- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.39
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.5
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
W Puszczę Notecką
Poniedziałek, 7 marca 2016 | dodano: 07.03.2016
Na temat dzisiejszego wypadu mogę powiedzieć tylko tyle że miał miejsce, i był z kategorii wyjazdów spacerowych. Na przejażdżkę skrzyknąłem moich kompanów od ostatnich eskapad czyli Januszka N. i Adama Cz.
Jazda odbyła się szlakiem przemierzonym wielokrotnie w tę i we w tę. Wystartowaliśmy po godz. 17, więc trzeba było się sprężyć aby wydostać się z lasu zanim zapadnie zmrok. A ponieważ po wczorajszym deszczu na leśnych drogach zalega trochę błota niektóre odcinki wymagały więcej wysiłku niż zwykle.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
44.65 km (21.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trzciel
Sobota, 5 marca 2016 | dodano: 06.03.2016Kategoria ponad 100 km, gm. Pszczew, okolice Trzciela
Trochę dziś zaspałem i wszystkie plany na sobotni poranek uległy przesunięciu. Efekt wyjazdu jest jednak nie najgorszy; ponad 100 km na liczniku i odwiedziłem rowerem ostatnią stolicę gminy położoną na przeciwległym krańcu naszego powiatu. W Trzcielu wprawdzie już kiedyś byłem, ale bez wysiłku, samochodem i tylko przejazdem.
Jeszcze w środku tygodnia rozmawiałem z Januszkiem N. o sobotnich planach, stwierdził że w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie całodniowej wycieczce. Dziś rano spotkałem go w sklepie i klamka zapadła. Wyjazd będzie do Pszczewa, a potem Trzciel i powrót do domu. Daje to ok 100 km i powinno na sobotę wystarczyć.
Istniejąca sieć dróg powoduje że z Skwierzyny do Pszczewa nie da się dojechać bezpośrednio, trzeba stosować jakieś hybrydowe połączenia dróg gruntowych z szosami lub korzystać z połączeń przez Wierzbno albo Międzyrzecz.
Nasza dzisiejsza hybryda to droga do Międzyrzecza, ale za Głębokim wykonujemy zwrot w las do osady Kwiecie i dalej aż do Żółwina. W Żółwinie jesteśmy już na szosie prowadzącej do Stołunia i dalej poprzez Szarcz do Pszczewa. Luksusy nie trwały jednak długo. W Kuligowie zainteresował nas zbaczający w las czarny szlak rowerowy. Stosowna tablica informuje że prowadzi do odległego o ok 8 km. Pszczewa. Droga niemal doskonała, nie rozjeżdżona, ale chyba wrażliwa na suszę która w lecie zamieni ją w nieprzejezdne piaski. Po kilku kilometrach mijamy kilka domów w lesie. Mapa wyjaśnia że domy znajdują się na skraju pól, a osada nazywa się Marianowo. Mieszkańcy Marianowa na codzień korzystają z innej wygodniejszej drogi łączącej osadę z Kuligowem.
My kontynuujemy jazdę obranym szlakiem. Ku naszemu zdziwieniu w środku lasu wyjeżdżamy na świeżutko zbudowaną, prosto z pod igły leśną autostradę. Przy okazji wyjaśniło się dokąd prowadzi droga której budowę zauważyłem jesienią jadąc z Policka do Pszczewa. Przez kilka kilometrów jazda była komfortowa, brakowało jedynie oznakowania szlaku zlikwidowanego chyba wraz z drzewami wyciętymi podczas budowy. Oznakowanie szlaku pojawiło się wraz z końcem wygód, kiedy nowiutka droga ponownie przeszła w zwykłą "starą" leśną drogą.

Pewne kłopoty z oznakowaniem były również po przekroczeniu linii kolejowej z Międzyrzecza do Międzychodu. Wszystkie drogi za przejazdem wyglądają na jednakowo uczęszczane, brakuje tylko znaków szlaku. Wybieramy na czuja drogę po prawej stronie torów i wybór okazał się trafny. Upewnia nas w tym spojrzenie za plecy, wtedy widać oznakowanie przeznaczone dla podróżujących w przeciwnym kierunku. Droga wyprowadza nas z lasu obok figury św. Huberta na przedpolach Pszczewa. Pojawia się nawet asfalt. Do Pszczewa wjeżdżamy obok mogiły żołnierzy napoleońskich zmasakrowanych w 1813 r. przez kozaków atamana Płatowa.

Św. Hubert

Kapliczka przy czarnym szlaku, swoją formą odbiega od większości kapliczek w okolicy
Pszczew opisywałem już wielokrotnie. Żeby się nie powtarzać, dla ewentualnych zainteresowanych trochę informacji o miejscach do zobaczenia w Pszczewie i okolicy w wpisach z moich poprzednich wypraw:
http://jorg.bikestats.pl/1390492,Pszczew-i-Gora-Trebacza-w-Zielomyslu.html
http://jorg.bikestats.pl/1409104,Pszczew-i-Silna.html
Nadszedł czas na kolejny punkt, Trzciel. Indywidualnie miałbym inny pomysł na dalszą drogę, dziś chciałem jednak pokazać Jaśkowi miejsce gdzie 01.09.1939 poległ pogranicznik, plutonowy Antoni Paluch. Pochodzący z pobliskiego Trzciela plutonowy Paluch jest jedną z pierwszych ofiar II wojny światowej. Feralnej nocy pełnił służbę na miejscowym przejściu przy drodze do Silnej. Widząc zbliżający się oddział Wermachtu oddał strzał ostrzegawczy. W odpowiedzi został ostrzelany. Zginął od postrzału w głowę. Jako byłego żołnierza armii kajzerowskiej Niemcy pozwolili pochować go na cmentarzu w Silnej, dopiero po wojnie jego prochy zostały przeniesione do rodzinnego Trzciela. Los pozostałych pograniczników z tego przejścia pozostaje nieznany. Dziś przy drodze jest w tym miejscu tematyczny parking leśny.

Z Silnej dalsza droga miała przebiegać wzdłuż niebieskiego szlaku i przez Jabłonkę do prawobrzeżnej części Trzciela. Zmylił nas drogowskaz w Silnej. Koniec końców pokazały się zielone znaki. Kładąc zmianę barwy na objawy daltonizmu jedziemy, a drogowskazy co jakiś czas upewniają że kierunek jest dobry. Podejrzeń że nie jest tak dobrze nabrałem dopiero kiedy droga wyprowadziła nas na most na Obrze. Przecież Obra miała być dopiero w Trzcielu. Mapa wszystko wyjaśnia, to nie wada wzroku, trochę nas zniosło a szlak zielony to nie niebieski. Nasza droga jednak również doprowadzi Trzciela.

Sam Trzciel słynie z wikliniarstwa. Miasto jako jedność w obecnych granicach funkcjonuje od XIX w. Wcześniej na obydwu brzegach Obry istniały dwa oddzielne miasteczka. W latach dwudziestych granica wersalska podzieliła je ponownie. Tym razem zostało podzielone wzdłuż linii kolejowej pozostawiając zachodnią część z śródmieściem w Niemczech, natomiast sama linia kolejowa z wschodnią częścią miasta przypadła Polsce. Linia graniczna została wytyczona tak kuriozalnie że czasem domy i przylegające do nich zagrody leżały po obydwu stronach granicy. Jaskrawym przykładem był dom i warsztat mistrza wikliniarskiego Alberta Konopki chętnie wykorzystywany przez niemiecką propagandę do jej wyśmiewania. Próbką takiej propagandy jest ta wygrzebana w sieci pocztówka z zbiorów p. Brożka , dziennikarza Gazety Lubuskiej.

Propagandowa niemiecka pocztówka pokazująca absurdy popełnione przy wytyczaniu granicy wersalskiej
Z Trzcielem związana jest również historia sprowadzenia do Europy sadzonek odmiany wikliny- wierzby amerykańskiej. W 1885 r. sprowadził ją z Ameryki Północnej pochodzący z Trzciela mistrz wikliniarski Ernst Hoedt. Ponieważ władze amerykańskie nie pozwalały wywozić sadzonek legalnie Hoedt uciekł się do podstępu wyplatając kosze z świeżych pędów wikliny. Przywiezione kosze posłużyły do uzyskania z nich sadzonek i założenia w okolicy Trzciela pierwszej plantacji. Odmiana przyjęła się w naszym klimacie znakomicie i rozprzestrzeniła w Polsce i Europie. Obecnie odmiana ta zajmuje 70% powierzchni wszystkich upraw wikliny.


Tymczasem zrobiło się już głębokie popołudnie, czas wracać do domu. Do Międzyrzecza prowadzi 24 km świetnej szosy przez Siercz i Bobowicko. Taki powrót byłoby jednak zbyt łatwy, my swoją drogę udziwniamy skręcając w Sierczu w wyboistą drogę do Bukowca. W Bukowcu kolejne udziwnienie, zbaczamy jeszcze do Wyszanowa. Dopiero Wyszanowo nie pozwala na dalsze dziwactwa. Pozostaje do wyboru droga naprzód do Międzyrzecza, lub powrót do Bukowca i również do Międzyrzecza. Zapada zmrok, zatem decyzja - kierunek naprzód, na Międzyrzecz.
Dalsza droga to już tylko szybka jazda do domu, a jedyne postoje to te na światłach w Międzyrzeczu.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
104.30 km (26.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rokitno, nietypową trasą
Piątek, 4 marca 2016 | dodano: 05.03.2016Kategoria gm. Przytoczna
Dobór dzisiejszej trasy odbył się na zasadzie "dokąd oczy poniosą". Wyjeżdżając musiałem spełnić tylko jeden warunek, przejechać przez Zemsko. Po załatwieniu sprawy pomyślałem o drodze do Rokitna przez Twierdzielewo. Zatem do czynu, kierunek Popowo. W Popowie zjeżdżam na drogi gruntowe, które opuszczę dopiero po 24 kilometrach w Skwierzynie na ul. Leśnej. Krótkie asfaltowe przerywniki miałem tylko w Rokitnie, Przytocznej i Nowej Niedrzwicy.

Droga gładka i aksamitna, ale niestety trzeba pokonać ten odcinek pieszo

Do początku XIX w gospodarzami w sanktuarium byli cystersi.

Brama wjazdowa, za bramą jak już wspomniałem centrum obsługi pielgrzymów i muzeum.

Do Przytocznej jadę polnymi drogami od strony kościółka-kaplicy stojącego w połowie drogi pomiędzy Rokitnem, a Lubikowem. Z Przytocznej do Nowej Niedrzwicy i dalej do Chełmska drogami szutrowymi. Natomiast w samym Chełmsku skusiłem się na boczną gruntową drogę prowadzącą z wioski do łąk nad Wartą w Skwierzynie. I to był błąd którego można było uniknąć, ale już nie chciało mi się go naprawiać i zawracać. Po raz drugi w dniu dzisiejszym trafiłem na nieprzejezdne piachy. Wcześniej pchałem rower tuż przed Twierdzielewem, ale planując jazdę tamtędy należy to traktować jako pewnik. Ktokolwiek jechał tamtędy to wie że równie dobrze może próbować jazdy w piaskownicy.
Dalsza jazda, aż do samego końca już bez przygód
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
44.31 km (24.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Popowo i okolice
Czwartek, 3 marca 2016 | dodano: 03.03.2016
Przejażdżka z cyklu tych zrobionych dla samej przyjemności jazdy. Pomimo drobnego zgrzytu na starcie jechało się łatwo i przyjemnie. Myślę że dzisiejsza trasa będzie jeszcze przez jakiś czas wykorzystywana w środku tygodnia. Jest zamkniętą pętlą do zrobienia w 1,5 godziny a popołudnia o tej porze roku są jednak jeszcze zbyt krótkie na eksperymenty z większymi odległościami.
W wyjeździe towarzyszył mi A. Cz. Mieliśmy zamiar przejechać przez skrawek Puszczy Noteckiej do " Alexandersteina", obok kamienia zawrócić w drogę do Murzynowa i wrócić szosą. Czas do zmroku był na taką trasę obliczony na styk, powinniśmy zdążyć. Wskutek małego nieporozumienia w sprawie miejsca spotkania (identyczne nazwy potoczne, a miejsca różne) zmarnowaliśmy trochę czasu i wyjazd w puszczę stracił sens.
Dzisiejsza trasa to często powtarzane Popowo, Zemsko i Stary Dworek z pewnymi niewielkimi elementami udziwnień.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
30.92 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Za Obrę
Poniedziałek, 29 lutego 2016 | dodano: 29.02.2016
Na ostatni wyjazd w lutym udało mi się namówić A.Cz. Wyrwałem się z domu sporo przed umówionym czasem dlatego zdążyłem objeździć parę zakamarków w najbliższej okolicy. Wyjazd z założenia miał się odbyć za Obrę w rejon GW Ludendorff, a tam w zależności od czasu pozostałego do zmroku miała zapaść decyzja gdzie dalej.

Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
30.72 km (11.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Do Ośna Lubuskiego
Sobota, 27 lutego 2016 | dodano: 28.02.2016Kategoria ponad 100 km, pow. sulęciński, pow. słubicki
W sobotę można sobie pozwolić na turystykę dalekosiężną, Na długie dystanse często dołącza do mnie Januszek N. Dziś nie mogło być inaczej. Decyzja o wyjeździe zapadła jeszcze wczoraj tylko kierunek lekko nam opadł na południe. Wczoraj jeszcze miało być Dębno, a dziś wyszło jak zwykle, czyli Ośno.
Ośno również było u mnie na liście projektów których się dotychczas nie udało zrealizować. Dziś z tej listy spadła kolejna pozycja. Przejazd do Ośna przez Krzeszyce wykonaliśmy jednym skokiem bez zatrzymywania, chodziło o czas który przy dosyć późnym starcie pozostawał nam do zmroku .
Pierwszy punkt który nas interesuje to zbudowany w 1937 monumentalny pomnik Dietricha Eckarta. Jest to wzniesiona z kamieni wieża z czterema ostrołukowymi arkadami w dolnej części. Służy jako punkt widokowy. Przed wojną przy pomniku znajdowała się strzelnica. Zachowały się wykop i obwałowania które służyły jako kulochwyty. Ławeczki ustawione za kulochwytami sądząc po pozostawionych śladach służą koneserom siermiężnych alkoholi jako wygodne miejsce konsumpcji. Wieża bywa przez miejscowych niesłusznie nazywana wieżą Bismarcka. Prawdziwa wieża Bismarcka stała zupełnie w innym miejscu, przy drodze do Sulęcina.
Wieża Eckerta

Widok z wieży na Jezioro Reczynek
Sam Eckert jest postacią która po 1945 r. przestała się cieszyć u nas jakimkolwiek szacunkiem. Był to niemiecki pisarz i dziennikarz jeden z głównych ideologów i przywódców NSDAP u jej zarania, uczestnik puczu monachijskiego. Zmarł w 1923 r.
Wieża zachowała się w zadziwiająco dobrym stanie, pewne zastrzeżenia można mieć tylko do barierek przy schodach i ich braku nad schodami na platformie widokowej.
Wracamy do miasta. Po prawej stronie ulicy zwraca uwagę stojąca wewnątrz kamiennego ogrodzenia kaplica. Po wejściu za ogrodzenie okazuje się że jest to zbudowana ok. 1450 r. na tzw Frankurckim Przedmieściu kaplica św. Gertrudy, jedyny zachowany budynek średniowiecznego szpitala. Kaplica została zbudowana na przyszpitalnym cmentarzu. Ta część cmentarza była chyba użytkowana jeszcze w okresie międzywojennym zachowało się bowiem kilka nagrobków i pozostałości trzech grobowców.

Kaplica św. Gertrudy
Pozostało samo miasto oddalone o rzut kamieniem. W miejscu w którym wkraczamy w obręb murów ongiś stała Brama Frankfurcka. Same mury ciągną się na długości ponad 1 km. i zbudowane są z kamienia polnego. Były naprawiane w miarę pojawiających sie uszkodzeń cegłą i wznosiły sie na wysokość 6 m. W ciągu murów rozmieszczono prostąkątne baszty. Odwiedziliśmy dwie; Smołową i Chyżańską. W XVI wieku dobudowano dodatkowo trzy baszty cylindryczne. Jedną z nich była widoczna poniżej Baszta Krzaków. Baszta ta w XVIII stuleciu służyła za więzienie.
Baszta Smołowa - zajechałem od środka murów i wtedy okazało się że pobliska posesja wykorzystuje jej wnętrze na magazyn drewna opałowego
Baszta Chyżańska - przód i tył

Baszta Krzaków

Ratusz
Kościół
Budynek poczty.
Pewnie znalazłoby się jeszcze parę perełek do obejrzenia, czas jednak jest nieubłagany. Startujemy w drogę powrotną. Wracamy przez Sulęcin. Po drodze tuż za Ośnem trafiamy na kamień-pomnik upamiętniający lądowanie w tym miejscu w grudniu 1944 5-osobowej grupy dywersyjno- wywiadowczej LWP, napis informuje że trzech z nich poległo.
Pomnik upamiętniający lądowanie grupy dywersyjno-wywiadowczej LWP
Kościółek w Dragominie z przełomu XVII/XVIII w.

Kościół a Sulęcinie
Fontanna na sulęcińskim rynku
W Sulęcinie króciutka przerwa na rynku i już bez żadnego zatrzymywania pędzimy do Skwierzyny. Mimo pośpiechu ostatnie 10 km już w kompletnych ciemnościach.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
114.35 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Osiecko z sporą dawką terenu
Piątek, 26 lutego 2016 | dodano: 26.02.2016Kategoria gm. Bledzew
Dziś piątek, a więc po pracy wolne dodatkowe dwie godziny. Więcej czasu to więcej możliwości. Pomyślałem o odwiedzeniu maleńkiej, opuszczonej wioseczki pod Osieckiem. Chodzi o Pniewo. Po siedmiu wiekach osadnictwa na jej terenie i ostatecznym upadku upaństwowionego rolnictwa (ślady budynków inwentarskich wskazują że była tam spora hodowla) ludzie stamtąd odeszli zostały tylko ruiny zagród i pola.
Na wyjazd zabrał się ze mną Januszek N.. W lesie nawet porzucił swoje zwyczaje i udawało się przez sporą część drogi jechać obok siebie, a przynajmniej w zasięgu głosu. Januszek był ciekawy Lisiej Polany, wybieramy drogę obok leśniczówki nad Obrą i ciekawość kolegi została zaspokojona.
Jutro w sobotę własnie stąd wystartuje XII Ogólnopolski Zimowy Spływ Obrą o tytuł "Oberstronga". Spływ polega na pokonaniu wpław ok 7 km odcinka Obry. Trudność polega na tym że uczestnicy mogą być ubrani wyłącznie w kombinezony do nurkowania typu mokrego (cokolwiek to znaczy), a odcinek do pokonania charakteryzuje się wartkim nurtem i jest najeżony mnóstwem zwałów drzew. Jutro uczestnikom przynajmniej nie grożą kry i mróz częste w wcześniejszych edycjach.
Obra przy Lisiej Polanie
A za plecami zaplecze
Z Lisiej Polany bierzemy kierunek na Spaloną Leśniczówkę. Na położonym nieopodal węźle dróg wybieramy kierunek Pniewo. Spory kawałek tej drogi jest wybrukowany. Bruk zanika jeszcze przed opuszczeniem lasu, ale fakt jego istnienia wskazuje że kiedyś ta droga miała ważniejsze znaczenie. Wynurzenie się z lasu na skraju pniewskich pól wcale nie oznacza że opuszczamy drogi gruntowe, teraz zaczyna się kilka kilometrów kocich łbów. Bruk towarzyszy nam aż do Osiecka.
Pniewo - teraz pozbawione zieleni uwidacznia swoje ruiny, wiosną w okresie kwitnięcia tarniny i zdziczałych sadów wygląda niemal bajkowo
W Osiecku rzucam propozycję odwiedzenia Dębowca, ostrzegam że to kolejne kilka kilometrów leśnych dróg i ok 5 km bruku do Nowej Wsi (kiedyś od strony Glisna testowali go Lasgosia z Robakiem). Protestów nie było, wniosek przyjęty przez aklamację. Nie mogło być inaczej przy dwóch zgromadzonych, oklasków i okrzyków entuzjazmu w związku z brukiem nie przewidziano.
Zatem był również Dębowiec i bruk. W Nowej Wsi miałem przygotowane jeszcze kilka wariantów dalszej jazdy, na szczęście zostały storpedowane w przedbiegach. Do Skwierzyny pozostaje jeszcze 20 km. a tymczasem już zaczyna zapadać zmrok.
Powrót przez Sokolą Dąbrowę i Bledzew bez udziwnień. Nie było łatwo, połowa dzisiejszej trasy to różnej jakości drogi gruntowe, leśne i bruki.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
52.46 km (25.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W lasach za Starym Dworkiem
Czwartek, 25 lutego 2016 | dodano: 25.02.2016
Dzisiejszy wyjazd wyskoczył mi niespodziewanie, a jego trasa powstała przez niedomówienie. Wyjazd był niespodziewany bo nie było go w planie jeszcze o godz. 16:30. Właśnie wtedy natknąłem się sklepie na kolegę A. Cz. który na dzisiejsze popołudnie miał szereg dylematów – może iść z kijkami, a może nigdzie nie iść, a może by się przejechał gdyby było z kim. Tego ostatniego nie musiał powtarzać, pomysł został podchwycony, start umówiony na 17:00. Przez niedomówienie on przyjechał do mnie, a ja w tym czasie inną trasą do niego.
Skoro wyszło jak wyszło to pomyślałem o częściowym zrealizowaniu dalszej części wczorajszej trasy. Lubię tam jeździć w cieplejszych porach roku w niedzielne popołudnia. Blisko domu, niezłe drogi, pachnie lasem, czasem można spotkać jakiegoś cyklistę i najważniejsze że można się całkowicie wyluzować, bikerowi nic nie grozi z strony potężniejszych pojazdów bo ich tam wtedy nie ma.
Pierwsza część naszej trasy po opuszczeniu szosy to najciekawsza widokowo część tzw. "Szlaku Bobrów". Od Lisiej Góry pod Starym Dworkiem drogi są fragmentami starych dróg do Sokolej Dąbrowy, Krzywokleszcza, i na końcu do Bledzewa. W czasach końskiej trakcji znacznie skracały drogę do Landsbergu, a ostatecznie straciły rację bytu kiedy zbudowano nową sieć dróg bardziej dostosowana do potrzeb ruchu samochodowego. Dziś korzystają z nich jedynie leśnicy. Jeszcze kilkanaście lat temu stały tam stare kamienne drogowskazy kierujące do Falkenwalden, Neuvorwerk i Blesen. Kiedy ponownie zacząłem tamtędy jeździć już nie było po nich śladu.
Z lasu wypędził nas zapadający zmrok. Wracamy do centrum Starego Dworku. Stwierdzamy że można byłoby jeszcze trochę pojeździć. Decyzja - wracamy do Skwierzyny okrężną drogą przez Zemsko i Popowo. W Popowie był jeszcze pomysł z wjazdem do lasu. Ostatecznie upadł, ale w ramach wstępu do jego zastosowania ominęliśmy Popowo jadąc drogą za jego opłotkami. Dalszy powrót do domu już bez żadnych pomysłów i innowacji.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
33.92 km (10.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trzebiszewo, ziemno-wodna droga przez Rakowo
Środa, 24 lutego 2016 | dodano: 24.02.2016
Dawno nie jechałem niedzielną trasą przez Rakowo, Trzebiszewo i lasy nad DK-24 z powrotem do terenów zamieszkanych w Starym Dworku. Nie da się tego zrobić w lutowe popołudnie po siedemnastej, ale można spróbować pokonać przynajmniej część dystansu do Trzebiszewa i wrócić szosą. Mam tu na myśli wersję z szutrową drogą gminną do Rakowa. Od Rakowa zaczynają się płyty jumbo, ale one też kończą się jeszcze sporo od półmetka zaplanowanej wycieczki. Dziś za płytami sporo wody, na szczęście głębokość była kaczkom tylko do brzucha.
Jeszcze przed zmrokiem dotarłem za płyty i chyba tylko dlatego udało się pokonać kałuże wielkości pobliskiego Stawu Rabego. Kałuże znajdują się w ważnym strategicznie i niemożliwym do ominięcia miejscu, usytuowane są na całej szerokości drogi i ciągną się na odcinku ok 500 m. Po ciemku chyba nie ryzykowałbym ich forsowania.
Z Trzebiszewa pozostało już tylko wrócić do domu. Gdyby w lesie było jeszcze trochę światła dziennego to można byłoby ten powrót urozmaicić jadąc przez Stary Dworek. Wachałem się aż do rozjazdu na rondzie, i tam moje rozterki się skończyły. Pojechałem prosto do domu, a ponieważ jeszcze przed Skwierzyną zapadły ciemności to była najlepsza decyzja.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
21.88 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przy S3
Niedziela, 21 lutego 2016 | dodano: 21.02.2016
Dzisiejsza aura, przynajmniej po południu, nie była przyjazna cyklistom, trafiła się jednak jakaś przerwa w opadach, więc okoliczności sprzyjały maleńkiemu wypadowi na drogę techniczną przy S3. Trochę źle oszacowałem warunki i gdzieś w połowie dystansu zaczęło siąpić. Wróciłem do domu na wpół przemoknięty i jeszcze musiałem po powrocie wysłuchać dłuższego monologu małżonki o mojej nieodpowiedzialności i nieprzydatności w domu (w sensie, że olewam wszystkie prace w domu aby się tylko urwać na rower). Były tam jeszcze inne wątki ale te już nie związane z głównym tematem. Jakoś udało się przeczekać tę burzę, jednak w najbliższym tygodniu trzeba będzie się w końcu zająć tymi kapiącymi kranami, przepalonymi grzałkami itd.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
21.00 km (7.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)




