- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.36
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.4
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Wpisy archiwalne w kategorii
Puszcza Notecka
| Dystans całkowity: | 6489.77 km (w terenie 2358.00 km; 36.33%) |
| Czas w ruchu: | 325:37 |
| Średnia prędkość: | 16.38 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 40.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 556 m |
| Suma kalorii: | 6873 kcal |
| Liczba aktywności: | 76 |
| Średnio na aktywność: | 85.39 km i 5h 42m |
| Więcej statystyk | |
Skrajem Puszczy Noteckiej
Sobota, 13 października 2018 | dodano: 13.10.2018Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska, Puszcza Notecka
Cudowna pogoda pozwoliła na jedną z ostatnich chyba dłuższych wycieczek tej jesieni. Dziś zabrał się ze mną Januszek, kolega z którym jeździ się tak jakbym jechał sam tylko z pewnymi ograniczeniami. Faceta interesuje kierunek w którym jedziemy a potem od czasu do czasu przypadkiem udaje się go dogonić. Ograniczeniem jest to że jak mnie wyprzedzi o kilka kilometrów nie mogę improwizować trasy.
Mojego towarzysza od dawna intrygują betonowe dostrzegalnie przeciwpożarowe. Mieliśmy już od początku września zaplanowany wyjazd do Sierakowa, a właściwie do dostrzegalni Zdroje gdzie z platformy umieszczonej na wysokości 25 metrów można podziwiać Sierakowski Park Krajobrazowy. Zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie, dziś wszystko się zgrało; pogoda, czas i najistotniejsze - susza spowodowała że na wieży wciąż pełnione są dyżury, albowiem tylko wtedy jest możliwe wejście na balkon widokowy z marszu. W innych wypadkach trzeba to załatwiać z nadleśnictwem w Sierakowie. Trasa zatem nasunęła się sama, jazda wzdłuż Warty południowym skrajem Puszczy Noteckiej do Sierakowa i do wieży, a potem jeżeli czas pozwoli do Wronek. Powrót w zależności od fantazji; północnym skrajem Puszczy lub południowym brzegiem Warty. W Wronkach zapadła decyzja - wracamy przez Sieraków i Międzychód ewentualnie Kwilcz.
Wspominając o zwiedzaniu Wronek musiałbym powtarzać swój wpis z wycieczki którą odbyłem wiosną tego roku. Przejechałem tym samym szlakiem tylko w odwrotnym kierunku. Zaraz po opuszczeniu miasta mój towarzysz zwiał, a ja skusiłem się na przejazd przez Biezdrowo. Gdzieś tam w głowie kołatała informacja zapamiętana z dawniejszych wycieczek w tamte okolice o jakimś sanktuarium. Drogi nie nadłożyłem wiele, ale ciekawość zaspokoiłem (z braku czasu tylko częściowo) . W międzyczasie usiłowałem telefonicznie wyhamować Januszka, udało się to tylko częściowo, nie poczekał i minął wszystkie sensowne drogi do Kwilcza. Bezpośredni kontakt słowny z nim udało się nawiązać dopiero w Sierakowie (kolejny w Międzychodzie i Skwierzynie :))
W Biezdrowie pozostał do zobaczenia pałac i kościół. W kościele znajduje się krzyż który według legendy miał przynieść pobożny pielgrzym z Częstochowy. Legendę tę ilustruje drewniana rzeźba stojąca na skrzyżowaniu. I to była jedyna rzecz którą tam poznałem.
To była ostatnia przerwa, do domu pozostało blisko 70 km, a czasu do zmroku około 2 godzin. W domu znalazłem się tradycyjnie po dwudziestej :)

Gdzieś w okolicy Zatomia Starego.

Wieża obserwacyjna Zdroje.

Widok z wieży na Puszczę Notecką.

Halloween za pasem :)

Cmentarzyk żołnierzy napoleońskich w Chojnie.

Ilustracja do legendy o krzyżu z Biezdrowa.

Sanktuarium w Biezdrowie.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
164.08 km (0.00 km teren), czas: 09:47 h, avg:16.77 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pechlüge czyli Trąbki
Wtorek, 18 września 2018 | dodano: 18.09.2018Kategoria Puszcza Notecka
Z niechęcią zapuszczam się ostatnio w wysuszone lasy a tytułowa Pechlüge czy jak kto woli Trąbki leży o kilka kilometrów od najbliższego skraju lasu. Na wyjazd skusiłem się pod wpływem niedawnej rozmowy o opuszczonych puszczańskich osadach i zapomnianych cmentarzach.
Dziś miałem trochę więcej wolnego czasu, akurat tyle żeby swobodnie tam dojechać i wynurzyć się z lasu przed zmrokiem.
Szukając jakichkolwiek informacji o Pechlüge natrafiłem na informację że obecnie ta nieistniejąca osada nazywane jest Trąbkami. Jako Trąbki wymieniana jest w "Opisaniu historyczno - statystycznym Wielkiego Księstwa Poznańskiego" Bobrowicza z 1846 r. była to wtedy osada z siedmioma domami i 52 mieszkańcami. Opisanie wymienia również osadę Trąbki - cegielnia z jednym domem i dwoma mieszkańcami. Osada powstała w XVIII w w ramach puszczańskiego, olenderskiego osadnictwa w miejscach bardziej sprzyjających. Leżała nad pasmem osuszonych torfowisk, powierzchnia pól wynosiła ok 20 ha więc podstawą bytu mieszkańców była praca w lesie. Ostatnią wzmianką na jaką natrafiłem była informacja z gazety "Nasza Chodzież" z 13 listopada 1931 o tym że leżące na pograniczu w skwierzyńskim powiecie osady Kaza (Koza), Pechluge (Trąbki), Hoffnung (Nadziejewki) i Kranzinbruch (Krzęcinek k/Lubiatowa) od kilku lat zalewa woda gruntowa której poziom podniósł się na wskutek katastrofalnego wyniszczenia lasów przez plagę sówki choinówki, w związku z czym mieszkańcy osad proszą władze o pomoc, zaś mieszkańcy Kazy i Pechluge wręcz o przeniesienia wsi w inne miejsce.
Po roku 1945 wszystkie te osady przestały istnieć, mieszkańcy zostali "przeniesieni".Swojego czasu wszystkie odwiedziłem w ramach poznawania Puszczy Noteckiej. Po dawnych mieszkańcach zostały tylko cmentarze i poletka wykorzystywane przez koła łowieckie. Dziś odwiedziłem Trąbki. W głębi puszczy natknąłem się na kilka wiertni należących do górnictwa nafty i gazu. Czuję że wkrótce staniemy się drugim Kuwejtem.

Dożynkowy Sławomir.



Zapomniany cmentarz w Pechludze.

Tu była leśniczówka Ceglarnia (Zigelei).



Zapomniany cmentarz w Pechludze.

Tu była leśniczówka Ceglarnia (Zigelei).
Rower:Kross
Dane wycieczki:
57.96 km (34.00 km teren), czas: 03:51 h, avg:15.05 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Trakt Drezdenecki
Sobota, 16 czerwca 2018 | dodano: 17.06.2018Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka
Skusiłem się na przejazd starym traktem łączącym Drezdenko z Sierakowem. W Puszczę Notecką trakt zagłębia się w Marzeninie. Droga początkowo brukowana przechodząca w utwardzoną szutrową nie sprawia problemów z przejezdnością, nieco gorzej z komfortem jazdy.
Do Marzenina ostatnio zaglądałem niemal co sobotę jadąc w kierunku Krzyża więc droga poznana w kilku różnych wersjach. Dziś wybrałem drogę pożarową nr 3 ciągnącą się na przestrzeni niemal 40 km od Murzynowa do Sowiej Góry, dalej szosami różnej kategorii przez Grotów i Rąpin. W Marzeninie zwrot w kierunku Puszczy Noteckiej i zagłębiam się w las.

Okolice Sowiej Góry, puszczańskie wydmy.
W moich dotychczasowych włóczęgach tamten rejon stanowił białą plamę. Posiadałem o nim zaledwie kilka informacji: o kamieniu trzech dyrektorów, pomniku powstańców i najistotniejsza - trasa jest przejezdna na całej długości. W ostatniej dłuższej czerwcowej wycieczce nadszedł czas na wypełnienie tej luki.
Początkowe kilka kilometrów brukowane kocimi łbami, jazda z szybkością większą niż pieszego możliwa jedynie poboczami. Na wysokości Kwiejc docieram na spory rozjazd z krzyżem i stylizowanym drogowskazem. Krzyż został ustawiony na trasie szczecińskich pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, a drogowskaz upewnia że należy nadal wybrać drogę brukowaną.

Krzyż pielgrzymkowy przy Trakcie Drezdeneckim.

Stylizowany drogowskaz na szlaku szczecińskiej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.

Stylizowany drogowskaz na szlaku szczecińskiej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.
Wkrótce ku mojej niezmiernej radości skończył się bruk a zaczęła droga szutrowa na podbudowie z tłucznia. Jedzie się o niebo lepiej ale trzeba uważać gdyż miejscami jest poprzecznie prążkowana niewielkimi garbami jak tarka. Zjawisko dosyć częste na tego typu drogach.
Na wysokości Nowych Kwiejc napotykam po prawej stronie drogi niemal dwumetrowej wysokości głaz, jest to wspomniany wcześniej kamień trzech dyrektorów. Pomimo tego że Puszcza Notecka w sensie geograficznym i przyrodniczym stanowi całość to administracyjnie jest podzielona pomiędzy regionalne dyrekcje Lasów Państwowych w Szczecinie, Poznaniu i Pile. Akurat w tym miejscu zbiegają się granice tych trzech dyrekcji.

Kamień "trzech dyrektorów" pod Nowymi Kwiejcami.
Kilka kilometrów dalej natrafiam na linię energetyczną, znak że w pobliżu może być jakaś osada. Rzeczywiście otwiera się spora polana za którą wśród drzew majaczą zabudowania. Jest to osada Dębowiec, w pobliżu resztki starego cmentarza ewangelickiego. Jestem więc mniej więcej pośrodku puszczy. Droga staje się coraz ruchliwsza w obu kierunkach przejeżdża kilka samochodów.

Zagubiony w puszczy zapomniany cmentarz ewangelicki w Dębowcu.
Za którymś z kolejnych zakrętów pojawiają się zabudowania leśniczówki Gospódka i znak informujący o miejscu pamięci narodowej. Kojarzę że kiedyś słyszałem o leśniczym Antonim Jarachowskim rozstrzelanym w roku 1944 w pobliżu swojej leśniczówki przez niemieckiego żandarma z Chrzypska pod zarzutem udzielanie pomocy członkom polskiego ruchu oporu na terenie Puszczy Noteckiej. To jest właśnie ta leśniczówka, a obok zabudowań gospodarczych, niemal na wprost okien leśniczówki stoi obelisk ustawiony na miejscu zbrodni.

Pamiątkowy kamień przy leśniczówce Gospódka. Poświęcony pamięci leśniczego Antoniego Jarochowskiego rozstrzelanego obok leśniczówki przez hitlerowską żandarmerię.
Następne miejsce pamięci wpada w oczy przypadkowo, w wyrwie przydrożnej skarpy widnieje płotek z skrzyżowanych sztachet i betonowy krzyż. Jest to mogiła trzech Powstańców Wielkopolskich z 7. kompanii 2. Pułku Strzelców Wielkopolskich: kaprala Józefa Szopki, oraz szeregowców Antoniego Greczki i Franciszka Gałki poległych 5 czerwca 1919 w okolicach leśniczówki Pławiska. Data śmierci nieco dziwna mając na uwadze że walki powstańcze wygasły w lutym 1919 kiedy Niemcy zostali zmuszeni do podpisania w Trewirze rozejmu na froncie wielkopolskim. Należy jednak pamiętać że strona niemiecka dopuszczała się często prowokacji. Ofiarami jednej z takich potyczek byli polegli powstańcy. Sama leśniczówka Pławin leży ok 200 metrów od mogiły powstańców.

Grób i pomnik Powstańców Wielkopolskich poległych obok leśniczówki Pławiska.
W pobliżu Sierakowa na jednej z wydm wznosi się dostrzegalnia pożarowa.. 32 metrowa betonowa konstrukcja na poziomie 25 metrów jest wyposażona w platformę widokową dla turystów. Platforma jest dostępna podczas dyżurowania na wieży. Akurat dziś zastałem panią pełniącą dyżur na ostatniej kondygnacji, zatem platforma była dostępna. Żeby nie żałować zmarnowanej okazji wspiąłem się na balkonik. Widok wspaniały, ale dla nienawykłych do pustki pod nogami widocznej przez ażurową podłogę przyjemność nieco wątpliwa. Pas okolicznych wydm nosi nazwę Francuskich Gór, jest ona związaną z legendą, a może faktem że na piaszczystej drodze przecinającej wzniesienia w roku 1807 utknęła kolumna napoleońskiej artylerii. Francuzów wybawiła z opresji miejscowa ludność przymuszona do wymoszczenia drogi kłodami drewna.

Dostrzegalnia przeciwpożarowa Zdroje koło Sierakowa. Na wysokości 25 m. znajduje się platforma widokowa udostępniana turystom.
Powrót przez Sieraków, początkowo w kierunku Kwilcza, potem nastąpiła korekta aby ostatecznie w Międzychodzie wrócić na prawy brzeg Warty i skrajem Puszczy przez Wiejce do Skwierzyny.

Malowniczy stawek.

Puszcza wita... i żegna.

Puszcza wita... i żegna.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
139.27 km (65.00 km teren), czas: 08:19 h, avg:16.75 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Do Puszczy Drawskiej
Sobota, 12 maja 2018 | dodano: 12.05.2018Kategoria ponad 200 km, pow. strzelecko-drezdenecki, Wielkopolska, Puszcza Drawska, Puszcza Notecka
Do
Puszczy Drawskiej ściągnęła mnie ciekawość ścieżki
historycznej imienia Hansa Paaschego. O
Zaciszu już czytałem kiedyś u kogoś piszącego na Bikestats
dlatego kiedy wracając w ubiegłym tygodniu z Wielenia zobaczyłem
na tablicy informacyjnej w Luboczu wzmiankę o Hansie Paasche
wiedziałem że mam gotowy temat na kolejny wyjazd.
Skoro już zapuszczam się tak daleko korzystam z okazji aby lepiej poznać tamtejsze szlaki. Tak już mam że kiedy przejadę jakąś trasę i porównam z mapą zaczyna mi się to logicznie układać w całość (przynajmniej w dwóch wymiarach) i na przyszłość zostaje w pamięci ogólna orientacja gdzie jestem i jak daleko. W puszczańskich bezludziach czasem się to przydaje.

W okolicach Drawska niemal z każdej osady drogowskazy wskazują lepsze, lub gorsze drogi prowadzące do Pęckowa. Postanowiłem sprawdzić czego oczekiwać po takiej węzłowej wiosce, tym bardziej kiedy natknąłem się na wzmiankę że jest to rodzinna miejscowość Józefa Noji , biegacza i olimpijczyka. Noji w 1940 r został aresztowany za dwukrotne odmówienie podpisania volkslisty i działalność w konspiracji. Po rocznym pobycie na Pawiaku przewieziono go do KL Auschwitz gdzie zginął pod „ścianą śmierci”zastrzelony w roku 1943.
Pęckowo okazało się sporą miejscowością w centralnym położeniu w stosunku do wspomnianych wcześniej miejscowości. Pęckowianie uhonorowali swojego krajana tablicą pamiątkową na frontowej ścianie kościoła, nazwali jego imieniem szkołę i ulicę.
Najbliższa przeprawa przez Noteć znajduje się w niedawno mijanym Drawsku, ja jednak zdecydowałem się na nieco odleglejszą w Wieleniu. Przy okazji pobytu w miasteczku odszukałem ukrytą w lasku na Wzgórzu 3 Maja wieżę Bismarcka . W czasach jej świetności do wieży przylegało schronisko. Do dziś zachowała się tylko mocno uszkodzona wieża i fundamenty schroniska z kawałkiem południowej ściany.

Wieleńska Wieża Bismarcka.
Zanim opuściłem Wieleń zatrzymałem się jeszcze przed kilkoma zabytkowymi budowlami. Były to:





Podział Wielenia na dwie parafie należące do dwu różnych diecezji jest dalekim echem półwiekowego rozbioru miasteczka. Po roku 1919 południowa zasadnicza część Wielenia przypadła Polsce, natomiast północna, zanotecka do Niemiec. Podział na dwie gminy należące dodatkowo do dwóch innych powiatów przetrwał do roku 1977 kiedy to obie części złączono w jedną gminę.
Opuszczam Wieleń kierując się do Przesieków. Gdzieś pomiędzy Przesiekami a Kuźnicą Żelichowską ma się znajdować dobrze oznakowany zjazd do domu Hansa Paaschego. Z tym doskonałym oznakowaniem dojazdu pozwolę się nie zgodzić. Po dłuższym błądzeniu po lesie odpuściłem poszukiwania i postanowiłem czerwonym szlakiem wrócić do drogi 123. Dopiero na skrzyżowaniu z szlakiem żółtym trafiłem na tablicę sugerującą że dojadę nim do jakiejś ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej, więc chyba jestem na dobrym tropie. Kolejna tablica potwierdza przypuszczenia ale nic nie mówi w którą stronę się kierować, a wystarczyłoby postawić jedną, góra dwie strzałki. Po przekroczeniu mostka na Szczuczynie dylemat w prawo czy lewo. Wybrałem lewo co było oczywiście błędnym wyborem. Dopiero po kolejnym zwątpieniu w sens poszukiwań 50 m na prawo od wspomnianego mostka widzę tablice informacyjne i „schody do nieba”. Jest prawie sukces. Odpuściłem sobie tylko szukania miejsca wiecznego spoczynku Paaschego leżącego gdzieś w bujnym buszu za resztkami fundamentu pałacu.
Hans Paasche - syn niemieckiego uczonego i polityka, w swoim krótkim burzliwym życiu był oficerem marynarki, badaczem Afryki, pisarzem i pacyfistą. Pacyfistą został w wyniku przeżyć i przemyśleń nad sensem wojny jakie miały miejsce podczas tłumienia powstania Mai-mai nad rzeką Rufidżi w Tanzanii. W 1912 r wraz z żoną osiadł w majątku Zacisze pod Przesiekami. Zginął w maju 1920 na schodach prowadzących do jego domu zastrzelony przez żołnierzy Reichswehry.
Mury opuszczonego Zacisza zostały rozebrane. Do dziś przetrwały tylko zakryte przez bujną roślinność niesamowite schody prowadzące na szczyt skarpy na której stał pałacyk, resztki fundamentów budynków, stary cmentarzyk, resztki młyna nad Szczuczyną. Jedynie schody zostały niedawno niedawno oczyszczone z zalegających liści i roślin, reszta nadal ukryta w buszu.

Zielonym szlakiem docieram do Przesieków i czas wracać do Skwierzyny. A czeka mnie niemal 80 km.
W drodze powrotnej mijam Dobiegniew więc naturalnie trzeba zajechać pod widoczne z drogi baraki obozu jenieckiego Woldenberg. Muzeum zastałem zamknięte, ale mnie ciekawiło raczej jak tam jest w ogóle. Oprócz baraku muzeum stoi jeszcze kilka innych wykorzystywanych chyba jako mieszkania, natomiast z tyłu za nimi rozciąga się pusty porośnięty krzakami teren byłego obozu.

Ostatni kilkuminutowy postój robię przed sklepem w Ługach z pięknym widokiem na cerkiew. Odtąd już tylko mozolny trud kręcenia kilometrów bez zatrzymywania się w mijanych miejscowościach.
Zdaje się że od mojej ostatniej wizyty w Strzelcach miasteczko wypiękniało, a może to tylko zasługa wiosny, ale tego też już nie sprawdzałem. A w domu zjawiłem się jak to ostatnio zwykle w soboty bywa, już po 22:00.

Cerkiew w Ługach k/ Strzelc Krajeńskich.
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Skoro już zapuszczam się tak daleko korzystam z okazji aby lepiej poznać tamtejsze szlaki. Tak już mam że kiedy przejadę jakąś trasę i porównam z mapą zaczyna mi się to logicznie układać w całość (przynajmniej w dwóch wymiarach) i na przyszłość zostaje w pamięci ogólna orientacja gdzie jestem i jak daleko. W puszczańskich bezludziach czasem się to przydaje.

Kościół w Drawsku.

Drawsko - "Brama Wiary".

Kapliczka w Drawsku.

Drawsko - "Brama Wiary".

Kapliczka w Drawsku.
W okolicach Drawska niemal z każdej osady drogowskazy wskazują lepsze, lub gorsze drogi prowadzące do Pęckowa. Postanowiłem sprawdzić czego oczekiwać po takiej węzłowej wiosce, tym bardziej kiedy natknąłem się na wzmiankę że jest to rodzinna miejscowość Józefa Noji , biegacza i olimpijczyka. Noji w 1940 r został aresztowany za dwukrotne odmówienie podpisania volkslisty i działalność w konspiracji. Po rocznym pobycie na Pawiaku przewieziono go do KL Auschwitz gdzie zginął pod „ścianą śmierci”zastrzelony w roku 1943.
Pęckowo okazało się sporą miejscowością w centralnym położeniu w stosunku do wspomnianych wcześniej miejscowości. Pęckowianie uhonorowali swojego krajana tablicą pamiątkową na frontowej ścianie kościoła, nazwali jego imieniem szkołę i ulicę.
Najbliższa przeprawa przez Noteć znajduje się w niedawno mijanym Drawsku, ja jednak zdecydowałem się na nieco odleglejszą w Wieleniu. Przy okazji pobytu w miasteczku odszukałem ukrytą w lasku na Wzgórzu 3 Maja wieżę Bismarcka . W czasach jej świetności do wieży przylegało schronisko. Do dziś zachowała się tylko mocno uszkodzona wieża i fundamenty schroniska z kawałkiem południowej ściany.

Wieleńska Wieża Bismarcka.
Zanim opuściłem Wieleń zatrzymałem się jeszcze przed kilkoma zabytkowymi budowlami. Były to:
- kompleks budynków Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek. Miejscez bogatą przeszłością. W XVIII wieku Piotr Sapieha zbudował w części Wielenia zwanej Ostrowem dwór. W połowie XIX wieku założenie dworskie nabył Aleksander Beheim von Schwarzbach. W roku 1852 wspólnie z synami utworzył w budynkach dworskich szkołę średnią nazywaną Pedagogium Ostrau. Szkoła odznaczała się wysokim poziomem nauczania oraz świetną bazą dydaktyczną, najbardziej znanym absolwentem był Paul von Hindenburg, pruski feldmarszałek i prezydent Rzeszy w latach 1925-1934. Po I wojnie światowej Pedagogium zlikwidowano. W latach 1922-1930 w budynkach funkcjonowało polskie gimnazjum, zaś w roku 1933 kompleks przejęły zakonnice tworząc w nim działający do dziś Dom Pomocy Społecznej.

DPS w Wieleniu.
- niemal po przeciwnej stronie ronda przy ulicy Czarnkowskiej przy budynku dawnego starostwa. Zamierzone funkcje spełniał jedynie przez 24 lata. Po likwidacji powiatu w 1919 r. pełnił różne funkcje. Dziś mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej.

Wieleń - dawne pruskie starostwo.
- przed budynkiem dawnej poczty cesarskiej z końca XIX wieku i pomnikiem ofiar II wojny światowej.

Wieleń- budynek pruskiej poczty cesarskiej z końca XIX w.

Wieleń- pomnik ofiar II wojny światowej.

Wieleń- pomnik ofiar II wojny światowej.
- przed kościołem parafialnym dla lewobrzeżnej starej części Wielenia i leżącą nieopodal XIX wieczną organistówką.

Wczesnobarokowy kościół parafialny w Wieleniu.

Wieleń - szachulcowa organistówka z połowy XIX wieku.

Wieleń - szachulcowa organistówka z połowy XIX wieku.
- przed kościołem parafialnym dla północnej prawobrzeżnej części Wielenia.

Kościół parafialny w Wieleniu Północnym.
Podział Wielenia na dwie parafie należące do dwu różnych diecezji jest dalekim echem półwiekowego rozbioru miasteczka. Po roku 1919 południowa zasadnicza część Wielenia przypadła Polsce, natomiast północna, zanotecka do Niemiec. Podział na dwie gminy należące dodatkowo do dwóch innych powiatów przetrwał do roku 1977 kiedy to obie części złączono w jedną gminę.
Opuszczam Wieleń kierując się do Przesieków. Gdzieś pomiędzy Przesiekami a Kuźnicą Żelichowską ma się znajdować dobrze oznakowany zjazd do domu Hansa Paaschego. Z tym doskonałym oznakowaniem dojazdu pozwolę się nie zgodzić. Po dłuższym błądzeniu po lesie odpuściłem poszukiwania i postanowiłem czerwonym szlakiem wrócić do drogi 123. Dopiero na skrzyżowaniu z szlakiem żółtym trafiłem na tablicę sugerującą że dojadę nim do jakiejś ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej, więc chyba jestem na dobrym tropie. Kolejna tablica potwierdza przypuszczenia ale nic nie mówi w którą stronę się kierować, a wystarczyłoby postawić jedną, góra dwie strzałki. Po przekroczeniu mostka na Szczuczynie dylemat w prawo czy lewo. Wybrałem lewo co było oczywiście błędnym wyborem. Dopiero po kolejnym zwątpieniu w sens poszukiwań 50 m na prawo od wspomnianego mostka widzę tablice informacyjne i „schody do nieba”. Jest prawie sukces. Odpuściłem sobie tylko szukania miejsca wiecznego spoczynku Paaschego leżącego gdzieś w bujnym buszu za resztkami fundamentu pałacu.
Hans Paasche - syn niemieckiego uczonego i polityka, w swoim krótkim burzliwym życiu był oficerem marynarki, badaczem Afryki, pisarzem i pacyfistą. Pacyfistą został w wyniku przeżyć i przemyśleń nad sensem wojny jakie miały miejsce podczas tłumienia powstania Mai-mai nad rzeką Rufidżi w Tanzanii. W 1912 r wraz z żoną osiadł w majątku Zacisze pod Przesiekami. Zginął w maju 1920 na schodach prowadzących do jego domu zastrzelony przez żołnierzy Reichswehry.
Mury opuszczonego Zacisza zostały rozebrane. Do dziś przetrwały tylko zakryte przez bujną roślinność niesamowite schody prowadzące na szczyt skarpy na której stał pałacyk, resztki fundamentów budynków, stary cmentarzyk, resztki młyna nad Szczuczyną. Jedynie schody zostały niedawno niedawno oczyszczone z zalegających liści i roślin, reszta nadal ukryta w buszu.

Schody do nieba - tyle zostało z domu Hansa Paaschego w Zaciszu.
Zielonym szlakiem docieram do Przesieków i czas wracać do Skwierzyny. A czeka mnie niemal 80 km.
W drodze powrotnej mijam Dobiegniew więc naturalnie trzeba zajechać pod widoczne z drogi baraki obozu jenieckiego Woldenberg. Muzeum zastałem zamknięte, ale mnie ciekawiło raczej jak tam jest w ogóle. Oprócz baraku muzeum stoi jeszcze kilka innych wykorzystywanych chyba jako mieszkania, natomiast z tyłu za nimi rozciąga się pusty porośnięty krzakami teren byłego obozu.

W Dobiegniewie.

Dobiegniew - na terenie obozu jenieckiego Woldenberg.

Muzeum obozu w Woldenbergu.

Dobiegniew - na terenie obozu jenieckiego Woldenberg.

Muzeum obozu w Woldenbergu.
Ostatni kilkuminutowy postój robię przed sklepem w Ługach z pięknym widokiem na cerkiew. Odtąd już tylko mozolny trud kręcenia kilometrów bez zatrzymywania się w mijanych miejscowościach.
Zdaje się że od mojej ostatniej wizyty w Strzelcach miasteczko wypiękniało, a może to tylko zasługa wiosny, ale tego też już nie sprawdzałem. A w domu zjawiłem się jak to ostatnio zwykle w soboty bywa, już po 22:00.

Cerkiew w Ługach k/ Strzelc Krajeńskich.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
201.46 km (35.00 km teren), czas: 11:11 h, avg:18.01 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wieleń i Puszcza Notecka
Sobota, 5 maja 2018 | dodano: 06.05.2018Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska, Puszcza Notecka
W sobotę odbyłem całodniową wycieczkę podczas której założyłem że dotrę przez Puszczę Notecką do Wielenia, zaś powrót miał się odbyć tak jak Bóg przykazał szosami. Pierwszą 40 km część odbyłem drogami pożarowymi przez kompletne odludzia rozciągające się na przestrzeni od Skwierzyny do okolic Drezdenka. Dopiero kolejne 40 km przejechałem lokalnymi szosami przez bardziej zaludnione puszczańskie tereny pomiędzy Drezdenkiem a Wieleniem. Te bardziej zaludnione obszary to kilka pojedynczych wiosek zagubionych w lasach i niewidoczne z drogi odosobniane domostwa. Wyjechałem dosyć późno, ponadto sporo czasu zajęło mi wydostanie się z lasów w pierwszej części puszczańskiej, stąd już od Kwiejc zacząłem się sprężać w nadziei że zdążę jeszcze wrócić do Skwierzyny przed zmrokiem.

Urocze Jezioro Lubowo k/ Grotowa.
Okolice Grotowa, Rąpina i dalej w kierunku Marzenina i Niegosławia są mi znane z wcześniejszych wyjazdów. Natomiast na pytanie zadane w ubiegłym roku na rozwidleniu w Marzeninie dokąd prowadzi droga w prawo otrzymałem od młodocianego tubylca prostą odpowiedź „do lasu”. Takie pytania do tubylców są bardzo pomocne w nawigacji ponieważ dysponuję tylko mało szczegółowymi, zwykłymi mapami samochodowymi. Wtedy nie drążyłem tematu ale przypuszczałem że jednak chodzi o Karwin. Sama nazwa miejscowości jest mi znana chociażby z tej racji że tereny nadleśnictwa Karwin zaczynają się zaledwie kilka kilometrów od skwierzyńskiego mostu na Warcie. Siedziba nadleśnictwa została wprawdzie przeniesiona do Drezdenka ale Karwin pozostał w nazwie.
Tym razem sprawdziłem osobiście co kryje się w rzeczonym „lesie”. Kilka kilometrów jazdy bardziej lub mniej dziurawym asfaltem i wjeżdżam do osiedla otoczonego z wszystkich stron lasem. Oczywiście że jest to Karwin, a droga sama podprowadziła mnie pod wzgórze z kościołem. U stóp wzgórza pomnik upamiętniający akcję oddziału partyzanckiego „Mur” pod dowództwem Edmunda Marona "Marwicza/Mura" na niemieckie nadleśnictwo w Karwinie (wówczas w Hammerheide) przeprowadzoną 14 października 1944 r. podczas której zdobyto kilkanaście sztuk broni z amunicją. Partyzanci z Puszczy Noteckiej dla ochrony miejscowej ludności przed odwetem okupanta większość akcji przeprowadzali przebrani w zdobyczne mundury niemieckie i posługując się wyłącznie językiem niemieckim. W puszczy ukrywało się wówczas sporo dezerterów z armii niemieckiej więc odpowiedzialność przynajmniej za część akcji można było stosunkowo łatwo przypisać dezerterom. Pomnik składa się z pionowej steli kamiennej z tekstem, po bokach której umieszczono dwie wyrzeźbione w drewnie figury przedstawiające partyzantów; klęczącego z bronią i stojącego z lornetką. Na tablicy wyryte są nazwiska partyzantów ponadto oddano na niej hołd „Wszystkim bohaterom działającym na terenie Puszczy Noteckiej w latach 1941-1945”

Pomnik partyzantów z Puszczy Noteckiej w Karwinie.
Na wzgórzu kościelnym stoi przysadzisty szachulcowy XVIII-wieczny kościółek z wieżą. Dzięki zbiegowi okoliczności i uprzejmości pani Małgosi szefowej firmy której zlecono sprzątanie świątyni przed niedzielnym nabożeństwem udało mi się wejść do wnętrza. Niewielkie przytulne wnętrze, zachwyca piękną snycerką, zachowanymi ozdobnymi ławami kolatorskimi, ozdobną amboną, polichromią na drewnianym stropie. Kościółek otrzyma w najbliższym czasie nowe rzeźbione w drewnie stacje Drogi Krzyżowej, leżały już przygotowane na jednej z ław.

Kościółek w Karwinie.

I jego wnętrze.
Przed
opuszczeniem
placu kościelnego zasięgnąłem języka dokąd prowadzi droga która
dotąd asfaltowa w tym miejscu zamienia się w gruntową. Okazuje się
że do Kwiejc. Czyli tam gdzie w następnej kolejności zamierzam
jechać, ponadto za chwilę pani Małgosia jedzie do tamtejszego
kościółka zrobić porządki i jeżeli byłbym zainteresowany
również mogę sobie obejrzeć jego wnętrze.

I jego wnętrze.
Do Kwiejc dotarliśmy prawie równocześnie. W głównej części wsi zachowało się sporo starych domów. Poewangelicki kościół wzniesiono w 1909 r. Nad drzwiami wmurowano belkę z datą budowy. Niedawno został wyremontowany ze wsparciem środków unijnych. Podczas prac remontowych w oparciu o stare fotografie odtworzono w wnętrzu oryginalne barwy.

Kościół w Kwiejcach.

Belka nad drzwiami z wyrytym rokiem budowy.

Wnętrze kościółka w Kwiejcach.

Belka nad drzwiami z wyrytym rokiem budowy.

Wnętrze kościółka w Kwiejcach.
Kolejny krótki przystanek zrobiłem w Piłce. Zaintrygowała mnie tablica kierująca do znajdującego się 200 m za kościołem Parku Grzybowego. Jest to ścieżka przyrodnicza przy której rozmieszczono gigantyczne modele rosnących tutaj grzybów wraz z opisem. Ponadto jest tu kilka ławeczek i altanek i plac zabaw dla dzieci.

Zbliżamy się do Piłki.

Kościół w Piłce.

Park Grzybowy.

Na takie grzybki to tylko do Piłki pod Drawskiem :-).

Na parkowych ścieżkach.

Kościół w Piłce.

Park Grzybowy.

Na takie grzybki to tylko do Piłki pod Drawskiem :-).

Na parkowych ścieżkach.
Już
od Kwiejc wiem że nie mogę sobie pozwalać na dłuższy pobyt przy
miejscowych atrakcjach zatem start w kierunku Wielenia. Po drodze
mijam Miały, miejscowość znana mi z przejazdów z Małopolski do
Gorzowa. Stacja Miały oznaczała że wkrótce należy wysiadać w
Krzyżu, kolejna w Drawskim Młynie że teraz należy już kierować
się do wyjścia. Wieleń jednak nie leży przy linii kolejowej Poznań
– Szczecin. Droga prowadzi przez młode lasy liczące sobie ok 20
lat. Wiele wskazuje że jest to ślad po drugim co do wielkości
pożarze lasów w powojennej Polsce kiedy 10 sierpnia 1992 r w ciągu
kilku godzin spłonęło prawie 6 tys. ha lasu. Reszta Puszczy
została uratowana dzięki gwałtownej burzy która ugasiła pożar.

Stacja Miały.
W końcu docieram do celu, Wieleń kiedyś miasteczko powiatowe , dziś tylko siedziba gminy. Powołanie w roku 1887 nowego powiatu z siedzibą w Wieleniu było potężnym kopem dla rozwoju miejscowości. Większość dzisiejszych budynków użytkowanych przez instytucje użyteczności publicznej pochodzi z tego okresu.
Po traktacie wersalskim południowa część miasta znalazła się w Polsce, część zanotecka przypadła Niemcom. W północnej niemieckiej części znalazł się pałac Sapiehów przy którym zatrzymałem się po raz ostatni podczas dzisiejszej wycieczki.
W XVIII w. właścicielem Wielenia był Piotra Sapiecha, który odziedziczył majątek po matce Ludwice z Opalińskich. Pałac pochodzi z jego czasów, wzniesiony został w 1749 roku. Po śmierci Piotra w 1771 r. majątkiem zarządzała żona Joanna. Po długich procesach o te dobra z rodziną Piotra w 1789 sprzedała majątek dostojnikowi pruskiego dworu Sigismundowi Friedrichowi von Blankensee. Po jego śmierci w 1817 r. Wieleń stał się współwłasnością jego synów, ostatecznie jedynym właścicielem został starszy syn Wilhelm. W roku 1850 Wilhelm zmarł, a majątkiem zarządzała wdowa po nim która zaadoptowała swojego siostrzeńca Adalberta von Schulenburg. W roku 1855 przekazała mu swoje dobra które pozostały w rękach tej rodziny do roku 1945. Pod koniec II wojny światowej pałac został spalony i przez lata popadał w ruinę. Częściowo odbudowany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, obecnie jest własnością prywatną. Do zespołu pałacowego należą również budynek bramny i mauzoleum rodu von Schulenburg.
Wstępu na teren pałacowy bronią zamknięta brama i ujadające za nią psy, natomiast na teren mauzoleum leżącego przy drodze do Krzyża wszedłem przez bramę prowadzącą do wnętrza od strony parku okrążając ogrodzenie. Kaplica zachowała się jeszcze w stosunkowo niezłym stanie, natomiast do krypty grobowej prowadzi wybita w murze dziura. Co kryje się w wnętrzu trudno powiedzieć.

Szkoła w Wieleniu.

Pałac Sapiehów w Wieleniu.

Budynek bramny przy pałacu w Wieleniu.

Mauzoleum rodu von Schulenburg w Wieleniu.

Pałac Sapiehów w Wieleniu.

Budynek bramny przy pałacu w Wieleniu.

Mauzoleum rodu von Schulenburg w Wieleniu.
Od tej chwili powrót odbywał się już z najwyższym pośpiechem szosami przez Krzyż i Drezdenko. Jeszcze tylko króciutki postój techniczny przed stacją w Starych Bielicach, Dziś jest to tylko jeden z przystanków na trasie kolejowej z Krzyża do Gorzowa, ale przez sześćdziesiąt lat była stacją węzłową dla zlikwidowanej w latach dziewięćdziesiątych linii kolejowej Krzyż – Skwierzyna.

Stacja w Starych Bielicach.
Niestety do domu znów wróciłem o 22:00.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
172.23 km (42.00 km teren), czas: 09:17 h, avg:18.55 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Nad Solecko
Piątek, 20 października 2017 | dodano: 20.10.2017Kategoria Puszcza Notecka
Namówiłem dziś kolegę na eskapadę do rezerwatu nad Jeziorem Solecko. Jazda od samego początku szła jakoś niemrawo. Jeszcze zanim dotarliśmy nad Solecko kolega złapał dwa laczki. na usuwanie awarii zużyliśmy cały zapas rezerwowego ogumienia, Na szczęście jeżeli chodzi o ogumienie zła passa już nas opuściła, ale teraz trochę zaszwankowała nawigacja. Jezioro które nam się ukazało było zbyt małe jak na Solecko, trafiliśmy nad małe Jezioro Piersko. Pozostało zrobić zwrot w lewo i w końcu jest południowy skraj Solecka.
Wszystkie te przeciwności które musieliśmy pokonać spowodowały że w chwili kiedy dotarliśmy nad Solecko kończył się dzień. W przedwieczornych szarościach ledwie majaczył przeciwległy brzeg, zachodziła obawa że nie zdążymy przed zmrokiem dotrzeć do Gościmia, tym bardziej że ścieżka nad brzegiem jeziora prowadzi po przedpiersiu transzei pamiętających rok 45 i jest raczej nieprzejezdna. Trzeba było szybko ją porzucić, poszukać lepszej drogi i wracać na skraj lasu.

W rezerwacie przyrody nad jeziorem. Jedna z całego archipelagu wysp.
Jeżeli zaszczepiłem w koledze ciekawość do zwiedzenia tego zakątka to pewnie kiedyś tu wrócimy. A widoki i natura są tu fantastyczne, ostatecznie jest to skraj rezerwatu "Lubiatowskie Uroczyska"
Rower:Kross
Dane wycieczki:
76.12 km (35.00 km teren), czas: 04:11 h, avg:18.20 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Rodzinnie w Puszczy Noteckiej
Niedziela, 15 października 2017 | dodano: 15.10.2017Kategoria Puszcza Notecka
Dałem się namówić, zresztą nie miałem innego wyjścia na rodzinną wycieczkę po Puszczy Noteckiej. Opcjonalnie było brane pod uwagę grzybobranie, ale tylko pod warunkiem że będą to gąski zielonki. Pogoda była cudowna, jedyny uczestnik w osobie żony zachwycony.
Ale tylko do czasu. Pierwsze objawy niezadowolenia miały miejsce jeszcze przed opuszczeniem puszczy. Przyczyna - brak komfortu jazdy, piasek, odległość od domu. Z zarzutami nie polemizowałem, sprawa i tak przyschła do następnej wycieczki.

Nad zbiornikiem ppoż. w Jeziercach.

Lustrzane odbicie.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
41.11 km (27.00 km teren), czas: 03:34 h, avg:11.53 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Nad jezioro Łąkie
Sobota, 14 października 2017 | dodano: 14.10.2017Kategoria Puszcza Notecka
Dziś szansa do wyskoczenia na rower pojawiła się dopiero po piętnastej. Nie miałem ochoty na jakieś rejony bliższe cywilizacji stąd pomysł na obejrzenie jeziora Łąkiego w jesiennej szacie. Dzień w ogóle był jakiś szary a nad jezioro leżące w głębi Puszczy Noteckiej w pobliżu Gościmia mam ok 30 km. Kiedy dotarłem do celu zaczynała się już szarówka więc powrót tradycyjnie po zmroku.

Nad tzw. Starą Wartą - okolice przepompowni Świniary.

W drodze do Nowego Dworu.

Jezioro Łąkie wieczorem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
71.43 km (22.00 km teren), czas: 03:48 h, avg:18.80 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W poszukiwaniu Czerwieńca
Piątek, 29 września 2017 | dodano: 29.09.2017Kategoria Puszcza Notecka
Dziś miałem nieco dłuższe popołudnie, czasu akurat starczyło na tyle żeby poszukać w Puszczy Noteckiej osady Czerwieniec. Że mamy w gminie taką osadę dowiedziałem się z Wikipedii. Wikipedia nie daje jednak odpowiedzi gdzie jej szukać. Nagabywani znajomi w 100% pierwszy raz słyszeli o niej ode mnie. Pewną wskazówką była uwaga że niemiecka nazwa osady brzmiała Rotheheide. Mapa WIG-u z roku 1936 daje odpowiedź że Rotheheide leży w pobliżu Wiejc, obok osady Ociesze. Obydwie osady są wymienione w wydanym w roku 1846 „Opisaniu historyczno-statystycznym Wielkiego Księstwa Poznańskiego” Jana Nepomucena Bobrowicza . Czerwieniec liczył wtedy 2 domy zamieszkałe przez 21 osób, a sąsiednia osada Ociesze była zdecydowanie większa bowiem w 14 domach mieszkało 80 osób. Obie należały do majątku Wiejce.
W dokładniejszym zlokalizowaniu zagubionej w bezkresnych lasach leśniczówki pomogły stare kamienne drogowskazy. Sama leśniczówka z wszystkich stron otoczona jest drzewami uniemożliwiającymi zrobienie sensownego zdjęcia. W poszukiwaniu lepszego kadru wjechałem niemal na podwórko, a w końcu skapitulowałem i opuściłem posesję. Nie chciałem sprawdzać kto dobiegnie wcześniej do furtki, ja, czy pies właściciela. Nawiasem mówiąc budynki dosyć zaniedbane i przez chwilę miałem wrażenie że są opuszczone.
Przy drodze na której się znalazłem po opuszczeniu podwórza leśniczówki kolejny kamienny drogowskaz, napisy słabo czytelne ale rozszyfrowałem że jedna z strzałek kieruje do Ociesza. Dziś prawdopodobnie Ociesza już nie ma, dojazd jak się później okazało jest tam również fatalny. Trudno mówić o dojeździe, to był marsz i pchanie roweru. W miejscu na które stawiałem że mogło być osadą dziś widać jedynie że kiedyś było tam uprawne pole i widoczny ślad szpaleru przydrożnych drzew. Jeszcze chwila jazdy i niespodziewanie dla samego siebie wyjechałem przed DPS-em w Zamyślinie. Chciałem wprawdzie wydostać się z lasu nieco wcześniej w Piłce, no cóż nieco chybiłem. Teraz pozostał jedynie powrót do domu.

Droga do Ociesza.

Gdzieś w Puszczy pod Zamyślinem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
64.37 km (40.00 km teren), czas: 03:34 h, avg:18.05 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Pechlüge czyli Trąbki
Piątek, 25 sierpnia 2017 | dodano: 25.08.2017Kategoria Puszcza Notecka
Ostatni raz byłem w Pechlüge prawie dwa lata temu. Osada nie istnieje od 1945, niemniej ma swoją polską nazwę Trąbki. Dziś jest tam kilkuhektarowe poletko użytkowane przez myśliwych, wiata na siano i stary coraz bardziej rozszabrowywany cmentarzyk. Kiedy byłem tam po raz pierwszy kilkanaście nagrobków leżących na ziemi miało jeszcze jakieś zdobienia, były tablice z nazwiskami, dziś zostało zaledwie kilkanaście prostych nagrobków, bez nazwisk, bez elementów ozdobnych. Niedawno widziałem jeden z zapamiętanych kamieni w Krobielewku na tamtejszym lapidarium, dobre i to że nie trafił gorzej.
O Pechlüge niewiele wiadomo, w internecie można tylko znaleźć informację że w gminie Skwierzyna była kiedyś taka osada, że było tam około 5 zagród z mniej więcej 20 mieszkańcami którzy uprawiali ok 30 ha. ziemi i żyli z pracy w lesie i że było miejscem gdzie przyszedł na świat jeden z tuzów hitlerowskiego gestapo Karl Giering.

Nic więcej nie zostało.
A ten zniknął.
Dziś zdecydowałem się na jazdę w tamten rejon puszczy z braku czasu na dłuższą wycieczkę. Po powrocie okazało się że pewne przedsięwzięcie nie wypaliło i zupełnie spokojnie mogłem zostać w lesie co najmniej dwie godziny dłużej.
W drodze powrotnej skorzystałem z wskazówki na poniemieckim kamiennym drogowskazie. Kierunek okazał się doskonały, ale droga niekoniecznie. Ale 100 lat temu ludzie urządzający tamte drogi nie mogli przewidzieć że w następnym wieku będą je rozjeżdżać wielotonowe ciężarówki z drewnem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
51.41 km (35.00 km teren), czas: 02:50 h, avg:18.14 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

