- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.36
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.4
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Wpisy archiwalne w kategorii
Puszcza Notecka
| Dystans całkowity: | 6489.77 km (w terenie 2358.00 km; 36.33%) |
| Czas w ruchu: | 325:37 |
| Średnia prędkość: | 16.38 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 40.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 556 m |
| Suma kalorii: | 6873 kcal |
| Liczba aktywności: | 76 |
| Średnio na aktywność: | 85.39 km i 5h 42m |
| Więcej statystyk | |
Krzyż
Piątek, 3 września 2021 | dodano: 03.09.2021Kategoria ponad 100 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Wielkopolska, Puszcza Notecka
Dawno nie miałem okazji odwiedzić okolic Chełstu, Drawska, Krzyża. Bezpośrednio do wyboru kierunku skłonił mnie przeczytany na Facebooku tekst o międzywojennej przeszłości Chełstu, o czym wspomnę nieco później.
Znaczną część drogi na przeciwległą stronę Puszczy Noteckiej pokonałem drogami pożarowymi z krótką przerwą w Lubiatowie.
Dawno temu wjeżdżając do Lubiatowa od strony Sowiej Góry natknąłem się pod kościołem na tablicę informacyjną z historią Lubiatowa i spisem miejscowych ciekawostek. Jedną z nich miał być grób muszkietera na miejscowym cmentarzu poewangelickim ilustrowany zdjęciem przypadkowego nagrobka. Liczyłem w najgorszym wypadku na jakąś legendę o XVIII lub XIX-wiecznym muszkieterze, rzeczywistość okazała się znacznie prostsza. Przejeżdżając obok nekropolii zajrzałem na jej częściowo oczyszczony fragment, o muszkieterze nawet nie myślałem kładąc to na karb jakiejś pomyłki autora tekstu, chciałem tylko zobaczyć czy na którymś z kamieni nie zachowały się jakieś inskrypcje. Opuszczając cmentarz zgarnąłem liście z leżącego kamienia i znalazł się muszkieter, o dziwo, XX-wieczny. Inskrypcja na kamieniu w wolnym tłumaczeniu brzmi „Tutaj spoczywa w Bogu mój drogi syn, nasz dobry brat, muszkieter Friedrich Bengsch urodzony 14 maja 1893, zmarł 24 kwietnia 1918 pod Berlinem w pociągu szpitalnym podczas powrotu do ojczyzny po wymianie jeńców angielskich.” Nawiasem mówiąc muszkieter podobnie jak grenadier w armii kajzera był odpowiednikiem stopnia szeregowego w niektórych oddziałach piechoty liniowej. Podobny nagrobek żołnierza kajzerowskiego zmarłego w szpitalu widziałem na cmentarzu komunalnym w Bledzewie.

Stary cmentarz ewangelicki w Lubiatowie.

Pierwszowojenny nagrobek muszkietera Friedricha Bengscha.

Pierwszowojenny nagrobek muszkietera Friedricha Bengscha.


Kaskada na Lubiatce, pozostałość po młynie.
Moje zainteresowanie Chełstem pojawiło się przy okazji poszukiwania ciekawostek związanych z dawna granicą wersalską. Po pierwszej wojnie światowej wioska została podzielona na dwie części. Początkowo granica miała przebiegać około sto metrów na zachód od rzeczki Miałej, powodowało by to jednak kłopoty w jej strzeżeniu, wobec tego za obopólną zgodą osiągnięto porozumienie i została ona przesunięta do Miałej. Przecięcie granicą państwową jednolitego do tej pory Chełstu spowodowało w życiu dotychczasowych mieszkańców wiele komplikacji, chociażby z gruntami które gospodarze posiadali po obu stronach granicy czy przepędzaniem i kontrolą weterynaryjną zwierząt. Podział ten ma również bardziej długofalowe skutki ciągnące się do dnia dzisiejszego. Do lat pięćdziesiątych obie części wsi należały do różnych powiatów. Dziś wioska administracyjnie stanowi jedną całość, ale ma dwa kościoły. Mieszkańcy prawego brzegu należą do parafii w Drawsku i są poddanymi arcybiskupa poznańskiego,natomiast lewobrzeżni do parafii w Niegosławiu i odpowiednio są w jurysdykcji biskupa zielonogórsko-gorzowskiego. Administracja kościelna zachowuje więc po dziś dzień status quo wyznaczony traktatem wersalskim, z granicą na rzeczce Miale.

Chełst, kościół po stronie zielonogórsko-gorzowskiej.


Kilkaset metrów dalej, po drugiej stronie Miały kościół należący do archidiecezji poznańskiej
Krzyż i Drawiny przeskoczyłem bez zatrzymywania się. W drodze powrotnej chciałem zajechać do rezerwatu Łubówko z jeziorem o tej samej nazwie i pod wieżę pożarową w okolicy Radowa – dzielnicy Drezdenka. Jezioro jest pięknie położone w głębokiej kotlinie, z wodą o niezwykłej turkusowej barwie którą podobno zawdzięcza pokładom kredy jeziornej. A wieżę jak to miało już kiedyś miejsce znów przestrzeliłem i nie chciało mi się już zawracać.

Na Noteci w Drawsku.


Jezioro Łubówko.


Obieg materii.
W Drezdenku zatrzymałem się jedynie dla kilku zdjęć przy dawnym ratuszu, kościele i przy monumentalnej ruinie grobowca rodziny Ernsta Stoltza – przedwojennego drezdeneckiego przedsiębiorcy.



Grobowiec rodziny Ernsta Stoltza na cmentarzu w Drezdenku.
Drezdenko wyczerpało moje możliwości czasowe ponieważ wypadałoby wrócić do domu przed zmrokiem. W drodze do domu zdążyłem się nawet tuż przed zamknięciem załapać na lody w Goszczanowie..
Rower:Kross
Dane wycieczki:
134.55 km (48.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Na Wielką Sowę...
Niedziela, 22 listopada 2020 | dodano: 22.11.2020Kategoria Puszcza Notecka
....w Puszczy Noteckiej. Wyprawa na Wielką Sowę to temat w sam raz na pięciogodzinną wycieczkę do Puszczy Noteckiej.
Całość Puszczy Noteckiej leży w części olbrzymiej wyżłobionej wodami polodowcowymi Pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej. Pod koniec epoki lodowcowej wody z topniejących lodowców naniosły na ten teren olbrzymie ilości piasku. W miarę opadania wód wytworzyły się terasy wydmowe wyniesione na 20-30 m ponad dno dolin którymi płyną Warta i Noteć. Pozostałościami po bryłach martwego lodu są niecki zajęte przez jeziora i torfowiska. Po ustąpieniu lodowca odsłonięte zostały olbrzymie pola przepłukanych przez polodowcowe wody piasków , porastanych jedynie przez skąpą roślinność tundrową. Taka okrywa roślinna nie stanowiła żadnej przeszkody dla hulających wówczas wiatrów zachodnich, dodatkowo powstawaniu pagórków wydmowych sprzyjało położenie tego obszaru w niecce otwartej w kierunku wschód-zachód. Zachodnia część Puszczy Noteckiej to teren z którego piaski zostały częściowo wywiane, pozostały jedynie niewielkie pagórki. Piaski te częściowo odłożyły się w postaci pasa podłużnych wydm na wschód od linii Wiejce-Lubiatów. Proces tworzenia się wydm został zahamowany wskutek poprawy warunków klimatycznych i wkroczenia na wydmy roślinności, ale zniszczenie okrywy roślinnej może w każdej chwili spowodować że piaski te ponownie staną się lotne.
Na północ od osady Żmijowiec wznosi się pasm wydm z których najwyższa (Wielka Sowa) wyrasta ponad otaczający teren na ok 50 metrów osiągając wysokość 93 m n.p.m. Wielka Sowa jest jedną z najwyższych w całej Puszczy Noteckiej, ustępuje prawdopodobnie tylko Górze Rzecińskiej (97 m n.p.m.) leżącej w jej środkowej części.
Podjazd pod Wielką Sowę zrobiłem od strony Wiejc, Piłki i Żmijowca. Powrót przez Lubiatów, Gościm. Ponad 50% trasy pokonałem szutrowymi leśnymi drogami pożarowymi.

Jesienne klimaty.

Leśna nimfa z Piłki.

Puszczański drogowskaz z Żmijowca.

Leśniczówka Żmijowiec. W okresie międzywojennym w budynku miała siedzibę placówka polskiej Straży Granicznej.

Na zboczach Wielkiej Sowy.

Szczyt Wielkiej Sowy.

Znak geodezyjny.

Podjazd na Wielką Sowę.

Kościół w Lubiatowie.

I coś dla ciała, ...w przyszłości :).

Jezioro Podgórne.

Nad jeziorem Łąkie.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
80.79 km (44.00 km teren), czas: 04:59 h, avg:16.21 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Nad Staw Goszczanowski
Czwartek, 7 maja 2020 | dodano: 08.05.2020Kategoria Puszcza Notecka
Nadleśnictwo Karwin przygotowało przed majówką nową trasę rowerową "Nad Stawem Goszczanowskim". Teren w zasadzie doskonale znany ale z nowością trzeba się zapoznać zatem w pierwszym możliwym terminie ruszam do Goszczanowa, oczywiście na przełaj przez Puszczę Notecką. Jeżdżenie na przełaj niesie w sobie ryzyko utknięcia na oranym, w sensie dosłownym. Własnie dziś utknąłem na takim odcinku świeżo przeoranym przez równiarkę.
W samym Goszczanowie szlak rowerowy ma się zaczynać przy DW Zacisze. W tym samym miejscu bierze również początek ścieżka edukacyjna poprowadzona alejką nad brzegiem jeziora. Oznakowanie lekko mnie skołowało i w efekcie trafiłem na ścieżkę edukacyjną. Widoki na wodę wspaniałe, a nie zawracałem tylko dlatego że pamiętałem że ścieżka i tak łączy się z szlakiem przy ruinach Modrzewiowego Dworu.
Szlak nadleśnictwa przebiega nieco inaczej niż to sobie wyobrażałem i kiedy w końcu wydostałem się na żółty szlak do Wiejc byłem przekonany że znów coś przegapiłem. Kolega który zasięgnął języka w nadleśnictwie uspokoił moje rozterki, tak miało być.
Powrót przez Nowy Dwór. W drodze powrotnej przez Puszczę usiłowałem sprawdzić kilka moich przypuszczeń dotyczących różnic pomiędzy drogami z przedwojennych map WIG a obecną siecią dróg. Przy tej okazji zrobiłem w lesie parę zygzaków a nadal wiem tyle samo co przed próbami.

Ścieżka nad Stawem Goszczanowskim.


Był sobie dwór...

... a zostały tylko resztki schodów.


... a zostały tylko resztki schodów.

Puszczańska infrastruktura turystyczna.


Kościółek w Nowym Dworze.


Stary zapomniany cmentarzyk na wzgórzu między Nowym Dworem, a Świniarami.




Na cmentarzu.

Nad dworskim stawem w Świniarach.

Ławeczka nad stawem (nasi też tu byli :))

Ławeczka nad stawem (nasi też tu byli :))
Rower:Kross
Dane wycieczki:
61.96 km (48.00 km teren), czas: 04:11 h, avg:14.81 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Do serca Puszczy Noteckiej
Piątek, 1 maja 2020 | dodano: 02.05.2020Kategoria ponad 100 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Puszcza Notecka
Pomysł na wyjazd do środkowej części Puszczy Noteckiej zrodził się spontanicznie. Wiedziałem że wybiera się tam z prywatną wycieczką prezes „Jednośladu” z Drezdenka i szuka chętnych do towarzystwa ale nie brałem tego pod uwagę. Sprawa ostatecznie została przesądzona już w trakcie wcześniej planowanego wyjazdu do Drawska, Krzyża, Drawin i okolic Starego Kurowa . Nasze trasy przecinały się w Karwinie, godziny były mniej więcej zbieżne, a w dalszej perspektywie czasowej miałem również zamiar przejechać się do Białej więc będąc już w drodze zmieniłem plany. Nawiązałem kontakt z znajomymi wyjeżdżającymi z Drezdenka i dołączyłem do nich w wspomnianym Karwinie.

W Rąpinie.

Lapidarium w Kwiejcach.


Miała w Miałach.

Kościółek w Miałach.

Serce Puszczy Noteckiej.
W czasie okupacji mieszkańcy Białej byli brutalnie wysiedlani, w czasie jednej z takich akcji w lutym 1943 został zamordowany jeden z gospodarzy który nie chciał opuścić swojego gospodarstwa. W lecie 1944 r. nad wioską zawisła groźba całkowitej zagłady. Od 1944 w okolicznych lasach przebywali radzieccy spadochroniarze z grupy zwiadowczej. Za pomoc udzielaną partyzantce hitlerowcy zamierzali wymordować i spalić całą wieś. 8 sierpnia 1944 spędzili w tym celu całą ludność wioski na plac przed dzisiejszą Kaplicą Wdzięczności. Naziści zrezygnowali z zaplanowanej zbrodni po interwencji miejscowych Niemców z Mężyka; sołtysa Friedy Wencke i nieznanego z imienia miejscowego SS-mana i dawnego młynarza Leichnera. Wydarzenie to upamiętnia wspomniana wcześniej kapliczka. Kapliczka upamiętniała również dwa inne wydarzenia z życia wsi a mianowicie; ugaszenie przez ulewę drugiego co do wielkości w powojennej Polsce pożaru w Puszczy Noteckiej. Pożar wybuchł 10 sierpnia 1992 r. od przejeżdżającego pociągu z uszkodzonymi hamulcami. Ulewa prawdopodobnie uratowała mienie i życie wielu mieszkańców. Drugim wydarzeniem był pobyt nad Jeziorem Białym kardynała Wojtyły który na przełomie lipca i sierpnia 1977 r. z grupą przyjaciół przepływał tędy podczas jednej z wypraw kajakowych. Miejsce gdzie biwakował upamiętnia kapliczka na północnym brzegu jeziora.

Kaplica Wdzięczności.

Jezioro Białe

Kapliczka Jana Pawła II nad brzegiem Jeziora Białego.

Wrzeszczyna k/ Wielenia.
W drodze powrotnej w okolicy Wielenia i Rosko dopadł nas ulewny ale na szczęście krótkotrwały deszcz. W Drezdenku grupa rozjechała się w swoich kierunkach.
Z kolegami z Międzychodu zajrzeliśmy jeszcze nad Starą Noteć do bardzo ciekawego mostu na zlikwidowanej linii kolejowej z Skwierzyny do Krzyża. W konstrukcję tego mostu wkomponowano pancerne zastawki tworząc jaz który stanowił uzupełnienie jazu fortecznego na Noteci pozwalając w razie zagrożenia atakiem z strony polskiej na ich zamkniecie i zalanie znacznej części doliny Noteci.



Kolejówka w Drezdenku.
Na koniec całkowicie indywidualnie zrealizowałem ostatni punkt planowanej wcześniej wycieczki w okolice Starego Kurowa. Już podczas poprzedniej bytności w tej okolicy zainteresowała mnie pomennonicka świątynia w Głęboczku do którego wówczas nie dotarłem. Mennonici to odłam baptystów o poglądach zbliżonych do amerykańskich amiszów, pochodzili z Niderlandów. Posiadali umiejętność melioracji i wysoką kulturę rolną. W 1765 r osiedlili się w Głęboczku i sąsiedniej Błotnicy. Dzięki swoim umiejętnościom i pracowitości która była ich „religią” byli wówczas najzamożniejszą grupą chłopów. Zachowywali wolność osobistą, religię, surowe obyczaje i poglądy które nie pozwalały na służbę wojskową. W roku 1831 Fryderyk Wilhelm III cofnął im dotychczasowe przywileje, między innymi ten dotyczący służby wojskowej i mennonici wyemigrowali na tereny rosyjskiego Królestwa Polskiego. Ostatnie rodziny opuściły ten teren w 1834 r. Po mennonitach pozostał barokowy w formie kościółek.



W Głęboczku.
W drodze do przeprawy na Noteci zajrzałem jeszcze przed dawną szkołę w Przynotecku, stoi tam zbudowany w 1959 r pomnik Adama Mickiewicza na który nie zwróciłem uwagi przejeżdżając obok w ubiegłym tygodniu.


W Przynotecku.
Od tej pory pozostało się tylko pospieszyć aby przed zapadnięciem ciemności zdążyć do domu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
190.13 km (39.00 km teren), czas: 10:54 h, avg:17.44 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Do Bobrowni nad jeziorem Kubek
Sobota, 7 marca 2020 | dodano: 08.03.2020Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska, Puszcza Notecka
O Bobrowni nad jeziorem Kubek słyszałem już dawno ale do tej pory temat ten jakoś zawsze uchodził mojej uwadze. Niedawno grupka znajomych z Międzychodu i Wronek zrobiła sobie wycieczkę nad jezioro i ich zdjęcia znad cieku nad którym w latach trzydziestych znajdowała się hodowla bobrów przywołały zapomniany temat z nową mocą.
Kilka słów o samym jeziorze, otóż jezioro Kubek którego nazwa podobno pochodzi od imienia Jakub leży na terenie Puszczy Noteckiej kilka kilometrów na północ od Sierakowa na prawym brzegu Warty. Położone między wysokimi wydmami podłużne, płytkie jezioro powstało w zagłębieniu utworzonym przez arktyczne wiatry wywiewające piasek z polodowcowej piaszczystej pustyni jaką 10 tys. lat temu stanowiły obszary zajmowane obecnie przez Puszczę Notecką. Powstała w ten sposób niecka uległa później zalaniu wodą. Jezioro zasilane jest wodą z źródlisk znajdujących się u podnóża wydm znajdujących się na północ od akwenu. Napływającej w ten sposób wody starczało do napędzania turbiny poruszającej maszyny młyna i tartaku w Jeziornie. Właśnie w Jeziornie znajduje się tama która sztucznie utrzymuje poziom wody na obecnym poziomie. Szukając informacji o jeziorze natknąłem się na wzmiankę że w roku 1922 tama ta uległa uszkodzeniu i wody jeziora spłynęły do niżej położonego jeziora Niedziółka. Wydajność wspomnianych źródeł podobno jest na tyle duża że po odbudowie tamy napełniły one nieckę o pojemności kilku mln m³ w ciągu kilku dni.
Jeśli chodzi o bobry znad jeziora Kubek historia w skrócie wygląda następująco . W latach 20-tych ubiegłego wieku bobry należały do gatunku wymierającego, szacowano że w niedostępnych bagnach naszych północno-wschodnich kresów żyje na wolności kilkanaście kolonii liczących w sumie ok. 100 osobników. Oprócz wprowadzenia prawnej ochrony gatunku próbowano zakładać sztuczne hodowle, jedną z nich była Bobrownia nad jeziorem Kubek. Inicjatorem przedsięwzięcia był znany w Wielkopolsce leśnik, myśliwy, społecznik i pisarz Władysław Janta-Połczyński. Jak sam później opisywał, powstanie Bobrówka spowodował przypadek. Ktoś obiecał mu ofiarować dwa bobry z Norwegii on zaś zanim do niego dotarły przekazał je ministerstwu rolnictwa. Janta-Połczyński został zobowiązany przez ówczesnego ministra rolnictwa do wyszukania w lasach wielkopolskich odpowiedniego miejsca na ich osiedlenie, wybór padł na jezioro Kubek. Miejsce zostało przygotowane z początkiem roku 1928. Tymczasem okazało się że obiecane bobry z Norwegii nie dotarły, a sprowadzenie ich z Polesia nie powiodło się. Wobec tego Janta-Połczyński zwrócił się do ministerstwa rolnictwa z prośbą o sfinansowanie zakupu gryzoni w Kanadzie. Dwie pary kanadyjskich bobrów dotarły do Bobrowni w listopadzie 1928 r.. dwa lata później dokupiono jeszcze dwie pary w Norwegii. Zwierzęta były bezpieczne od kłusowników i drapieżników bowiem teren był ogrodzony i pilnowany przez specjalną straż. Bobry zaczęły się rozmnażać i w roku 1934 hodowla liczyła już 19 osobników. W tymże roku 1934 z nieznanych przyczyn hodowla została zlikwidowana. Dziś na miejscu Bobrowni można odnaleźć jedynie bagnistą dolinkę z sączącą się z ogromnych wydm krystalicznie czystą wodą, zarośnięty fundament chaty i resztki tamy. W 2007 r. ustanowiono tu „Obszar Natura 2000 Jezioro Kubek”.

Wycinek z przedwojennej mapy WIG z Bobrownią nad jeziorem Kubek.
Właśnie ta Bobrownia intrygowała mnie na tyle że zdecydowałem się na wycieczkę nad jezioro i jego okrążenie. Trasa północnym brzegiem Warty do Sierakowa przejechana przeze mnie tyle razy że nie warto się nad nią więcej rozwodzić. W Sierakowie kieruję się na Wieleń. Droga wojewódzka 133 na wylocie z Sierakowa przechodzi w gruntową i tak ma być przez najbliższe osiem kilometrów. Dziś mnie to nie interesuje bowiem wkrótce ją opuszczę kierując się do osady Jeziorno. Jeziorno to niewysoka tama, kilka domów, stawy i jakieś obiekty związane chyba z hodowlą ryb. Wobec tego że jezioro jest płytkie i w najgłębszym miejscu nie przekracza 4 metrów bez tej tamy pozostałoby jedynie niewielkie bajorko. Tu rozpoczynam okrążanie jeziora. Nieco dalej nad jego zachodnim brzegiem leży leśniczówka Jeleniec. Z przeglądanej przed wyjazdem ściągniętej z internetu starej mapy WIG-u pamiętam że tuż za zabudowaniami zaczyna się ścieżka którą można dotrzeć na prowizoryczny mostek nad bagnistym strumykiem wypływających spod wydm. Tu popełniam omyłkę wybierając oznakowany szlak pieszy który wyprowadził mnie na drogę pożarową poprowadzoną na stromym stoku wydmy. Stok poniżej ma nachylenie, szacując na oko, ok 60°, piasek ma tu zapewne sporą domieszkę gliny skoro się nie osypuje. Właśnie w tym miejscu spod wydm sączy się woda i spływa w kierunku jeziora. Okrążam bagnistą dolinkę i docieram do wspomnianego wcześniej mostka. W tym momencie dziękuję opatrzności że zbłądziłem, mostek leży w wodzie i przejście suchą nogą na drugi brzeg jest mocno wątpliwe.

Osada Jeziorno.

Jezioro Kubek.

W dole u podnóża wydmy źródliska jeziora.

Ząb czasu zniszczył prowizoryczny mostek nad ciekiem płynącym do jeziora.

Jezioro Kubek.

W dole u podnóża wydmy źródliska jeziora.

Ząb czasu zniszczył prowizoryczny mostek nad ciekiem płynącym do jeziora.
Skoro odnalazłem mostek to Bobrownia powinna leżeć nad którymś z kolejnych źródlisk. Następną wydmę z strumykiem wypływającym spod jej stóp zlekceważyłem i dopiero w domu porównując wspomnianą wcześniej mapę ściągniętą z zasobów WIG z śladem Endomondo widzę że popełniłem błąd nie przyglądając się bacznie temu strumykowi bo właśnie nad nim powinny być ukryte ślady po hodowli bobrów. Przed wydostaniem się na szosę mijam jeszcze jedne ale już zdecydowanie mniej dzikie źródliska.
Dojeżdżając w drodze powrotnej do Sierakowa pomyślałem że nakładając niewiele drogi mogę zobaczyć jedną z atrakcji gminy czyli Górę Głazów w Grobi, zatem w mieście wybieram kierunek na Kwilcz.
Tuż za Sierakowem mijam cmentarzyk żołnierzy napoleońskich poległych w walkach z kozakami w roku 1813. W lutym 1813 w Sierakowie walczył 17 Pułk Ułanów Litewskich, niewykluczone że mogiła kryje szczątki poległych żołnierzy tego pułku.

A za Wartą Sieraków.

Mogiła żołnierzy napoleońskich w Sierakowie.

Mogiła żołnierzy napoleońskich w Sierakowie.
Góra Głazów to niewielki morenowy pagórek na którego stokach i szczycie zgromadzono wyorywane na pobliskich polach głazy. Na szczycie leży potężny głaz granitowy o obwodzie 9 m przywieziony z pól w Kubowie koło Kwilcza. Gruboziarniste czerwone granity tego typu są nazywane granitem rapakiwi i występują w Finlandii, Egzotycznie brzmiąca nazwa wywodzi się z języka fińskiego i dosłownie oznacza „zgniły kamień”, nazywany tak z powodu jego kruchości i podatności na wietrzenie. Teren wokół głazu stanowi punkt widokowy z rozległą panoramą, natomiast na dole przy szosie urządzono niewielki parking.

Olbrzymi głaz umieszczony na szczycie Góry Głazów.
Od tej chwili do zmroku zostało mi tylko dwie godziny i nieco ponad 40 km jazdy do domu. Na domiar złego zaczęło siąpić i dmuchać w twarz. Było ciężko, dobrze że chociaż od czasu do czasu były przerwy w opadach, a i wiatr chwilami dawał nieco odetchnąć.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
133.59 km (27.00 km teren), czas: 10:00 h, avg:13.36 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Lipki - kurhany
Sobota, 1 lutego 2020 | dodano: 01.02.2020Kategoria gm. Santok, Puszcza Notecka
Kontynuacja wycieczki z ubiegłego tygodnia czyli kurhany pod Lipkami. Byłem tam już wcześniej kilka razy ale dopiero po raz pierwszy udało mi się odszukać te skupisko kopców na własną rękę, wcześniej miałem przewodnika.
W necie nie znalazłem żadnej wzmianki o tym jakoby miały tu być jakieś znane kurhany, ale skoro miejscowi i leśnicy tak twierdzą nie mam powodu aby im nie wierzyć. Jedno jest pewne, kopców nie stworzyła natura lecz ręka ludzka ponieważ w sąsiednich kwartałach lasu powierzchnia gruntu jest płaska jak talerz.Zaś trudność w ich odszukaniu leży w tym że wszystkie drogi i ich skrzyżowania w tamtym rejonie wyglądają niemal identycznie i nie pamiętałem jak głęboko trzeba zapuszczać się w głąb lasu. Dziś też się nieco przestrzeliłem z odległością.
Z zasady nie dowierzam szamanom od przepowiadania pogody, dziś się jednak przeliczyłem. Zapowiadali opady i były. Właśnie wyjeżdżałem z lasu w okolicy leśnej bazy lotniczej kiedy spadły pierwsze krople. Próbowałem przeczekać deszczyk pod leśną wiatą, ale wiadomości o pogodzie napływające z Skwierzyny i Drezdenka nie pozostawiły złudzeń że jest to jakiś przelotny deszczyk. Pozostało wciągnąć na grzbiet kurtkę przeciwdeszczową i w drogę. Dla urozmaicenia wracałem przez Polichno, a deszcz nieprzerwanie pada do tej chwili.
Przy okazji poszukiwania informacji o kurhanach z Lipek natrafiłem na wiadomości o wielkopolskich piramidach w pobliżu Łęk Małych w okolicy Kościana. Miejscowość skądinąd znana mi z tego powodu że mieszkają tam dalecy krewni żony i nawet byłem kiedyś na pogrzebie głowy tamtejszego rodu. Zrodził się pomysł skorzystania z usług naszych kolei żelaznych, czyli podjechania do Opalenicy, stamtąd godzina jazdy pod Łęki i powrót przez Wolsztyn. Razem byłoby ok. 150 km zatem do zrobienia w jeden średnio długi dzień.
Fragment niemieckiej mapy Messtischblattu z zaznaczonymi kurhanami.
Poniżej seria zdjęć wykonanych na miejscu:






W Nowym Polichnie.

Okolice Gościnowa.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
60.45 km (14.00 km teren), czas: 04:02 h, avg:14.99 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przez Puszczę pod Lipki Wielkie
Sobota, 25 stycznia 2020 | dodano: 25.01.2020Kategoria Puszcza Notecka
W zasadzie sobota miała być zagospodarowana zupełnie inaczej, miał być wyjazd do Gorzowa z wieloma zygzakami na przestrzeni między Santokiem i Wawrowem. Przed wyjazdem dostałem jednak propozycję której dla harmonii rodzinnej nie wypadało odrzucić, tym bardziej że na jutrzejszy dzień zaplanowałem całodzienny wyjazd w Puszczę Drawską. Zatem po wizycie u teściowej zostało mi zdecydowanie za mało czasu na pierwotny pomysł.
Przejeżdżając na drugi brzeg Warty wahałem się pomiędzy Santokiem z wzgórzem z wieżą widokową (wieża jest własnością prywatną a ja nigdy nie natknąłem się na właściciela który jest podobno życzliwy cyklistom i chętnie zaprasza do jej obejrzenia), a lasem z cmentarzyskiem kurhanowym pod Lipkami.
Przy kurhanach byłem tam już dwukrotnie, ale zawsze miałem problemy z trafieniem w punkt . Udało się to tylko raz ale tylko dzięki temu że na miejsce podprowadził mnie kolega mieszkający w Lipkach. Dziś chybiłem o jeden kwartał lasu, a wystarczyło wykazać się cierpliwością i na przedostatnim skrzyżowaniu pojechać prosto, gdy ja tymczasem skręciłem w kierunku lotniska. Wracając zaspokoiłem ciekawość dotyczącą różnych leśnych dróg pomiędzy Lipkami a Murzynowem.

Modernistyczny budynek stacji kolejowej w Murzynowie. Linia została zlikwidowana w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
63.03 km (39.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pozycja Trzcielska (Tirschtiegelstellung) w Puszczy Noteckiej
Niedziela, 12 stycznia 2020 | dodano: 12.01.2020Kategoria MRU, Puszcza Notecka
Jakieś dwa miesiące temu wdałem się z kolegą cyklistą w rozmowę o schronach spotykanych w rejonie Jezior Soleckich w Puszczy Noteckiej więc zostało zasiane ziarno ciekawości. Jeden z takich schronów mogą zobaczyć wszyscy jadący drogą z Lubiatowa do Gościmia na przesmyku między jeziorami Podgórno i Glinki. Miał za zadanie strzec ważnej lokalnej drogi utwardzonej. Ten dziś akurat został ominięty ale za to odszukałem te skryte w głębi lasów.
Pozycja Trzcielska miała charakter polowy, jedynie w kilku miejscach została wzmocniona niewielkimi schronami i miała zabezpieczać umocnienia MRU przed impetem pierwszego uderzenia. Znacznie przekraczała jego długość, w przypadku Puszczy Noteckiej sięgała aż w okolice Lubiatowa. Powstawała w dwóch etapach. W pierwszym etapie w latach 1937-1939 zbudowano wszystkie obiekty stałe i część fortyfikacji polowych. Latem i jesienią 1944 w obliczu katastrofy na froncie wschodnim zwiększono jej głębokość, wykopano dziesiątki kilometrów rowów przeciwczołgowych i setki kilometrów okopów z schronami polowymi.

Fragment mapy Messtischblatt na którym zaznaczyłem bliźniacze schrony pod Lubiatowem.
Przed wyjazdem wstępnie ustaliłem ich współrzędne na postawie opisu miejsc i portalu mapy geoportal. Poszukiwanie schronów stałych rozpocząłem od odszukania schronu położonego na przesmyku pomiędzy jeziorami Piersko i Podgórne. Wydawało mi się że do niego będzie najłatwiej dotrzeć na przełaj przez Puszczę Notecką. Kiedyś już się na niego natknąłem przypadkowo ale dziś posiadałem dosyć mgliste pojęcie jak tam dotrzeć. Zawierzyłem nawigacji która poprowadziła mnie nad jezioro Łąkie i dalej drogą pożarową o numerze bodajże 37. Droga rozjeżdżona przez pojazdy leśników w sumie dosyć ciężka do przebycia. W rejonie jeziora Piersko pojawia się wielokilometrowy rów przeciwczołgowy uzupełniony linią okopów i kończą się wskazania nawigacji, trzeba improwizować. Po kilku chybionych próbach trafiam na niewielki nieźle zachowany schron o ceglanych ścianach z żelbetowym stropem. W ścianie frontowej schronu umieszczono otwór strzelniczy z profilowaniem antyrykoszetowym oraz otwór obserwacyjny. Wewnątrz schronu na ścianie czołowej wnęka z śrubami do mocowania płyty pancernej mającej chronić załogę. Podobno gdzieś w pobliżu jest jeszcze jeden podobny z zerwanym stropem ja jednak na niego nie natrafiłem.

Rów przeciwczołgowy w okolicy jeziora Piersko.

Zachowane okopy nad jeziorem Piersko. Zarówno okopy jak i rowy przeciwczołgowe nie przeszkadzały zbytnio leśnikom dlatego świetnie się zachowały

Schron na przesmyku między jeziorami Piersko i Podgórne.
Wnętrze schronu, widoczna wnęka i śruby do mocowania płyty pancernej.

Zachowane okopy nad jeziorem Piersko. Zarówno okopy jak i rowy przeciwczołgowe nie przeszkadzały zbytnio leśnikom dlatego świetnie się zachowały

Schron na przesmyku między jeziorami Piersko i Podgórne.
Wnętrze schronu, widoczna wnęka i śruby do mocowania płyty pancernej.Teraz trzeba jakoś wydostać się do szosy Lubiatów-Gościm. Okazało się że nie było to takie trudne. Skręcając do Lubiatowa kilkaset metrów dalej natknąłbym się na bliźniaczy schron tkwiący na poboczu drogi i mający za zadanie chronić mostek nad ciekiem łączącym jeziora Podgórne i Glinki. Ja natomiast skręcam do Lubiatowa. Mój informator wspomina o niewielkim schronie w samym Gościmiu przy mostku nad strumykiem odprowadzającym wody jeziora Solecko do Gościmki.
Obiekt odnalazłem ale mam wątpliwości co do jego przeznaczenia. Budowla wprawdzie jest żelbetowa, ale otwory w przedniej ścianie nie są skierowane frontowo na mostek i są pozbawione profilowania antyrykoszetowego i wnęki na płytę pancerną.

Gościm, podobno to również jest schron.
Nadeszła kolej na ostatni schron na przesmyku pomiędzy jeziorami Lubowo i Kliczyna. Nawigacja wyprowadza mnie na drogę do Rąpina, potem trochę kluczenia i trafiam między jeziora. Odszukanie schronu również wymagało kluczenia po błędnych drogach i intuicji, ale w końcu jest za mostkiem nad małym strumieniem którego miał zresztą bronić. Stan zachowania niemal idealny, konstrukcja bliźniacza do dwóch poprzednich.

Schron na przesmyku między jeziorami Lubowo i Kliczyna.
Teraz pozostał tylko powrót, skusiłem się na drogę pożarową 18 przebiegającą nieopodal schronu. Droga wyprowadziła mnie do Sowiej Góry. Jadąc w kierunku Międzychodu widzę że droga pożarowa 18 ma swój wjazd w rejonie gdzie ja opuszczam szosę kierując się na Żmijowiec i Drzewce. Ten skrót znacznie skraca mi drogę. Jeszcze tylko w Wiejcach zatrzymałem się na chwilę przy dwóch potężnych szynach wbitych w skarpę wykopu w którym biegnie droga. Niejasno kołacze mi w pamięci że kiedyś po drugiej stronie drogi również sterczały podobne szyny. Zapewne pod asfaltem skryty jest fundament podobnej zapory jak ta która została wydobyta spod ziemi i leży w pobliżu Skwierzyny na DK 24 przy rondzie Skwierzyna-Gorzów-Kostrzyn.

Pozostałości zapory drogowej pod Wiejcami.
Dalsza jazda to wyścig z czasem aby przed zmrokiem dotrzeć jak najbliżej domu, prawie się udało dotrzeć do Świniar. Reszta po ciemku.
W zasadzie zobaczyłem wszystko co zachowało się po północnej stronie Warty. Na resztę przyjdzie czas później.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
92.39 km (51.00 km teren), czas: 07:05 h, avg:13.04 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Z "Jednośladem" do kopalni ropy i gazu
Niedziela, 1 grudnia 2019 | dodano: 01.12.2019Kategoria Puszcza Notecka
Żerując na życzliwości zaprzyjaźnionych cyklistów "Jednośladu" z Drezdenka podczepiłem się na ich wycieczkę do kopalni ropy i gazu w okolicy Grotowa. Termin wybrany przez "Jednoślad" nie był przypadkowy bowiem w najbliższych dniach górnicy obchodzą swoje święto.
Dla niezorientowanych w bogactwach Puszczy Noteckiej wspomnę że oprócz niezmierzonej ilości sosen na jej powierzchni pod jałowymi piaskami na głębokości paru tysięcy metrów w porach skał dolomitowych kryje się strategiczny minerał, ropa naftowa i gaz.
Do Lubiatowa byłem zmuszony jechać indywidualnie ponieważ dojazd do miejsca zbiórki wymagałby wyjazdu wczesnym rankiem. Za Grotowem natknąłem się na kolegów z Międzychodu. Kilkanaście minut później pojawili się drezdeńczycy. W samej kopalni przeszliśmy procedurę przejścia przez wartownię ochrony, krótkiego instruktażu bhp i zachowania się na terenie zakładu i dopiero teraz wyposażeni w obowiązkowe kaski zostajemy poprowadzeni na zwiedzanie zakładu.
Uruchomiona w 2013 roku kopalnia Lubiatów jest największym tego typu zakładem w Polsce. Wizyta w głównym kompleksie kopalni wywróciła moje dotychczasowe wyobrażenie o pozyskiwaniu tych surowców. Otóż okazuje się że gaz nie wydobywa się z odwiertu z sykiem jak powietrze z przebitej dętki i ropy nie pompuje się jak wodę z pokładów wodonośnych. W największym uproszczeniu sprawa wygląda następująco; w promieniu kilkunastu kilometrów od Lubiatowa kopalnia dysponuje kilkunastoma odwiertami połączonymi z głównym zakładem rurociągami którymi płyną wydobyte kopaliny. Jest to mieszanina wody, ropy naftowej, gazu, siarkowodoru i wielu innych zbędnych substancji. W kompleksie który mieliśmy przyjemność zwiedzić mieszanka w pierwszym rzędzie poddawana jest separacji. Gaz i ropę jest stosunkowo łatwo oddzielić od wody pozostawiając je na chwilę w spokoju w wnętrzu separatora. Ponieważ koszty oczyszczenia zbędnej w dalszym procesie wody przerastają wartość uzyskanych minerałów wraca ona jednym z odwiertów na skraju złoża z powrotem do warstwy dolomitów z których została wydobyta. Pozostała, wstępnie oczyszczona ropa i gaz zostają poddawane dalszej obróbce, rozprężaniu, podgrzewaniu, schładzaniu, szczegóły pozostają tajemnicą przynajmniej dla laika. Na koniec ropa i gaz po wypłukania z nich siarkowodoru zostają przekazane do odbiorców, zaś wypłukany z nich siarkowodór w procesie odparowania płukanki i spalania w specjalnych instalacjach zamienia się w siarkę.
Po zwiedzeniu kopalni pozostaję pod wrażeniem. Piękny nowoczesny i bardzo ekologiczny zakład nie produkujący praktycznie żadnych szkodliwych odpadów zatruwających środowisko.
Jeszcze przed wyjazdem do Lubiatowa umówiłem się z kolegami z Międzychodu na wycieczkę po Puszczy. Interesowały ich ślady po obozowisku RAD nad jeziorem Łąkie o którym kiedyś tutaj wspominałem i opuszczonej po roku 1945 wiosce Koza.
Z międzychodzianami rozstaliśmy się w Wiejcach.

Rower:Kross
Dane wycieczki:
89.37 km (30.00 km teren), czas: 05:28 h, avg:16.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Jesienny Rajd Rowerowy
Niedziela, 17 listopada 2019 | dodano: 18.11.2019Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka
Z przypadkowych spotkań na rowerowych trasach z członkami Stowarzyszenia Cyklistów Jednoślad z Drezdenka narodziło się moje zainteresowanie ich imprezami. Muszę przyznać że trochę im zazdroszczę integracji, pomysłów i możliwości. Śledzę na facebooku ich aktywność dlatego próbuję się wkręcić przynajmniej na niektóre z ich imprez.
Na dzisiejszą niedzielę Nadleśnictwo Karwin wspólnie z Jednośladem zorganizowało cykliczną imprezę Jesienny Rajd Rowerowy połączoną z otwarciem zmodyfikowanego i odświeżonego zielonego szlaku rowerowego. Impreza otwarta, szkopuł tylko w tym że aby dojechać na miejsce zbiórki przed siedzibą nadleśnictwa w Drezdenku trzeba pokonać prawie 50 km. Jednak trasa poprowadzona została w ten sposób że przynajmniej część drogi powrotnej da się pokonać w ramach rajdu.
Impreza znakomita, pogoda wyjątkowo dopisała, atmosfera doskonała, frekwencja przeszła oczekiwania organizatorów. Spotkałem kilku znajomych z wcześniejszych imprez, poznałem nowych, ponadto dowiedziałem się o kilku ciekawostkach które mam nadzieje odszukać w przyszłych wyjazdach. Jest plus.
Pomimo że wyruszyłem z domu jeszcze przed świtem na miejsce zbiórki wpadłem na kilka minut przed startem. Trochę czasu straciłem jednak przy mijanych stacjach kolejowych w Lipkach i samym Drezdenku.
Poruszaliśmy się w terenie który częściowo był mi znany z wcześniejszych wypadów do Puszczy Noteckiej ale od mojego ostatniego przejazdu na niektórych odcinkach wiele zmieniło się na plus.
Po wspólnym ognisku w Leśnej Wiacie Edukacyjnej w Gościmiu część uczestników zwłaszcza ci którzy nie musieli wracać do Drezdenka rozjechała się do swoich domów. Wracając na przełaj przez puszczę sprawdziłem jedną z dróg w okolicy jeziora Łąkie, zabłądziłem pod wiertnię PGNiG pod Goszczanowem i nieco wydłużoną trasą przez Jezierce dotarłem do domu zaliczając przy okazji nieco ponad 100 km.

Dawna stacja kolejowa w Lipkach Wielkich o świcie. Jedna z piękniejszych stacji na tym nieistniejącym już szlaku. Składała się z budynku stacyjnego na podwyższeniu (w głębi) do którego wchodziło się po schodach i dwóch kolejowych bloków mieszkalnych przy placyku poniżej.

Dawna stacja kolejowa w Drezdenku.

Jesienny Rajd Rowerowy z Nadleśnictwem Karwin.

Na szlaku rajdu.

Przy leśnej wiacie edukacyjnej w Gościmiu.

W nieznane.

Stuletni granitowy puszczański drogowskaz przegrał w starciu z współczesnością. Tak przywykłem wzrokowo do tego słupka na rozjeździe że gdy dziś go brakło przez chwilę nie poznałem terenu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
114.73 km (56.00 km teren), czas: 07:13 h, avg:15.90 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)



