- Kategorie:
- gm. Bledzew.68
- gm. Brójce.3
- gm. Deszczno.17
- gm. Miedzyrzecz.65
- gm. Przytoczna.43
- gm. Pszczew.36
- gm. Santok.36
- gm. Skwierzyna.32
- Gorzów.27
- kierunek Kostrzyn.9
- Lubniewice.21
- Łagów.10
- MRU.56
- Nowa Ameryka.1
- Okolica.1
- okolice Trzciela.18
- ponad 100 km.196
- ponad 200 km.7
- pow. gorzowski.20
- pow. międzychodzki.52
- pow. nowotomyski.4
- pow. słubicki.5
- pow. strzelecko-drezdenecki.32
- pow. sulęciński.67
- pow. świebodziński.28
- Poznań.4
- Puszcza Drawska.8
- Puszcza Gorzowska.8
- Puszcza Notecka.76
- Puszcza Rzepińska.5
- Rodzinne strony.7
- Stare nekropolie i mauzolea.13
- Szamotuły.1
- Wielkopolska.43
- Zachodniopomorskie.10
- Zbąszynek.2
Wpisy archiwalne w kategorii
Puszcza Notecka
| Dystans całkowity: | 6489.77 km (w terenie 2358.00 km; 36.33%) |
| Czas w ruchu: | 325:37 |
| Średnia prędkość: | 16.38 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 40.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 556 m |
| Suma kalorii: | 6873 kcal |
| Liczba aktywności: | 76 |
| Średnio na aktywność: | 85.39 km i 5h 42m |
| Więcej statystyk | |
W Puszczę Notecką
Poniedziałek, 11 listopada 2019 | dodano: 11.11.2019Kategoria Puszcza Notecka
Dziś nie miałem ochoty wałęsać się po drogach, pozostała zatem Puszcza Notecka, a w niej dziesiątki kilometrów leśnych dróg pożarowych gdzie godzinami można nie natknąć się na drugiego człowieka. Do Zamyślina jechałem wprawdzie szosą ale o znaczeniu lokalnym, nawet nie pamiętam czy mijałem się z jakimś samochodem. W las wjeżdżam w Zamyślinie, docieram do Piłki. Leśny drogowskaz informuje że wkrótce minę Żmijowiec. W ten sposób zaspokoiłem ciekawość dotyczącą tej leśniczówki. Na chwilę musiałem pokazać się na szosie do Drezdenka aby wjechać w kolejne drogi pożarowe.
Po wspinaczce na potężną wydmę z żółtym pieszym szlakiem mam podstawy aby przypuszczać że prawdopodobnie przejechałem jakieś 20 m poniżej szczytu Wielkiej Sowy, najwyższej wydmy w Puszczy Noteckiej. W pobliżu Lubiatowa mijam Jezioro Solczyk i ponownie zagłębiam się w Puszczę aby wyszukać drogę pożarową nr 3 będącą kręgosłupem mojej dalszej trasy. Jeszcze tylko zajrzałem do Jezierc, aby wyjechać w Murzynowie i powrót do domu.
W Jeziercach nad małym zarastającym jeziorkiem trwają jakieś prace finansowane przez nadleśnictwo Karwin a mające na celu renowację tegoż zbiornika. Pewnie skończy się na jakiejś większej sadzawce.







Rower:Kross
Dane wycieczki:
80.49 km (42.00 km teren), czas: 04:56 h, avg:16.32 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Mężyk. Wieleń
Sobota, 19 października 2019 | dodano: 19.10.2019Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka, Wielkopolska
Na wycieczkę wybrał się ze mną kolega Januszek. Wycieczka z założenia miała być długa, ciężka i ciekawa. Długa była, ciężka również, dość wspomnieć o przejeździe leśnymi drogami w poprzek Puszczy Noteckiej od Kaplina do Piłki. Część turystyczna zawierała trzy punkty: Park Grzybowy w Piłce; Rów Syzyfa w Mężyku i drewniany kościółek w Herburtowie.
Sprawdzenie trasy na Mapy Google wykazało że optymalną pod względem odległości będzie trasa częściowo przemierzona w ubiegłym tygodniu a więc Radusz a później zupełnie mi nieznane leśne drogi prowadzące do Piłki i dalej drogi poznane podczas wcześniejszych eskapad w tamte okolice. Powrót przez Wieleń, Krzyż i Drezdenko, chodziło o to aby nie wracać tym samym szlakiem i o kościółek w Herburtowie.
W raduskim lesie natknęliśmy się na sosnę o której wspominał w ubiegłym tygodniu kolega z Drezdenka, sosna o tyle jest ciekawa że posiada pień skręcony jak nie przymierzając świński ogon. Spirala ma co prawda tylko jeden zwój ale trudno od natury wymagać aby dalej udziwniała ten egzemplarz drzewa. Potem kilkanaście kilometrów leśnej głuszy po różnej jakości drogach, po drodze mijamy zagubioną w lasach osadę Dębowiec znaną mi z wcześniejszej wycieczki Traktem Drezdeneckim do Sierakowa. Dębowiec oznacza że wkrótce powinna pojawić się osada Nowe Kwiejce i szosa.
Przejeżdżając przez Piłkę nie można ominąć Parku Grzybowego. Powodujemy się potrzebą chwili wytchnienia, a Januszek dodatkowo ciekawością ponieważ nigdy tu nie był.
Teraz przyszła kolej na odwiedzenie Mężyka z Rowem Syzyfa. Imponujący rów o długości 170 metrów, 10 metrów szerokości i 5 metrów głębokości został w całości wykopany siłą mięśni jednego starszego człowieka. Paweł Jechalik bo o nim mowa w chwili rozpoczęcia pracy miał 72 lata. Chcąc odprowadzić nadmiar wody z swoich łąk nad jeziorem Zdręczno i dysponując jedynie łopatami i kolebą przerzucił niemal 4 tys. metrów sześciennych piasku i ziemi kopiąc rów melioracyjny do sąsiedniego jeziora Górnego.
Obydwa te miejsca miałem już przyjemność odwiedzić ale w odwrotnej kolejności.
Z Mężyka leśną drogą docieramy do Wielenia, przeprawiamy się przez Noteć. Januszka fascynują magnackie rezydencje, niestety pałac Sapiechów jest własnością prywatną, bramy na teren pałacowy zamknięte na cztery spusty i podobno jest on monitorowany przez groźne psy. Jedyne co można byłoby zobaczyć z bliska to cmentarzyk i ruiny kaplicy grobowej rodów von Blankensee i von Schulenberg. Można byłoby ale wymagałoby przedzierania się przez krzaki wzdłuż muru cmentarnego, a czas zaczynał pilić.
Herburtowo okazało się leżeć tuż za Wieleniem. Drewniany kościółek w Herburtowie powstał w ostatnim ćwierćwieczu XVIII w. Budowla jest o tyle ciekawa że jej ściany od wewnątrz są konstrukcji zrębowej, a z zewnątrz słupowo-ramowej bez wypełniania. Kościółek pokryty dachem gontowym bez wieży. Panie porządkujące kościół przed jutrzejszym nabożeństwem pozwoliły obejrzeć wnętrze. Tablica na przykościelnej figurze maryjnej upamiętnia ukraiński mord w Łozowej pod Tarnopolem (1944). Tablica została posadowiona w 2014 przez potomków Łozowian.
Po Herburtowie pozostał nam tylko powrót. Przerwy miały miejsce tylko w sytuacjach nadzwyczajnych a i tak ostatnie dwadzieścia kilometrów pokonaliśmy po zmroku.

Pokręcona sosna. Wybryk natury?



Park Grzybów w Piłce.


Obydwie części rowu i wózek Syzyfa z Puszczy Noteckiej.

Wieleń - cmentarz rodowy z kaplicą-mauzoleum rodzin von Blankensee i von Schulenberg.

Zabytkowy XVIII-wieczny drewniany kościółek w Herburtowie.

Kosin - spóźnione dożynki?

Ciężki koń pociągowy.



Park Grzybów w Piłce.


Obydwie części rowu i wózek Syzyfa z Puszczy Noteckiej.

Wieleń - cmentarz rodowy z kaplicą-mauzoleum rodzin von Blankensee i von Schulenberg.

Zabytkowy XVIII-wieczny drewniany kościółek w Herburtowie.

Kosin - spóźnione dożynki?

Ciężki koń pociągowy.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
165.14 km (30.00 km teren), czas: 10:14 h, avg:16.14 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Radusz i ruiny kopalni "Wanda"
Niedziela, 13 października 2019 | dodano: 13.10.2019Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka
Wyprawa z "Jednośladem" Drezdenko do Radusza i kopalni "Wanda".
Żeby dołączyć do cyklistów z Drezdenka należało dotrzeć na umówioną godzinę do Sowiej Góry więc niekoniecznie najkrótszą ale za to poprowadzoną w całości przez tereny leśne drogą pożarową nr 3 machnąłem 20 km. W Sowiej Górze miałem ich już w nogach 40.
Jeżeli chodzi o historię Radusza nie będę wyważał otwartych drzwi skoro w sieci można zaleźć chociażby to . Po Raduszu zostały tylko ślady domostw, kościoła i cmentarze. Współczesne tablice informacyjne zostały ustawione podczas wytyczania szlaku.
W trakcie jazdy padł pomysł odwiedzenia miejsca gdzie nad jeziorem Bralin funkcjonowała głębinowa kopalnia i brykieciarnia węgla brunatnego "Wanda" . Tu również ograniczę się do relacji z mojej dawnej wycieczki w okolice Sierakowa podczas której odwiedziłem miedzy innymi ruiny kopalni. Do ruin prowadzi czerwony szlak skomunikowany z niebieskim którym poruszaliśmy się do tej pory ale ostatecznie przegapiliśmy rozjazd i niespodziewanie znaleźliśmy się na szosie Międzychód-Sieraków. Stanowiło to nawet swojego rodzaju ułatwienie pozwalając na jazdę do Zatomia asfaltem. Przy ruinach kopalni pożegnaliśmy się z "Jednośladowcami" i rozpoczęliśmy powrót do swoich domów. Mówię w liczbie mnogiej ponieważ żegnających się z drezdeńczykami było więcej.
Pogodna była wymarzona na wycieczki, towarzystwo sympatyczne, więc wyprawa również była bardzo udana.

Radusz - tu była poczta i karczma.

Radusz - św. Hubert.

Zatom Nowy - tu była kopalnia węgla brunatnego "Wanda".

Ruiny brykieciarni przy kopalni "Wanda".
Rower:Kross
Dane wycieczki:
107.37 km (53.00 km teren), czas: 06:43 h, avg:15.99 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Do Wronek
Sobota, 7 września 2019 | dodano: 07.09.2019Kategoria ponad 100 km, Wielkopolska, Puszcza Notecka
Wyjazd bez sprawdzenia prognoz jest nieco ryzykowny. Tak było z dzisiejszym wyjazdem w okolice Wronek. Prognozami na resztę dnia zainteresowałem się dopiero w okolicy Chojny kiedy poczułem na nosie pierwsze krople deszczu. Prognoza przewidywała co najmniej trzygodzinne opady i potem jeszcze dokładkę. Trzeba było się zastanowić co dalej, tym bardziej że dziś wybrałem się z kolegą który kurtkę przeciwdeszczową zostawił przy innym rowerze. Wybór był niewielki, sprawdziłem rozkład jazdy PKP, okazało się że kilka minut po trzynastej z Wronek będzie pociąg do Kostrzyna przez Gorzów, krótka decyzja wracamy koleją. Czasu zostało tylko tyle że zdążyliśmy do Wronek na kilkanaście minut przed odjazdem.
Lubuskie przywitało nas pochmurnym niebem, ale suchymi drogami. Wysiadamy w Santoku, pozostałe dwadzieścia parę kilometrów zostawiając sobie na własne koła. Niestety wielkopolska pogoda dogoniła nas w połowie drogi z Santoka, ale już w granicach rodzinnej gminy.
Reasumując wypad skończył się lekkim niedosytem turystycznym, z drugiej strony nasunął mi kilka pomysłów na spenetrowanie tamtejszej części Puszczy Noteckiej.

Południowe podnóże Wrzosowych Wydm koło Chojna. Wrzosowiska ciągną się powyżej na wierzchołkach wydm. Temat na wycieczkę w przyszłości, podobno da się przejechać rowerem.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
104.03 km (2.00 km teren), czas: 06:21 h, avg:16.38 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Stobnica
Sobota, 31 sierpnia 2019 | dodano: 31.08.2019Kategoria ponad 200 km, Wielkopolska, Puszcza Notecka
Niedawno czytałem o kontrowersyjnej budowli w Stobnicy wznoszonej rzekomo w sercu Puszczy Noteckiej nad jeziorem, a w zasadzie na sztucznie usypanej wyspie. Przy okazji miały być wycięte całe hektary lasu. Sprawa na tyle mnie zainteresowała że sprawdziłem na mapach Google gdzie i jak daleko leży owa Stobnica. Otóż Jezioro Stobnica leży gdzieś w okolicach Choszczna zatem daleko od Puszczy Noteckiej, więc to nie to. Natomiast Stobnica z wspomnianym zamkiem leży na brzegu Warty niedaleko Obrzycka, nieco ponad osiemdziesiąt kilometrów od Skwierzyny. Takie odległości jeszcze leżą w zasięgu moich możliwości więc przy najbliższej okazji postanowiłem zobaczyć ten zameczek. To była jedna z nielicznych sobót w sierpniu które pozostały całkowicie do mojej dyspozycji zatem jadę. Droga do Ostroroga jest mi znana, nieznane zostaje kilka kilometrów do Obrzycka i kolejnych kilka po przeciwległym brzegu Warty do Stobnicy.
Abstrahując od tego czy przy budowie przestrzega się literalnie wszystkich przepisów prawa pozostałe rewelacje dziennikarzy wydają się być sztucznie rozdmuchane. Stobnica leży nie w sercu Puszczy a na jej obrzeżu, teren jest całkowicie prywatny i należy do inwestora, jezioro z sztuczną wyspą okazuje się dawnym stawem młyńskim znacznie powiększonym przy okazji budowy wspomnianej wyspy, wycięte hektary lasu to prawdopodobnie tylko kilkadziesiąt arów za ogrodzeniem pod kawałek drogi dojazdowej i zaplecze budowy. Budowla jest widoczna zza drzew zaledwie z dwóch miejsc czyli od strony bramy wjazdowej na teren budowy i jednego miejsca po przeciwnej stronie jeziorka, dokładnie tyle ile widać na zdjęciach.


Kontrowersyjna budowa. Tylko tyle można zobaczyć zza płota.
W drodze powrotnej przeskoczyłem na przeciwległy skraj Puszczy. Wielkopolska część Puszczy Noteckiej jest zdecydowanie bardziej zamieszkała od lubuskiej. Zanim dotarłem do Lubasza mijam kilka dużych wiosek, nazwa jednej z nich wydawała mi się znajoma. Tak to ten sam Klempicz w którym miała powstać druga z polskich elektrowni atomowych. Za Lubaszem docieram do terenów które już kiedyś odwiedzałem. Również w Lubaszu ostatecznie porzuciłem pomysł odwiedzenia Czarnkowa i to była słuszna decyzja, ponieważ od tej chwili zrobiłem tylko jedną przerwę w Drawskim Młynie na zakup napojów a pomimo tego do domu dotarłem wraz z pierwszą gwiazdką.

Dożynkowe dekoracje, gdzieś w okolicach Koźmina.


Dożynkowe dekoracje z końskim motywem gdzieś w rejonie Gulcza.

Kościółek w Piotrowie.

Pomnik w lesie poświęcony pamięci zmarłego w 1925 r. leśniczego Kurzawskiego.

Pomnik spadochroniarzy w leśnictwo Annogóra. Jest to pomnik polskich i radzieckich spadochroniarzy, którzy działali w obrębie Puszczy Noteckiej w okresie jesieni i zimy 1944 r. Na tablicy uczczono również rodzinę która została zamordowana za pomoc udzieloną spadochroniarzom .

Rosko- pomnik powstańców wielkopolskich.

Rosko - kościół parafialny.

I jego wnętrze.

Drawski Młyn. Pomnik poświęcony pamięci olimpijczyka Józefa Noji pochodzącego z sąsiedniego Pęckowa.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
219.14 km (19.00 km teren), czas: 12:39 h, avg:17.32 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W Puszczę pod Jezierce
Wtorek, 13 sierpnia 2019 | dodano: 13.08.2019Kategoria Puszcza Notecka
Spontaniczny wypad do Puszczy Noteckiej. Wyjechałem późnym popołudniem dlatego nie rozpędzałem się zanadto z dystansem. ot do Jezierc i z powrotem.

W Jeziercach.

Cała gama możliwości.

I znów nowe możliwości.

Na leśnym skrzyżowaniu.

W stronę zachodzącego słońca.

Cała gama możliwości.

I znów nowe możliwości.

Na leśnym skrzyżowaniu.

W stronę zachodzącego słońca.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
40.81 km (15.00 km teren), czas: 02:21 h, avg:17.37 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Puszcza Notecka, Smolarnia i Gorzów
Piątek, 26 kwietnia 2019 | dodano: 27.04.2019Kategoria gm. Santok, Gorzów, Puszcza Notecka
W ubiegłym tygodniu podczas wyjazdu do Puszczy zabrakło mi czasu na odwiedzenie miejsca znanego mi jako Keilchensee. W międzyczasie zrobiłem rozeznanie czy miejsce to nosi jakąś współczesną nazwę i okazuje się że nawet w czasach niemieckich zmieniało ją kilkakrotnie. Przed rokiem 1939 leśniczówka nosiła nazwę Keilchensee, po roku 1939 zmieniła nazwę na Teerofen, natomiast po roku 1945 leśniczówka przestała istnieć a posesja i gruzowisko nosi nazwę Smolarnia.
Leśniczówkę zamieszkiwało w różnych latach od 6 do 9 osób, przy czym wyższa liczba odnosi się do połowy XIX w. Przy okazji natrafiłem na informacje dotyczące mijanych w ubiegłym tygodniu osad Jabłonka i Makadel – otóż w połowie XIX w. Jabłonka liczyła 6 zagród z 44 mieszkańcami zaś folwark Makadel 3 zagrody z 45 mieszkańcami, obydwie osady należały do majątku Nowy Dwór.
Wracając do Smolarni, od czasu mojego ostatniego pobytu podrosły tu drzewa zasłaniające kiedyś bardziej odkryty teren. Widoczna jest jeszcze spora łąka w niecce dawnego bagienka. Gruzowisko po leśniczówce porastają kępy bzów i reliktowe kępki jakichś krzewów ozdobnych którym udało się przetrwać do tej pory bez opieki ręki ludzkiej. Obok resztek fundamentów rośnie jeden kasztanowiec i dwa niezidentyfikowane drzewa wyraźnie docinające się od naturalnego w puszczy drzewostanu. Bardziej malowniczo będzie zapewne za kilka dni kiedy rozkwitną bzy.
Aby tu dotrzeć musiałem pokonać drogę do Jezierc która jeszcze w ubiegłym tygodniu była przejezdna dla rowerów w całości, a dziś już wymagała sporo wysiłku i na niektórych odcinkach schodzenia z siodełka . Zatem koniec z jazdą po Puszczy na skróty, pozostają tylko utwardzone drogi pożarowe.
Ciekawość Smolarni zaspokoiłem i ruszam w kierunku Gorzowa. Ulepszona droga pożarowa prowadzi obok Jezierc i wyprowadza na skrzyżowanie-rozjazd dróg przed Polichnem. Gorzów i powrót do domu starymi zjeżdżonymi wielokrotnie szlakami przez Santok, Czechów i szlakiem prowadzącym przez Borek.
W Czechowie wypatrzyłem jeszcze jeden doskonale zachowany schron. Ukryty obok przejazdu kolejowego poniżej nasypów linii kolejowej i drogi, z tej ostatniej jest niemal niewidoczny. Zapewne z powodu newralgicznego położenia z obawy przed zablokowaniem linii kolejowej nigdy nie był potraktowany materiałami wybuchowymi. Po raz pierwszy zobaczyłem na Lini Noteci nienaruszoną płytę pancerną osłony strzelnicy. Dostępu do wnętrza bronią zamknięte na zamek dosyć prowizoryczne współczesne blaszane drzwi. Prawdopodobnie jest to ten schron którym opiekuje się jakaś grupka zapaleńców-miłośników o której kiedyś gdzieś czytałem.
Bardziej interesuje mnie inny z miejscowych schronów który znajduje się gdzieś na stoku wysoczyzny po przeciwnej stronie drogi przy wylocie do Gorzowa. Teren od strony drogi wygląda niezbyt zachęcająco. Zachowawczo spróbowałem od drugiej strony wzgórza. Okazało się że z drugiej strony znajduje się wąwóz a teren od strony grzbietu jest na całej długości zabudowany i nie ma dostępu do szczytu wysoczyzny. Może jeszcze kiedyś zdecyduję się na forsowanie dżungli na domniemanym przedpolu schronu od dołu. Dziś porażkę złagodziły widoczne z grzbietu wzgórza wspaniałe widoki na dolinę Warty. Na tym skończyłem turystyczną część wycieczki, reszta to tylko przemieszczanie się do miejsca stałej dyslokacji.
Kilka zdjęć z Smolarni:








Leśniczówka w Jeziercach od zaplecza:
I schron z Czechowa:


Nienaruszona płyta pancerna osłony strzelnicy.

Wejście do schronu, Zamknięte prowizorycznie, oryginalne drzwi jednak nie ocalały :)
Rower:Kross
Dane wycieczki:
81.61 km (29.00 km teren), czas: 05:30 h, avg:14.84 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Świątecznie, rodzinnie i indywidualnie
Niedziela, 21 kwietnia 2019 | dodano: 22.04.2019Kategoria gm. Skwierzyna, Puszcza Notecka
W moim przypadku rodzinnie i gościnnie ma być dopiero w drugi dzień świąt więc dziś świętuję na pół gwizdka. Na początek mała przejażdżka z małżonką przez Stary Dworek, Zemsko z ominięciem Popowa, a później indywidualnie wyskoczyłem do Puszczy Noteckiej. Pomysł na jazdę po Puszczy zakładał przejazd koło kamienia "Alexander-Stein", odwiedzenie Jezierc i miejsca które na niemieckich mapach nosi nazwę "Keilichensee" z dopiskiem "Teerofen" (nazwy współczesnej nie znam) i powrót do Nowego Dworu obok nieistniejących osad Jabłonka i Mazadel.
W zasadzie wszystko się udało.
Kamień odnaleziony bez komplikacji. Głaz pomału zarasta mchem i jakimiś porostami, napis staje się coraz mniej czytelny. Nadal nie mam pojęcia kim był uhonorowany nim człowiek. Spod kamyka do Jezierc jest około 2,5 km leśną, nieutwardzoną ale zupełnie przyzwoitą trawiastą drogą. W samych Jeziercach pokręciłem się po głównej uliczce "osady", zajrzałem na cmentarzyk i asekuracyjnie zrezygnowałem z dalszej jazdy do Keilichensee.
Wspomniane Keilichensee było leśniczówką związaną z majątkiem w Świniarach. Do dziś zachowały się tam ślady po zabudowaniach i kępy bzów, ale miejsce jest urokliwe i z przyjemnością je odwiedzam. Znajomy który jako dziecko wychowywał się gdzieś w okolicy Lipek wspominał że jako dziecko bywał tam z ojcem na początku lat pięćdziesiątych i wtedy sterczały tam resztki jakichś urządzeń co do których dorośli twierdzili że służyły do produkcji paliwa rakietowego. Może rzeczywiście były tam jakieś proste instalacje ale do suchej destylacji drewna.
Dalsza jazda zgodnie z założoną marszrutą. Z puszczy wyjechałem w Nowym Dworze. Pozostało jedynie wrócić do domu. Dla uniknięcia bruku, odcinek do Świniar pokonałem zielonym szlakiem rowerowym obok ruin pałacu i dawnego parku. Przy ruinach pałacu zazwyczaj ujadał na mnie pies uwiązany przy bramie gospodarstwa rozlokowanego w zabudowaniach dawnego folwarku. Dziś mnie zlekceważył, leżał zwrócony do mnie tylną częścią ciała po czym wstał i w milczeniu udał się do budy. Chory, czy co?
Końcówka szlaku okazała się niemal nieprzejezdna, kalkulacja chybiona. Pewnie więcej przyjemności byłoby z jazdy po tamtejszym bruku.

Wiosna przyszła.

Alexander-Stein coraz mniej czytelny.

Ostatni dom w Jeziercach.

Cmentarzyk w Jeziercach.

Leżące nagrobki z Jezierc.

Obalony kamień z grobu leśniczego Hermana Ewalda.

I jeszcze jedna ocalała stela z cmentarza w Jeziercach.

Kościółek w Nowym Dworze.

Ruina pałacu w Nowym Dworze.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
73.01 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Wronki
Sobota, 6 kwietnia 2019 | dodano: 06.04.2019Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka, Wielkopolska
Na sobotę zaplanowałem długodystansową wycieczkę, nie wykluczałem że uda się przekroczyć 200 km. Wronki i Szamotuły należą do jednych z najbardziej odległych punktów które udało mi się osiągnąć i powrócić w ciągu jednego dnia. Jadąc do Wronek zakładałem że być może dotrę do Czarnkowa, a może nawet aż do Trzcianki. W Wronkach okazało się jednak że trochę źle oceniłem możliwości, dochodziła piętnasta a do Czarnkowa zostało jeszcze 30 km. Połowę tej trasy stanowiła wprawdzie droga do Krucza, skąd zamierzałem przez Mężyk dotrzeć do Miałów. Na tym odcinku przez Puszczę Notecką jeszcze nigdy nie jechałem. Niemniej te pozostałe 15 km należało pomnożyć przez dwa i zostawić sobie jakąś godzinę na objechanie miasta co dałoby jakieś dodatkowe dwie- trzy godziny. W domu byłbym ok. północy, skończyło się zatem na Kruteczku.
Do Wronek jadę trasą przez Kamionną, Prusim, Kurnatowice, Chrzypsko Wielkie, Wróblewo. Przy zjeździe do Prusimia powstaje rekonstrukcja wiatraka przyozdobiona olbrzymią flagą Powstania Wielkopolskiego. Drewno złożone obok budowy wygląda na pozyskane z innego rozebranego starego wiatraka.
Następną krótką przerwę urządziłem sobie w Łężcach za sprawą otwartej bramy pozwalającej podjechać w pobliże pałacu. Do tej pory udawało się go zobaczyć przez szpary w bramie. Bezpośredniego dostępu do rezydencji broniły dwa brytany przywiązane do bud przed podjazdem. Nie imponowały one masą mięśniową, ale były dosyć hałaśliwe. Spełniły swoją rolę stróżów, a ja wycofałem się z powrotem za bramę.
Kolejne mijane zabytki to dwory w Chrzypsku, dziś placówka handlowa GS-u i Śródce, obecnie hotel. Podobny pałacyk jak w Śródce można zobaczyć przez szpary w parkanie w pobliskim Wróblewie. Po przeciwnej stronie drogi w Wróblewie stoi figura św. Jana Nepomucena z 1785 r. Podobno jest to najstarsza figura przydrożna na terenie powiatu szamotulskiego.
W Wronkach z braku czasu ograniczyłem się tylko do przejazdu przez rynek, następnie obok muzeum i klasztoru na kładkę nad Wartą. W związku z rynkiem wspomnieć trzeba o osiołku Psikusie. Psikus wsławił się tym że 20 kwietnia 1941 r zakłócił swoim rykiem uroczystość zorganizowaną na wroniecki rynku przez hitlerowców dla uczczenia urodzin swojego wodza. Osiołek, woźnica i przypadkowi przechodnie Polacy otrzymali natychmiast baty od niemieckich żandarmów, została im jednak satysfakcja z ośmieszenia uroczystości
Z Wronek ruszyłem w kierunku Krucza. Ponieważ pamiętałem że mam przejechać przez Hamrzysko skręciłem w puszczę zaraz za pierwszym drogowskazem kierującym do tej miejscowości. Początkowy bruk przyjąłem za dopust boży nie podejrzewając że dalej będzie o wiele gorzej. W Hamrzysku również wybrałem gorszą opcję, zmylił mnie drogowskaz kierujący do Roska o którym pamiętałem że leży na północnym obrzeżu Puszczy. Brnąłem przez piachy licząc na jakąś lepszą drogę, dopiero na kilkaset metrów przed szosą do Białej wyjąłem mapę i widząc że tą samą drogę mogłem pokonać asfaltem pogratulowałem sobie w duchu właściwego planowania trasy.
Niedawno tony1974 wspominał na swoim blogu o Rowie Syzyfa w Mężyku. Uważam zatem żeby nie przegapić tej budowli. W naturze wygląda trochę inaczej niż sobie wyobrażałem. Imponujący rów o długości 170 metrów, 10 metrów szerokości i 5 metrów głębokości został w całości wykopany siłą mięśni jednego starszego człowieka. Paweł Jechalik bo o nim mowa w chwili rozpoczęcia pracy miał 72 lata. Chcąc odprowadzić nadmiar wody z swoich łąk nad jeziorem Zdręczno i dysponując jedynie łopatami i kolebą przerzucił niemal 4 tys. metrów sześciennych piasku i ziemi kopiąc rów melioracyjny do sąsiedniego jeziora Górnego. Praca ta swoją skalą trochę przypomina pracę Jana Stacha z Znamirowic nad Jeziorem Rożnowskim, który jednoosobowo, siłą własnych rąk bez użycia sprzętu ciężkiego zbudował kamienny most wysoki na 13 m, kilkumetrowej szerokości i 20 metrów długości.
Miały, Piłkę i Kwiejce znam z poprzednich wycieczek. W Piłce zbaczam na chwilę do Parku Grzybów. Jest to leśna ścieżka dydaktyczna przy której rozmieszczono powiększone modele grzybów i modele leśnych zwierząt. Po opuszczeniu parku czas zaczyna pilić, chciałbym przed zmrokiem wydostać się na drogę Drezdenko-Skwierzyna.
W Kwiejcach już skracam drogę jadąc leśnym traktem do Karwina. Jeszcze jeden krótki postój w Karwinie i dobrze znanymi już drogami przez Marzenin i Rąpin docieram do Gościmia. Teraz pozostało spokojnie pokonać ostatnie 35 km. Zmrok dopadł mnie w Murzynowie, to jest praktycznie już w domu.

Wiatrak z Prusimia

Pałac w Łężcach.

Pałac w Śródce.

Nepomuk z Wróblewa.

Pielgrzym z Biezdrowa.

Sanktuarium w Biezdrowie.

Wronki - osiołek Psikus.

Klasztor franciszkanów w Wronkach.

Panorama Wronek z kładki nad Wartą.

Kamień Syzyfa w Mężyku.

Wózek Syzyfa i jedna część jego pracy.

I druga część jego dzieła. Wykonana rękoma jednego i to już niemłodego człowieka.

Nad Miałą w Miałach.

Park grzybów w Piłce.

Czubajka kania z Piłki.

I okazały borowik.

Pomnik partyzantów w Karwiniu.

Najbardziej okazały dom w Karwinie. Myślę że to dawna siedziba nadleśnictwa i miejsce akcji partyzantów z poprzedniej fotografii.

Nad Miałą w Miałach.

Park grzybów w Piłce.

Czubajka kania z Piłki.

I okazały borowik.

Pomnik partyzantów w Karwiniu.

Najbardziej okazały dom w Karwinie. Myślę że to dawna siedziba nadleśnictwa i miejsce akcji partyzantów z poprzedniej fotografii.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
185.19 km (11.00 km teren), czas: 11:21 h, avg:16.32 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Włóczęga po czterech powiatach (dwóch województwach)
Sobota, 23 marca 2019 | dodano: 23.03.2019Kategoria ponad 100 km, Puszcza Notecka
Nie tak to miało być. Miała być pełnowartościowa wycieczka w okolice Drezdenka i Krzyża, ale człowiek strzela a Pan Bóg kule nosi. Zatrzymałem się w Jastrzębniku aby zobaczyć o co chodzi z obeliskiem który pojawił się na placyku pośrodku wsi, wtedy podjął interwencję kundel stojący w otwartej bramie po przeciwnej strony ulicy. Kundel wahający się czy przebiec drogę, czy pozostać na miejscu zwrócił uwagę przejeżdżających drogą teściów mojego syna, a przy okazji kundla padło również na mnie. Teściowie mają domek pod Gościmiem w którym spędzają weekendy. Skoro już wpadłem w ich ręce nie było możliwości wyłgać się od zaproszenia na kawę i wycieczkę musiałem zamienić na coś co pozwoliłoby wrócić do domu ok. osiemnastej. Pomyślałem o Sowiej Górze i Międzychodzie, czyli okrążenie sporej części Puszczy Noteckiej.
Przed Międzychodem zainteresował mnie drogowskaz wskazujący Żmijowiec. Leśniczówka miała być oddalona o 1 km. Przejechałem niemal półtorej i nic nie zauważyłem, zawróciłem a dopiero w domu na mapie z zapisanym śladem zobaczyłem że do leśniczówki zostało mi jeszcze dobre pół kilometra.
Z leśnictwem Żmijowiec jest związane oddalone o ok. pół kilometra od szosy miejsce tajemniczego masowego mordu. Wiosną 1941 r. hitlerowcy dokonywali tu eksterminacji więźniów zwożonych samochodami z nieustalonych miejscowości. Ocenia się że było to ok 350-450 osób. Dla zatarcia śladów zbrodni w 1944 r. grupa więźniów pod nadzorem gestapo rozkopała mogiły, spaliła zwłoki, a popioły wyrzuciła do Warty. Z tego komanda również nikt nie przeżył. Miejsce i fakt mordu pozostałoby nieznane gdyby nie przypadkowy świadek jednej z kaźni. Dziś zajechałem pod głaz upamiętniający te wydarzenia.
Przed samym Międzychodem uznałem że mam szansę zaokrąglić dzisiejszy wynik do setki jednak musiałbym się trochę powałęsać gdzieś w rejonie Pszczewa, stąd wyszło takie podbrzusze poniżej drogi krajowej 24.
W końcówce dał mi popalić czołowy wiatr którego wcześniej nie było lub wiał z kierunków obojętnych.

Nowe Polichno, gospodarstwo agroturystyczne.

Obelisk który pojawił się w Jastrzębniku. Strona odwrócona plecami do drogi wyjaśnia wszystko. To pierwszowojenny kriegerdenkmal który do tej pory stał gdzieś zapomniany w krzakach. A jak będzie wykorzystany teraz to się pewnie wkrótce okaże. Z tyłu na chodniku winowajca tego że musiałem zmieniać plany.

Miejsce masowego mordu dokonanego przez hitlerowców wiosną 1941 r. w lesie pod Żmijowcem.

Nie wiem co to ma symbolizować. Buty i opona na drzewie przy drodze do Rokitna. Kiedyś tą drogą chadzały piesze pielgrzymki do rokitniańskiego sanktuarium, tak mi się przypomniało w związku z tymi butami :)

A pod drzewem kompozycja.
Rower:Kross
Dane wycieczki:
108.53 km (27.00 km teren), czas: 06:19 h, avg:17.18 km/h,
prędkość maks: 0.00 km/hTemperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)

