blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(11)

Moje rowery

Kross 78610 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

gm. Pszczew

Dystans całkowity:2975.43 km (w terenie 794.00 km; 26.69%)
Czas w ruchu:137:27
Średnia prędkość:16.53 km/h
Maksymalna prędkość:41.70 km/h
Suma podjazdów:243 m
Suma kalorii:2218 kcal
Liczba aktywności:36
Średnio na aktywność:82.65 km i 5h 17m
Więcej statystyk

Międzychód, Pszczew i MRU

Czwartek, 30 lipca 2020 | dodano: 31.07.2020Kategoria ponad 100 km, gm. Miedzyrzecz, gm. Pszczew, MRU


    Podczas czterotygodniowego urlopu był to pierwszy dzień który miałem całkowicie do dyspozycji na jazdę dokądkolwiek oczy poniosą. Jeszcze przed wyjazdem okazało się że niektóre kierunki odpadają i wtedy sięgnąłem po pomysł który od jakiegoś czasu leżakował. Otóż pod koniec sierpnia mam nadzieję wybrać się na rajd do MRU z zaprzyjaźnionym Jednośladem z Drezdenka. Okolice przez które prowadzi szlak rajdu zjeździłem w różnych celach i w różnych kierunkach nigdy jednak nie próbowałem połączyć tego w całość. Dlaczego zatem nie dziś. Więc w drogę.
   Odcinek Skwierzyna - Międzychód Przedlesie, dla mnie wyłącznie transportowy liczy około 34 km, dla Drezdenka będzie krótszy o około 6 km. Kolejny odcinek do Bobowicka około 40 km prowadzi przez Łowyń, Świechocin, Silną do Pszczewa i dalej w kierunku Międzyrzecza. W Bobowicku wybrałem jazdę przez las do Skoków i dalej przez Bukowiec, Nowy Dwór, Szumiącą do Kaławy, co daje kolejne 25 km, jednak dla rajdu bardziej korzystnie z względu na jakość dróg i odległości (ok 10 km mniej) będzie jechać przez Miedzyrzecz i Nietoperek. 
   Do leżącego około 9 km od Międzychodu Łowynia jadę drogą wojewódzką 160, droga ta prowadząca do Miedzichowa jest umiarkowanie ruchliwa, ale tę drobną niedogodność rekompensują widoki na urozmaicony pagórkowaty krajobraz.
    W samym Łowyniu zajeżdżam tylko pod kościół. Zbudowany w latach 1924-27.  Po Powstaniu Wielkopolskim i plebiscycie w rejonie Pszczewa, część dotychczasowych pszczewskich parafian którzy opowiedzieli się za Polską została odcięta granicą państwową od swojej macierzystej parafii. Sytuacja dotyczyła między innymi Łowynia, Stoków, Świechocina i Silnej. Władze kościelne erygowały nowe parafie, w tym również tą w Łowyniu.
   Pod kościół ściągnęła mnie ciekawość pomnika Kościuszki który został odsłonięty zaledwie kilka dni po wyzwoleniu w styczniu 1945. Pomnika nie znalazłem, a dopiero w domu znalazłem pośrednią wzmiankę że znajduje się on na terenie ogrodu przy plebanii.

Gdzieś w okolicy Głażewa
Gdzieś w okolicy Głażewa.

Kościół w Łowyniu
Kościół w Łowyniu.

    Kolejna mijana miejscowość to wspomniany wcześniej Świechocin. Nadjeżdżających od strony Łowynia wita drewniana wieża widokowa, jedna z trzech bliźniaczych na terenie gminy Pszczew. Obok wieży przydrożny krzyż z 1926 r. W centrum wioski zwraca uwagę drewniana dzwonnica. Dzwonnica może dziwić ponieważ w wiosce nie ma kościoła, a ona sama jest przypisana do parafii w Stokach. Historia dzwonnicy sięga początku ubiegłego wieku kiedy po Powstaniu Wielkopolskim decyzją konferencji wersalskiej w okolicy Pszczewa przeprowadzono plebiscyt dotyczący przynależności państwowej spornego terenu.  Świechocin przyłączono do parafii w Stokach, ale sam fakt powrotu wioski do Polski uczczono postawieniem dzwonnicy. Podczas okupacji dzwon został zarekwirowany, a sama dzwonnica zdewastowana. Dopiero na początku bieżącego stulecia odbudowano konstrukcję na której zawisł nowy dzwon.

Wieża widokowa w Świechocinie
Wieża widokowa w Świechocinie.

Dzwonnica w Świechocinie
Dzwonnica w Świechocinie.

   Z Świechocina do Pszczewa można dotrzeć bezpośrednio lub alternatywnie przez Silną. Droga bezpośrednia wymaga wspięcia się na wzniesienie, wspinaczkę rekompensuje później długi zjazd, ale znacznie ciekawsza wydaje mi się droga przez Silną. Nadkłada się co prawda trzy kilometry ale po płaskim.
    W samej Silnej w czasach kiedy dyliżanse zapewniały obsługę podróżnych znajdowała się tzw pocztahalteria - punkt wymiany koni z pomieszczeniem służącym krótkiemu pobytowi podróżnych na czas ich wymiany. Budynek niepozorny (ważniejsze były stajnie i wozownie), i gdyby nie tablica pamiątkowa informująca że stacja w dniu 12 września 1828 gościła Fryderyka Chopina  można byłoby go ominąć nie zauważając. 18 - letni wówczas Fryderyk Chopin wybrał się do Berlina z przyjacielem ojca Feliksem Jarockim, biorącym udział w światowym zjeździe przyrodników.

Dawna Poczthalteria w Silnej
Dawna Poczthalteria w Silnej.

Tu był przejazdem Fryderyk Chopin
Tu był przejazdem Fryderyk Chopin.

   W lesie pomiędzy Silną, a Pszczewem do 1939 przebiegała granica polsko- niemiecka wytyczona na mocy traktatu wersalskiego z 28.06.1919 r. Przy dawnym przejściu granicznym ciekawie zaaranżowany parking. Wjazdu na parking pilnuje postać polskiego pogranicznika, obok kopia wersalskiego kamienia granicznego (oryginalny kamień można zobaczyć obok pałacu w Wierzbnie), a za plecami rzeźby widać resztki fundamentów dawnej niemieckiej strażnicy.
   Na tym przejściu zginął ostrzelany przez nadciągający oddział Wehrmachtu plutonowy Antoni Paluch jedna z pierwszych ofiar II wojny światowej. Tablica informuje że jako dawnego żołnierza kajzera Niemcy pozwolili go pochować w Silnej, zaś rodzina po wojnie kazała ekshumować zwłoki i przenieść do rodzinnego Trzciela. Miejscowa tradycja mówi że zanim skonał zdołał śmiertelnie postrzelić niemieckiego żołnierza który do niego mierzył.
  Niedawno fundacja Pomost zajmująca się poszukiwaniem i ekshumacją poległych na terenie obecnej Polski żołnierzy niemieckich, oraz przenoszeniem ich szczątków na jeden z trzynastu cmentarzy wojennych, prowadziła na cmentarzu w Silnej poszukiwania mogiły owego żołnierza. Znaleziono szczątki niemieckiego żołnierza Richarda Alberta Gustawa, z leżącego pod Sulęcinem Trzemeszna. Jednak ku ogólnemu zdziwieniu, obok niego spoczywało ciało polskiego żołnierza bez jakichkolwiek przedmiotów pozwalających na jego identyfikację.  Sprawa nie jest do końca wyjaśniona i delikatna ale nasuwa się pytanie czy nie są to własnie doczesne szczątki Antoniego Palucha.

Na dawnej granicy pod Pszczewem
Na dawnej granicy pod Pszczewem.

Pogranicznik na służbie
Pogranicznik na służbie.

Na parkingu
Na parkingu.

   Pszczew przemierzyłem ekspresowo, jedyna przerwa miała miejsce na wylocie do Międzyrzecza przed mogiłą żołnierzy napoleońskich.
  Zimą 1812/13 na zimowych leżach zatrzymały się w Wielkopolsce resztki Wielkiej Armii podczas odwrotu spod Moskwy. Przepraw na Warcie w okolicy Sierakowa miały bronić polskie oddziały między innymi litewski pułk ułanów, jednak kozakom udało się pokonać zamarzniętą rzekę po lodzie i zaatakować obrońców mostu od tyłu. Cmentarze poległych obrońców znajdują się między innym pod Sierakowem. Być może pochowani na wzgórku byli jakimś niewielkim oddziałem który kozacy dopadli pod Pszczewem.
   Kilka lat temu archeolodzy prowadzący w tym miejscu poszukiwania, natrafili na groby dziewięciu mężczyzn z których kilku miało na czaszkach ślady po ciosach szabel. Zagadką jednak pozostaje to że trzech z nich miało obcięte stopy i bynajmniej nie chodziło tu o rabunek obuwia ponieważ w grobach odnaleziono odcięte kończyny z śladami butów.

W Pszczewie
W Pszczewie.

Mogiła żołnierzy napoleońskich
Mogiła żołnierzy napoleońskich.

   W Bobowicku spróbowałem sprawdzić jak wygląda możliwość przejazdu do Skoków i przez Bukowiec i Szumiącą bezpośrednio do muzeum MRU w Pniewie. Droga na jej leśnym odcinku okazała się zupełnie przyzwoita jednak o 10 km dłuższa niż gdyby jechać przez Międzyrzecz. Ciekawostkami przy tej wersji są znajdujący się w lesie przed leśniczówką Czarny Bocian pomnik ostatniego ustrzelonego w połowie XIX wieku wilka w powiecie międzyrzeckim i karawaka w Szumiącej.
   Karawaka, krzyż choleryczny, jedyny o którym wiem i znajdujący się w zasięgu moich wycieczek. Dla bardziej zainteresowanych karawakami rozwiniecie tematu w - wikipedii . Kapliczka na której ją zamieszczono jest standardem XIX wiecznym, takie same stoją niemal w wszystkich miejscowościach na południe od Międzyrzecza. Ta stojąca na wylocie z wioski w kierunku Kaławy wyróżnia się od innych wieloramiennym krzyżem - karawaką, i została postawiona zapewne na miejscu wcześniej stojącego w tym miejscu krzyża.
   Daty umieszczone na ramionach krzyża upamiętniają epidemie dżumy -1679 i cholery 1866. Nie znalazłem żadnych bliższych informacji na temat jakichś epidemii pod Międzyrzeczem, wydaje się że powstanie krzyża na kapliczce jest związane prawdopodobnie z jakimś odpryskiem poznańskiej epidemii cholery w 1866 r. 

Krzysztof z Bukowca
Krzysztof z Bukowca.

Karawaka z Szumiącej
Karawaka z Szumiącej.

W Kaławie
W Kaławie. Ciekawostką w tej restauracji było to że właściciel urządził w jednym z pomieszczeń celę więzienną i po zakupie kodeksu karnego pełniącego rolę biletu chętni mogli w niej spędzić jakiś czas.

MRU Pniewo
MRU Pniewo.

   Z Pniewa do domu wracałem szlakiem prowadzącym z Wysokiej do głównego wjazdu do podziemi MRU i dalej przez Kęszycę Leśną do fortecznego mostu obrotowego w Kursku aby przedostać się przez Zamostowo do Gorzycy. Trasa chwilami ciężka i liczyła niemal 25 km, podczas gdy w linii prostej Pniewo jest oddalone od Gorzycy o ok 10 km. Jadąc wygodnie szosą przez Międzyrzecz wypadnie przynajmniej o 10 km mniej.

Wysoka wjazd do podziemi
Wysoka - wjazd do podziemi.

Hala przy podziemiach MRU
Hala przy wjeździe do podziemi MRU.

W Kęszycy Leśnej
W Kęszycy Leśnej.

Forteczny most obrotowy w Kursku
Forteczny most obrotowy w Kursku.

Agroturystyka w Gorzycy
Agroturystyka w Gorzycy.

Obra w Gorzycy
Obra w Gorzycy.

  Z Gorzycy czekała mnie jeszcze przeprawa w okolice jeziora Głębokiego i szosą do domu. Droga z Gorzycy nad Głębokie zazwyczaj twarda dziś jednak miejscami zamieniła się w piaszczystą, wprawdzie możliwą do pokonania bez schodzenia z siodełka ale dosyć ciężką.


Rower:Kross Dane wycieczki: 142.28 km (23.00 km teren), czas: 08:26 h, avg:16.87 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Pszczew, Trzciel, Bledzew.

Sobota, 6 czerwca 2020 | dodano: 06.06.2020Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew, okolice Trzciela

   Do Trzciela wybierałem się już w czwartek, wtedy jednak zawróciłem w Pszczewie. Dziś również synoptycy straszyli przelotnymi opadami ale obyło się bez kropli deszczu. Przy okazji spróbowałem odszukać kilka budowli stałych Trzcielskiej Pozycji Przesłaniania. Pozycja mająca zatrzymać impet pierwszego uderzenia na główne fortyfikacje MRU zasadniczo składała się z umocnień ziemnych niemniej w jej ramach powstało nieco budowli stałych, jak schrony w Borowym Młynie,  schron i powiązany z nim jaz na Obrze w Rybojadach.
   Budowle z okolicy mostka na strudze w Borowym Młynie wyglądały na zbudowane do potrzeb militarnych. Indagowany w tej sprawie tubylec potwierdził moje przypuszczenia. Były to raczej jakieś magazynki materiałów wojennych. Betonowa budowla bez żadnych otworów strzelniczych jest ukryta w gęstych zaroślach na terenie prywatnym. Żaden aparat fotograficzny jest tam raczej nieprzydatny. 

Ławeczka z Borowego Młyna
Ławeczka z Borowego Młyna.

    Kolejną budowlą o której sobie przypomniałem był jaz na Obrze. Powiązany z leżącym w pobliżu schronem w budynkach niemieckiej straży granicznej pozwalał spiętrzać wody Obry i pobliskiego jeziora poprawiając obronność miejsca. Do schronu dziś nie podjeżdżałem.
    Wiaterek w plecy, sprzyjająca pogoda pozwoliły na przedłużenie jazdy aż pod Bledzew.

Jaz na Obrze w Rybojadach. Należał do budowli fortyfikacyjnych Trzcielskiej Pozycji Przesłaniania
Jaz na Obrze w Rybojadach. Należał do budowli fortyfikacyjnych Trzcielskiej Pozycji Przesłaniania.

Lutol Suchy.
Lutol Suchy. Dokładnie rok temu w Boże Ciało spłonął dach na kościele. Obecnie trwa odbudowa. 

Karawaka z Szumiącej - remedium na pandemię.
Karawaka z Szumiącej - remedium na pandemię.
 
 



Rower:Kross Dane wycieczki: 130.32 km (17.00 km teren), czas: 07:41 h, avg:16.96 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Przez Pszczew

Czwartek, 4 czerwca 2020 | dodano: 04.06.2020Kategoria gm. Pszczew

    Wybrałem się z kolegą na wycieczkę do Pszczewa, a jak się uda to nawet dalej do Trzciela. Do samego Pszczewa nie wjeżdżaliśmy, a to za sprawą uliczki którą chcieliśmy spenetrować i która omijając Pszczew wyprowadziła nas pod mogiłę napoleońską przy wylocie w kierunku Międzyrzecza. Trzciel odpadł z powodu deszczu wiszącego w powietrzu. Kilkanaście kilometrów dalej już w drodze powrotnej przed Międzyrzeczem rzeczywiście zaczęło padać, na szczęście za Międzyrzeczem deszczyk ustał i "uszło nam wszystko na sucho".

Pszczew - mogiła żołnierzy napoleońskich
Pszczew - mogiła dziewięciu żołnierzy napoleońskich.

Tablica mówi wszystko
Tablica mówi wszystko.

W Policku.
W Policku. 



Rower:Kross Dane wycieczki: 63.29 km (11.00 km teren), czas: 03:39 h, avg:17.34 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Do Kolna i w dolinę Kamionki

Sobota, 9 maja 2020 | dodano: 10.05.2020Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew, pow. międzychodzki

   Kiedy rano ruszałem na wycieczkę miałem nieco odmienne plany niż wyszło w praktyce. Miałem zajrzeć nad jezioro Kubek gdzie do dziś czeka do odszukania Bobrownia, zajrzeć do Bucharzewa i w drodze powrotnej odwiedzić Kolno gdzie zainteresowała mnie szczególnie budowla widoczna na zdjęciu  w Wikipedii pod hasłem Kolno (powiat międzychodzki). Przed wyjazdem nie sprawdzałem prognoz, więc kiedy już w trakcie jazdy zostałem telefonicznie postraszony załamaniem pogody, ograniczyłem swoje plany do Kolna. A później wracać jak Bóg da.
   Kolno leży na oznakowanym szlaku rowerowym powstań wielkopolskich, kilka kilometrów za rogatkami Międzychodu. Powstańcy wielkopolscy co prawda Międzychodu nie zdobyli ale o pobliskie Kolno stoczyli zażartą walkę z siłami niemieckiego Grenschutzu.
  Budyneczek z zdjęcia w Wikipedii bardzo przypomina monumentalne grobowce ziemian spotykane np. w okolicy Lubniewic (Glisno, Jarnatowo). Stoi w pobliżu małej plaży nad jeziorem Koleńskim i okazał się.... budynkiem pompowni wody z początku XX wieku. Krótko mówiąc było to dawne ujęcie wody dla majątku leżącego powyżej na wysokim brzegu jeziora. Zrujnowany pałac od strony jeziora jest niedostępny za sprawą zasieków utworzonych przez zwalone drzewa i narzucone gałęzie, a od strony drogi odcięty prywatnym terenem gospodarstwa. 
  Wyjeżdżając zapomniałem zabrać jakiejkolwiek mapy tego terenu więc teraz trzeba było zasięgnąć języka dokąd prowadzą drogi rozchodzące się sprzed bramy dawnej gorzelni. Potrzeba ta nie była zbyt silna ponieważ i tak miałem zamiar wjechać w którąś z nich, ale skoro język pojawił się sam w osobach dwóch pań z kijkami to nie zaszkodziło dowiedzieć się co zastanę na drugim końcu szlaku. Okazuje się że obydwie drogi prowadzą do Kamionnej. Wybrałem tą która ich zdaniem jest cięższa bo szutrowa. I w tym momencie pojawiła się koncepcja przedarcia się drogami gruntowo-leśnymi do Łowynia i powrotu do domu poprzez Pszczew.
  Droga gruntowa z Kamionnej do Gralewa prowadzi skrajem doliny Kamionki schodząc czasem w kierunku rzeki to znowu wracając w górę w kierunku leżących wyżej pól, aby w końcu wyprowadzić na szosę w pobliżu Mnichów. Wkrótce jednak porzucam asfalt na rzecz kolejnej drogi prowadzącej gdzieś w rejon leśniczówki Papiernia do której już nie dotarłem. Ostatecznie jazdę dnem doliny porzuciłem nad napotkanym, malowniczym stawem aby stromym podejściem wydostać się na znaną mi już z wcześniejszego wyjazdu drogę prowadzącą gdzieś w kierunku Lewic. Na rozjeździe, z drogowskazem wskazującym kierunek do leśniczówki, wybieram szlak do Łowynia. Skąd już bez szukania kolejnych przygód  wracam bezpośrednio do domu. 
  A zapowiadanych opadów nie było do samego wieczora.

Warta pod Muchocinem
Warta pod Muchocinem. Jadąc do Międzychodu przejechałem spory odcinek wałami przeciwpowodziowymi pod Mierzynem. Widoczek z prawego brzegu rzeki na przeciwległy muchociński.

Kolno k/ Międzychodu. Pompownia nad jeziorem Koleńskim
Kolno k/ Międzychodu. Pompownia nad jeziorem Koleńskim.

Jezioro Koleńskie
Jezioro Koleńskie.

W Kamionnej
W Kamionnej .

Wąwozy w dolinie Kamionki
Wąwozy w dolinie Kamionki.

Stawy w dolinie Kamionki
Stawy w dolinie Kamionki.

W Świechocinie
W Świechocinie.

Hubert z Silnej
Hubert z Silnej.

Kościół w Silnej
Kościół w Silnej. Zbudowany w okresie międzywojennym kiedy silnianie zostali odcięci granicą państwową od swojej dotychczasowej parafii w Pszczewie.

W kościele w Silnej
W kościele w Silnej.

Na dawnej granicy niemiecko-polskiej pod Pszczewem
Na dawnej granicy niemiecko-polskiej pod Pszczewem.



Rower:Kross Dane wycieczki: 120.30 km (30.00 km teren), czas: 08:30 h, avg:14.15 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Międzychód-Pszczew

Sobota, 6 lipca 2019 | dodano: 06.07.2019Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew

   Trasa przez Międzychód-Łowyń-Pszczew-Międzyrzecz. Miało być 100 km i tyle wyszło.
   Widziane w Pszczewie:

Na międzywojennym przejściu granicznym.
Na międzywojennym przejściu granicznym.

Ptasie rodziny
Ptasie rodziny nad Jeziorem Kochle.

Jezioro Kochle
Jezioro Kochle, widok z Góry Sznekowej.

Góra Sznekowa
Góra Sznekowa - relikt średniowiecznego grodu stożkowego.



Rower:Kross Dane wycieczki: 102.15 km (2.00 km teren), czas: 05:44 h, avg:17.82 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Wycieczka do linii kolejowej 373

Sobota, 1 czerwca 2019 | dodano: 01.06.2019Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew, okolice Trzciela, Wielkopolska
    Niedawno na Facebooku natknąłem się na stronę Prądówki co sprowokowało mnie do próby spenetrowania części szlaku dawnej linii kolejowej 373 z Zbąszynia do Międzychodu. Spora część tego szlaku mniej więcej od Zachodzka w kierunku Międzychodu jest mi znana z wcześniejszych wycieczek. Jest ona zachowana w lepszym stanie i od Łowynia chyba nawet chyba
okazjonalnie wykorzystywana.
  Otworzona w 1908 r linia kolejowa o długości 44 km miała duże lokalne znaczenie dla wsi olenderskich w okolicach Zbąszynia, Trzciela i Międzychodu. Dotychczasowy brak dogodnych dróg utrudniał wywóz i zbyt produktów rolnych których spore nadwyżki powstawały w prężnie rozwijających się gospodarstwach. Wcześniej Zbąszyń otrzymał połączenia kolejowe do Gubina, Poznania. Frankfurtu nad Odrą i do Leszna.
  Tuż po pierwszej wojnie światowej linia ta odegrała pewną rolę przy wytyczaniu granicy międzypaństwowej pomiędzy Niemcami a Polską ponieważ decyzją aliantów miała pozostać w całości po jej polskiej stronie. W Trzcielu granica miała przebiegać 10 metrów od torowiska. Spowodowało to odcięcie niemieckiej, większej, części Trzciela od połączenia z niemieckimi kolejami oraz różne dziwaczne sytuacje gdy granica podzieliła część zagród i budynków. Przykładem był słynny zakład wikliniarski mistrza Konopki. Sama stacja w Trzcielu znalazła się po stronie polskiej natomiast przeciwległa strona ulicy pozostała już w Niemczech. Trzciel uzyskał połączenie z niemieckimi kolejami dopiero po zbudowaniu nowej stacji i ok. ośmiokilometrowego torowiska do Lutola Suchego. Stacja ta istnieje do dziś na terenie zakładu produkcyjnego branży drzewnej, a ślady torowiska widać wzdłuż drogi krajowej 92.
Linia zachowywała lokalne znaczenie zarówno w okresie międzywojennym, jak i podczas okupacji. W listopadzie 1945 ponownie na trasę ruszyły pociągi dowożące ludzi do pracy, młodzież do szkół, maszyny rolnicze i inne niezbędne towary.
Przez wszystkie te lata naprawy były ograniczane do minimum, podkłady murszały a szybkość od dawna została ograniczona do 40 km/h. Szybkość ta prowokowała dowcipnisiów do zamieszczania w ubikacjach napisów „nie zbierać grzybów w czasie jazdy pociągu”, skądinąd znanych mi z pociągów relacji Skwierzyna-Krzyż. Wprawdzie na odcinku od Międzychodu do Lewiczynka, a więc na niemal połowie trasy został wykonany dosyć gruntowny remont z materiałów odzyskanych z prac modernizacyjnych na ważniejszych magistralach niemniej pozostała część trasy nie doczekała lepszych czasów.
W końcu po osiemdziesięciu latach takiej eksploatacji nastąpiło jej wymuszone zamknięcie. 12 września 1987 odjechał z Zbąszynia ostatni pociąg do Międzychodu i dotarł tylko do najbliższego wiaduktu gdzie się wykoleił. Mieszkańcy Przychodzka czy Prądówki zostali w jednej chwili odcięci od świata, gdyż samochody były w posiadaniu jedynie nielicznych. Walka mieszkańców o dokończenie remontu i powrót pociągów spełzła na niczym.
Przez kilka lat tor funkcjonował jeszcze jako tor kasacyjny dla wagonów towarowych, aż w końcu pojawiły się na nim samosiejki które wyrosły już w spory las. Ostatecznie w roku 1999 podczas remontu linii Poznań-Berlin tor do Międzychodu został odcięty od szlaku. Pozostało po nim kilka stacyjek, nasypy, trochę szyn. Na stacji w Prądówce stoją wagony które przyjechały tu jeszcze o własnych siłach a teraz służą czasem jako baza tzw wczasów wagonowych.
  Do Zbąszynia dotarłem metodą klasyczną czyli z wykorzystaniem szos. Wyprawa w nieznane czekała mnie dopiero po opuszczeniu miasta. Będąc w stolicy „Regionu Kozła” nie wypadało nie zajechać na rynek pod figurę koźlarza. Przy okazji odwiedziłem inny symbol miasta czyli renesansową bramę wjazdową do dawnej twierdzy.
  Z braku lepszych map wyjeżdżam na chybił trafił w kierunku Nowego Dworu. Ominąłem w ten sposób stację w Strzyżewie, została na inną okazję. Za Nowym Dworem szosy zamieniają się w ulepszone drogi gruntowe, ale natrafiam na drogowskaz kierujący mnie do Przychodzka. Przychodzko nie istnieje jako wioska o zwartej zabudowie, są to rozproszone pośród lasów pojedyncze gospodarstwa do których kierują tabliczki z numerami posesji. Założone w XVIII wieku przez właściciela dóbr zbąszyńskich Stefana Garczyńskiego zamieszkiwali osadnicy ewangeliccy sprowadzeni z Holandii, krajów niemieckich i Śląska. Nowi mieszkańcy trudnili się gospodarką leśną i rolnictwem. Miejscami wokół których skupiało się życie osady były szkoła a później również stacja kolejowa.
Zagubiona wśród lasów stacyjka w Przychodzku dziś to chyba już prywatna posesja i leży na terenie ogrodzonym, ograniczyłem się zatem tylko do zerknięcia na budynek od strony bramy i ruszyłem w dalszą drogę.
  Mniej więcej po dwu kilometrach na skarpie widoczny jest świetnie zachowany cmentarz ewangelicki z kaplicą. Duży budynek u podnóża skarpy to dawna szkoła, a dziś gospodarstwo.
  Kolejną stacyjką jest wspomniana wcześniej Prądówka. Otoczenie podobne jak w Przychodzku, jedynie na byłym bocznym torze stoi kilka wagonów o których wspominałem wcześniej.
 Teraz zbliżam się do Trzciela. Zajeżdżam w uliczkę z dawnym dworcem, a następnie pod skrzyżowanie na którym w okresie międzywojennym funkcjonowało przejście graniczne.
Kolejny przystanek był w Szklarce Trzcielskiej. Jadąc do Szklarki zbaczam pod kolejny dobrze zachowany cmentarz ewangelicki w Starym Folwarku. Ponieważ w Szklarce nie było dworca a tylko sam peron ograniczyłem się do odszukania torowiska i ruszyłem w kierunku kolejnej stacji w Zachodzku.
 Stacja leży tuż przy szosie z Miedzichowa do Łowynia. Dziś jest to chyba własność prywatna, pozbawiona napisów z nazwą stacji. O tym że jest to budynek byłej stacji świadczy jedynie bliźniacze podobieństwo do poprzednich i kolejnych stacji na tym szlaku.
  W Zachodzku zawróciłem w kierunku Starej Jabłonki. W drodze mijałem „Wieżę Marii”. Wieża jest dostępna dla turystów wtedy kiedy są na niej pełnione dyżury lub po wcześniejszym uzgodnieniu z nadleśnictwem w Bolewicach. Dziś niestety nie zastałem tam żywego ducha pomimo tego że na podjeździe stał samochód.
 Wieża była ostatnim punktem w którym zatrzymałem się turystycznie, odtąd pozostał tylko mozolny powrót do domu przez Silną, Pszczew, Szarcz, Lubikowo i Rokitno.   

Bukowiec- patron podróżnych
Bukowiec- Św. Krzysztof patron podróżnych.

Zbąszyń - renesansowa brama dawnej twierdzy
Zbąszyń - renesansowa brama wjazdowa dawnej twierdzy.

Zbąszyń - rynek z figurką koźlarza
Zbąszyń - rynek z figurką koźlarza.

Przychodzko - zagubiona w lasach dawna stacyjka kolejowa
Przychodzko - zagubiona w lasach dawna stacyjka kolejowa.

Przychodzko - kaplica na dawnym cmentarzu ewangelickim
Przychodzko - kaplica na dawnym cmentarzu ewangelickim.

Przychodzko - cmentarz ewangelicki
Przychodzko - cmentarz ewangelicki.

Przychodzko - świetnie zachowane XIX - wieczne nagrobki
Przychodzko - świetnie zachowane XIX - wieczne nagrobki olenderskie.

Prądówka - dawna stacyjka kolejowa
Prądówka - dawna stacyjka kolejowa.

Prądówka - wagony odcięte od przejezdnych linii kolejowych
Prądówka - wagony pomimo tego że dotarły tu na własnych kołach dziś już odcięte od przejezdnych linii kolejowych.

Dawno nieczynna linia kolejowa 373 - wiadukt w okolicy Prądówki
Wiadukt w okolicy Prądówki.

Dawno nieczynna linia kolejowa 373 - wiadukt od dołu
Wiadukt od dołu.

Dawno nieczynna linia kolejowa 373 - wiadukt od góry
I od góry.

Dawno nieczynna linia kolejowa 373 - wiadukt drogowy w okolicy Prądówki
Wiadukt drogowy w okolicy Prądówki.


Trzciel - dawna stacja kolejowa
Trzciel - dawna stacja kolejowa.

Trzciel - tu było międzywojenne przejście graniczne
Trzciel - tu było międzywojenne przejście graniczne.

Trzciel - dawny budynek polskiej straży granicznej
Trzciel - dawny budynek polskiej straży granicznej.

Trzciel - dawny budynek niemieckiej straży granicznej
Trzciel - dawny budynek niemieckiej straży granicznej. Granica przebiegała przez widoczne w głębi skrzyżowanie.

Stary Folwark pod Trzcielem, świetnie zachowany cmentarz ewangelicki
Stary Folwark pod Trzcielem, kolejny świetnie zachowany cmentarz ewangelicki.

Zachodzko - dawna stacja kolejowa
Zachodzko - dawna stacja kolejowa.

Nadleśnictwo Bolewice -Czarcia Góra, Wieża Marii
Nadleśnictwo Bolewice -Czarcia Góra  "Wieża Marii".

Silna - kapliczka św. Jana Gwalberta patrona leśników
Silna - kapliczka św. Jana Gwalberta patrona leśników.

Silna - kapliczka św. Huberta
Silna - kapliczka św. Huberta.

Silna - znów granica :)
Silna - znów granica :).



  


Rower:Kross Dane wycieczki: 128.25 km (45.00 km teren), czas: 08:37 h, avg:14.88 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Pszczew

Piątek, 15 lutego 2019 | dodano: 15.02.2019Kategoria gm. Pszczew

Rajd po pętli Przytoczna-Wierzbno-Zielomyśl-Pszczew-Międzyrzecz. Z lenistwa część drogi odbyłem drogą krajową 24. Wygodę trzeba było jednak okupić wzmożoną ostrożnością. Chociaż dziś kierowców muszę pochwalić, żaden nie chciał mnie zepchnąć do rowu ani popchnąć lusterkiem. Od Wierzbna już luzik. W Pszczewie przerwa na kilka zdjęć.
  
Pszczewskie centrum przesiadkowe
Pszczewskie centrum przesiadkowe.

W Pszczewie
W Pszczewie.

Silnik parowy z 1908 r. W czasach swojej świetności napędzał maszyny w pszczewskim tartaku.
Silnik parowy z 1908 r. W czasach swojej świetności napędzał maszyny w pszczewskim tartaku. 



Rower:Kross Dane wycieczki: 66.49 km (0.00 km teren), czas: 03:24 h, avg:19.56 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Szybki wypad do Pszczewa

Czwartek, 11 października 2018 | dodano: 11.10.2018Kategoria gm. Pszczew

   Mogłem sobie dziś pozwolić na wcześniejszy niż zazwyczaj wyjazd, uznałem więc że zdążę dojechać do Pszczewa.
  Odległość nie jest porażająca, ale główna trudność leży w tym że trzeba tam jechać drogami okrężnymi lub na przełaj drogami szutrowymi. Wybrałem wersję na przełaj, a skoro już wkroczyłem na tą ścieżkę odwrotu nie było. Ewentualny odwrót oznaczał powrót szutrami, a na to straciłem ochotę już gdzieś pomiędzy Lubikowem i Stołuniem.  Pozostało dotrzeć do Pszczewa i wrócić do domu szosą przez Międzyrzecz.
   Zachód słońca zastał mnie nad jeziorem Szarcz. W stosunku do wcześniejszych kalkulacji miałem lekkie opóźnienie, a skoro chciałem zdążyć przed zmrokiem przynajmniej do Międzyrzecza trzeba było się sprężać. Tak też zrobiłem.

Stado współczesnych długoszyich
Stado współczesnych długoszyich "dinozaurów".

Zachód słońca nad jeziorem Szarcz
Zachód słońca nad jeziorem Szarcz.

Nepomuk z Pszczewa
Nepomuk z Pszczewa.



Rower:Kross Dane wycieczki: 67.38 km (16.00 km teren), czas: 03:56 h, avg:17.13 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Góra Trębacza

Czwartek, 31 maja 2018 | dodano: 31.05.2018Kategoria gm. Pszczew

   Dawno, może nawet więcej niż rok nie byłem na Górze Trębacza chociaż przez sam Zielomyśl przejeżdżałem w tym czasie kilkakrotnie. Dziś czytałem na blogu Robaka o wizycie na wieży widokowej nad jeziorem Chłop w Pszczewie. Wieża na Górze Trębacza, nad jeziorem Chłop i w Świechocinie pochodzą z tego samego okresu i tej samej serii. Z wszystkich trzech uważam że ta w Zielomyślu jest najbardziej udana. Wieża stoi na szczycie wzgórza, platforma widokowa sterczy wysoko nad koronami drzew, wokół roztacza się widok w promieniu kilku, a nawet kilkunastu kilometrów.

Do Lubikowa
Jeśli wola to do Lubikowa.

Na Górze Trębacza
Na Górze Trębacza.

Widok z Góry Trębacza.
Widok z Góry Trębacza. 

  Przy okazji zobaczyłem jak postępuje przebudowa drogi w Lubikowie. Roboty drogowe wymusiły chyba wzmożony ruch drogą gruntową do Szarcza. Droga ta zawsze była twarda, ale nie dziś, dziś jest pasem przemielonego piachu. Nie było wyjścia trzeba było zsiąść z siodełka i przepchać się aż do Lubikowa. Dobrze że tylko na odcinku kilkuset metrów. Lubikowo rozkopane w wszystkich możliwych kierunkach.
  Podobnie jak droga do Szarcza wygląda droga z Rokitna do Twierdzielewa, już po przejechaniu kilkuset metrów zacząłem marzyć o jej końcu i żałować że nie zawróciłem.
  
W skwarze przez pustkowia
W skwarze przez pustkowia.

Rabatka rolnika.
Przydrożna rabatka rolnika. 

Boczniaki ? :)
Boczniaki ? :) 


Rower:Kross Dane wycieczki: 52.31 km (19.00 km teren), czas: 03:41 h, avg:14.20 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Pomiędzy Pszczewem a....... Trzcielem?

Niedziela, 3 grudnia 2017 | dodano: 03.12.2017Kategoria gm. Pszczew, okolice Trzciela

     Wybrałem się na krótką wycieczkę do Pszczewa, ale tak świetnie się jechało że przedłużyłem ją w okolice Trzciela aby ostatecznie wylądować w Lutolu Suchym. Przy tej okazji zahaczyłem o wszystkie sześć gmin powiatu międzyrzeckiego. Miało być krótko, a wyszło jak wyszło. Po powrocie na domowe pielesze nie spotkałem się z zrozumieniem, niestety.
Do Pszczewa wybrałem sobie trasę w wariancie mocno terenowym przez Rokitno, Lubikowo, Szarcz. W sumie oprócz tych odcinków szos których nie da się uniknąć daje to niemal 20 km dróg szutrowych.
    Dziś miejsce w którym jest zlokalizowany Pszczew nie wyróżnia się jakimiś szczególnymi walorami komunikacyjnymi, jednak w zamierzchłych czasach długa rynna jeziorna rozciągająca się niemal od Wolsztyna na południu prawie do Warty na północy stanowiła poważną przeszkodę komunikacyjną. W tym ciągu przeszkód wodnych tylko w kilku miejscach istniały warunki do dogodnej przeprawy. Jednym z nich był przesmyk między jeziorem Chłop i Miejskim w Pszczewie. Tędy w średniowieczu przebiegał szlak zwany lubuskim lub frankfurckim, a nawet jeszcze w początkach XIX tędy przejeżdżały dyliżanse do Berlina. Dopiero później w momencie pojawienia się kolei żelaznych i budowy dróg bitych szlak ten stracił na znaczeniu na rzecz Zbąszynia i Trzciela. Tymczasem dopóki jeszcze tędy wędrowali kupcy z zachodu na wschód, i wdzierały się tędy obce wojska., miejsce aż się prosiło o stworzenie jakiegoś systemu obronnego.
W trakcie dzisiejszej wycieczki oprócz innych miejsc zajrzałem na obydwa znane mi pszczewskie grodziska. Główną warownią był gród na wcinającym się w Jezioro Miejskie półwyspie Katarzyna z rozległym podgrodziem i mniejszy gród stożkowy nieopodal kościoła i plebanii również otoczony podgrodziem. Niejako przy okazji zajrzałem pod dawny pałac biskupów poznańskich.
Wjeżdżając do centrum Pszczewa od strony Szarcza mamy po lewej stronie drogi stożkowe wzniesienie. Sztucznie usypany pagórek ma wysokość ok. 20 m. i jest świetnie zachowanym grodziskiem. Na szczycie wznosiła się niegdyś drewniana, wzmocniona polepą wieża mieszkalno-obronna., dziś jest tam zlokalizowany punkt widokowy. Kiedyś na szczyt prowadziła spiralna ścieżka, obecnie dla wygody turystów na szczyt prowadzą schody. Pagórek znany jest pod różnymi nazwami; a to jako Góra Wieżowa, lub Góra Ślimacza, czy też czasem od niemieckiej nazwy „Schneckenberg” - Górą Sznekową.
U podnóża Góry Sznekowej z jednej strony wznoszą się zabudowania barokowej plebanii, a z drugiej szkoła. Naprzeciwko po drugiej stronie ulicy widzimy późnorenesansowy kościół z XVII w.

Pszczew - grodzisko stożkowe (Góra Sznekowa)
Pszczew - grodzisko stożkowe (Góra Sznekowa)

Plebania w Pszczewie
Plebania w Pszczewie.

Psczew - kościół
Pszczew- kościół.

    A propos przebiegającej nieopodal ulicy Sikorskiego i jej znaczenia dla edukacji jako ciekawostkę mogę wspomnieć o istniejącej przy niej w XIX wieku słynnej pszczewskiej „szkole oszustów” w której oprócz edukacji adeptów złodziejskiego rzemiosła produkowano różne przydatne w tym fachu narzędzia. Szkoła z osiągnięć swoich absolwentów była doskonale znana berlińskiej policji.
    Udając się do drugiego grodziska chciałem sobie ułatwić wyplątanie się z jednokierunkowych uliczek uparcie kierujących mnie ponownie w kierunku rynku i zjechałem na promenadę nad jeziorem. Wygodna ścieżka kończy się przy placu zabaw nieopodal leśniczówki, jednak do dalszej jazdy brzegiem skusiło mnie widoczne z daleka porządne nabrzeże. Nie była to fortunna decyzja, zresztą dziś nie jedna. Jakimś cudem udało się przebrnąć przez bagno do półwyspu Katarzyna. Nawiasem mówiąc w leśniczówce którą przed chwilą minąłem mieszka autor "Blogu leśniczego" .
   Sam półwysep jest niewielkim cypelkiem wcinającym się w jezioro, od lądu oddziela go niewielki wał. Przed wałem ustawiono kamienną stallę informującą o średniowiecznym grodzisku i drewnianą rzeźbę legendarnej Katarzyny. Tablica informacyjna rzuca nieco światła na historię Pszczewa i grodu. Gród został zniszczony w XII wieku prawdopodobnie podczas wyprawy Fryderyka Rudobrodego w 1157 r. i już nigdy nie został odbudowany. Pomimo zniszczenia grodu w XII w., trakt lubuski jeszcze przez długie wieki przekraczał tu bagnistą rynnę jezior i Pszczew nadal rozwijał się i zachował swoje znaczenie. Dopiero wybudowanie wspomnianych wcześniej linii kolejowych i dróg bitych omijających Pszczew przyczyniło się do jego upadku, aż do utraty praw miejskich włącznie.


Pszczew grodzisko na półwyspie Katarzyna
Pszczew grodzisko na półwyspie Katarzyna.

Pszczew - legendarna Katarzyna z grodziska na półwyspie
Pszczew - legendarna Katarzyna z grodziska na półwyspie.

Panorama Pszczewa widziana z półwyspu Katarzyna
Panorama Pszczewa widziana z półwyspu Katarzyna.

    Jedna z legend mówi że z tego grodu miała pochodzić jedna z pogańskich żon Mieszka I i temu miał zawdzięczać że nie został złupiony i spalony przez wojska piastowskie podczas procesu skupiania drobnych państewek plemiennych w państwo Mieszka. I rzeczywiście w przeciwieństwie do okolicznych osad archeolodzy nie znaleźli tu śladów zniszczenia w X w.
Współczesne pole uprawne rozciągające się w kierunku drogi do Świechocina zajmuje teren dawnego podgrodzia. Na szczęście skrajem tego pola prowadzi droga gruntowa która pozwoliła uniknąć bagna w drodze powrotnej do współczesności.
    Droga powrotna do centrum Pszczewa prowadzi obok pałacu , dworu biskupów poznańskich. Ponieważ Pszczew w swojej historii pełnił rolę letniej siedziby biskupów poznańskich powstał tu na ich potrzeby reprezentacyjny dwór. Po rozbiorach majątek przejął rząd pruski i sprzedał prywatnym właścicielom. Jednym z nich był baron Gartringen i jemu pałac zawdzięcza obecną formę.




Pszczew - dawny pałac biskupów poznańskich.

    Podczas pobytu na placu przed pałacem zaintrygowały mnie dawne maszyny rolnicze walające się w zielsku pod drzewem, a zwłaszcza jedna z nich która jeszcze bywała w użyciu w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Miałem kilka razy wątpliwą przyjemność załapać się do ekipy obsługującej taką maszynę. Była to ciężka i niewdzięczna praca w tumanach kurzu. Oto i ona, akurat ktoś ustawił ją do góry nogami, wygląda na trochę przerobioną i brakuje jej kilka mniej istotnych elementów.


Jak myślicie co to za maszyna?

    Jej widok uzmysłowił mi że w rolnictwie i budownictwie na moich oczach nastąpiła prawdziwa rewolucja sprzętowa. Młocarnia szerokomłotna, bo o nią chodzi, w czasach mojego dzieciństwa w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku była na Pogórzu Karpackim podstawową maszyną służącą do omłotów i posiadali ją tylko nieliczni gospodarze użyczając w zamian za pomoc przy pracy w własnym gospodarstwie. Młocarnie z wialnią pojawiły się dopiero później. Istotne było to że po opuszczeniu maszyny słoma pozostawała niezniszczona i mogła służyć do wyrobu kiczek potrzebnych do naprawy popularnych jeszcze wtedy na Pogórzu strzech.
    Opuszczając Pszczew skusiłem się na przedłużenie wycieczki i zamiast bezpośrednio do Międzyrzecza skręciłem w szosę do Trzciela. Zaczęły mi się roić mrzonki o dotarciu do Brójc i dalej do Kaławy. Rzeczywistość okazała się zdecydowanie skromniejsza. Za mostem na Obrze przed Rybojadami kiedyś wypatrzyłem czerwony szlak rowerowy prowadzący w głąb lasu i mający wyprowadzić mnie pod Szarcz.
   Przy skrzyżowaniu z leśnymi drogami sterczy ukryta za drzewami pozostałość po dawnej granicy polsko-niemieckiej, jest to ceglano-betonowe stanowisko karabinu maszynowego. Niegdyś istniał w tym miejscu posterunek niemieckiej straży granicznej, a zachowany bunkier był ukryty w bryle budynku strażnicy i miał osłaniać pobliską przeprawę mostową. Wewnątrz budynku leży sterta śmieci, jakieś garnki, talerze i sztućce oraz drabina prowadząca na górną kondygnację. A droga na tym odcinku okazała się zupełnie przyzwoita.


Żelbetowe stanowisko karabinu maszynowego pod Rybojadami.

   Szosa z Trzciela do Międzyrzecza zawsze wydawała mi się nieciekawa i monotonna dlatego ucieszyłem się widząc znaczek czerwonego szlaku prowadzący w kolejny kompleks lasów. Nie zabrałem map, ale przewidywałem że wyląduję gdzieś pod Panowicami. To był zbytni optymizm, w głębi lasu natrafiłem na miejsce gdzie zetknęły się szlaki czerwony i zielony. Wybrałem zielony i trafiłem jak kulą w płot, droga stawała się coraz gorsza. W końcu przeszła w bezdroże ale cały czas widoczne były znaki szlaku. Wielka była moja radość kiedy w końcu zobaczyłem tory linii kolejowej do Międzyrzecza. Przy torach biegła ledwie widoczna ścieżynka ale na jej krańcu majaczyły zabudowania stacji kolejowej Lutol Suchy.

Zielony szlak rowerowy ;-)
Zielony szlak rowerowy ;-)

   Po wydostaniu się do szosy zrezygnowałem z dalszych pomysłów na urozmaicanie tej wycieczki i grzecznie skierowałem się do domu. Nawet w tej skromniejszej wersji zmrok dopadł mnie w Międzyrzeczu. A w domu dowiedziałem się że podobno obiecałem wrócić najpóźniej o 16;00. Znów wyszło jak zwykle :-).



Rower:Kross Dane wycieczki: 90.54 km (22.00 km teren), czas: 05:07 h, avg:17.70 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(5)