupowy przejazd maszyn, i na tym widowisko zostało skończone. Wracam do domu
A deszcz skończył padać wraz z ponownym przekroczeniem granicy Wielkopolski. Granice województw pokrywają się w tym miejscu z międzywojenną granicą państwową, W połowie drogi pomiędzy Zbąszyniem a Dąbrówką Wielkopolską istniał posterunek straży granicznej, dziś w tym miejscu jest parking z szeregiem tablic opowiadających o tamtych czasach.
Jeszcze tylko kilka zdjęć z Dąbrówki i przeskakuję do Lutola Suchego. W drodze do Bukowca zboczyłem do Łagowca i Starego Dworu. Czas pozwolił na zajechanie w głąb Bukowca i w drodze do Międzyrzecza pod Pomnik Wilka.

Parada parowozów.

Leśny parking na miejscu przedwojennego przejścia granicznego pod Zbąszyniem.






Pałac w Dąbrówce Wlkp.

A propos dzisiejszego święta strażaków, remiza jednej z najstarszych OSP w Polsce. Pierwsze pisemne wzmianki o straży pożarnej w Dąbrówce pochodzą 1843 r.

Współczesny kościółek w Łagowcu. Zabytkowy, drewniany z XVI w. spłonął w 1997 r.

Na cmentarzu w Łagowcu.

Budynek bramny dawnego założenia pałacowego w Bukowcu. Pałac spłonął w 1945 r.

Obelisk nazywany Pomnikiem Wilka
Rower:Kross
Dane wycieczki:
180.24 km (3.00 km teren), czas: 11:20 h, avg:15.90 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Kęszyca Leśna i okoliczne lasy
Środa, 1 maja 2019 | dodano: 02.05.2019Kategoria gm. Miedzyrzecz
Wybrałem się do miejsca które do roku 1945 nosiło intrygującą nazwę Regenwurmlager (Obóz Dżdżownic(a)). Jeszcze dwadzieścia kilka lat temu było ono na mapach białą plamą, a nawet jeżeli nie, to na pewno dostęp tam był reglamentowany. Chodzi o powstałe w lesie kęszyckim na początku lat trzydziestych koszary Wehrmachtu. Nazwa niemiecka nie miała nic wspólnego z wykorzystaniem do celów militarnych poczciwych pierścienic, a po prosty przepływająca przez las struga Jeziorna na tym odcinku nosiła nazwę Regenwurm. Rzeczka została spiętrzona i obok koszar powstało jezioro. Koszary i jezioro spełniały ważną rolę w systemie umocnień Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. W sieci natknąłem się na kilka historycznych i aktualnych zdjęć garnizonu.
W czasie drugiej wojny w Regenwurmlager szkolili się belgijscy ochotnicy z Legionu Walońskiego walczący na froncie wschodnim z Armią Czerwoną. Wiadomo również że w koszarach stacjonowali Hindusi zwerbowani z brytyjskich jeńców wziętych do niewoli w Afryce. Do roku 1956 stacjonowały tu jednostki Wojska Polskiego. Po roku 1956 garnizon przejęły jednostki łączności Armii Radzieckiej. Rosjanie opuścili bazę w roku 1993 i Kęszycę Leśną, bo o niej mowa przejęła gmina Międzyrzecz. Próba zagospodarowania pozyskanych budynków trwa do dziś. Część jest odnowiona i przystosowana do potrzeb obecnych mieszkańców, część jeszcze czeka na swoją kolej. Zbędne budowle rozebrano, uzyskany gruz zmielono i wykorzystano do budowy dróg. Tu znalazłem stronę Kęszycy z historią, legendami i mitami, galerią i innymi informacjami
Przy okazji tego wyjazdu chciałem wjechać bez przygotowania na tajemniczą radarową górkę. Brak przygotowania polegał na tym że nawet w przybliżeniu nie wiem do teraz gdzie jej szukać. Zakładałem że skoro stały na niej anteny to musiała do niej prowadzić jakaś droga, dlatego od samej Kęszycy (tej nie leśnej) rozglądałem się za jakimiś bocznymi drogami.
Drogi pewnie już dawno zarosły ale jedyna zauważona zaintrygowała mnie i w ten sposób sprawdziłem w jaki sposób bocznica kolejowa jednostki była skomunikowana z siecią PKP.
Szyny już dawno trafiły na złom zostały jednak imponującej wysokości nasypy ( nasypy w dolinie Jeziornej sięgają wierzchołków drzew) i betonowe podkłady z których spora część została już wydobyta z ziemi i złożona w pryzmy. Nasypem dotarłem do drogi Międzyrzecz-Sulęcin, dalej tory prowadziły do stacji w Kursku. Bocznica ta była zapewne zachowaną częścią linii kolejowej poprowadzonej przez Niemców z Kurska wzdłuż systemu budowanych umocnień MRU do stacji w Staropolu. W nasypach widzę świetny materiał na poprowadzenie po nich ścieżki rowerowej w urozmaiconym terenie wśród bujnej roślinności.
Wracając na powrót do Kęszycy zboczyłem w bardziej obiecującą drogę, chodziło o ominięcie części tkwiących w nasypach podkładów. W ten sposób trafiłem na tamę spiętrzającą Jeziorną w Jezioro Kęszyckie. Przez osadę przejechałem pod włos w kierunku dawnej bramy wjazdowej i będąc już na zewnątrz zmodyfikowałem plany i zamiast wrócić do koszar wjechałem w boczną asfaltową drogę prowadzącą w las.
Asfaltowych dróg prowadzących donikąd raczej się nie buduje. Ta akurat skończyła się pętlą przy jakichś wystających z ziemi fundamentach. W bazie znajdował się olbrzymi skład paliw o pojemności całkowitej wynoszącej 18 tys. m³. Zapewne trafiłem w miejsce gdzie ten skład był zlokalizowany. Do Kęszycy już nie zawróciłem. Na przedłużeniu drogi trafiały się fragmenty brukowane, z czego wynika że kiedyś ta droga miała jakieś ważniejsze znaczenie. Ostatecznie trafiłem pod opłotki Wysokiej.
Do samej miejscowości nie wjeżdżałem, zawróciłem w las. Czerwonym i niebieskim szlakiem rowerowym dotarłem do Piesków skąd przez Kursko, Chycinę i Bledzew wróciłem do domu w sam czas na obiad.

Kościół w "starej" Kęszycy.

Kęszyca Leśna - brama wjazdowa do dawnego garnizonu Wojsk Radzieckich.

Leśne bezdroża wokół Kęszycy.

Wysoka. Żółto wszędzie.

Resztki obiektów dawnej strzelnicy przy drodze do Piesek.

Pałac w Kursku.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
70.71 km (15.00 km teren), czas: 04:41 h, avg:15.10 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Gorajec
Niedziela, 28 kwietnia 2019 | dodano: 29.04.2019Kategoria pow. sulęciński
Na sobotę jeżeli warunki pozwolą przewidywałem wycieczkę na Gorajec. Prognozy jednak nie były najlepsze, w ciągu dnia zagrażał deszcz a na popołudnie przewidywano nawet burzę. Zająłem się innymi sprawami gdy tymczasem nie padało a mikro burza przyszła dopiero w nocy. Zmarnowaną sobotę odrobiłem dzisiaj. Zatem był wyjazd na wzgórza pod Trzemesznem.
W drodze do Trzemeszna zrobiłem dwie krótkie przerwy; jedną w Bledzewie, a drugą w Świerczowie pod Lubniewicami.
Bledzew z racji dawnych zainteresowań 1-szo wojennych. Jako potomka żołnierza armii austro-węgierskiej bardziej interesowały mnie wtedy działania i cmentarze wojenne w Galicji i częściowo na Bałkanach, ale żołnierze kajzera byli wtedy również naszymi sojusznikami. Na cmentarzu w Bledzewie jest unikalny nagrobek zmarłego w 1918 r. w szczecińskim lazarecie gefrajtra Alojzego Schultza.

Bledzew - nagrobek gefrajtra Alojzego Schulza z 1918 r.
W Lubniewicach zboczyłem do Świerczowa. W tej obecnie niewielkiej osadzie ukrytej za wąwozem dawnej linii kolejowej powstała i działała w XIX wieku fabryka jedwabiu. W czasie drugiej wojny zamieniono podobno profil produkcji na zbrojeniowy. W czasach PRL-u powrócono do jedwabiu i był tam chyba jakiś wydział gorzowskiej Silwany. Dziś budynki produkcyjne stoją puste i niszczeją. Pałac właściciela spłonął w 1945 r. Opuszczonych i niszczejących budynków jest znacznie więcej ale one mają rodowód chyba postpegeerowski.

Lubniewice - zachowana wieża wodna na zlikwidowanej w 1945 r. linii kolejowej.

Świerczów - XIX-wieczna fabryka jedwabiu.

Świerczów - XIX-wieczna fabryka jedwabiu.
W Trzemesznie sprawdzałem czy w okolicznych dolinkach nie widać jakichś śladów po kolejce linowej. Na mapie z 1934 r. wśród wzgórz na południe od wioski widać kopalnię węgla brunatnego i kolejkę linową poprowadzoną z odkrywki do bocznicy. Dziś nic nie znalazłem ale już wiem gdzie szukać ewentualnych śladów kopalni.
Gorajec wznosi się nad brzegiem jeziora Buszenko, ale nachylenie stoku w tym miejscu wynosi co najmniej 70°. O wdrapanie na skróty można byłoby się pokusić ale tylko bez roweru, dla cyklisty zostaje nieco okrężna droga od zaplecza. Dziś trasa jest trochę zmasakrowana przez ciągniki zrywające drewno z wycinki pod szczytem, dobrze że jest sucho więc obywa się bez brodzenia po kałużach i błocie. Robię kilka zdjęć i trzeba wracać na dół.
Przed wyjazdem miałem jeszcze nadzieję na przejazd przez poligon do Jemiołowa i powrót do domu przez Łagów, ale ostatecznie musiałem się sprężyć i wracać prosto do domu. Na placu w centrum Jemiołowa jest skansen maszyn rolniczych, a ponadto w Łagowie chciałem wdrapać się do grodziska na Sokolej Górze. Jeszcze przed „atakiem”na szczyt zostałem poproszony aby zameldować się w domu w miarę możliwości przed 17-tą.
Skrót przez Długoszynek wyszedł spontanicznie, całkiem o nim zapomniałem. Drugi skrót brukiem z Wielowsi do Templewa został zrobiony z pełną premedytacją. A w domu byłem 10 minut przed czasem.

Budowla hydrotechniczna na kanale pomiędzy jeziorami Buszno i Buszenko.

Kierunek Gorajec.

Gorajec - ostatnie podejście.

I ostatnie metry.

Gorajec - niebotyczna jak na lubuskie wysokość 223 m n.p.m. :).

Za garbem urwisko i niewidoczne zza liści jezioro Buszenko.

Okolice Wielowsi.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
83.45 km (15.00 km teren), czas: 05:30 h, avg:15.17 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)



