blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

Sezon 2025 button stats bikestats.pl Sezon 2024 button stats bikestats.pl Sezon 2023 button stats bikestats.pl Sezon 2022 button stats bikestats.pl Sezon 2021 button stats bikestats.pl Sezon 2020 button stats bikestats.pl Sezon 2019 button stats bikestats.pl Sezon 2018 button stats bikestats.pl Sezon 2017 button stats bikestats.pl Sezon 2016 button stats bikestats.pl Sezon 2015 button stats bikestats.pl Sezon 2014 button stats bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(8)

Moje rowery

Kross 71546 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Wielkopolska

Dystans całkowity:6565.26 km (w terenie 887.00 km; 13.51%)
Czas w ruchu:360:44
Średnia prędkość:17.05 km/h
Liczba aktywności:43
Średnio na aktywność:152.68 km i 9h 01m
Więcej statystyk

Wolsztyn - parada lokomotyw

Sobota, 29 kwietnia 2017 | dodano: 01.05.2017Kategoria ponad 100 km, okolice Trzciela, Wielkopolska
   Wśród swoich najbliższych mam pewnego czteroletniego faceta który jeszcze jako osesek zakochał się w parowozach i właśnie on był dla dziadka źródłem informacji o dzisiejszej paradzie parowozów w Wolsztynie. Za sprawą dogodnego połączenia kolejowego z Zbąszynkiem droga do Wolsztyna okazała się łatwiejsza niż myślałem. Zapakowałem się z swoim bicyklem do pociągu i dopiero od Zbąszynka rozpocząłem podróż na własnych dwóch kołach. W samym Wolsztynie jeszcze nigdy nie byłem chociaż już się kiedyś zapuszczałem w tamte okolice docierając do Chobienic więc teren miałem w pewnym sensie oswojony. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć mijanych obiektów sakralnych.

Średniowieczny drewniany kościół w Kosieczynie
Średniowieczny kościółek w Kosieczynie. Jest niemal rówieśnikiem bitwy pod Grunwaldem.

Kościół w Chobienicach
Kościół w Chobienicach.

Siedlec - kościół
Siedlec.

W Powodowie
Samolot Iskra przed Zespołem Szkół Rolniczych i Technicznych w Powodowie. Należy wspomnieć że w ramach zespołu działa Technikum Lotnicze.

     Wracając do tematu, czyli parady parowozów w Wolsztynie, dzisiejsza parada jest zorganizowana już po raz 24-ty. Parowozownia w Wolsztynie według deklaracji miejscowych kolejarzy jest ostatnią działającą na świecie. Dodatkową okazją do świętowania jest jej 110-lecie. Parowozownię zostawiłem sobie do zwiedzania na inną okazję, dziś ograniczyłem się tylko do podziwiania parowozów. Pogoda w Wolsztynie nie rozpieszczała widzów, a widowisko rozpoczęło się z lekkim opóźnieniem. W paradzie uczestniczyło 10 parowozów w tym 2 z Wolsztyna, pozostałe były Wrocławia i Chabówki oraz z Czech i Niemiec. Maszyny prezentowały się widzom w różnych układach; pojedynczo, połączone po kilka i na koniec całą dziesiątką. Jako kompletnemu laikowi typy maszyn nie mówią mi nic. Wyraźnie odróżniała się niemiecka lokomotywa opalana mazutem, zbudowana w latach sześćdziesiątych typu „18 201”. Obecnie jest to najszybsza sprawna maszyna parowa mogąca osiągnąć szybkość 180km/h.
   Widowisko swoim klimatem robi wrażenie, szkoda tylko że pogoda trochę nie dopisała.

Stacja Wolsztyn - na peronie
Peron w Wolsztynie.

Para i dym
Para i dym.

Najszybszy sprawny parowóz świata
Najszybszy sprawny parowóz świata.

Ze zbiorów wolsztyńskiej parowozowni
Ze zbiorów wolsztyńskiej parowozowni.

  Wypada wspomnieć o jeszcze jednym jubilacie. Swój jubileusz 100-lecia obchodził parowóz Ok1-359. Wyprodukowany w 1917 r. jest najstarszym parowozem w Polsce będącym nieprzerwanie w eksploatacji. Pojazdy tej serii uznawano za "najdoskonalsze konstrukcje pruskiej szkoły budowy parowozów", a przez maszynistów nazywane były "pannami do wszystkiego", ponieważ mogły być wykorzystywane zarówno w ruchu osobowym, jak i kursach pośpiesznych. Jak zrozumiałem staruszek nie był pokazywany na dzisiejszej paradzie. W Wolsztynie znajduje się również będący już w stanie spoczynku młodszy brat jubilata, jest to Ok 1-322. Parowóz ten został wyprodukowany w 1921 roku. Do Wolsztyna przybył w roku 2001 z Choszczna.
   Po ostatniej defiladzie połączonych maszyn, pożegnałem się z Mikołajem i jego rodzicami i ruszyłem w drogę powrotną.

Młodszy brat dostojnego 100 - letniego jubilata z wolsztyńskiej parowozowni
Młodszy brat dostojnego 100 - letniego jubilata z wolsztyńskiej parowozowni.

Wolsztyn - ostatni rzut oka
Wolsztyn - ostatni rzut oka.

   Tym razem wybrałem się drogą przez Zbąszyń, chciałem przyjrzeć się bliżej drodze do Chlastawy lub Dąbrówki, wybór pozostawiałem przypadkowi. A ostatecznie na rozjeździe przed wiaduktem kolejowym w Zbąszyniu zmieniłem plany i pojechałem do Trzciela.
  Kilkaset metrów za Chobienicami natknąłem się na dwójkę sympatycznych młodych ludzi z Gorzowa. Zamierzali dotrzeć do Międzyrzecza i dalszą drogę odbyć pociągiem. Udało mi się do nich podczepić na dalszą jazdę. Niestety młodzi w Zbąszyniu zrezygnowali z towarzystwa staruszka udając się w sobie tylko znanym kierunku. Tak, tak, jeszcze kilkanaście lat temu uważałem 60- letnich ludzi za staruszków a teraz nie mogę przywyknąć że sam już dawno przekroczyłem tą granicę.
   Do Trzciela pojechałem po to żeby zostać w tematach kolejowych. Kiedyś już wspominałem że w wyniku postanowień traktatu wersalskiego Trzciel został podzielony granicą polsko-niemiecką w ten sposób że po stronie polskiej została linia kolejowa a reszta miasteczka znalazła się w Niemczech. Niemcy z konieczności wybudowali po drugiej stronie Obry nowy dworzec i 9 km. odcinek torów łączących Trzciel z linią kolejową przebiegającą przez pobliski Lutol Suchy. Po roku 1939 linia ta pozostała niewykorzystana i ostatecznie została zlikwidowana. Właśnie ten dworzec był powodem mojego przejazdu przez Trzciel. Dziś znajduje się on na terenie prywatnym będącym własnością przedsiębiorstwa branży drzewnej, ale uchylony szlaban pozwolił na nielegalne wtargnięcie na dawny plac dworcowy.

Trzciel - ślady po kaplicy na miejscowym cmentarzu ewangelickim
Trzciel - ślady po kaplicy na miejscowym cmentarzu ewangelickim.

Pozostałości jednego z nielicznych nagrobków
Pozostałości jednego z nielicznych nagrobków.

Zachowana tablica z nagrobka miejscowego mistrza wikliniarstwa
Zachowana tablica z nagrobka miejscowego mistrza wikliniarstwa.

Budynek międzywojennej stacji w niemieckiej części Trzciela
Budynek międzywojennej stacji kolejowej w niemieckiej części Trzciela.

   W drodze powrotnej zajrzałem jeszcze do Panowic. Kiedyś znajdował się tam piękny neogotycki pałac z wieżą, zbudowany około roku 1890. Niestety pałacu nie dane było mi obejrzeć ponieważ latem ubiegłego roku strawił go pożar pozostawiając ruinę. Kolejny zabytek zniknął z lubuskiego pejzażu.

Pogorzelisko pałacyku w Panowicach
Pogorzelisko pałacyku w Panowicach.

    Teraz zaczęło robić się już późno i grzecznie wróciłem do domu.
    Postaram się powtórzyć jeszcze kiedyś wyprawę do Wolsztyna, ale już na spokojnie, bez tłumów ludzi.



Rower: Dane wycieczki: 124.69 km (3.00 km teren), czas: 07:41 h, avg:16.23 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Lwówek

Sobota, 25 czerwca 2016 | dodano: 26.06.2016Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska

   Po raz pierwszy wypuściłem się na tereny Wielkopolski położone poniżej Międzychodu i Pniew. Przy całej mojej sympatii do dróg szutrowych dziś miałem ich tak dużo że podczas powrotu niemal do euforii doprowadziła mnie w Wierzbnie myśl że już nigdzie na nie nie wkroczę.
   Lwówek był w dzisiejszych planach warunkowo, ale w trakcie wycieczki wyszło tak że stał się punktem docelowym.
   Pierwszy znaczniejszy odcinek szutrów zaczął się już od południowego węzła obwodnicy Skwierzyny. Poza kilkukilometrowym odcinkiem od Chełmska do Twierdzielewa ponownie na szosie znalazłem się dopiero w Pszczewie.  Kilka kilometrów szosą i w Silnej znów wjeżdżam na drogi ulepszone tylko żwirami. Ten etap skończył dopiero kilka kilometrów przed Lwówkiem.


Św. Hubert pod Pszczewem

     Po opuszczeniu Silnej i przejechaniu kilku kilometrów przez leśne pustkowia docieram do Lewic, ale tylko po to aby przeciąć szosę łączącą Miedzichowo z Łowyniem. W tej miejscowości uwagę turysty zwraca XVIII w kościół z elewacją wykonana z ciętych kamieni polnych. Naprzeciwko kościoła na skwerku za przystankiem stoi figura Chrystusa z 1874 r. ufundowana  przez ówczesnych właścicieli wioski jako akt wdzięczności za doznane łaski . O samych Lewicach można jeszcze powiedzieć że w swojej przeszłości przez jakiś czas były miasteczkiem, a dziś są "Wioską Mikołajów". Idea projektu „Wioska Mikołajów” bierze swój początek w legendzie o Św. Mikołaju z Miry, który jest patronem parafii w Lewicach. Natomiast na czym on polega to jest opowieść na osobny temat.


Kościół w Lewicach.

    Po kilkudziesięciu kilometrach dróg terenowych dotarłem ostatecznie do Lwówka. Pozostało szybkie zwiedzanie miasteczka. Ponieważ nie liczyłem się z tym że tu dotrę nie byłem przygotowany teoretycznie do tego czego szukać. Intuicyjnie jednak dotarłem do rynku z charakterystyczną wieżyczką zegara i czterema (nieczynnymi:(( ) pompami w narożnikach oraz gwieździście ułożonym brukiem z polnych kamieni, pod kościół z stojącą w pobliżu kaplicą grobową Łąckich-Tyszkiewiczów i pod kamienicę z spichlerzem wzniesione dla powstałej w 1909 r. Spółdzielni "Rolnik". Nie zabrakło elementów patriotycznych, bowiem spod tej kamienicy w styczniu 1919 r. ruszył na zachodni front powstania wielkopolskiego oddział sformowany przez mieszkańców Lwówka.


Rynek w Lwówku.




Kościół w Lwówku. W prawym dolnym rogu widoczna kaplica grobowa Łąckich-Tyszkiewiczów




Kamieniczka Spółdzielni Rolnik

    Powrót to znów wielokilometrowe przedzieranie się drogami żwirowymi. Tym razem kieruję się w kierunku miejscowości Linie, Miłostowo, Tuczępy. Jadę z wiszącą w powietrzu burzą, ale tak szczęśliwie się składa że wiatr spycha burzę w tym samym kierunku.
   Wjeżdżam w dolinę Kamionki, mijam Mniszki. W Mniszkach zamierzałem zboczyć pod zabudowania folwarczne, siedzibę Centrum Edukacji Regionalnej. Jesienią ma tam miejsce Babie Lato czyli Wielkie Smażenie Powideł i wielki festyn. Niestety dostępu przed zabudowania bronił jakiś luźno biegający i ujadający kundel. Gdybym się upierał pewnie udałoby się go przekonać aby zszedł z drogi. Jednak pomruki burzy i czarne chmury nie pozostawiały złudzeń że mam dużo czasu. Kiedyś może jeszcze tu powrócę. 
   W Mniszkach przeciąłem dolinę Kamionki i znalazłem się w Gralewie, a po pokonaniu kolejnego odcinka szutru w Skrzydlewie. Wszystkie te miejscowości podobnie jak pobliska Kamionna i Kolno leżą na "Szlaku Powstań Narodowych 1769-1919". Wokół tych miejscowości w styczniu 1919 r. toczyli walki powstańcy wielkopolscy. Spora część walczących tu oddziałów powstańczych składała się z mieszkańców okolicznych miejscowości, stąd pewna zrozumiała chęć upamiętnienia tych wydarzeń i ludzi.
   Znakomita droga łącząca Skrzydlewo z Międzychodem zachęciła mnie do wizyty w tym mieście. Przed Laufpompą uzupełniłem wypocone minerały. Właśnie tam poznałem świeżutkie wyniki meczu Polska- Szwajcaria.
   Dalsza droga to kolejny kawał terenu przez Gorzycko Stare do Wierzbna. Właśnie na tym odcinku widzę że burza która się przesuwała przede mną była połączona z sporą ulewą.
   Z wielką ulgą wyjechałem w końcu na szosę w Wierzbnie. Zwykle nie cierpię tego odcinka do Skwierzyny, ale dziś wydał mi się bardzo sympatyczny pomimo sporego ruchu i braku poboczy.
   A mikro- burza dopadła mnie w końcu 200 metrów od domu. Skończyło się na paru gromach, kilku silniejszych podmuchach i niewielkim deszczu.


Rower: Dane wycieczki: 125.81 km (53.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Zbąszyń, Babimost

Sobota, 28 maja 2016 | dodano: 28.05.2016Kategoria ponad 100 km, pow. świebodziński, Wielkopolska


    Synoptycy straszyli deszczem, zapakowałem w sakwy pelerynę, zaryzykowałem i wybrałem się na długodystansową wycieczkę do Zbąszynia. Korzystając z okazji zahaczyłem o Babimost i lubuskie "Heathrow", czyli port lotniczy Zielona Góra/Babimost w Nowym Kramsku. Zabrakło mi tylko kilkunastu kilometrów do Wolsztyna. Wolsztyn wprawdzie nie był ujęty w najśmielszych planach, ale nie spodziewałem się że dotrę aż tak daleko.
      Cele dalekosiężne zrealizowałem, na cele bliższe zabrakło czasu. Jak zwykle, zresztą.
      Żeby nie wracać tą samą trasą wybrałem się okrężną drogą przez Pszczew i Trzciel. Do Pszczewa jadę swoimi tradycyjnymi ścieżkami z przewagą dróg gruntowych. Podobnie ma się sprawa z odcinkiem do Trzciela.
    Jedynym przystankiem na który sobie pozwoliłem przed Zbąszyniem było Wzgórze św. Wojciecha w Pszczewie. Jakoś tak się składało że zawsze je omijałem, a jest to najstarsza część miasteczka. Dziś znajduje się ono w zasadzie już poza miastem. Po drugiej stronie drogi do Świechocina rozciąga się pole uprawne znajdujące się na terenie średniowiecznego podgrodzia należącego do grodu z półwyspu Katarzyna. Na wzgórzu był zbudowany najstarszy kościół w Pszczewie, a wokół kaplicy rozciągał się cmentarz katolicki. Obok kościoła rosła lipa którą wg. legendy posadził św. Wojciech wtykając w ziemię swój kij podróżny. Kościół został rozebrany u schyłku XVIII wieku, a starą lipę powaliły burze. Później na miejscu rozebranego kościoła postawiono figurkę św. Wojciecha, a na miejscu starej lipy rośnie jej następczyni.


Pszczew. Wzgórze św. Wojciecha

   W pobliżu kościoła funkcjonował średniowieczny szpital będący w istocie czymś w rodzaju przytułku. Dziś na jego miejscu stoi kolonia domków. W okresie międzywojennym w domkach tych mieszkali funkcjonariusze z pobliskiego przejścia granicznego w Silnej. O przejściu tym wspominałem w wcześniejszych wpisach.



   Za Silną muszę ponownie skorzystać z leśnych dróg które częściowo poznałem za swojej poprzedniej bytności w tamtej okolicy. Szosa pojawia się dopiero w Jabłonce Starej. Mijam Trzciel na drogowskazach zaczynają się pojawiać znajome nazwy. Przejeżdżam przez Lutol ale tym razem Mokry (w Suchym bywałem już wcześniej). Dojeżdżam do Zbąszynia.


Trzciel. Cmentarz żydowski.

Ozdobny żeliwny krzyż na starym nagrobku w Lutolu Mokrym.

   Tempo trochę ekspresowe, sam Zbąszyń, podobnie jak Babimost zasługują na oddzielne wycieczki i pewnie jeszcze kiedyś tu zajadę. Ale dziś w Zbąszyniu interesują mnie tylko relikty dawnej twierdzy i rynek. Jedyną pozostałością po twierdzy jest wieża wjazdowa, fosa i fragmenty ziemnych obwałowań.


Zbąszyń.




Zbąszyń. Wieża wjazdowa na teren twierdzy.


Most nad fosą.

    Historia twierdzy w wielkim skrócie wygląda następująco. W latach 1560-77 nad brzegiem Jeziora Zbąszyńskiego Abraham Zbąski wybudował zamek, jego wnuk Abraham Ciświcki przekształcił ją w latach 1613-27 w warownię otoczoną od strony lądu wałem ziemnym wzmocnionym fosą. Wewnątrz znajdowała się rezydencja właściciela, ogród i budynki gospodarcze. Forteca uległa zniszczeniu kilkadziesiąt lat później podczas potopu szwedzkiego, natomiast reszta ocalałych budynków była nadal użytkowana. Dziś na terenie twierdzy istnieje park miejski, natomiast w dawnych budynkach działa hotel z restauracją.
   W centrum miasta przy rynku zwracają uwagę okazały XVIII-wieczny kościół parafialny, a naprzeciw kościoła budynek dawnej szkoły ewangelickiej z drugiej połowy XIX wieku w którego murach mieści się Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej i Regionu Kozła. Nazwa regionu urobiona od kozła, ludowego instrumentu, odmiany dud, używanego w okolicach Zbąszynia. Do tej tradycji nawiązuje rzeźba chłopaka grającego na koźle stojąca na skwerku w narożniku rynku.






    Zbąszyń opuszczam przejeżdżając przez Przyprostynię. Do Babimostu prowadzi wprawdzie inna droga obok dworca PKP, ale musiałbym się nieco cofnąć i przejechać przez Zbąszynek, a Zbąszynek chciałem sobie zostawić na drogę powrotną. Trochę mnie zaniepokoiła tablica informująca że do Wolsztyna jest jedynie 14 km. Mapa jednak uspokaja, zaraz będzie rozjazd do Wolsztyna i Babimostu.
    Jeszcze kilka kilometrów i wjeżdżam do Babimostu. Pierwsza widoczna wieża kościelna należy do nieczynnego od 1945 r. kościoła ewangelickiego. Kolejne widoczne wieże to kościół parafialny. Króciutka uliczka łączy plac kościelny z rynkiem. Podobnie jak w Trzcielu droga przecina rynek po przekątnej. Po obydwu stronach drogi na kolumnach figury Matki Boskiej i św, Wawrzyńca. Kolumny stoją dokładnie w miejscach gdzie podczas potopu szwedzkiego męczeńską śmiercią zginęli dwaj księża babimojscy. Szwedzi spalili ich na stosach. Naprzeciwko ratusz.


Nieczynny kościół ewangelicki w Babimoście.


Babimojski rynek.

   Został jeszcze port lotniczy i mogę zawracać. Sam port znajduje się w Nowym Kramsku kilka kilometrów od Babimostu w kierunku Zielonej Góry. Jestem rozczarowany tym naszym lubuskim aeroportem. Wszystko pozamykane, jedyne co tam żyje to pewnie jakaś niewidoczna ochrona. A miało być tak wspaniale, miała być konkurencja dla Poznania i Berlina, tymczasem w mojej ocenie laika na pierwszy rzut oka jest kicha.


    Żeby nie zawracać do Babimostu wypatrzyłem boczną drogę z Nowego Kramska do Podmokli. Początkowo brukowa nawierzchnia mnie trochę wystraszyła. Na szczęście zaraz za wioską bruk przeszedł w asfalt. Teraz już zwiększam tempo jazdy. Mam pomysł na zajechanie do Brójc i sprawdzenie pewnej drogi prowadzącej z Nowego Dworu do Wyszanowa. Nie mogę jednak pominąć drewnianego kościoła w Kosieczynie. Analiza dendrologiczna pni z których zbudowany jest korpus wykazała że zostały one ścięte około 1388 r. , zatem za panowania Jagiełły. Jest to zatem jeden z najstarszych, o ile nie najstarszy drewniany kościół w Polsce. Otwarte drzwi zachęcają do wejścia. Od fotografowania powstrzymała mnie obecność wiernych i przygotowania do nabożeństwa.




Zbliża się osiemnasta, gwałtownie zaczyna brakować czasu na eksperymenty z Brójcami i Wyszanowem. Przed wieczorem nie ryzykuję wałęsania się po nieznanych szlakach, tym bardziej w lasach. Rezygnuję z bólem serca i jadę prosto do domu kontemplując mijane po drodze widoki. Brójce i Wyszanów jeszcze poczekają.

Kuźnik pod Międzyrzeczem. Stary młyn wodny na Paklicy.


Naprzeciw mała elektrownia wodna


Międzyrzecz. Stara remiza strażacka.



Rower: Dane wycieczki: 154.09 km (25.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(8)