- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.39
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.5
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Stacja Templewo
Poniedziałek, 15 maja 2017 | dodano: 15.05.2017Kategoria gm. Bledzew
Patrząc na popołudniowe niebo biłem się z myślami; jechać? a może jednak nie ryzykować? Zaryzykowałem, nie spadła ani jedna kropelka. Wypuściłem się pod Międzyrzecz, a potem drogami gruntowymi i gdzieniegdzie szutrowymi, od Głębokiego do Templewa.

Międzyrzecz - okolice Głębokiego.
W Templewie skusiłem się na odwiedzenie dawnej stacji kolejowej. Leży nieco na uboczu i nigdy się tam nie zapuszczałem. Stacyjka leży przy nieczynnej linii kolejowej z Wierzbna (a właściwie z Międzychodu) do Rzepina. Jeszcze kilka lat temu na odcinku Międzyrzecz-Rzepin widywałem szynobusy. Teraz z torów korzysta chyba tylko wojsko z Wedrzyna. Podobno szynobusy zamiast pasażerów woziły powietrze. Moim prywatnym zdaniem problem tkwił nie w braku chętnych do jazdy, tylko w rozkładzie jazdy który był nastawiony na młodzież szkolną, gdy tymczasem z Międzyrzecza dojeżdża do pracy w Wędrzynie kilkudziesięciu żołnierzy i pracowników wojska. Z braku innej możliwości dojeżdżają tam prywatnymi samochodami.
Linia była zbudowana w końcu XIX wieku, zdaje się że na tym odcinku oddano ją do użytku w roku 1892. Obecnie budynek stacyjny jest wykorzystywana jako mieszkalny, obok stoi kolejny budynek w którym mieszkali kolejarze i wieża wodna.

Rzepakowe pola pod Kleszczewem.

Stacja kolejowa w Templewie.

Wieża wodna i mieszkania kolejarzy.

Stacja kolejowa w Templewie.

Wieża wodna i mieszkania kolejarzy.
Z Templewa skierowałem się już bezpośrednio do Skwierzyny.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
48.82 km (14.00 km teren), czas: 02:35 h, avg:18.90 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W górę Warty.
Niedziela, 14 maja 2017 | dodano: 14.05.2017
Przejażdżka w wersji lekkiej i przyjemnej dla zaspokojenia wymagań małżonki. Już dawno zawarliśmy, (trochę jednostronnie) niepisany układ że w sobotę zwyczajowo znikam jej z oczu na cały dzień, za to w niedzielę jestem w domu. A jeżeli już gdzieś się wybierzemy rowerami, to razem i gdzieś w pobliżu domu. Wczoraj akurat nic nie wyszło z mojego wyjazdu, ale w domu też cały dzień mnie nie było. W pracy wyskoczyły nieprzewidziane sprawy i wolna sobota zamieniła się w pracującą.
Nie mamy wielkiego wyboru łatwych i ciekawych tras. Dzisiejsza należała do takich biegnących wśród łąk i pól z dużą ilością stawów i mokradeł będących śladami starorzeczy Warty. Oczywiście droga jest poprowadzona w większości koroną wałów przeciwpowodziowych i żadne taplanie w bagnach nie wchodzi w grę. Droga o nawierzchni trawiastej, ale często używana więc ślady kół ułatwiają jazdę. Po kilkunastominutowej przerwie na półmetku w Krasnym Dłusku przyszedł czas na powrót. Usiłowałem wytargować jeszcze kilka dodatkowych kilometrów, ale wobec elokwencji małżonki skapitulowałem, tzn. zamilkłem z nadzieją że ten temat zostanie szybko wyczerpany. Trochę pokpiwałem z jej obaw przed deszczem ale ostatecznie to jej upór uratował nam d..pę przed przemoczeniem. W drzwiach domu dopadł nas deszcz (i nie był przelotny) oraz kilka razy zagrzmiało.

Krasne Dłusko - nad Wartą.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
26.26 km (14.00 km teren), czas: 02:02 h, avg:12.91 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Lipki, Gorzów
Piątek, 12 maja 2017 | dodano: 12.05.2017
W Lipkach znalazłem się trochę w celach towarzyskich, a trochę dlatego że posiadam kilka narzędzi które były potrzebne koledze przy obsłudze jego roweru. W godzinkę uwinęliśmy się z rowerem, potem kawka i czas na powrót do domu. Powrót tą samą drogą byłby banalnie prosty więc trochę pobłąkałem się polnymi drogami na zapleczu Lipek i w Polichnie stanąłem przed pytaniem; powrót na starą trasę, czy może przez Gorzów?
Ostatecznie padło na Gorzów. Na odcinku do Karnina dziś panował jakiś ożywiony ruch dlatego zjechałem na drogę techniczną przy S3 i na szosę powróciłem dopiero w Trzebiszewie.
A na jutro zapowiadają synoptycy taką cudną pogodę że aż żal d..pę ściska że nie będę mógł skorzystać. Tej wiosny tylko w jeden weekend, w sobotę 1 kwietnia było słonecznie i ciepło a reszta jak zwykle.
Mój starszy, nieżyjący już kolega z pracy w ramach którejś z fal repatriacji powrócił z ZSRR do Polski w roku 1956. Często wspominał że w tej obłasti za Uralem gdzie mieszkał zima panowała tylko od września do maja, a potem cały czas było tylko lieto i lieto. To taka dygresja luźno związana z naszym obecnym klimatem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
76.72 km (25.00 km teren), czas: 04:25 h, avg:17.37 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Po zachodniej Wielkopolsce
Sobota, 6 maja 2017 | dodano: 06.05.2017Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
Kiedy po godzinie 10 przekroczyłem granicę województwa wielkopolskiego poczułem się jak w Krainie Deszczowców. Karramba, zaczęło mżyć i tak zostało już prawie do końca. Uspokoiło się dopiero w Kwilczu, ale właśnie tam już zawróciłem aby zdążyć przed nocą do domu.
Zanim jeszcze opuściłem lubuskie mijam Chlastwę. Położona na szlaku drewnianych kościołów Regionu Kozła dawno budziła moją ciekawość. Tutejszy XVII-wieczny zespół kościelny składa się z drewnianego kościoła i usytuowanej tuż przy drodze bramy-dzwonnicy. Kościół zbudowano jako świątynię protestancką, dopiero po roku 1945 został przejęty przez katolików, Do jego wnętrza (nie licząc zerknięcia przez okna) nie udało się zaglądnąć, niemniej trochę czasu spędziłem na placu przykościelnym. Ściany kościoła to konstrukcja szachulcowa wypełniona gliną chociaż z zewnątrz tego nie widać ponieważ ściany są szalowane deskami. Kościół za sprawą swojej wieży trochę mi przypominał drewniane kościoły z mojej rodzinnej Małopolski. Okazało się później że wieża jest młodsza od głównej bryły świątyni o co najmniej 250 lat i została zbudowana w 1910 roku, przy czym wzorowano się na którymś z kościołów z południowej części Górnego Śląska. Stąd chyba to podobieństwo
Już na początku XX wieku stan techniczny kościoła kwalifikował go do rozbiórki jednak parafianie i ówczesny właściciel majątku Adalbert von Zakrzewski postawili się w roli konserwatorów zabytku. Jak widać z dobrym skutkiem ponieważ zabytek przetrwał kolejne 100 lat i przynajmniej z zewnątrz wygląda zupełnie przyzwoicie. Drewniana kapliczka przed kościołem pochodzi już z okresu powojennego. Z Chlastawy pochodzi znaczna część portretów trumiennych z zbiorów międzyrzeckiego muzeum.
Naprzeciwko kościoła widoczna okazała stylowa karczma która za pomocą dużych banerów chwali się że gościła w swoich progach panią Gessler. Informuje również że chętnie spełni marzenia potencjalnych klientów urządzając im przyjęcie weselne lub na jakąkolwiek inną okoliczność.

Chlastawa - kompleks kościelny.

Drewniana dzwonnica w Chlastawie.

I sam kościół.
Kolej
na następny punkt dzisiejszej wycieczki, Nowy Tomyśl. Opuszczam Chlastawę i prognozy meteorologiczne z których korzystałem wzięły w łeb, zaczyna siąpić.
Liczyłem że może mżawka wkrótce przeminie, i owszem minęła ale parę godzin
później. 
Drewniana dzwonnica w Chlastawie.

I sam kościół.
Nowy Tomyśl widywałem dotychczas tylko z okien pociągu jadąc do Poznania. Dziś bardziej od samego miasta interesują mnie drogi którymi można będzie w przyszłości dotrzeć tu od strony Międzyrzecza. Skoro jednak jestem już na miejscu błędem byłoby nie zajrzeć do samego miasta. Przejechałem zatem przez miasto na przełaj. Statystyki mówią że mieszka tu zaledwie 4 tysiące więcej mieszkańców niż w mojej Skwierzynie, miasto wygląda jednak na o wiele większe, piękniejsze i zasobniejsze od Skwierzyny.
Zbudowane nad rzeczką Szarką, prawa miejskie uzyskało dopiero w roku 1786 i wkrótce po tym znalazło się w zaborze pruskim. W roku 1815 było jednym z pięciu miast w nowo utworzonym powiecie bukowskim. Swoją szansę otrzymał Nowy Tomyśl w roku 1848, właśnie wtedy w ramach kary za aktywny udział bukowian w Wiośnie Ludów przeniesiono do Nowego Tomyśla siedzibę bukowskiego landrata. Czterdzieści lat później decyzja ta została przypieczętowana kolejną, tym razem o likwidacji powiatu bukowskiego na którego terenie powstały dwa nowe: nowotomyski i grodziski. O tym jakie znaczenie dla rozwoju miasta ma status stolicy powiatu wiem co nieco jako mieszkaniec miasta które w roku 1961 przestało być jego siedzibą.
Nowy Tomyśl jest lokalnym ośrodkiem wikliniarstwa i uprawy chmielu. Na chmiel się nie natknąłem, ale na akcenty wikliniarskie owszem. Są to największy wiklinowy kosz świata (wpisany do księgi Guinnessa), wigloo, liczne wiklinowe akcenty w parku miejskim. Na muzeum się nie natknąłem ale skądinąd wiem że takowe tam istnieje.
W parku miejskim znajduje się ogród zoologiczny, dostępny do zwiedzających za drobną kilkuzłotową opłatą. Myślę że jest to ewenement jak na miasto tej wielkości. Osobiście nie skorzystałem z oferty, może kiedyś przy lepszej pogodzie się skuszę.
Opuszczając miasto natknąłem się na kościół posiadający ciekawą przeszłość. Niemal do końca XIX wieku Nowy Tomyśl był jedynym miastem w Wielkopolsce bez kościoła katolickiego, a wszyscy katolicy należeli do parafii w odległym o 8 km. Wytomyślu. Decyzję o budowie kaplicy będącej filią macierzystej parafii w Wytomyślu podjęto w czasach pruskiego kulturkampfu stąd spotkała się z zdecydowanym sprzeciwem władz. Pozwolenie uzyskano dopiero dzięki staraniom nowotomyskiego notariusza W. Barteckiego. Z datków wiernych na ziemi darowanej przez małżeństwo Kupczyków zbudowano kaplicę. Dopiero po odzyskaniu niepodległości, w latach dwudziestych parafia uzyskała samodzielność a świątynia została rozbudowana poprzez dodanie wieży i przęsła w przedniej części kościoła.

Nowotomyski rynek i największy kosz świata.

Nowotomyski Bies.

W parku miejskim.

ZOO.

Wigloo.

Kościół o którym wspominałem wyżej.
Sieć
dróg prowadzących w kierunku północnym pozwala na dwie wersje dalszej jazdy; do
Pniew, lub w kierunku Trzciela. Już kiedyś chciałem odwiedzić
Miedzichowo zatem wybieram kierunek Trzciel. Kilometr przed Sępolnem
kilkadziesiąt metrów od szosy wznosi się pomnik upamiętniający
śmierć ponad 100 Polaków rozstrzelanych w tym miejscu w 1941 r.
Aby zatrzeć ślady zbrodni w 1944 ich zwłoki ekshumowano i spalono
a prochy rozrzucono po okolicznych polach.
Nowotomyski Bies.

W parku miejskim.

ZOO.

Wigloo.

Kościół o którym wspominałem wyżej.

Ślady martyrologii.
Miedzichowo
(Kupferhammer) w przeszłości było osadą hutniczą. Istniała tu
kuźnica miedzi i żelaza. Do dziś zachowały się pozostałości
dawnego stawu młyńskiego na Czarnej Strudze i korzystająca ze spiętrzenia mała elektrownia wodna. Uwagę zwraca kościół.
Pierwotnie wzniesiony w 1906 r. jako kościół protestancki po roku
1945 przekształcony na katolicki. Po przeciwnej stronie ulicy stoi
budynek Urzędu Gminnego. Tablica na ścianie budynku wspomina że
wcześniej na tym miejscu stał kościół rzymskokatolicki.
Zbudowany w latach dwudziestych przez miejscową ludność polską
przetrwał zaledwie kilkanaście lat. W czasie wojny został zburzony
przez Niemców w ramach zacierania śladów polskości na tym skrawku
Wielkopolski.
W Miedzichowie.
Miedzichowo
opuszczam z planem odwiedzenia Orzeszkowa, wioski sąsiadującej z
Kwilczem. Orzeszkowo zaciekawiło mnie swoim XIX-wiecznym cmentarzem
kalwińskim o którym wspomnę później. Tymczasem trzeba się tam
dostać. Według mojej wizji zamierzałem dotrzeć do Lewic i lokalną
boczną drogą szutrową przedrzeć się do Miłostowa. Kiedyś już
tamte okolice odwiedzałem i wiem że z Miłostowa do
Kwilcza jest już szosa.Droga do Lewic sąsiaduje z nieczynną linią kolejową z Zbąszynia do Międzychodu. Jest to ta sama linia z powodu której Trzciel został tak dziwacznie podzielony granicą. Mijam stacje w Zachodzku i Lewiczynku, dziś zagospodarowane na inne cele. O dziwo pomimo tego że na torowisku rosną sosny o średnicy 30 cm. tory nadal istnieją, a złomiarze nie rozkradli szyn.

Dawna stacja kolejowa Zachodzko.

Nadal na tej samej linii - Lewiczynek.

Dlaczego jeszcze nie rozkradziono??

Nadal na tej samej linii - Lewiczynek.

Dlaczego jeszcze nie rozkradziono??
W Lewicach na wzgórku ciekawy murowany kościół obłożony kamieniem o rodowodzie z końca XVIII wieku. Poniżej kościoła kapliczka z figurą Chrystusa, ufundowana w 1879 roku przez Bernarda Hazę Radlica z małżonką w podzięce za doznane łaski. Wspominam o fundatorze z względu na rodzinę Hazów-Radlitz i jej poplątane losy. Była to niemiecka rodzina szlachecka pochodzenia czeskiego, mieszkająca od średniowiecza na pograniczu Śląska i Wielkopolski. W większości byli ewangelikami. Niektórzy z nich obierali jednak drogę życiową prowadzącą jakby nieco pod prąd. Żyjący w latach 1798-1872 Albert Ludwig von Haza-Radlitz przeszedł na katolicyzm i obrał polską tożsamość narodową nazywając się odtąd Wojciechem Ludwikiem Hazą z Radlic. Był posłem do Reichstagu, gdzie należał do frakcji polskiej, i obrońcą praw narodowych ludności polskiej powiatu międzyrzeckiego. Fundator kapliczki był prawdopodobnie jego synem, natomiast jego wnuk i imiennik Albert von Haza-Radlitz ponownie się zgermanizował. W czasie powstania wielkopolskiego został internowany w poznańskiej Cytadeli. Poniósł tam śmierć, według jednego z moich źródeł został rozstrzelany, według innego zginął od postrzału w czasie próby ucieczki.
Dziś w siedzibie rodu mieści się leśnictwo Kaliski, dwór widoczny jest z drogi którą zamierzałem jechać. Zamierzałem, ponieważ odstraszyła mnie jej nieco błotnista nawierzchnia . Rów z strumykiem na pobliskiej łące to Kamionka która po drugiej stronie drogi wpływa już pomiędzy wzniesienia, meandrując wśród nich w swoim dalszym biegu tworzy malowniczą dolinę. Zawróciłem w kierunku Łowynia. Już poza wioską pożegnała mnie drewniana figura biskupa umieszczona na poboczu drogi.

Kościół w Lewicach.

XIX-wieczna kapliczka fundacji Hazy Radlica.

Lewice żegnają.
W Łowyniu kolejne zetknięcie z wspomniana wcześniej linią kolejową, doskonale oznaczony przejazd, budynek stacji. Przez Łowyń przemknąłem bez zatrzymywania się. Tym razem miałem nadzieję że istnieje jakaś lokalna szosa z Głażewa przez Mnichy i Tuczępy do Kwilcza. W Gralewie za Głażewem ostatnie pożegnanie z towarzyszącą mi od Miedzichowa linią kolejową. Za plecami zamajaczył mi budynek stacji, dziś prywatne domostwo i wjeżdżam na zbocza doliny Kamionki. W dole Mnichy i Mniszki. Mnichy ominąłem, zatrzymałem się natomiast przed zespołem dworsko folwarcznym w Mniszkach. Z dawnej siedziby ziemiańskiej została połowa dworu, oraz wzniesiona na początku XX wieku w odległości kilkunastu metrów od dworu, willa w stylu szwajcarskim. Na północ od obiektów dworskich usytuowany jest duży dziedziniec dawnego folwarku. Dziś w obiektach znajduje się Centrum Edukacji Przyrodniczej i Regionalnej, w wnętrzach zgromadzono zbiory przyrodnicze, sprzętów i narzędzi rolniczych. Muzeum zachęca do wejścia w swoje progi.

Mniszki zachowany fragment dworu.

Willa w zespole dworskim.

Willa w zespole dworskim.



Obiekty Centrum Edukacji Przyrodniczej i Regionalnej.
Po opuszczeniu Mniszek wspinam się po zboczu doliny do Tuczęp. Droga prowadząca do Miłostowa okazała się być drogą polną. Nie pozostało nic innego jak skierować się do szosy Poznań – Skwierzyna co też uczyniłem.
Ostatni punkt wycieczki to Kwilcz i dwie sąsiadujące miejscowości Orzeszkowo i Rozbitek. Do Rozbitka ściągnęła mnie ciekawość pałacu Georga von Reiche. Pałac został zaprojektowany prawdopodobnie przez architekta z kręgu Fryderyka Augusta Stülera, bądź nawet niego samego. Dziełem Stülera jest między innymi ratusz w Skwierzynie i pałac w Dąbrówce Wielkopolskiej. Pałac w Rozbitku jest nawet zbudowany w podobnym duchu jak w ten z Dąbrówki. Niestety pałac jest niedostępny dla osób przypadkowych. Przez zamkniętą na kłódki bramę widać jedynie aleję prowadzącą do wejścia głównego. Tablica informuje że teren jest prywatny i chyba nawet zawiera jakieś nieczytelne groźby skierowane pod adresem nieproszonych gości. Próba spojrzenia na pałacyk z innej perspektywy spełzła na niczym, udało się jedynie zajrzeć na folwarczne podwórze. Pałac podobno jest własnością kompozytora muzyki filmowej Jana Kaczmarka i jest siedzibą Instytutu Rozbitek, miejsca spotkań artystów filmu, muzyki i teatru.

Rozbitek, pałacu w całej okazałości niestety nie widać.

Zabudowania folwarczne w Rozbitku.

Zabudowania folwarczne w Rozbitku.
Z Rozbitka przeskoczyłem na przeciwległą stronę Kwilcza, czyli Orzeszkowa. Wspomniany wcześniej cmentarz kalwiński leży tuż przy drodze do Poznania. Pochowanych jest na nim wielu wybitnych Wielkopolan i rodzin ziemiańskich wyznania ewangelickiego. Już z drogi rzuca się w oczy obelisk ufundowany za sprawą Libelta przez mieszkańców Księstwa Poznańskiego dla Jana Kassyusza, potomka czeskiego rodu Kaszkowskich który osiedlił się w Polsce w XVII wieku uchodząc z Spiszu przed prześladowaniami religijnymi.
Jan był nauczycielem, kaznodzieją i działaczem społecznym bez udziału którego nie działo się nic ważnego w ówczesnym Wielkim Księstwie Poznańskim. Spoczywa tu pastor Karol Bogumił de Diehl, współpracownik Staszica. Pod skromnym krzyżem spoczywają szczątki generała Zygmunta Kurnatowskiego, uczestnika powstania wielkopolskiego z 1806 roku i kampanii napoleońskich, oficera armii Królestwa Polskiego. Pewien cień na osobę generała rzuca odmowa uczestnictwa w powstaniu listopadowym. Ponadto znajdują się tu grobowce i nagrobki ziemiańskich rodów Bronikowskich, Kurnatowskich, Bukowieckich.

Orzeszkowo, na dawnym cmentarzu kalwińskim.

Jeden z zachowanych nagrobków.

Kwatera Kurnatowskich, skromny krzyż na grobie generała Zygmunta Kurnatowskiego.

Groby familii Kurnatowskich z Chalina.

Grobowiec Bronikowskich.

Obelisk Kassyusza.
Z cmentarza widać dawny zbór kalwiński. Kwilcz w XVI i XVII wieku był znaczącym ośrodkiem religijnym braci czeskich i pokrewnym im kalwinów. Kiedy w roku 1644 kalwini zostali zmuszeni do oddania katolikom kwileckiej świątyni dzięki dziedzicowi Orzeszkowa, Dobrogostowi Kurnatowskiemu otrzymali tu miejsce na budowę swojego kościoła. Do zbudowanej w 1646 roku świątyni zjeżdża na nabożeństwa okoliczna szlachta dysydencka, niestety w 1721 roku światynia spłonęła. Obecny kościół zbudowano w roku 1788 i swoją funkcję spełniał aż do roku 1945. Potem świątynia niszczała, a obecnie jest własnością osoby prywatnej. Granica działki była dziś oznaczona sznurkiem rozciągniętym na palikach, pozwoliłem sobie lekko ją naruszyć nie zbliżając się zanadto do budynku bez zgody właściciela.

Dawny zbór kalwiński w Orzeszkowie.
Rzut oka na zegarek i na tablicę informującą że do Skwierzyny jest 46 km. sprowadził mnie na ziemię. Zrezygnowałem z pomysłu zapuszczenia się pod Sieraków, przed powrotem do domu zatrzymałem się jedynie w centrum Kwilcza.

Kwilcz, kościół.

Tablica ku czci ppłk. Cieplińskiego jednego z żołnierzy wyklętych z kwileckiemi korzeniami.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
141.47 km (2.00 km teren), czas: 08:09 h, avg:17.36 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Znów okolica
Piątek, 5 maja 2017 | dodano: 05.05.2017
Na tyle starczyło czasu i chęci :-),
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
28.23 km (3.00 km teren), czas: 01:58 h, avg:14.35 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Jak to zwykle w weekend..
Środa, 3 maja 2017 | dodano: 03.05.2017
Wprawdzie jest środek tygodnia, ale wycieczka jakby niedzielna. Z małżonką w międzyrzeckie lasy nad Obrą.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
45.52 km (14.00 km teren), czas: 03:18 h, avg:13.79 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Zupełnie jak wczoraj.
Poniedziałek, 1 maja 2017 | dodano: 02.05.2017
Zupełnie jak wczoraj, tylko większy zakres swobody. Umówiłem się z znajomymi i małżonką na wyjazd w plener z tym że zostałem wysłany w drogę nieco wcześniej żebym mógł sobie pojeździć do woli. Do woli może nie było, ale zanim do mnie dołączyli zrobiłem parę zygzaków po nowych i starych drogach. Wspominam o nowych, bo są tam dwie piękne, nowe drogi. Niestety kończą się na granicach nadleśnictwa.

Początek jednej z nowych drog.

I sama nowa droga. Przy tej ilości piasku chwilami nie mogłem się oprzeć wrażeniu że jestem na bałtyckiej plaży.

I na koniec leśna ścieżka edukacyjna.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
66.47 km (58.00 km teren), czas: 04:41 h, avg:14.19 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W puszczę miły bracie, tam swoboda czeka na cię..
Niedziela, 30 kwietnia 2017 | dodano: 02.05.2017
Niedzielna, rodzinna wycieczka w Puszczę Notecką. Wbrew moim wcześniejszym przewidywaniom trasa została przyjęta z umiarkowanym zadowoleniem.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
59.74 km (42.00 km teren), czas: 04:39 h, avg:12.85 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wolsztyn - parada lokomotyw
Sobota, 29 kwietnia 2017 | dodano: 01.05.2017Kategoria ponad 100 km, okolice Trzciela, Wielkopolska
Wśród swoich najbliższych mam pewnego czteroletniego faceta który jeszcze
jako osesek zakochał się w parowozach i właśnie on był dla
dziadka źródłem informacji o dzisiejszej paradzie parowozów w
Wolsztynie. Za sprawą dogodnego połączenia kolejowego z
Zbąszynkiem droga do Wolsztyna okazała się łatwiejsza niż
myślałem. Zapakowałem się z swoim bicyklem do pociągu i dopiero
od Zbąszynka rozpocząłem podróż na własnych dwóch kołach. W
samym Wolsztynie jeszcze nigdy nie byłem chociaż już się kiedyś
zapuszczałem w tamte okolice docierając do Chobienic więc teren
miałem w pewnym sensie oswojony. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć mijanych obiektów sakralnych.

Widowisko swoim klimatem robi wrażenie, szkoda tylko że pogoda trochę nie dopisała.

Para i dym.

Najszybszy sprawny parowóz świata.

Ze zbiorów wolsztyńskiej parowozowni.
Wypada wspomnieć o jeszcze jednym jubilacie. Swój jubileusz 100-lecia obchodził parowóz Ok1-359. Wyprodukowany w 1917 r. jest najstarszym parowozem w Polsce będącym nieprzerwanie w eksploatacji. Pojazdy tej serii uznawano za "najdoskonalsze konstrukcje pruskiej szkoły budowy parowozów", a przez maszynistów nazywane były "pannami do wszystkiego", ponieważ mogły być wykorzystywane zarówno w ruchu osobowym, jak i kursach pośpiesznych. Jak zrozumiałem staruszek nie był pokazywany na dzisiejszej paradzie. W Wolsztynie znajduje się również będący już w stanie spoczynku młodszy brat jubilata, jest to Ok 1-322. Parowóz ten został wyprodukowany w 1921 roku. Do Wolsztyna przybył w roku 2001 z Choszczna.
Po ostatniej defiladzie połączonych maszyn, pożegnałem się z Mikołajem i jego rodzicami i ruszyłem w drogę powrotną.

Tym razem wybrałem się drogą przez Zbąszyń, chciałem przyjrzeć się bliżej drodze do Chlastawy lub Dąbrówki, wybór pozostawiałem przypadkowi. A ostatecznie na rozjeździe przed wiaduktem kolejowym w Zbąszyniu zmieniłem plany i pojechałem do Trzciela.
Kilkaset metrów za Chobienicami natknąłem się na dwójkę sympatycznych młodych ludzi z Gorzowa. Zamierzali dotrzeć do Międzyrzecza i dalszą drogę odbyć pociągiem. Udało mi się do nich podczepić na dalszą jazdę. Niestety młodzi w Zbąszyniu zrezygnowali z towarzystwa staruszka udając się w sobie tylko znanym kierunku. Tak, tak, jeszcze kilkanaście lat temu uważałem 60- letnich ludzi za staruszków a teraz nie mogę przywyknąć że sam już dawno przekroczyłem tą granicę.
Do Trzciela pojechałem po to żeby zostać w tematach kolejowych. Kiedyś już wspominałem że w wyniku postanowień traktatu wersalskiego Trzciel został podzielony granicą polsko-niemiecką w ten sposób że po stronie polskiej została linia kolejowa a reszta miasteczka znalazła się w Niemczech. Niemcy z konieczności wybudowali po drugiej stronie Obry nowy dworzec i 9 km. odcinek torów łączących Trzciel z linią kolejową przebiegającą przez pobliski Lutol Suchy. Po roku 1939 linia ta pozostała niewykorzystana i ostatecznie została zlikwidowana. Właśnie ten dworzec był powodem mojego przejazdu przez Trzciel. Dziś znajduje się on na terenie prywatnym będącym własnością przedsiębiorstwa branży drzewnej, ale uchylony szlaban pozwolił na nielegalne wtargnięcie na dawny plac dworcowy.

W drodze powrotnej zajrzałem jeszcze do Panowic. Kiedyś znajdował się tam piękny neogotycki pałac z wieżą, zbudowany około roku 1890. Niestety pałacu nie dane było mi obejrzeć ponieważ latem ubiegłego roku strawił go pożar pozostawiając ruinę. Kolejny zabytek zniknął z lubuskiego pejzażu.

Teraz zaczęło robić się już późno i grzecznie wróciłem do domu.
Postaram się powtórzyć jeszcze kiedyś wyprawę do Wolsztyna, ale już na spokojnie, bez tłumów ludzi.
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

Średniowieczny kościółek w Kosieczynie. Jest niemal rówieśnikiem bitwy pod Grunwaldem.

Kościół w Chobienicach.

Siedlec.

Samolot Iskra przed Zespołem Szkół Rolniczych i Technicznych w Powodowie. Należy wspomnieć że w ramach zespołu działa Technikum Lotnicze.
Wracając
do tematu, czyli parady parowozów w Wolsztynie, dzisiejsza parada jest
zorganizowana już po raz 24-ty. Parowozownia w Wolsztynie według
deklaracji miejscowych kolejarzy jest ostatnią działającą na
świecie. Dodatkową okazją do świętowania jest jej 110-lecie.
Parowozownię zostawiłem sobie do zwiedzania na inną okazję, dziś
ograniczyłem się tylko do podziwiania parowozów. Pogoda w Wolsztynie nie
rozpieszczała widzów, a widowisko rozpoczęło się z lekkim
opóźnieniem. W paradzie uczestniczyło 10 parowozów w tym 2 z
Wolsztyna, pozostałe były Wrocławia i Chabówki oraz z Czech i
Niemiec. Maszyny prezentowały się widzom w różnych układach;
pojedynczo, połączone po kilka i na koniec całą dziesiątką.
Jako kompletnemu laikowi typy maszyn nie mówią mi nic. Wyraźnie
odróżniała się niemiecka lokomotywa opalana mazutem, zbudowana w
latach sześćdziesiątych typu „18 201”. Obecnie jest to najszybsza
sprawna maszyna parowa mogąca osiągnąć szybkość 180km/h.

Kościół w Chobienicach.

Siedlec.

Samolot Iskra przed Zespołem Szkół Rolniczych i Technicznych w Powodowie. Należy wspomnieć że w ramach zespołu działa Technikum Lotnicze.
Widowisko swoim klimatem robi wrażenie, szkoda tylko że pogoda trochę nie dopisała.

Peron w Wolsztynie.

Para i dym.

Najszybszy sprawny parowóz świata.

Ze zbiorów wolsztyńskiej parowozowni.
Wypada wspomnieć o jeszcze jednym jubilacie. Swój jubileusz 100-lecia obchodził parowóz Ok1-359. Wyprodukowany w 1917 r. jest najstarszym parowozem w Polsce będącym nieprzerwanie w eksploatacji. Pojazdy tej serii uznawano za "najdoskonalsze konstrukcje pruskiej szkoły budowy parowozów", a przez maszynistów nazywane były "pannami do wszystkiego", ponieważ mogły być wykorzystywane zarówno w ruchu osobowym, jak i kursach pośpiesznych. Jak zrozumiałem staruszek nie był pokazywany na dzisiejszej paradzie. W Wolsztynie znajduje się również będący już w stanie spoczynku młodszy brat jubilata, jest to Ok 1-322. Parowóz ten został wyprodukowany w 1921 roku. Do Wolsztyna przybył w roku 2001 z Choszczna.
Po ostatniej defiladzie połączonych maszyn, pożegnałem się z Mikołajem i jego rodzicami i ruszyłem w drogę powrotną.

Młodszy brat dostojnego 100 - letniego jubilata z wolsztyńskiej parowozowni.

Wolsztyn - ostatni rzut oka.

Wolsztyn - ostatni rzut oka.
Tym razem wybrałem się drogą przez Zbąszyń, chciałem przyjrzeć się bliżej drodze do Chlastawy lub Dąbrówki, wybór pozostawiałem przypadkowi. A ostatecznie na rozjeździe przed wiaduktem kolejowym w Zbąszyniu zmieniłem plany i pojechałem do Trzciela.
Kilkaset metrów za Chobienicami natknąłem się na dwójkę sympatycznych młodych ludzi z Gorzowa. Zamierzali dotrzeć do Międzyrzecza i dalszą drogę odbyć pociągiem. Udało mi się do nich podczepić na dalszą jazdę. Niestety młodzi w Zbąszyniu zrezygnowali z towarzystwa staruszka udając się w sobie tylko znanym kierunku. Tak, tak, jeszcze kilkanaście lat temu uważałem 60- letnich ludzi za staruszków a teraz nie mogę przywyknąć że sam już dawno przekroczyłem tą granicę.
Do Trzciela pojechałem po to żeby zostać w tematach kolejowych. Kiedyś już wspominałem że w wyniku postanowień traktatu wersalskiego Trzciel został podzielony granicą polsko-niemiecką w ten sposób że po stronie polskiej została linia kolejowa a reszta miasteczka znalazła się w Niemczech. Niemcy z konieczności wybudowali po drugiej stronie Obry nowy dworzec i 9 km. odcinek torów łączących Trzciel z linią kolejową przebiegającą przez pobliski Lutol Suchy. Po roku 1939 linia ta pozostała niewykorzystana i ostatecznie została zlikwidowana. Właśnie ten dworzec był powodem mojego przejazdu przez Trzciel. Dziś znajduje się on na terenie prywatnym będącym własnością przedsiębiorstwa branży drzewnej, ale uchylony szlaban pozwolił na nielegalne wtargnięcie na dawny plac dworcowy.

Trzciel - ślady po kaplicy na miejscowym cmentarzu ewangelickim.

Pozostałości jednego z nielicznych nagrobków.


Pozostałości jednego z nielicznych nagrobków.

Zachowana tablica z nagrobka miejscowego mistrza wikliniarstwa.

Budynek międzywojennej stacji kolejowej w niemieckiej części Trzciela.

Budynek międzywojennej stacji kolejowej w niemieckiej części Trzciela.
W drodze powrotnej zajrzałem jeszcze do Panowic. Kiedyś znajdował się tam piękny neogotycki pałac z wieżą, zbudowany około roku 1890. Niestety pałacu nie dane było mi obejrzeć ponieważ latem ubiegłego roku strawił go pożar pozostawiając ruinę. Kolejny zabytek zniknął z lubuskiego pejzażu.

Pogorzelisko pałacyku w Panowicach.
Teraz zaczęło robić się już późno i grzecznie wróciłem do domu.
Postaram się powtórzyć jeszcze kiedyś wyprawę do Wolsztyna, ale już na spokojnie, bez tłumów ludzi.
Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
124.69 km (3.00 km teren), czas: 07:41 h, avg:16.23 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Lubniewice - miasteczko miłości (nie każdej).
Czwartek, 27 kwietnia 2017 | dodano: 27.04.2017Kategoria pow. sulęciński, Lubniewice
Od czasu do czasu potrzeba zmian w jadłospisie. Ostatnio niemal wszystkie moje wycieczki krążyły wokół tematów związanych z Puszczą Notecką, natomiast w Lubniewicach ostatni raz byłem chyba któregoś słonecznego zimowego poranka.
Przejazd DK 24 niemal bez wrażeń jeśli nie liczyć jednego dżygita który wyprzedzał mnie na trzeciego, z taką szybkością że nawet nie zdążyłem się przestraszyć kiedy zajechał mi drogę uciekając spod kół nadjeżdżającego z naprzeciwka TIR-a.
Nowa leśna droga z Wałdowic do Lubniewic to cudo inżynieryjne, gładka jak aksamit, malowniczo wijąca się pośród pagórków, dwukolorowa; czarna pośrodku, biała na poboczach. Trochę nie podobały mi się kamienie wbudowane w białe pasy na poboczu. Mają one jakąś magiczną siłę przyciągania w chwilach zmniejszonej koncentracji. Cały czas miałem obawy że na któryś się w końcu wpakuję.
Obydwa zamki w Lubniewicach jak zwykle niedostępne, z tym że nowy jakby bardziej niż zwykle. Przez lata można było pospacerować po parku wokół nowego zamku, dziś na wylocie mostu na przesmyku jeziora pomiędzy obiema zamkami zobaczyłem płot, a za płotem tablicę z wyjaśnieniami. Okazało się że Spółka "Centrum Zamek" ogłosiła koniec jednostronnej miłości do samorządu i burmistrza i odgrodziła swój teren pozostawiając dla maluczkich tylko wąską ścieżkę nad samym brzegiem jeziora.
Natomiast pod stary zamek zawsze dostępu broniła Lubniewka i zamknięta brama za "Mostkiem Miłości". Tak jest przynajmniej od czasu kiedy bliżej poznałem Lubniewice
Powrót przez Bledzew bezstresowy.

Przez lubniewickie lasy.

Koniec spacerów w lubniewickim parku?

Lubniewice - jezioro Lubiąż.

Lubniewicki Nowy Zamek - teraz podziwiamy tylko przez płot.

Rower:Mc Kenzie
Dane wycieczki:
59.41 km (11.00 km teren), czas: 03:19 h, avg:17.91 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

