- Kategorie:
- gm. Bledzew.61
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.15
- gm. Miedzyrzecz.62
- gm. Przytoczna.37
- gm. Pszczew.35
- gm. Santok.34
- gm. Skwierzyna.31
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.51
- Nowa Ameryka.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.19
- pow. międzychodzki.51
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.4
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.65
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Wpisy archiwalne w kategorii
Wielkopolska
Dystans całkowity: | 6565.26 km (w terenie 887.00 km; 13.51%) |
Czas w ruchu: | 360:44 |
Średnia prędkość: | 17.05 km/h |
Liczba aktywności: | 43 |
Średnio na aktywność: | 152.68 km i 9h 01m |
Więcej statystyk |
Do Puszczy Drawskiej
Sobota, 12 maja 2018 | dodano: 12.05.2018Kategoria ponad 200 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Wielkopolska, Puszcza Drawska
Do
Puszczy Drawskiej ściągnęła mnie ciekawość ścieżki
historycznej imienia Hansa Paaschego. O
Zaciszu już czytałem kiedyś u kogoś piszącego na Bikestats
dlatego kiedy wracając w ubiegłym tygodniu z Wielenia zobaczyłem
na tablicy informacyjnej w Luboczu wzmiankę o Hansie Paasche
wiedziałem że mam gotowy temat na kolejny wyjazd.
Skoro już zapuszczam się tak daleko korzystam z okazji aby lepiej poznać tamtejsze szlaki. Tak już mam że kiedy przejadę jakąś trasę i porównam z mapą zaczyna mi się to logicznie układać w całość (przynajmniej w dwóch wymiarach) i na przyszłość zostaje w pamięci ogólna orientacja gdzie jestem i jak daleko. W puszczańskich bezludziach czasem się to przydaje.

W okolicach Drawska niemal z każdej osady drogowskazy wskazują lepsze, lub gorsze drogi prowadzące do Pęckowa. Postanowiłem sprawdzić czego oczekiwać po takiej węzłowej wiosce, tym bardziej kiedy natknąłem się na wzmiankę że jest to rodzinna miejscowość Józefa Noji , biegacza i olimpijczyka. Noji w 1940 r został aresztowany za dwukrotne odmówienie podpisania volkslisty i działalność w konspiracji. Po rocznym pobycie na Pawiaku przewieziono go do KL Auschwitz gdzie zginął pod „ścianą śmierci”zastrzelony w roku 1943.
Pęckowo okazało się sporą miejscowością w centralnym położeniu w stosunku do wspomnianych wcześniej miejscowości. Pęckowianie uhonorowali swojego krajana tablicą pamiątkową na frontowej ścianie kościoła, nazwali jego imieniem szkołę i ulicę.
Najbliższa przeprawa przez Noteć znajduje się w niedawno mijanym Drawsku, ja jednak zdecydowałem się na nieco odleglejszą w Wieleniu. Przy okazji pobytu w miasteczku odszukałem ukrytą w lasku na Wzgórzu 3 Maja wieżę Bismarcka . W czasach jej świetności do wieży przylegało schronisko. Do dziś zachowała się tylko mocno uszkodzona wieża i fundamenty schroniska z kawałkiem południowej ściany.

Wieleńska Wieża Bismarcka.
Zanim opuściłem Wieleń zatrzymałem się jeszcze przed kilkoma zabytkowymi budowlami. Były to:





Podział Wielenia na dwie parafie należące do dwu różnych diecezji jest dalekim echem półwiekowego rozbioru miasteczka. Po roku 1919 południowa zasadnicza część Wielenia przypadła Polsce, natomiast północna, zanotecka do Niemiec. Podział na dwie gminy należące dodatkowo do dwóch innych powiatów przetrwał do roku 1977 kiedy to obie części złączono w jedną gminę.
Opuszczam Wieleń kierując się do Przesieków. Gdzieś pomiędzy Przesiekami a Kuźnicą Żelichowską ma się znajdować dobrze oznakowany zjazd do domu Hansa Paaschego. Z tym doskonałym oznakowaniem dojazdu pozwolę się nie zgodzić. Po dłuższym błądzeniu po lesie odpuściłem poszukiwania i postanowiłem czerwonym szlakiem wrócić do drogi 123. Dopiero na skrzyżowaniu z szlakiem żółtym trafiłem na tablicę sugerującą że dojadę nim do jakiejś ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej, więc chyba jestem na dobrym tropie. Kolejna tablica potwierdza przypuszczenia ale nic nie mówi w którą stronę się kierować, a wystarczyłoby postawić jedną, góra dwie strzałki. Po przekroczeniu mostka na Szczuczynie dylemat w prawo czy lewo. Wybrałem lewo co było oczywiście błędnym wyborem. Dopiero po kolejnym zwątpieniu w sens poszukiwań 50 m na prawo od wspomnianego mostka widzę tablice informacyjne i „schody do nieba”. Jest prawie sukces. Odpuściłem sobie tylko szukania miejsca wiecznego spoczynku Paaschego leżącego gdzieś w bujnym buszu za resztkami fundamentu pałacu.
Hans Paasche - syn niemieckiego uczonego i polityka, w swoim krótkim burzliwym życiu był oficerem marynarki, badaczem Afryki, pisarzem i pacyfistą. Pacyfistą został w wyniku przeżyć i przemyśleń nad sensem wojny jakie miały miejsce podczas tłumienia powstania Mai-mai nad rzeką Rufidżi w Tanzanii. W 1912 r wraz z żoną osiadł w majątku Zacisze pod Przesiekami. Zginął w maju 1920 na schodach prowadzących do jego domu zastrzelony przez żołnierzy Reichswehry.
Mury opuszczonego Zacisza zostały rozebrane. Do dziś przetrwały tylko zakryte przez bujną roślinność niesamowite schody prowadzące na szczyt skarpy na której stał pałacyk, resztki fundamentów budynków, stary cmentarzyk, resztki młyna nad Szczuczyną. Jedynie schody zostały niedawno niedawno oczyszczone z zalegających liści i roślin, reszta nadal ukryta w buszu.

Zielonym szlakiem docieram do Przesieków i czas wracać do Skwierzyny. A czeka mnie niemal 80 km.
W drodze powrotnej mijam Dobiegniew więc naturalnie trzeba zajechać pod widoczne z drogi baraki obozu jenieckiego Woldenberg. Muzeum zastałem zamknięte, ale mnie ciekawiło raczej jak tam jest w ogóle. Oprócz baraku muzeum stoi jeszcze kilka innych wykorzystywanych chyba jako mieszkania, natomiast z tyłu za nimi rozciąga się pusty porośnięty krzakami teren byłego obozu.

Ostatni kilkuminutowy postój robię przed sklepem w Ługach z pięknym widokiem na cerkiew. Odtąd już tylko mozolny trud kręcenia kilometrów bez zatrzymywania się w mijanych miejscowościach.
Zdaje się że od mojej ostatniej wizyty w Strzelcach miasteczko wypiękniało, a może to tylko zasługa wiosny, ale tego też już nie sprawdzałem. A w domu zjawiłem się jak to ostatnio zwykle w soboty bywa, już po 22:00.

Cerkiew w Ługach k/ Strzelc Krajeńskich.
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Skoro już zapuszczam się tak daleko korzystam z okazji aby lepiej poznać tamtejsze szlaki. Tak już mam że kiedy przejadę jakąś trasę i porównam z mapą zaczyna mi się to logicznie układać w całość (przynajmniej w dwóch wymiarach) i na przyszłość zostaje w pamięci ogólna orientacja gdzie jestem i jak daleko. W puszczańskich bezludziach czasem się to przydaje.

Kościół w Drawsku.

Drawsko - "Brama Wiary".

Kapliczka w Drawsku.

Drawsko - "Brama Wiary".

Kapliczka w Drawsku.
W okolicach Drawska niemal z każdej osady drogowskazy wskazują lepsze, lub gorsze drogi prowadzące do Pęckowa. Postanowiłem sprawdzić czego oczekiwać po takiej węzłowej wiosce, tym bardziej kiedy natknąłem się na wzmiankę że jest to rodzinna miejscowość Józefa Noji , biegacza i olimpijczyka. Noji w 1940 r został aresztowany za dwukrotne odmówienie podpisania volkslisty i działalność w konspiracji. Po rocznym pobycie na Pawiaku przewieziono go do KL Auschwitz gdzie zginął pod „ścianą śmierci”zastrzelony w roku 1943.
Pęckowo okazało się sporą miejscowością w centralnym położeniu w stosunku do wspomnianych wcześniej miejscowości. Pęckowianie uhonorowali swojego krajana tablicą pamiątkową na frontowej ścianie kościoła, nazwali jego imieniem szkołę i ulicę.
Najbliższa przeprawa przez Noteć znajduje się w niedawno mijanym Drawsku, ja jednak zdecydowałem się na nieco odleglejszą w Wieleniu. Przy okazji pobytu w miasteczku odszukałem ukrytą w lasku na Wzgórzu 3 Maja wieżę Bismarcka . W czasach jej świetności do wieży przylegało schronisko. Do dziś zachowała się tylko mocno uszkodzona wieża i fundamenty schroniska z kawałkiem południowej ściany.

Wieleńska Wieża Bismarcka.
Zanim opuściłem Wieleń zatrzymałem się jeszcze przed kilkoma zabytkowymi budowlami. Były to:
- kompleks budynków Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek. Miejscez bogatą przeszłością. W XVIII wieku Piotr Sapieha zbudował w części Wielenia zwanej Ostrowem dwór. W połowie XIX wieku założenie dworskie nabył Aleksander Beheim von Schwarzbach. W roku 1852 wspólnie z synami utworzył w budynkach dworskich szkołę średnią nazywaną Pedagogium Ostrau. Szkoła odznaczała się wysokim poziomem nauczania oraz świetną bazą dydaktyczną, najbardziej znanym absolwentem był Paul von Hindenburg, pruski feldmarszałek i prezydent Rzeszy w latach 1925-1934. Po I wojnie światowej Pedagogium zlikwidowano. W latach 1922-1930 w budynkach funkcjonowało polskie gimnazjum, zaś w roku 1933 kompleks przejęły zakonnice tworząc w nim działający do dziś Dom Pomocy Społecznej.

DPS w Wieleniu.
- niemal po przeciwnej stronie ronda przy ulicy Czarnkowskiej przy budynku dawnego starostwa. Zamierzone funkcje spełniał jedynie przez 24 lata. Po likwidacji powiatu w 1919 r. pełnił różne funkcje. Dziś mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej.

Wieleń - dawne pruskie starostwo.
- przed budynkiem dawnej poczty cesarskiej z końca XIX wieku i pomnikiem ofiar II wojny światowej.

Wieleń- budynek pruskiej poczty cesarskiej z końca XIX w.

Wieleń- pomnik ofiar II wojny światowej.

Wieleń- pomnik ofiar II wojny światowej.
- przed kościołem parafialnym dla lewobrzeżnej starej części Wielenia i leżącą nieopodal XIX wieczną organistówką.

Wczesnobarokowy kościół parafialny w Wieleniu.

Wieleń - szachulcowa organistówka z połowy XIX wieku.

Wieleń - szachulcowa organistówka z połowy XIX wieku.
- przed kościołem parafialnym dla północnej prawobrzeżnej części Wielenia.

Kościół parafialny w Wieleniu Północnym.
Podział Wielenia na dwie parafie należące do dwu różnych diecezji jest dalekim echem półwiekowego rozbioru miasteczka. Po roku 1919 południowa zasadnicza część Wielenia przypadła Polsce, natomiast północna, zanotecka do Niemiec. Podział na dwie gminy należące dodatkowo do dwóch innych powiatów przetrwał do roku 1977 kiedy to obie części złączono w jedną gminę.
Opuszczam Wieleń kierując się do Przesieków. Gdzieś pomiędzy Przesiekami a Kuźnicą Żelichowską ma się znajdować dobrze oznakowany zjazd do domu Hansa Paaschego. Z tym doskonałym oznakowaniem dojazdu pozwolę się nie zgodzić. Po dłuższym błądzeniu po lesie odpuściłem poszukiwania i postanowiłem czerwonym szlakiem wrócić do drogi 123. Dopiero na skrzyżowaniu z szlakiem żółtym trafiłem na tablicę sugerującą że dojadę nim do jakiejś ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej, więc chyba jestem na dobrym tropie. Kolejna tablica potwierdza przypuszczenia ale nic nie mówi w którą stronę się kierować, a wystarczyłoby postawić jedną, góra dwie strzałki. Po przekroczeniu mostka na Szczuczynie dylemat w prawo czy lewo. Wybrałem lewo co było oczywiście błędnym wyborem. Dopiero po kolejnym zwątpieniu w sens poszukiwań 50 m na prawo od wspomnianego mostka widzę tablice informacyjne i „schody do nieba”. Jest prawie sukces. Odpuściłem sobie tylko szukania miejsca wiecznego spoczynku Paaschego leżącego gdzieś w bujnym buszu za resztkami fundamentu pałacu.
Hans Paasche - syn niemieckiego uczonego i polityka, w swoim krótkim burzliwym życiu był oficerem marynarki, badaczem Afryki, pisarzem i pacyfistą. Pacyfistą został w wyniku przeżyć i przemyśleń nad sensem wojny jakie miały miejsce podczas tłumienia powstania Mai-mai nad rzeką Rufidżi w Tanzanii. W 1912 r wraz z żoną osiadł w majątku Zacisze pod Przesiekami. Zginął w maju 1920 na schodach prowadzących do jego domu zastrzelony przez żołnierzy Reichswehry.
Mury opuszczonego Zacisza zostały rozebrane. Do dziś przetrwały tylko zakryte przez bujną roślinność niesamowite schody prowadzące na szczyt skarpy na której stał pałacyk, resztki fundamentów budynków, stary cmentarzyk, resztki młyna nad Szczuczyną. Jedynie schody zostały niedawno niedawno oczyszczone z zalegających liści i roślin, reszta nadal ukryta w buszu.

Schody do nieba - tyle zostało z domu Hansa Paaschego w Zaciszu.
Zielonym szlakiem docieram do Przesieków i czas wracać do Skwierzyny. A czeka mnie niemal 80 km.
W drodze powrotnej mijam Dobiegniew więc naturalnie trzeba zajechać pod widoczne z drogi baraki obozu jenieckiego Woldenberg. Muzeum zastałem zamknięte, ale mnie ciekawiło raczej jak tam jest w ogóle. Oprócz baraku muzeum stoi jeszcze kilka innych wykorzystywanych chyba jako mieszkania, natomiast z tyłu za nimi rozciąga się pusty porośnięty krzakami teren byłego obozu.

W Dobiegniewie.

Dobiegniew - na terenie obozu jenieckiego Woldenberg.

Muzeum obozu w Woldenbergu.

Dobiegniew - na terenie obozu jenieckiego Woldenberg.

Muzeum obozu w Woldenbergu.
Ostatni kilkuminutowy postój robię przed sklepem w Ługach z pięknym widokiem na cerkiew. Odtąd już tylko mozolny trud kręcenia kilometrów bez zatrzymywania się w mijanych miejscowościach.
Zdaje się że od mojej ostatniej wizyty w Strzelcach miasteczko wypiękniało, a może to tylko zasługa wiosny, ale tego też już nie sprawdzałem. A w domu zjawiłem się jak to ostatnio zwykle w soboty bywa, już po 22:00.

Cerkiew w Ługach k/ Strzelc Krajeńskich.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
201.46 km (35.00 km teren), czas: 11:11 h, avg:18.01 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wieleń i Puszcza Notecka
Sobota, 5 maja 2018 | dodano: 06.05.2018Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska
W sobotę odbyłem całodniową wycieczkę podczas której założyłem że dotrę przez Puszczę Notecką do Wielenia, zaś powrót miał się odbyć tak jak Bóg przykazał szosami. Pierwszą 40 km część odbyłem drogami pożarowymi przez kompletne odludzia rozciągające się na przestrzeni od Skwierzyny do okolic Drezdenka. Dopiero kolejne 40 km przejechałem lokalnymi szosami przez bardziej zaludnione puszczańskie tereny pomiędzy Drezdenkiem a Wieleniem. Te bardziej zaludnione obszary to kilka pojedynczych wiosek zagubionych w lasach i niewidoczne z drogi odosobniane domostwa. Wyjechałem dosyć późno, ponadto sporo czasu zajęło mi wydostanie się z lasów w pierwszej części puszczańskiej, stąd już od Kwiejc zacząłem się sprężać w nadziei że zdążę jeszcze wrócić do Skwierzyny przed zmrokiem.

Urocze Jezioro Lubowo k/ Grotowa.
Okolice Grotowa, Rąpina i dalej w kierunku Marzenina i Niegosławia są mi znane z wcześniejszych wyjazdów. Natomiast na pytanie zadane w ubiegłym roku na rozwidleniu w Marzeninie dokąd prowadzi droga w prawo otrzymałem od młodocianego tubylca prostą odpowiedź „do lasu”. Takie pytania do tubylców są bardzo pomocne w nawigacji ponieważ dysponuję tylko mało szczegółowymi, zwykłymi mapami samochodowymi. Wtedy nie drążyłem tematu ale przypuszczałem że jednak chodzi o Karwin. Sama nazwa miejscowości jest mi znana chociażby z tej racji że tereny nadleśnictwa Karwin zaczynają się zaledwie kilka kilometrów od skwierzyńskiego mostu na Warcie. Siedziba nadleśnictwa została wprawdzie przeniesiona do Drezdenka ale Karwin pozostał w nazwie.
Tym razem sprawdziłem osobiście co kryje się w rzeczonym „lesie”. Kilka kilometrów jazdy bardziej lub mniej dziurawym asfaltem i wjeżdżam do osiedla otoczonego z wszystkich stron lasem. Oczywiście że jest to Karwin, a droga sama podprowadziła mnie pod wzgórze z kościołem. U stóp wzgórza pomnik upamiętniający akcję oddziału partyzanckiego „Mur” pod dowództwem Edmunda Marona "Marwicza/Mura" na niemieckie nadleśnictwo w Karwinie (wówczas w Hammerheide) przeprowadzoną 14 października 1944 r. podczas której zdobyto kilkanaście sztuk broni z amunicją. Partyzanci z Puszczy Noteckiej dla ochrony miejscowej ludności przed odwetem okupanta większość akcji przeprowadzali przebrani w zdobyczne mundury niemieckie i posługując się wyłącznie językiem niemieckim. W puszczy ukrywało się wówczas sporo dezerterów z armii niemieckiej więc odpowiedzialność przynajmniej za część akcji można było stosunkowo łatwo przypisać dezerterom. Pomnik składa się z pionowej steli kamiennej z tekstem, po bokach której umieszczono dwie wyrzeźbione w drewnie figury przedstawiające partyzantów; klęczącego z bronią i stojącego z lornetką. Na tablicy wyryte są nazwiska partyzantów ponadto oddano na niej hołd „Wszystkim bohaterom działającym na terenie Puszczy Noteckiej w latach 1941-1945”

Pomnik partyzantów z Puszczy Noteckiej w Karwinie.
Na wzgórzu kościelnym stoi przysadzisty szachulcowy XVIII-wieczny kościółek z wieżą. Dzięki zbiegowi okoliczności i uprzejmości pani Małgosi szefowej firmy której zlecono sprzątanie świątyni przed niedzielnym nabożeństwem udało mi się wejść do wnętrza. Niewielkie przytulne wnętrze, zachwyca piękną snycerką, zachowanymi ozdobnymi ławami kolatorskimi, ozdobną amboną, polichromią na drewnianym stropie. Kościółek otrzyma w najbliższym czasie nowe rzeźbione w drewnie stacje Drogi Krzyżowej, leżały już przygotowane na jednej z ław.

Kościółek w Karwinie.

I jego wnętrze.
Przed
opuszczeniem
placu kościelnego zasięgnąłem języka dokąd prowadzi droga która
dotąd asfaltowa w tym miejscu zamienia się w gruntową. Okazuje się
że do Kwiejc. Czyli tam gdzie w następnej kolejności zamierzam
jechać, ponadto za chwilę pani Małgosia jedzie do tamtejszego
kościółka zrobić porządki i jeżeli byłbym zainteresowany
również mogę sobie obejrzeć jego wnętrze.

I jego wnętrze.
Do Kwiejc dotarliśmy prawie równocześnie. W głównej części wsi zachowało się sporo starych domów. Poewangelicki kościół wzniesiono w 1909 r. Nad drzwiami wmurowano belkę z datą budowy. Niedawno został wyremontowany ze wsparciem środków unijnych. Podczas prac remontowych w oparciu o stare fotografie odtworzono w wnętrzu oryginalne barwy.

Kościół w Kwiejcach.

Belka nad drzwiami z wyrytym rokiem budowy.

Wnętrze kościółka w Kwiejcach.

Belka nad drzwiami z wyrytym rokiem budowy.

Wnętrze kościółka w Kwiejcach.
Kolejny krótki przystanek zrobiłem w Piłce. Zaintrygowała mnie tablica kierująca do znajdującego się 200 m za kościołem Parku Grzybowego. Jest to ścieżka przyrodnicza przy której rozmieszczono gigantyczne modele rosnących tutaj grzybów wraz z opisem. Ponadto jest tu kilka ławeczek i altanek i plac zabaw dla dzieci.

Zbliżamy się do Piłki.

Kościół w Piłce.

Park Grzybowy.

Na takie grzybki to tylko do Piłki pod Drawskiem :-).

Na parkowych ścieżkach.

Kościół w Piłce.

Park Grzybowy.

Na takie grzybki to tylko do Piłki pod Drawskiem :-).

Na parkowych ścieżkach.
Już
od Kwiejc wiem że nie mogę sobie pozwalać na dłuższy pobyt przy
miejscowych atrakcjach zatem start w kierunku Wielenia. Po drodze
mijam Miały, miejscowość znana mi z przejazdów z Małopolski do
Gorzowa. Stacja Miały oznaczała że wkrótce należy wysiadać w
Krzyżu, kolejna w Drawskim Młynie że teraz należy już kierować
się do wyjścia. Wieleń jednak nie leży przy linii kolejowej Poznań
– Szczecin. Droga prowadzi przez młode lasy liczące sobie ok 20
lat. Wiele wskazuje że jest to ślad po drugim co do wielkości
pożarze lasów w powojennej Polsce kiedy 10 sierpnia 1992 r w ciągu
kilku godzin spłonęło prawie 6 tys. ha lasu. Reszta Puszczy
została uratowana dzięki gwałtownej burzy która ugasiła pożar.

Stacja Miały.
W końcu docieram do celu, Wieleń kiedyś miasteczko powiatowe , dziś tylko siedziba gminy. Powołanie w roku 1887 nowego powiatu z siedzibą w Wieleniu było potężnym kopem dla rozwoju miejscowości. Większość dzisiejszych budynków użytkowanych przez instytucje użyteczności publicznej pochodzi z tego okresu.
Po traktacie wersalskim południowa część miasta znalazła się w Polsce, część zanotecka przypadła Niemcom. W północnej niemieckiej części znalazł się pałac Sapiehów przy którym zatrzymałem się po raz ostatni podczas dzisiejszej wycieczki.
W XVIII w. właścicielem Wielenia był Piotra Sapiecha, który odziedziczył majątek po matce Ludwice z Opalińskich. Pałac pochodzi z jego czasów, wzniesiony został w 1749 roku. Po śmierci Piotra w 1771 r. majątkiem zarządzała żona Joanna. Po długich procesach o te dobra z rodziną Piotra w 1789 sprzedała majątek dostojnikowi pruskiego dworu Sigismundowi Friedrichowi von Blankensee. Po jego śmierci w 1817 r. Wieleń stał się współwłasnością jego synów, ostatecznie jedynym właścicielem został starszy syn Wilhelm. W roku 1850 Wilhelm zmarł, a majątkiem zarządzała wdowa po nim która zaadoptowała swojego siostrzeńca Adalberta von Schulenburg. W roku 1855 przekazała mu swoje dobra które pozostały w rękach tej rodziny do roku 1945. Pod koniec II wojny światowej pałac został spalony i przez lata popadał w ruinę. Częściowo odbudowany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, obecnie jest własnością prywatną. Do zespołu pałacowego należą również budynek bramny i mauzoleum rodu von Schulenburg.
Wstępu na teren pałacowy bronią zamknięta brama i ujadające za nią psy, natomiast na teren mauzoleum leżącego przy drodze do Krzyża wszedłem przez bramę prowadzącą do wnętrza od strony parku okrążając ogrodzenie. Kaplica zachowała się jeszcze w stosunkowo niezłym stanie, natomiast do krypty grobowej prowadzi wybita w murze dziura. Co kryje się w wnętrzu trudno powiedzieć.

Szkoła w Wieleniu.

Pałac Sapiehów w Wieleniu.

Budynek bramny przy pałacu w Wieleniu.

Mauzoleum rodu von Schulenburg w Wieleniu.

Pałac Sapiehów w Wieleniu.

Budynek bramny przy pałacu w Wieleniu.

Mauzoleum rodu von Schulenburg w Wieleniu.
Od tej chwili powrót odbywał się już z najwyższym pośpiechem szosami przez Krzyż i Drezdenko. Jeszcze tylko króciutki postój techniczny przed stacją w Starych Bielicach, Dziś jest to tylko jeden z przystanków na trasie kolejowej z Krzyża do Gorzowa, ale przez sześćdziesiąt lat była stacją węzłową dla zlikwidowanej w latach dziewięćdziesiątych linii kolejowej Krzyż – Skwierzyna.

Stacja w Starych Bielicach.
Niestety do domu znów wróciłem o 22:00.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
172.23 km (42.00 km teren), czas: 09:17 h, avg:18.55 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Chrzypsko Wielkie i Małe
Wtorek, 1 maja 2018 | dodano: 01.05.2018Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
Zasadniczym celem wycieczki było obejrzenie nieczynnego wiaduktu kolejowego nad rzeczką Oszczenicą w Chrzypsku Małym. Założony cel został osiągnięty. Zaś w ramach swoistej premii dorzuciłem sobie jeszcze przejazd na przełaj przez Puszczę Notecką z Sierakowa do Kwiejc.
Korzystając z okazji chciałem w drodze do Chrzypska spróbować zobaczyć kilka różnych obiektów, niestety wszędzie akcja spaliła na panewce. A były to po kolei: - obiekty kompanii radiotechnicznej w Mechnaczu które widywałem jeżdżąc pociągiem ze Skwierzyny do Poznania. Linia ta została zamknięta ponad dwadzieścia lat temu i tyle samo nie byłem w Mechnaczu. Kompania zresztą również mniej więcej w tym samym czasie padła ofiarą reorganizacji i zostały po niej tylko koszary i w osobnym kompleksie schrony. Wdrukowało mi się w pamięć że wszystkie te budowle zlokalizowane są od strony Kwilcza i tamtą stronę spenetrowałem, tymczasem okazało się że jest dokładnie odwrotnie, a schrony ukryte są w krzakach widocznych na polach za dawnym torowiskiem. Podobno nie ma tam nic ciekawego, ale może kiedyś sam sobie to ocenię.
Z Mechnacza polną drogą ruszyłem w kierunku kolejnej tajemniczej i niedostępnej budowli, którą jest pałac zbudowany w Rozbitku w połowie XIX wieku dla Georga von Reiche. Brama od strony drogi od zawsze jest zamknięta na cztery spusty, jedynie przez sztachety widać wysadzoną platanami aleję w głębi której zza gałęzi majaczy boczna ściana pałacu. Liczyłem po cichu na jakieś nie strzeżone dziury w bocznej części ogrodzenia. Moje rachuby oparte były na błędnych przesłankach, droga przez wieś biegnie wzdłuż zabudowań folwarcznych, ale tu również wszystkie bramy są zamknięte, jedynie zza drzew widać dachy frontowej części pałacu. Próba podejścia z drugiej strony wymagałaby przejścia przez prywatne działki mieszkańców nowo zbudowanego osiedla a spodziewany wynik wygląda na jeszcze mniej zachęcający. Szkoda, ponieważ tylko z tych fragmentów dachów które widać należałoby przypuszczać że uroda budowli jest godna obejrzenia. Pałac obecnie jest własnością prywatną kompozytora Jana Kaczmarka.
Teraz nadszedł czas na próbę zobaczenia z bliska gniazda rodowego rycerskiej rodziny Kurnatowskich herbu Łodzia. Od roku 1391 były nim Kurnatowice. Wprawdzie od początku XVII wieku przeszły one w ręce innych rodzin lecz Kurnatowscy zachowali nazwisko i w pobliżu nadal mieszkali potomkowie rodziny, o czym świadczą rodowe groby na starym cmentarzu kalwińskim w Orzeszkowie o których wspominałem w ubiegłym roku .
Dawna siedziba szlachecka w Kurnatowicach nie zachowała się, lecz na jej miejscu stanął współczesny dworek utrzymany w stylu innych siedzib ziemiańskich siedzib z okolicy Międzychodu. Dworek jest własnością prywatną i od strony drogi zasłania go inny dom, oraz wysoki żywopłot. Kusiła wprawdzie otwarta brama na folwarczne podwórze skąd należało się spodziewać lepszej perspektywy ale widok dwóch brysi które grzecznie unosiły się na powitanie intruza skutecznie zwalczył pokusę. Były one co prawda oddzielone od publiczności kratą kojca, ale sama ich obecność sygnalizowała że nieproszeni goście nie są na podwórzu mile widziani.
Nie można również zobaczyć kolejnych siedzib ziemiańskich stojących w kolejnych mijanych miejscowościach jak w Łężcach, gdzie dwór ukryty jest w głębi podwórza gospodarczego i zasłonięty koronami drzew. Oczywiście wstęp dla obcych surowo wzbroniony, co przy prowadzonej w przyległych budynkach hodowli jest całkowicie zrozumiałe. Podobna sytuacja jest w Lutomiu gdzie przy szczelnie zamkniętej bramie można się jedynie dowiedzieć że znajdujące się za murem założenie parkowo-pałacowe jest do sprzedania.
Teraz znajduję się już w pobliżu celu wycieczki, docieram do Chrzypska Wielkiego i teraz kieruję się w prawo wzdłuż nasypu kolejowego do Chrzypska Małego. I w końcu jest dolinka nad rzeczką Oszczenicą i widoczny w łąkach za wioską wiadukt.

Nieczynny wiadukt kolejowy w Chrzypsku Małym.
Wiadukt zbudowany w latach 1906-1907 na linii kolejowej z Międzychodu do Szamotuł jako ceglana konstrukcja arkadowa. Grząskie dno dolinki wymagało wbicia dla ustabilizowania podłoża setek drewnianych pali. Wznosi się na około 15 metrów ponad poziom rzeczki. Środkowe przęsła mostu zostały zniszczone w trakcie wojny obronnej w wrześniu 1939, a w 1941 roku Niemcy go odbudowali zmieniając przy okazji konstrukcję głównego przęsła które wykonano z stalowej kratownicy. Most służył kolei do roku 1992 kiedy zlikwidowano trasę, przez kilka lat pojawiały się jeszcze na nim pociągi specjalne. Dziś pozostawiony własnemu losowi jest miejscową atrakcją turystyczną.

Rzepakowo-Sierakowski Park Krajobrazowy.

Jezioro Chrzypskie.

W drodze do Sierakowa - Lutom.

Jezioro Chrzypskie.

W drodze do Sierakowa - Lutom.
Opuszczam Chrzypsko Małe polną drogą prowadzącą w kierunku Łężeczek. Z punktu widokowego przy drodze z Pniew roztacza się wspaniały widok na leżące w dole wody jeziora. Nie zamierzam zapuszczać się głębiej w Wielkopolskę zatem czas na powrót. Przez Łężce, Lutom docieram do Sierakowa. Wygląda na to że jak się sprężę to przed zmrokiem zdążę przejechać na drugą stronę Puszczy Noteckiej, poznać okolice Kwiejc i przez Drezdenko wrócić do Skwierzyny.

Droga przez wydmy w Puszczy Noteckiej.

Las monitorowany.

Oto Ameryka.

Reszta Świata jest gdzieś obok Gościmia :-).
Drogowskaz
w Sierakowie kieruje w drogę wojewódzką 133
prowadzącą
do Wielenia, ale lojalnie uprzedza że na odcinku
12 km jest nawierzchnia gruntowa i przejadą tamtędy raczej tylko
pojazdy terenowe. Ja przejechałem sporą część z tej dwunastki i
pozostaje mi to tylko potwierdzić. Rzeczywiście są na niej
fragmenty które może pokonać tylko terenówka. Po
kilku kilometrach jazdy trzeba przedzierać się przez pasmo stromych
i wysokich wydm, przy
okazji porzucam oznakowaną drogę na prowadzącą bardziej w
kierunku zachodnim. Nie ukrywam że w końcu zacząłem się
niepokoić że tych gruntowych kilometrów zrobię znacznie więcej
niż deklarowane 12. W końcu jest szosa w lesie, numer drogi również
133, moja
radość
z powrotu do cywilizacji jest
wielka. W Kwiejcach widzę że lekko przeceniłem czas pozostały do
zmroku, zatem koniec z turystyką pozostaje szybki powrót w kierunku
Lubuskiego. Pozostałe
60 km pokonałem za jednym zamachem, zmrok dopadł mnie ok. 10 km od
domu gdzieś w okolicy Dobrojewa.
Las monitorowany.

Oto Ameryka.

Reszta Świata jest gdzieś obok Gościmia :-).
Rower:Kross
Dane wycieczki:
172.21 km (17.00 km teren), czas: 09:50 h, avg:17.51 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wokół Puszczy Noteckiej
Sobota, 21 kwietnia 2018 | dodano: 21.04.2018Kategoria ponad 200 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
Wokół całej Puszczy się nie udało. Około piętnastej byłem dopiero w Wronkach, a do Obornik zostało jeszcze kolejne 35 km. Trzeba było zawrócić, a jeszcze wcześniej przejechać na północny skraj Puszczy. Nawet mimo tego okrojenia planów do domu dotarłem kilka minut przed dwudziestą drugą.
Dosyć gruntownie za to zwiedziłem Wronki. Dziś ograniczę się tylko do kilku zdjęć. Parę słów komentarza dopiszę w czasie wolnym.

Kościół w Kamionnej k/Międzychodu.

I jego wnętrze.

Rokokowa ambona.

I dzwonnica.

Wroniecki osiołek "Psikus". Na upamiętnienie zasłużył sobie tym że 20 kwietnia 1941 ku radości miejscowych Polaków swoim rykiem "uświetnił" i przerwał oficjalną uroczystość hitlerowskich okupantów związaną z obchodami urodzin Hitlera.

Willa żyjącego na przełomie XIX i XX wieku wronieckiego architekta Wilczewskiego.

Wroniecki dworzec kolejowy z końca XIX wieku.

Słynny wroniecki Zakład Karny. Więzienie zbudowano w roku 1894 w amerykańskim systemie celkowym.

Wroniecki ratusz. Wbrew powszechnie przyjętym praktykom zamiast na rynku znajduje się przy oddalonej od niego o kilkaset metrów ul. Ratuszowej.

Wronki - widok z drugiego brzegu Warty na klasztor franciszkanów.

I na kładkę nad Wartą.

Mijane w drodze powrotnej. Budynek Urzędu Gminy w Drawsku k/Krzyża Wlkp.

Willa żyjącego na przełomie XIX i XX wieku wronieckiego architekta Wilczewskiego.

Wroniecki dworzec kolejowy z końca XIX wieku.

Słynny wroniecki Zakład Karny. Więzienie zbudowano w roku 1894 w amerykańskim systemie celkowym.

Wroniecki ratusz. Wbrew powszechnie przyjętym praktykom zamiast na rynku znajduje się przy oddalonej od niego o kilkaset metrów ul. Ratuszowej.

Wronki - widok z drugiego brzegu Warty na klasztor franciszkanów.

I na kładkę nad Wartą.

Mijane w drodze powrotnej. Budynek Urzędu Gminy w Drawsku k/Krzyża Wlkp.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
202.06 km (3.00 km teren), czas: 10:28 h, avg:19.31 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wronki
Sobota, 14 kwietnia 2018 | dodano: 14.04.2018Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska
Niestety do dzisiejszej wycieczki nie przygotowałem się teoretycznie i wroniecką starówkę zwyczajnie ominąłem. Poza odcinkiem od Sierakowa przez Wronki do skrzyżowania dróg 184 i 116 trasa objeżdżona. Sam przejazd przez Wronki też przyda się na ewentualny kolejny wypad w tamte okolice. Przed mostem w Wronkach spotkała mnie nieprzyjemna przygoda, pękły dwie sąsiednie szprychy od strony kasety w tylnym kole, koło utraciło sztywność i dostało boczne bicie, wracałem modląc się w duchu żeby kolejne szprychy przetrzymały 80 km.

Chojna. Właściciel posesji zaaranżował sobie wjazd na podwórze jako przejazd kolejowy.

Kościół w Chojnie.

Niepotrzebny zabytek :-) Z tej gorzelni wódeczki już nie wypijemy.

Pałac w Kwilczu.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
160.38 km (7.00 km teren), czas: 08:45 h, avg:18.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Szamotuły
Sobota, 7 kwietnia 2018 | dodano: 07.04.2018Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska
Na sobotnią wycieczkę wypuściłem się z kolegą do Szamotuł. Kiedyś już przejeżdżałem przez Szamotuły ale była to wycieczka z wykorzystaniem w jedną stronę PKP, tym razem rowerem w obie strony. W jedną stronę przeszkadzał uporczywy wiatr w oczy, za to ten sam wiatr zapewnił nam powrót jak na skrzydłach.
Pierwsza aktywna przerwa wypadła w Pniewach. W ramach luzu spacerowym tempem przejechaliśmy przez miasteczko zaglądając w niektóre jego zakamarki. Na dłuższe zwiedzanie nie pozwalał napięty harmonogram i spore opóźnienie spowodowane przeciwnościami pogodowymi.

Stuletni Młyn Parowy w Pniewach, zaadoptowany na cele mieszkaniowe.

Pałac Szołdrskich w Pniewach w Pniewach, obecnie siedziba szkoły.

Kościół w Otorowie. Na pierwszym planie pomnik poświęcony pamięci otorowian zamordowanych przez Wehrmacht. Po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1939 r. 12 października oddział Wehrmachtu dokonał – pod ścianą kościoła – egzekucji 5 Polaków oskarżonych o wywieszenie flagi narodowej na budynku Urzędu Gminy. Kolejne 5 osób z Otorowa rozstrzelano publicznie dzień później na Rynku w Szamotułach.

Pałac Szołdrskich w Pniewach w Pniewach, obecnie siedziba szkoły.

Kościół w Otorowie. Na pierwszym planie pomnik poświęcony pamięci otorowian zamordowanych przez Wehrmacht. Po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1939 r. 12 października oddział Wehrmachtu dokonał – pod ścianą kościoła – egzekucji 5 Polaków oskarżonych o wywieszenie flagi narodowej na budynku Urzędu Gminy. Kolejne 5 osób z Otorowa rozstrzelano publicznie dzień później na Rynku w Szamotułach.
Walka z wiatrem skończyła się dopiero po dotarciu do Szamotuł. Zwiedzanie miasta w podobnym tempie jak w Pniewach. Do zobaczenia interesujące i dobrze zachowane zabytki w śródmieściu. Trochę w tym przeszkadza organizacja ruchu, interesujące nas ulice są jednokierunkowe i jakoś tak wypada że zawsze z ruchem z przeciwnego kierunku. Dobrze że na niektórych chodnikach jest dopuszczalny ruch rowerowy i jakoś można sobie z tym problemem poradzić.
Na dłuższą przerwę pozwoliliśmy sobie dopiero przed opuszczeniem Szamotuł zatrzymując się pod zamkiem Górków i basztą Halszki. Ród Górków doszedł do dużego znaczenia w czasach jagiellońskich. Historia z Halszką Ostrogską miała miejsce pod panowaniem Zygmunta Augusta. Halszka jako dziedziczka olbrzymiej fortuny padła ofiarą intryg matrymonialnych w które uwikłane były najpotężniejsze rody magnackie i rodzina królewska. Po różnych zawirowaniach przymuszona przez króla do małżeństwa z Łukaszem Górką spędziła w Szamotułach czternaście lat życia.
Przy powrocie z Szamotuł wiatr stał się naszym sojusznikiem, a jazda czysta przyjemnością. Tym razem obyło się bez postojów.

Zamek Górków i baszta Halszki w Szamotułach.

Wieża wodna przy dworcu w Szamotułach.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
173.79 km (4.00 km teren), czas: 09:32 h, avg:18.23 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Prawie Wronki, ale to tylko Wróblewo..
Sobota, 18 listopada 2017 | dodano: 18.11.2017Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
... do Wronek zabrakło zaledwie kilku kilometrów.
Od dwóch lat przymierzam się do wycieczki w okolice Wronek i Szamotuł a ponieważ sieć dróg utrwala mi się w pamięci po ich pokonaniu więc dzisiejsza wycieczka była poniekąd rekonesansem przed ewentualnym wiosennym wypadem w tamte okolice.
Sobota według synoptyków miała przynieść przechodzące nad nami fronty atmosferyczne z strefą popołudniowych deszczów. Przygotowałem kurtkę przeciwdeszczową, zaryzykowałem zmoknięcie i ruszyłem w drogę. Na razie jednak przez chmurki próbowało się przebić nieśmiałe słońce, a nawet przez dłuższy czas mu się to udawało. Prognozy jednak były o tyle trafne że całą drogę powrotną walczyłem z nieprzyjemnym wiatrem w twarz, ale opady na szczęście poczekały do mojego powrotu.
Jazdę w kierunku Sierakowa odbyłem ogólnie znanym szlakiem przez Wiejce, Międzychód i południowym brzegiem Warty, od Sierakowa w kierunku Wronek natomiast zgodnie z wskazaniami drogowskazów. Dalszą jazdę przerwałem w Wróblewie, kilka kilometrów przed Wronkami. Było wprawdzie dopiero kilka minut po trzynastej ale do domu też wypadałoby wracać w miarę możliwości prze świetle dziennym. Zwiedzanie Wronek zostawiłem na dłuższe dni, a dziś zawróciłem rozpoznać drogi w kierunku Kwilcza.


Przydrożny św. Jan Nepomucen z Wróblewa.
Dalsza trasa według mojego zamysłu ma prowadzić do Chrzypska Wielkiego i przez Kurnatowice do Prusimia. Z Prusimia bezpośrednio do Skwierzyny.
Opuszczam Wróblewo kierując się w stronę Kwilcza. Mijam dwie małe miejscowości i ukazuje się jeziorko z reprezentacyjnym gmachem na przeciwległym brzegu. Jest to siedziba rodu Seydlitzów w Śródce. Wcześniej po prawej stronie drogi za polami majaczy olbrzymie jezioro Wielkie. Dalsza droga meandruje i wkrótce wylądowałem przed rezydencją. Pałac w Śródce wzniesiony w połowie XIX wieku dla jest jedną z najpiękniejszych rezydencji ziemiańskich w rejonie Międzychodu. Obecnie pałac jest własnością prywatną a na jej terenie działa restauracja i hotel.

Pałacyk w Śródce.
Kontynuuję jazdę do Chrzypska. Przed wjazdem do wioski widoczny jest wiekowy budynek dworca kolejowego. Oddalony o kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania zachęca do wizyty na peronie. Stacja wzniesiona w roku 1908 była użytkowana aż do czasu kiedy na linii Międzychód -Szamotuły został całkowicie wstrzymany ruch pociągów. Miało to miejsce w roku 1995 . Budynek wygląda na całkowicie opuszczony ale trzyma się zupełnie dobrze. Podobno jakiś pasjonat kolei od lat próbuje utworzyć w nim prywatne muzeum historii linii kolejowych, problemem i przeszkodą jest to że nadal jest on własnością kolei. Tory kryją się w krzakach i wysokiej trawie.

Nieczynna stacja kolejowa w Chrzypsku Wielkim.
Inną ciekawostką Chrzypska jest późnogotycki kościół wzniesiony w latach 1600-1609 i do tej pory zachowany w stanie niemal nie zmienionym. Budynek jest jednym z ostatnich kościołów Wielkopolski zbudowanych w stylu gotyckim.

Późnogotycki kościół w Chrzypsku Wielkim.
Ostatnim obiektem w Chrzypsku dla którego poświęciłem trochę czasu jest miejscowy GS. Nie interesowała mnie jego oferta handlowa tylko będący jego własnością pałac z przełomu XIX i XX wieku. Otoczony budynkami i sklepami GS-u pałacyk zeszpecony jest przybudówką kojarzącą się z wiatą i dla turysty dostępny jest tylko z zewnątrz.

Chrzypsko Wielkie - pałac i siedziba miejscowego GS-u.
Dalsza droga odbyła się już bez zatrzymywania. Pamiętałem że gdzieś pomiędzy Chrzypskiem a Kwilczem jest możliwość przedostania się do Prusimia. Droga ta prowadzi przez Kurnatowice które dały nazwisko dla ziemiańskiego rodu Kurnatowskich. Na ślady Kurnatowskich napotykamy w licznych mijanych miejscowościach z okolic Kwilcza, Wronek i Sierakowa. Ja natomiast skorzystałem z tego przesmyku aby uniknąć kilku kilometrów jazdy DK 24. Siedziba Kurnatowskich nie zachowała się, ale podobno na jej miejscu stoi nawiązujący formą do siedzib ziemiańskich współczesny dworek. Niestety nie zauważyłem tej budowli.
Kilka kilometrów wcześniej mijałem okazałą ziemiańską siedzibę w Łężcach. Pomimo tego że pałac kusił leży on jednak w głębi podwórza gospodarczego. Niechęć do wkraczania na teren prywatny, błoto i zapach trzody chlewnej zniechęciły mnie do bliższego poznania tej ciekawej w formie rezydencji.
Z uwagi na późne popołudnie od Prusimia zrezygnowałem z dalszego unikania drogi krajowej 24. O dziwo dzisiejsza jazda obyła się bez zwykłych na niej emocji, nikt mnie nie wyprzedzał na grubość gazety, nikt nie usiłował zepchnąć do rowu, a i sam ruch okazał się być spokojny i umiarkowany. Zmrok dopadł mnie w Chełmsku a pierwsze krople deszczu na osiedlowej uliczce.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
135.13 km (5.00 km teren), czas: 07:30 h, avg:18.02 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Krzyż i Drezdenko
Sobota, 4 listopada 2017 | dodano: 04.11.2017Kategoria ponad 100 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Wielkopolska
Ostatnio oczekiwanie na pogodniejsze weekendy przypomina loterię. Na wypadek wygranej miałem w zanadrzu przygotowany plan wycieczki do Drezdenka z skrytym partyzanckim podejściem niemal do jego bram. Przedsięwzięcie pomimo sporej odległości pomiędzy obiema miastami nie powinno być szczególnie trudne, wystarczy połączyć fragmenty wcześniej poznanych dróg w całość i wjeżdżając w Puszczę Notecką na skwierzyńskiej ul. Międzychodzkiej wynurzamy się pod Sowią Górą lub Trzebiczem. Omijamy przy tym wszelkie ludzkie siedziby, a przy odrobinie szczęścia nie spotkamy nawet zabłąkanego grzybiarza.
Tuż przed wyjazdem do planowanego Drezdenka dorzuciłem Krzyż. Ale to już z tej okazji że w tym roku nie udało się zrobić zamierzonego przejazdu z Sierakowa do Kwiejc i Piłki, a teraz korzystając z okazji chciałem rozeznać się w sieci tamtejszych dróg. Chodziło mi o okolice Chełstu, Kwiejc i Drawska.
Do Sowiej Góry przejechałem zgodnie z planem, na przełaj przez lubuską część Puszczy Noteckiej. Wyjechałem na szosę z Międzychodu do Drezdenka przed leśniczówką, przez chwilę wahałem się czy nie spróbować jakichś dalszych skrótów przez lasy do Kwiejc. Myśl kusząca ale kompletnie nie znam tamtego rejonu puszczy i istnieje spore ryzyko chybienia celu. Zupełnie nie mam ochoty na błąkanie się w lasach i powrót nocą, wybieram drogi lepsze lub gorsze ale asfaltowe. Zatem kierunek Drezdenko, gdzieś na wysokości Rąpina powinna być lokalna droga która ma wyprowadzić w okolice Chełstu.
Jeszcze przed Grotowem obok leśniczówki Jelenia Głowa zwraca uwagę grupka budynków przypominająca nieco podobne w Krobielewku i Pszczewie, to zabudowania międzywojennego Zollhausu.
Grotów, rozrzucone wśród pól i lasów zabudowania wskazują na olenderski rodowód wioski. Stojąca na skraju szosy strzałka kieruje w głąb lasu i informuje o godzinach nabożeństw w niewidocznym z drogi kościele. Powodowany ciekawością zagłębiam się w las. Kilkaset metrów od szosy na polanie stoi murowany kościół podobny do kościołów św. Antoniego w Krzyżu i w pod-skwierzyńskim Dobrojewie czyli z prostą dzwonnicą nad jednym z szczytów. Tablica przed kościołem informuje że wioskę założono w 1702 roku kiedy osiedliło się tu 25 rodzin które przywędrowały z ówczesnej Polski. Pierwszy kościół z roku 1790 zbudowany z pruskiego muru, kryty strzechą służył mieszkańcom niemal sto lat. Obecny zbudowano w 1887 dzięki ofiarności cesarza Wilhelma I. Cesarz wyraził zgodę na jego budowę i podarował materiały. Obok kościoła w niedawno wyciętych krzakach pomnik-obelisk upamiętniający 48 mieszkańców wioski poległych na frontach I wojny światowej.

Kościół w Grotowie.

Grotów, pomnik poświęcony pamięci mieszkańców poległych w I wojnie światowej.
W Rąpinie zbaczam w asfaltową drogę do Marzenina, mam nadzieję że uda się stamtąd jakoś przedostać do Chełstu. Od Marzenina liczyłem najwyżej na drogę żwirową, a tu niespodzianka dojeżdżam do jakiejś drogi wyższej kategorii. Cały czas jestem w przekonaniu że jadę bez map więc pytam napotkanego tubylca czego oczekiwać jadąc w lewo, a czego w prawo. Gość informuje że droga w lewo prowadzi do lasu, a w prawo do Niegosławia. Wybieram kierunek zamieszkały czyli Niegosław. Później kiedy w Starych Bielicach zajrzałem do sakwy i zobaczyłem mapy sprawdzam informację, okazuje się że droga do lasu to droga do Karwina i Kwiejc.
A ja tymczasem jestem już w Kawczynie, następna miejscowość to Chełst i zbliża się godzina trzynasta, czas zastanawiać się nad drogą powrotną. Jadę do Drawska, dużej wioski rozciągniętej na brzegu Noteci, siedziby gminy i miejsca mojej przeprawy przez rzekę. W Krzyżu odwiedzam leżącą obok mojego szlaku stację kolejową, rezygnuję z dalszego zwiedzania miasteczka i pędzę do Drezdenka.

Ol49-82 na dworcu w Krzyżu.

Krzyż stacja PKP.

Krzyż, budynki stacyjne.
W
Drezdenku zajrzałem tylko pod leżący nieopodal mojego szlaku
cmentarz komunalny, do Parku Kultur Świata i przed dawną stację
kolejową w Drezdenku. Dziś spod stacji do najbliższej linii
kolejowej jest dobre trzy kilometry. Niedaleko od stacji bierze swój
początek droga dla rowerów zbudowana na nasypie dawnej linii
kolejowej do Skwierzyny. Kilka lat temu pomysł budowy takiej drogi
rzucili samorządowcy Drezdenka, Santoka i Skwierzyny. Udało się to częściowo tylko w Drezdenku, a ja teraz sprawdzam gdzie będzie jej
koniec. Droga świetna, mijam rowerowych spacerowiczów, jakiegoś
biegacza i niestety ścieżka kończy się w najbliższej
miejscowości. Ten kawałek szlaku pokazał jaką wspaniałą sprawą
byłaby ścieżka poprowadzona aż do Skwierzyny. 
Krzyż stacja PKP.

Krzyż, budynki stacyjne.

Drezdenko, cmentarz komunalny, monumentalny grobowiec - kaplica rodziny Stoltzów.

Drezdenko, Park Kultur Świata - Statua Wolności.

Drezdenko, Park Kultur Świata - Tadż Mahal.
Teraz z Osowa ruszam już bezpośrednio do domu. Zmrok dopada mnie w Skwierzynie na moście nad Wartą.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
142.02 km (30.00 km teren), czas: 07:45 h, avg:18.33 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Kierunek Lwówek i Nowy Tomyśl...
Sobota, 30 września 2017 | dodano: 30.09.2017Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska
... czyli kawałek zachodniej Wielkopolski.
Idealna pogoda na dłuższe wędrówki skłoniła mnie na wypad do sąsiedniej Wielkopolski. Na wycieczkę zabrał się ze mną znajomy spalacz kalorii. Jak sam mówi o sobie, waży ok. 140 kg i próbuje trochę uszczknąć z zgromadzonych zapasów sadełka. Muszę przyznać że mimo swojej tuszy jest nadspodziewanie sprawny fizycznie i po pokonaniu 150 km wyglądał zupełnie rześko, myślę że gdyby czas na to pozwolił spokojnie moglibyśmy dociągnąć do 200.
Do Międzychodu jedziemy najprostszą trasą przez Przytoczną. Od Międzychodu dalsza trasa prowadziła przez Lwówek, Nowy Tomyśl, Zbąszyń. Za Zbąszyniem opuściliśmy Wielkopolskę wkraczając do lubuskiej Dąbrówki Wielkopolskiej. Powrót przez Międzyrzecz.
Przed wyjazdem zajrzałem do map, dziś chciałem omijać wszelkie drogi terenowe. Zatem do Kwilcza według założonego planu miał być nudny i długi odcinek drogi DK-24, dalej wypatrzona na mapie lokalna szosa prowadząca z Kwilcza przez Miłostowo i Linie do Lwówka. Wycieczka zgodnie z założonym planem przebiegała do Miłostowa, dalej pojawiły się drobne nieprzewidziane komplikacje. W samym Miłostowie już kiedyś byłem, ale wtedy przyjechałem i wyjechałem drogami gruntowym, zapamiętałem jedynie gładkie asfalty w centrum wioski, a tymczasem dziś spotkała mnie przykra niespodzianka. Szosa do Linii okazała się drogą gruntową, zresztą wszystkie pozostałe poza szosą do Kwilcza również. Nie ma wyjścia, kontynuujemy jazdę takimi drogami jakie są. Po pokonaniu wszystkich przeciwności ostatecznie wylądowaliśmy na rynku w Lwówku.


W Miłostowie.
W Lwówku biegiem, bo droga jeszcze daleka, zwiedzamy najbliższe zabytki. A więc sam rynek, brukowany, z zabytkowym zegarem na środku. Bruk trochę sterczący, ale wystające kamienie dodają mu nawet starożytnego uroku. Przy ulicy wybiegającej w kierunku Poznania widać z rynku gotycki kościół parafialny. Kościół okazał się być otwarty, skorzystaliśmy z okazji wchodząc do wnętrza. W otoczeniu kościoła stacje drogi krzyżowej i kaplica. Kaplica, miniatura bazyliki wczesnochrześcijańskiej to dawna kaplica grobowa hrabiów Łąckich i Tyszkiewiczów. W głębi ulicy strażacy zabezpieczają jakąś imprezę. W domu sprawdziłem, był to bieg VII Dziesiątka Lwówecka. My tymczasem zawracamy kierując się na południe. Drogowskazy wyprowadzają na DK 92 - ogólny kierunek Świecko. Na wylocie z Lwówka wprawdzie zamajaczyły mi tablice kierunkowe do Starego i Nowego Tomyśla które zlekceważyłem. Później trochę tego żałowałem, bo droga krajowa okazała się być ruchliwa i nudna. Ponadto za Bolewicami nadzialiśmy się na kilometrowy korek spowodowany poważnie wyglądającym wypadkiem z udziałem motocyklisty.

Lwówecki rynek.


Kościół w Lwówku i jego nawa główna.

Dawna kaplica grobowa Łąckich i Tyszkiewiczów.
Docieramy
do półmetka wycieczki czyli Nowego Tomyśla. Oficjalnie miasto jest
niewiele większe (raptem o jakieś 5 tys. mieszkańców) od
Skwierzyny, ale wpędza nas swoją wielkomiejskością w kompleksy.
Historia miasta liczy niewiele więcej niż dwa wieki, prawa miejskie
otrzymało dopiero pod koniec XVIII w od Stanisława Poniatowskiego. Impulsem dla szybszego rozwoju miasta były represje jakie spotkały stolicę powiatu
bukowskiego po Wiośnie Ludów. Wtedy to siedzibę landrata
przeniesiono do Nowego Tomyśla, a kilkadziesiąt lat później
powiat bukowski w ogóle zlikwidowano tworząc dwa nowe: nowotomyski i
grodziski.

Kościół w Lwówku i jego nawa główna.

Dawna kaplica grobowa Łąckich i Tyszkiewiczów.
Nowy Tomyśl i jego okolice znane jest od XIX wieku jako ośrodek uprawy i handlu chmielem, oraz jako miasto wikliniarzy.
Czas popędza, na naszej trasie jest zatem rynek z olbrzymim koszem i ratuszem (obecnie siedzibą sądu), deptak, plac Fryderyka Chopina z kościołem po-ewangelickim, ulica Piłsudskiego, park miejski z mini ZOO i ruszamy w kierunku Zbąszynia.

Podobno jest to największy wiklinowy kosz świata.

Dawny ratusz nowotomyski, dziś siedziba sądu.

W nowotomyskim ZOO. Można tam zobaczyć kilkadziesiąt gatunków zwierząt łatwiejszych w hodowli, głównie kopytnych, małych kotowatych (ryś,żbik), ptaków i naczelnych (makaki i pawiany).

Dawny ratusz nowotomyski, dziś siedziba sądu.

W nowotomyskim ZOO. Można tam zobaczyć kilkadziesiąt gatunków zwierząt łatwiejszych w hodowli, głównie kopytnych, małych kotowatych (ryś,żbik), ptaków i naczelnych (makaki i pawiany).
W Zbąszyniu mieliśmy zamiar zajrzeć na rynek i pod bramę zamkową. Na rynku kłębi się tłum ludzi w strojach regionalnych i nie tylko. Własnie trwała Biesiada Koźlarska, zatem nam pozostał tylko zamek. Robimy króciutki spacerek po fortecznych wałach i ruszamy w dalszą drogę.

Zbąszyń, brama wjazdowa do twierdzy.
W planach był jeszcze Zbąszynek, ale błędy w nawigacji spowodowały że znaleźliśmy się na drodze do Dąbrówki Wielkopolskiej z ominięciem Chlastawy i Zbąszynka. Po rozpoznaniu sytuacji nie było już sensu zawracać. Odtąd. poza jedyną przerwą na terenie dawnego przejścia granicznego, jedziemy bezpośrednio do domu. Nawiasem mówiąc, poza współczesną tablicą informującą o historii tego miejsca, po budynkach przejścia granicznego nie zachowały się żadne ślady.
Do domu udało się dotrzeć tuż przed zmrokiem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
157.51 km (5.00 km teren), czas: 08:38 h, avg:18.24 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Po zachodniej Wielkopolsce
Sobota, 6 maja 2017 | dodano: 06.05.2017Kategoria ponad 100 km, pow. międzychodzki, Wielkopolska
Kiedy po godzinie 10 przekroczyłem granicę województwa wielkopolskiego poczułem się jak w Krainie Deszczowców. Karramba, zaczęło mżyć i tak zostało już prawie do końca. Uspokoiło się dopiero w Kwilczu, ale właśnie tam już zawróciłem aby zdążyć przed nocą do domu.
Zanim jeszcze opuściłem lubuskie mijam Chlastwę. Położona na szlaku drewnianych kościołów Regionu Kozła dawno budziła moją ciekawość. Tutejszy XVII-wieczny zespół kościelny składa się z drewnianego kościoła i usytuowanej tuż przy drodze bramy-dzwonnicy. Kościół zbudowano jako świątynię protestancką, dopiero po roku 1945 został przejęty przez katolików, Do jego wnętrza (nie licząc zerknięcia przez okna) nie udało się zaglądnąć, niemniej trochę czasu spędziłem na placu przykościelnym. Ściany kościoła to konstrukcja szachulcowa wypełniona gliną chociaż z zewnątrz tego nie widać ponieważ ściany są szalowane deskami. Kościół za sprawą swojej wieży trochę mi przypominał drewniane kościoły z mojej rodzinnej Małopolski. Okazało się później że wieża jest młodsza od głównej bryły świątyni o co najmniej 250 lat i została zbudowana w 1910 roku, przy czym wzorowano się na którymś z kościołów z południowej części Górnego Śląska. Stąd chyba to podobieństwo
Już na początku XX wieku stan techniczny kościoła kwalifikował go do rozbiórki jednak parafianie i ówczesny właściciel majątku Adalbert von Zakrzewski postawili się w roli konserwatorów zabytku. Jak widać z dobrym skutkiem ponieważ zabytek przetrwał kolejne 100 lat i przynajmniej z zewnątrz wygląda zupełnie przyzwoicie. Drewniana kapliczka przed kościołem pochodzi już z okresu powojennego. Z Chlastawy pochodzi znaczna część portretów trumiennych z zbiorów międzyrzeckiego muzeum.
Naprzeciwko kościoła widoczna okazała stylowa karczma która za pomocą dużych banerów chwali się że gościła w swoich progach panią Gessler. Informuje również że chętnie spełni marzenia potencjalnych klientów urządzając im przyjęcie weselne lub na jakąkolwiek inną okoliczność.

Chlastawa - kompleks kościelny.

Drewniana dzwonnica w Chlastawie.

I sam kościół.
Kolej
na następny punkt dzisiejszej wycieczki, Nowy Tomyśl. Opuszczam Chlastawę i prognozy meteorologiczne z których korzystałem wzięły w łeb, zaczyna siąpić.
Liczyłem że może mżawka wkrótce przeminie, i owszem minęła ale parę godzin
później. 
Drewniana dzwonnica w Chlastawie.

I sam kościół.
Nowy Tomyśl widywałem dotychczas tylko z okien pociągu jadąc do Poznania. Dziś bardziej od samego miasta interesują mnie drogi którymi można będzie w przyszłości dotrzeć tu od strony Międzyrzecza. Skoro jednak jestem już na miejscu błędem byłoby nie zajrzeć do samego miasta. Przejechałem zatem przez miasto na przełaj. Statystyki mówią że mieszka tu zaledwie 4 tysiące więcej mieszkańców niż w mojej Skwierzynie, miasto wygląda jednak na o wiele większe, piękniejsze i zasobniejsze od Skwierzyny.
Zbudowane nad rzeczką Szarką, prawa miejskie uzyskało dopiero w roku 1786 i wkrótce po tym znalazło się w zaborze pruskim. W roku 1815 było jednym z pięciu miast w nowo utworzonym powiecie bukowskim. Swoją szansę otrzymał Nowy Tomyśl w roku 1848, właśnie wtedy w ramach kary za aktywny udział bukowian w Wiośnie Ludów przeniesiono do Nowego Tomyśla siedzibę bukowskiego landrata. Czterdzieści lat później decyzja ta została przypieczętowana kolejną, tym razem o likwidacji powiatu bukowskiego na którego terenie powstały dwa nowe: nowotomyski i grodziski. O tym jakie znaczenie dla rozwoju miasta ma status stolicy powiatu wiem co nieco jako mieszkaniec miasta które w roku 1961 przestało być jego siedzibą.
Nowy Tomyśl jest lokalnym ośrodkiem wikliniarstwa i uprawy chmielu. Na chmiel się nie natknąłem, ale na akcenty wikliniarskie owszem. Są to największy wiklinowy kosz świata (wpisany do księgi Guinnessa), wigloo, liczne wiklinowe akcenty w parku miejskim. Na muzeum się nie natknąłem ale skądinąd wiem że takowe tam istnieje.
W parku miejskim znajduje się ogród zoologiczny, dostępny do zwiedzających za drobną kilkuzłotową opłatą. Myślę że jest to ewenement jak na miasto tej wielkości. Osobiście nie skorzystałem z oferty, może kiedyś przy lepszej pogodzie się skuszę.
Opuszczając miasto natknąłem się na kościół posiadający ciekawą przeszłość. Niemal do końca XIX wieku Nowy Tomyśl był jedynym miastem w Wielkopolsce bez kościoła katolickiego, a wszyscy katolicy należeli do parafii w odległym o 8 km. Wytomyślu. Decyzję o budowie kaplicy będącej filią macierzystej parafii w Wytomyślu podjęto w czasach pruskiego kulturkampfu stąd spotkała się z zdecydowanym sprzeciwem władz. Pozwolenie uzyskano dopiero dzięki staraniom nowotomyskiego notariusza W. Barteckiego. Z datków wiernych na ziemi darowanej przez małżeństwo Kupczyków zbudowano kaplicę. Dopiero po odzyskaniu niepodległości, w latach dwudziestych parafia uzyskała samodzielność a świątynia została rozbudowana poprzez dodanie wieży i przęsła w przedniej części kościoła.

Nowotomyski rynek i największy kosz świata.

Nowotomyski Bies.

W parku miejskim.

ZOO.

Wigloo.

Kościół o którym wspominałem wyżej.
Sieć
dróg prowadzących w kierunku północnym pozwala na dwie wersje dalszej jazdy; do
Pniew, lub w kierunku Trzciela. Już kiedyś chciałem odwiedzić
Miedzichowo zatem wybieram kierunek Trzciel. Kilometr przed Sępolnem
kilkadziesiąt metrów od szosy wznosi się pomnik upamiętniający
śmierć ponad 100 Polaków rozstrzelanych w tym miejscu w 1941 r.
Aby zatrzeć ślady zbrodni w 1944 ich zwłoki ekshumowano i spalono
a prochy rozrzucono po okolicznych polach.
Nowotomyski Bies.

W parku miejskim.

ZOO.

Wigloo.

Kościół o którym wspominałem wyżej.

Ślady martyrologii.
Miedzichowo
(Kupferhammer) w przeszłości było osadą hutniczą. Istniała tu
kuźnica miedzi i żelaza. Do dziś zachowały się pozostałości
dawnego stawu młyńskiego na Czarnej Strudze i korzystająca ze spiętrzenia mała elektrownia wodna. Uwagę zwraca kościół.
Pierwotnie wzniesiony w 1906 r. jako kościół protestancki po roku
1945 przekształcony na katolicki. Po przeciwnej stronie ulicy stoi
budynek Urzędu Gminnego. Tablica na ścianie budynku wspomina że
wcześniej na tym miejscu stał kościół rzymskokatolicki.
Zbudowany w latach dwudziestych przez miejscową ludność polską
przetrwał zaledwie kilkanaście lat. W czasie wojny został zburzony
przez Niemców w ramach zacierania śladów polskości na tym skrawku
Wielkopolski.
W Miedzichowie.
Miedzichowo
opuszczam z planem odwiedzenia Orzeszkowa, wioski sąsiadującej z
Kwilczem. Orzeszkowo zaciekawiło mnie swoim XIX-wiecznym cmentarzem
kalwińskim o którym wspomnę później. Tymczasem trzeba się tam
dostać. Według mojej wizji zamierzałem dotrzeć do Lewic i lokalną
boczną drogą szutrową przedrzeć się do Miłostowa. Kiedyś już
tamte okolice odwiedzałem i wiem że z Miłostowa do
Kwilcza jest już szosa.Droga do Lewic sąsiaduje z nieczynną linią kolejową z Zbąszynia do Międzychodu. Jest to ta sama linia z powodu której Trzciel został tak dziwacznie podzielony granicą. Mijam stacje w Zachodzku i Lewiczynku, dziś zagospodarowane na inne cele. O dziwo pomimo tego że na torowisku rosną sosny o średnicy 30 cm. tory nadal istnieją, a złomiarze nie rozkradli szyn.

Dawna stacja kolejowa Zachodzko.

Nadal na tej samej linii - Lewiczynek.

Dlaczego jeszcze nie rozkradziono??

Nadal na tej samej linii - Lewiczynek.

Dlaczego jeszcze nie rozkradziono??
W Lewicach na wzgórku ciekawy murowany kościół obłożony kamieniem o rodowodzie z końca XVIII wieku. Poniżej kościoła kapliczka z figurą Chrystusa, ufundowana w 1879 roku przez Bernarda Hazę Radlica z małżonką w podzięce za doznane łaski. Wspominam o fundatorze z względu na rodzinę Hazów-Radlitz i jej poplątane losy. Była to niemiecka rodzina szlachecka pochodzenia czeskiego, mieszkająca od średniowiecza na pograniczu Śląska i Wielkopolski. W większości byli ewangelikami. Niektórzy z nich obierali jednak drogę życiową prowadzącą jakby nieco pod prąd. Żyjący w latach 1798-1872 Albert Ludwig von Haza-Radlitz przeszedł na katolicyzm i obrał polską tożsamość narodową nazywając się odtąd Wojciechem Ludwikiem Hazą z Radlic. Był posłem do Reichstagu, gdzie należał do frakcji polskiej, i obrońcą praw narodowych ludności polskiej powiatu międzyrzeckiego. Fundator kapliczki był prawdopodobnie jego synem, natomiast jego wnuk i imiennik Albert von Haza-Radlitz ponownie się zgermanizował. W czasie powstania wielkopolskiego został internowany w poznańskiej Cytadeli. Poniósł tam śmierć, według jednego z moich źródeł został rozstrzelany, według innego zginął od postrzału w czasie próby ucieczki.
Dziś w siedzibie rodu mieści się leśnictwo Kaliski, dwór widoczny jest z drogi którą zamierzałem jechać. Zamierzałem, ponieważ odstraszyła mnie jej nieco błotnista nawierzchnia . Rów z strumykiem na pobliskiej łące to Kamionka która po drugiej stronie drogi wpływa już pomiędzy wzniesienia, meandrując wśród nich w swoim dalszym biegu tworzy malowniczą dolinę. Zawróciłem w kierunku Łowynia. Już poza wioską pożegnała mnie drewniana figura biskupa umieszczona na poboczu drogi.

Kościół w Lewicach.

XIX-wieczna kapliczka fundacji Hazy Radlica.

Lewice żegnają.
W Łowyniu kolejne zetknięcie z wspomniana wcześniej linią kolejową, doskonale oznaczony przejazd, budynek stacji. Przez Łowyń przemknąłem bez zatrzymywania się. Tym razem miałem nadzieję że istnieje jakaś lokalna szosa z Głażewa przez Mnichy i Tuczępy do Kwilcza. W Gralewie za Głażewem ostatnie pożegnanie z towarzyszącą mi od Miedzichowa linią kolejową. Za plecami zamajaczył mi budynek stacji, dziś prywatne domostwo i wjeżdżam na zbocza doliny Kamionki. W dole Mnichy i Mniszki. Mnichy ominąłem, zatrzymałem się natomiast przed zespołem dworsko folwarcznym w Mniszkach. Z dawnej siedziby ziemiańskiej została połowa dworu, oraz wzniesiona na początku XX wieku w odległości kilkunastu metrów od dworu, willa w stylu szwajcarskim. Na północ od obiektów dworskich usytuowany jest duży dziedziniec dawnego folwarku. Dziś w obiektach znajduje się Centrum Edukacji Przyrodniczej i Regionalnej, w wnętrzach zgromadzono zbiory przyrodnicze, sprzętów i narzędzi rolniczych. Muzeum zachęca do wejścia w swoje progi.

Mniszki zachowany fragment dworu.

Willa w zespole dworskim.

Willa w zespole dworskim.



Obiekty Centrum Edukacji Przyrodniczej i Regionalnej.
Po opuszczeniu Mniszek wspinam się po zboczu doliny do Tuczęp. Droga prowadząca do Miłostowa okazała się być drogą polną. Nie pozostało nic innego jak skierować się do szosy Poznań – Skwierzyna co też uczyniłem.
Ostatni punkt wycieczki to Kwilcz i dwie sąsiadujące miejscowości Orzeszkowo i Rozbitek. Do Rozbitka ściągnęła mnie ciekawość pałacu Georga von Reiche. Pałac został zaprojektowany prawdopodobnie przez architekta z kręgu Fryderyka Augusta Stülera, bądź nawet niego samego. Dziełem Stülera jest między innymi ratusz w Skwierzynie i pałac w Dąbrówce Wielkopolskiej. Pałac w Rozbitku jest nawet zbudowany w podobnym duchu jak w ten z Dąbrówki. Niestety pałac jest niedostępny dla osób przypadkowych. Przez zamkniętą na kłódki bramę widać jedynie aleję prowadzącą do wejścia głównego. Tablica informuje że teren jest prywatny i chyba nawet zawiera jakieś nieczytelne groźby skierowane pod adresem nieproszonych gości. Próba spojrzenia na pałacyk z innej perspektywy spełzła na niczym, udało się jedynie zajrzeć na folwarczne podwórze. Pałac podobno jest własnością kompozytora muzyki filmowej Jana Kaczmarka i jest siedzibą Instytutu Rozbitek, miejsca spotkań artystów filmu, muzyki i teatru.

Rozbitek, pałacu w całej okazałości niestety nie widać.

Zabudowania folwarczne w Rozbitku.

Zabudowania folwarczne w Rozbitku.
Z Rozbitka przeskoczyłem na przeciwległą stronę Kwilcza, czyli Orzeszkowa. Wspomniany wcześniej cmentarz kalwiński leży tuż przy drodze do Poznania. Pochowanych jest na nim wielu wybitnych Wielkopolan i rodzin ziemiańskich wyznania ewangelickiego. Już z drogi rzuca się w oczy obelisk ufundowany za sprawą Libelta przez mieszkańców Księstwa Poznańskiego dla Jana Kassyusza, potomka czeskiego rodu Kaszkowskich który osiedlił się w Polsce w XVII wieku uchodząc z Spiszu przed prześladowaniami religijnymi.
Jan był nauczycielem, kaznodzieją i działaczem społecznym bez udziału którego nie działo się nic ważnego w ówczesnym Wielkim Księstwie Poznańskim. Spoczywa tu pastor Karol Bogumił de Diehl, współpracownik Staszica. Pod skromnym krzyżem spoczywają szczątki generała Zygmunta Kurnatowskiego, uczestnika powstania wielkopolskiego z 1806 roku i kampanii napoleońskich, oficera armii Królestwa Polskiego. Pewien cień na osobę generała rzuca odmowa uczestnictwa w powstaniu listopadowym. Ponadto znajdują się tu grobowce i nagrobki ziemiańskich rodów Bronikowskich, Kurnatowskich, Bukowieckich.

Orzeszkowo, na dawnym cmentarzu kalwińskim.

Jeden z zachowanych nagrobków.

Kwatera Kurnatowskich, skromny krzyż na grobie generała Zygmunta Kurnatowskiego.

Groby familii Kurnatowskich z Chalina.

Grobowiec Bronikowskich.

Obelisk Kassyusza.
Z cmentarza widać dawny zbór kalwiński. Kwilcz w XVI i XVII wieku był znaczącym ośrodkiem religijnym braci czeskich i pokrewnym im kalwinów. Kiedy w roku 1644 kalwini zostali zmuszeni do oddania katolikom kwileckiej świątyni dzięki dziedzicowi Orzeszkowa, Dobrogostowi Kurnatowskiemu otrzymali tu miejsce na budowę swojego kościoła. Do zbudowanej w 1646 roku świątyni zjeżdża na nabożeństwa okoliczna szlachta dysydencka, niestety w 1721 roku światynia spłonęła. Obecny kościół zbudowano w roku 1788 i swoją funkcję spełniał aż do roku 1945. Potem świątynia niszczała, a obecnie jest własnością osoby prywatnej. Granica działki była dziś oznaczona sznurkiem rozciągniętym na palikach, pozwoliłem sobie lekko ją naruszyć nie zbliżając się zanadto do budynku bez zgody właściciela.

Dawny zbór kalwiński w Orzeszkowie.
Rzut oka na zegarek i na tablicę informującą że do Skwierzyny jest 46 km. sprowadził mnie na ziemię. Zrezygnowałem z pomysłu zapuszczenia się pod Sieraków, przed powrotem do domu zatrzymałem się jedynie w centrum Kwilcza.

Kwilcz, kościół.

Tablica ku czci ppłk. Cieplińskiego jednego z żołnierzy wyklętych z kwileckiemi korzeniami.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
141.47 km (2.00 km teren), czas: 08:09 h, avg:17.36 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)