blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(9)

Moje rowery

Kross 76731 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

gm. Bledzew

Dystans całkowity:3079.47 km (w terenie 1083.60 km; 35.19%)
Czas w ruchu:119:04
Średnia prędkość:15.01 km/h
Maksymalna prędkość:31.56 km/h
Suma podjazdów:445 m
Suma kalorii:4868 kcal
Liczba aktywności:67
Średnio na aktywność:45.96 km i 3h 13m
Więcej statystyk

Znowu Bledzew

Sobota, 3 stycznia 2015 | dodano: 04.01.2015Kategoria gm. Bledzew

   Cały dzień nadaremnie czekałem aż wiatr się trochę uspokoi. Na nic zdała się moja cierpliwość, dmuchało do samego wieczora. Późnym popołudniem skoczyłem na siodełko i pedałując pod wiatr ruszyłem jeszcze raz do Bledzewa. Chciałem zobaczyć to czego nie zdążyłem wczoraj. A zwłaszcza interesował mnie kwartał budynków w uliczce za południowo-zachodnim narożnikiem rynku. Okolice młyna obfitują w malownicze zaułki, niestety to chyba najbardziej slamsowata część miasteczka. Dużo opuszczonych i walących się ruder, których bryły zasadniczo odbiegają od tradycyjnych sześcianów z dwuspadowym dachem. Budowane były tak tak jak pozwalało miejsce i ukształtowanie terenu, dawało to ciekawe załamania brył budynków. Szkoda że to wszystko się sypie. Dziś nie robiłem zdjęć, było zbyt ciemno. Muszę wybrać się tam kiedyś z aparatem przy lepszym świetle. W tej okolicy ma początek ulica Wodna. Dziś była dla mnie o tyle istotna że jakieś 1,5 km od Bledzewa na jej przedłużeniu znajduje się maleńki cmentarzyk (ok 10 a.) naszych starszych braci w wierze, do którego chciałem dotrzeć. Do dnia dzisiejszego przetrwał w stanie mocno zdewastowanym, widoczne fundamenty muru cmentarnego, kilkanaście macew i dosyć czytelny układ grobów. Byłem tam jakieś pięć lat temu, odnoszę wrażenie się że ząb czasu znów coś tu nadgryzł od tamtej wizyty. Podobno pierwsze pochówki miały na nim miejsce w latach trzydziestych XIX w. , zaś ostatnie z wiadomych powodów mniej więcej sto lat później.





   Wracając zaglądnąłem do Hertla i wypatrzyłem ciekawy nagrobek zmarłego w szczecińskim lazarecie, a pochodzącego z Bledzewa żołnierza I wojny światowej.
Na rynku zauważyłem brak na cokole figury św. Jana Nepomucena. Okazało się że została zdemontowana do konserwacji i renowacji. Figura wróci na odnowiony cokół wiosną tego roku.
   Zawsze przejeżdżałem przez Bledzew tylko główną ulicą przelotową, nie zapuszczając się w boczne uliczki, a szkoda bo jest to fajne tylko strasznie zaniedbane (przynajmniej ta część gdzie dziś zaglądnąłem) miasteczko. Żeby być w zgodzie z prawdą to obecnie jest to wieś, bowiem Bledzew prawa miejskie stracił w 1945 r.
  Wracało się znakomicie z wiatrem w plecy. W Zemsku nadłożyłem trochę drogi, zamiast bezpośrednio do Skwierzyny pojechałem przez Stary Dworek. Mam pierwsze tegoroczne 100 km. Wprawdzie uzyskane w trzech podejściach ale nic na siłę.

Rower: Dane wycieczki: 31.00 km (3.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Bledzew

Piątek, 2 stycznia 2015 | dodano: 02.01.2015Kategoria gm. Bledzew

   Dziś aura nie sprzyjała wyjazdom. Po południu wydawało się że pogoda w końcu się wyklarowała. Miałem zamiar przedostać się przez mosty w Starym Dworku na drugą stronę Obry i obok Tymskiego Młyna dotrzeć lasem do Bledzewa, następnie pokręcić się trochę po miasteczku i wrócić do domu. Pogoda wytrzymała tylko do mostu zwodzonego w Starym Dworku, zaczęło padać akurat w chwili kiedy się na nim zatrzymałem. Skapitulowałem wobec kaprysu przyrody i wykonałem w tył zwrot. Za chwilę pogoda wykonała kolejną woltę, kiedy wydostałem się znad rzeki na główne skrzyżowanie wioski wypogodziło się. Obok zabudowań na skrzyżowaniu mieszkańcy ustawili szopkę i zaprzęg Mikołaja.





   Skoro przestało padać to Bledzew pozostał nadal aktualny, zmieniłem tylko trasę. Zdecydowałem się na jazdę szosą.  W Bledzewie po przekroczeniu Obry skręciłem na Plac Klasztorny. Właśnie w rejonie dzisiejszej ulicy Plac Klasztorny znajdowały się imponujące budynki klasztoru i kościoła klasztornego. Do dnia dzisiejszego oprócz nazwy ulicy i tablicy informacyjnej nie zachowały się po nim żadne ślady.



   Wspomniane budynki były budowane tuż przed rozbiorami. Po rozbiorach i sekularyzacji dóbr zakonnych zgromadzenie miało nawet pewne kłopoty z pozyskaniem środków na ukończenie budowy kościoła. Udało się to dopiero w 1802, wtedy podobno pomógł król pruski przeznaczając na ten cel niezbędną kwotę. Wkrótce  na klasztor przyszły kolejne ciosy. W r 1815 stracił on możliwość przyjmowania nowicjuszy. W 1835 klasztor skasowano, budynki przejęło państwo pruskie a pozostałych zakonników rozesłano do różnych parafii diecezji poznańskiej. W budynkach początkowo zamierzano urządzić seminarium nauczycielskie, ostatecznie znalazło się ono w Paradyżu. Była również propozycja przekazania klasztoru biskupowi poznańskiemu, ewentualnie urządzenia w nich fabryki. Kościół natomiast zamierzano oddać katolikom w zamian za odstąpienie obecnego kościoła ewangelikom. Wszystkie propozycje ostatecznie upadły. Po nieudanych próbach zagospodarowania budynków, w grudniu 1842 wystawiono je na licytację. Jednym z warunków sprzedaży było ich rozebranie. W 1843 sprzedane budynki klasztorne zostały zburzone, a wyposażenie kościoła przekazano do okolicznych kościołów. Wcześniej w przewidywaniu kasaty biblioteka klasztorna została podzielona i cenniejsze woluminy wywieziono do Warszawy, część do Poznania i w końcu do Berlina, resztę księgozbioru po licytacji budynków wywieziono do Międzyrzecza. 600-letni pobyt cystersów na tym terenie odszedł ostatecznie w przeszłość. Razem z klasztorem został zburzony młyn słodowy znajdujący się na jego zapleczu. W połowie XIX w. na jego miejscu zbudowano nowy młyn wodny. Do dziś zachowała się w tym miejscu łąka z śladami po stawie i młynówce oraz budynek tego młyna. Rolę młynówki spełniała rzeka Jordanka uchodząca obecnie do Obry poprzez sztuczny kanał wykopany w latach trzydziestych ubiegłego wieku w ramach budowy MRU  wraz z budową na nim fortecznego zwodzonego mostu rolkowego. 



   Z Placu Klasztornego zaglądnąłem na ulicę Starodworską. Właśnie przy niej, poza terenem zabudowanym, znajduje się zbiorowa mogiła 87 żołnierzy rosyjskich z kampanii 1813. Wspominałem o niej przy jednej z swoich poprzednich wycieczek, 11 listopada ubiegłego roku.  W klasztorze o którym była mowa przed chwilą, od marca do lipca 1814 r. urządzono lazaret dla żołnierzy rosyjskich. Zmarłych grzebano własnie w tym miejscu, a na miejscu pochówku ustawiono później figurę maryjną. Dotychczas miejsce to było trochę zaniedbane. Dziś na placyku przed figurką widać ślady prac prowadzonych pod koniec listopada. Przeprowadzono wtedy na tym miejscu prace ekshumacyjne. W ich trakcie odnaleziono szczątki 35 osób pochowanych w 16 jamach grobowych. Zatem określenie "zbiorowa mogiła" była dużym uproszczeniem, był to bowiem jak się okazuje cmentarz. Odkryte szczątki zebrano do drewnianych trumien i ponownie pochowano w bezpośrednim sąsiedztwie figury. Pozostali zmarli pochowani zostali najprawdopodobniej w obrębie kopca pod pomnikiem. Z ustaleń archeologa i antropologa wynika że pochowani żołnierze to głównie młodzi ok. 20-letni mężczyźni. Znajdowano przy nich również przedmioty osobiste i niewielkie fragmenty umundurowania. Teraz po uregulowaniu kwestii własności działki teren ma zostać uporządkowany, a po renowacji figury i założeniu ewidencji miejsce to ma stanowić cmentarz wojenny.
Kolejnym miejscem do którego dotarłem był budynek młyna wodnego na ulicy Młyńskiej.



  Zaglądnąłem jeszcze na miejscowy cmentarz. Niemal zaraz za bramą znajduje się grób poznańskiego nauczyciela i historyka pochodzącego z Bledzewa Leo Hertla. Właśnie jemu zawdzięczamy monografię dotyczącą dziejów miejscowego klasztoru. Podczas jej tworzenia korzystał z częściowo dziś już nie znanych źródeł. 
  Zrobiło się szaro, czas kończyć wycieczkę i wracać do domu. Na rynku wypatrzyłem punkt informacji turystycznej, podobno znajduje się tam mała ekspozycja znalezisk archeologicznych z placu poklasztornego, a być może również przedmiotów znalezionych podczas ekshumacji na rosyjskim cmentarzyku. Trzeba będzie tu zaglądnąć w godzinach urzędowania. Mimo niezbyt udanego początku wycieczka w ostatecznym rozrachunku okazała się  wcale udana.
  
Rower: Dane wycieczki: 37.00 km (3.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Zalew Bledzewski

Sobota, 27 grudnia 2014 | dodano: 27.12.2014Kategoria MRU, gm. Bledzew

   Niemal rok temu 1 stycznia rozpoczynałem tegoroczne wyjazdy wycieczką nad Zalew Bledzewski. Jeździłem wtedy południowym brzegiem jeziora. Dziś chciałem dotrzeć w pobliże zapory i elektrowni od strony północnej, a dalej jak Bóg da. Wyjechałem z domu dopiero po trzynastej, byłem przez to trochę pod presją czasu. Jeszcze przed stadionem w Bledzewie, obok tablicy informującej o elektrowni wodnej, zjeżdżam na drogę gruntową
 .

   Po 1,5 kilometra dojeżdżam do elektrowni. Przed elektrownią stoją prywatne domki letniskowe, a na jej terenie znajduje się ośrodek wypoczynkowy gorzowskiej energetyki.  Dostępu do obiektu broni ogrodzenie i zamknięta brama. Dziś furtka była otwarta i z pełną premedytacją złamałem zakaz wstępu. Wlazłem na teren ośrodka i zszedłem na dół pod samą elektrownię.
Kilka słów o staruszce. Zaporę, która utworzyła zbiornik bledzewski wybudowano w końcu XIX w. Budowę samej elektrowni rozpoczęto w 1906 r. Rok 1911 można uznać za początek jej działania. Od tego czasu elektrownia pracuje niemal nieprzerwanie dostarczając energii elektrycznej. Jedynym wyjątkiem była krótka dwutygodniowa przerwa w lutym 1945r. spowodowana działaniami wojennymi. Początkowo zasilała w energię cztery powiaty: gorzowski, skwierzyński, międzyrzecki i międzychodzki. Obecnie oddaje ją do sieci ogólnej. Moc elektrowni -1,5 MW.




   W hali maszynowni pracują wciąż hydrozespoły pochodzące z 1910 r. jedynie w końcu lat 80-tych zdemontowano jeden z wyeksploatowanych generatorów. W elektrowni znajduje się kolekcja ikonografii, planów i schematów oraz różne maszyny elektryczne i aparatura kontrolno-pomiarowa pochodzące z innych modernizowanych przez ZE Gorzów elektrowni wodnych. Podobno zorganizowane grupy po wcześniejszym uzgodnieniu z ZE mogą zwiedzać tą ekspozycję. Kilkanaście lat temu w elektrowni pracował ojciec kolegi i przez to miałem okazję zaglądnięcia do hali, a nawet do pomieszczenia pod podłogą tuż nad turbiną wyłączonego zespołu. 
   Sam Zalew jest drugim pod względem powierzchni sztucznym jeziorem w powiecie międzyrzeckim. Wodę spiętrza zapora długości ok 160 m i szer. przy koronie ok 6 m. Powierzchnię zalewu różne źródła określają na ok 90 do 140 ha w zależności od sposobu obliczania. Pojemność określa się na ok. 3 mln m³. Głębokość zbiornika od 3 do 8 m przy zaporze. Wysokie brzegi zalewu porastają drzewa liściaste jedynie w nielicznych miejscach zastąpione sosną. Na całej niemal długości linii brzegowej wszechobecne rowy strzeleckie.


  Brzegiem zalewu docieram do końca cofki i przekraczam Obrę wspomnianym już kiedyś przeze mnie tzw "Mostem Bieruta". Droga na początkowym odcinku za elektrownią to istne czołgowisko, ktoś pozasypywał tylko największe dziury gruzem wymieszanym z gliną. Dobrze że dzisiejszy mróz związał rozmoczoną glinę. Później jest znacznie lepiej, a w porównaniu do początku tego traktu nawet komfortowo.  
   Mam zamiar dotrzeć do grodziska "Grądzkie". Dawno tam nie byłem i dziś miałem mały problem z odszukaniem miejsca. Na grodzisku od strony lądu widoczne dobrze zachowane relikty fosy i wałów. Wałów nie ma tylko od strony wysokiego brzegu zalewu. Być może że nigdy ich tam nie było i sterczała tylko jakaś palisada, możliwe również że w przeciągu tysiąca lat Obra podmyła w tym miejscu brzeg i runęły one kilkanaście metrów w dół do wody.






   Na majdanie grodziska ślady fundamentów jakiejś dwudziestowiecznej budowli. Kiedyś w "Gazecie Powiatowej" natknąłem się na wzmiankę że w pobliżu grodziska w latach trzydziestych ubiegłego stulecia zbudowano duży drewniany dom dla dygnitarzy III Rzeszy przyjeżdżających tu na polowania. Myślę że to jest właśnie to miejsce. Z brzegu rozległy widok na zalew.




   Opuszczam grodzisko i kieruję się do mostku na wpadającej do zalewu Strudze Jeziornej. Początkowo miałem zamiar skręcić do Chyciny. Zapadający zmrok zweryfikował moje plany. Nie mam ochoty na nocną jazdę po lesie, jadę zatem prosto do Bledzewa. Z lasu na szosę wyjeżdżam obok mostów na Obrze, dwieście metrów od miejsca gdzie ją dwie godziny temu opuściłem. Jeden z mostów również jest fragmentem MRU i w razie potrzeby wsuwał się pod powierzchnię bledzewskiego brzegu jak szuflada. Przy przyczółku widać schron dla obserwatora, schron jest jednocześnie maszynownią. Na nasypie drogi stalowa zapora samozatrzaskowa (zatrzask zapory po przeciwnej stronie drogi) i bariery z szyn.








   Szybko się ściemnia, czas wracać do domu. Nie wiem czy uda się jeszcze wyjechać w tym roku, więc traktuję ten wyjazd jako oficjalne zakończenie tegorocznego sezonu. Skończyłem niemal w tym samym miejscu w którym rok temu zaczynałem z dzisiejszym stanem licznika wynoszącym prawie 8300 km.


Rower: Dane wycieczki: 39.00 km (19.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Nad Obrą c. d.

Niedziela, 14 grudnia 2014 | dodano: 14.12.2014Kategoria gm. Bledzew

   Dziś kontynuowałem wczorajszą wycieczkę. Z czasem, a właściwie z jego ograniczeniem sprawa miała się podobnie jak wczoraj. Miałem zamiar dojechać do Lisiej Polany i następnie lasem do Bledzewa. W drodze powrotnej chciałem odwiedzić Stary Dworek.
   Dziś jadę po prawej stronie Obry.  Jedna z leśnych dróg prowadzi na brzeg akurat naprzeciwko Klosterwinkla, skręciłem aby sprawdzić moje wczorajsze podejrzenia że rzeka płynęła kiedyś bardziej na południe. Okazuje się że brzeg ma jakieś 15 m wysokości ponad poziom wody, a u podnóża skarpy płynie woda. Wczoraj kiedy byłem na cyplu po przeciwnej stronie rzeki na moim dzisiejszym brzegu widać było tylko płaski teren porośnięty lasem, żadnej skarpy nie widziałem. Czyli część dawnego cypla jest teraz prawdopodobnie całkiem sporą wyspą. Brzeg podobnie jak przeciwległy zryty jest okopami sprzed osiemdziesięciu lat.





   Przy okazji połaziłem trochę po suchych dnach dawnych starorzeczy. Obecnie Obra wyżłobiła sobie nowe koryto leżące jakieś dwa metry niżej, a zapora w Bledzewie załatwiła definitywnie groźbę powodzi w dolinie i żadne jego zmiany raczej już nie nastąpią. Spod leśniczówki dotarłem tylko na wysokość Starego Dworku.



   Bledzew znów wypadł z planów. Podjadę tylko zobaczyć starodworską barokową kolumnę maryjną po kilkuletnim remoncie. Kto nie widział stanu poprzedniego nie może ocenić włożonej w remont pracy. Brakuje jeszcze jednej figury na dolnej części postumentu. Podobno  nad nią trwają jeszcze prace. Obfotografowałem tablice umieszczone na każdej z trzech stron cokołu. Górna rzeźba przedstawia wniebowzięcie Marii, a dolne świętych z zakonu cystersów.  Zabytek powstał w latach 80-tych XVIII w. tuż przed rozbiorami, które przerwały rozmach prac budowlanych zakonników.





    Spod figury zawracam do domu. Jeszcze tylko na skrzyżowaniu w centrum wioski zauważam rozbudowany drogowskaz dla turystów. W naturze wygląda on znacznie lepiej niż na tym zdjęciu. Nawiasem mówiąc mimo wskazania oczywistego kierunku już spotykałem kiedyś w polach ludzi dopytujących się jak dotrzeć do Lisiej Polany

 
Rower: Dane wycieczki: 18.00 km (9.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Nad Obrą

Sobota, 13 grudnia 2014 | dodano: 13.12.2014Kategoria gm. Bledzew

   Plany na dzisiejsze popołudnie nie pozwoliły mi wyjechać dalej niż o rzut beretem od domu. Wybrałem zatem wspomniany w wcześniejszym wpisie "Szlak bobrów", pętelka ta liczy tylko 13 km. Czasu starczyło również na to aby zaglądnąć na cypel klasztorny "Klosterwinkel". Dziś zszedłem na sam brzeg Obry. Zdjęcie pokazuje stromiznę, nachylenie stoku co najmniej 45º. Na szczycie pagórka pięknie zachowane drugowojenne transzeje.





   Okazuje się że dolinka jest całkiem spora i spokojnie mogła pomieścić gospodarstwo mające wyżywić siedmiu mnichów. Obra na tym odcinku płynie dziś nienaturalnie prosto jak na swoje zwyczaje. W okresie budowy MRU w dolinie rzeki wybudowano szereg kanałów mających stanowić przeszkody wodne przed GW Ludendorf. Wydaje się że Obra wybrała jeden z takich kanałów na swoje współczesne koryto. Pierwotnie mogła ona być bardziej odsunięta na południe, a cypel był przez to znacznie większy. Szukanie jakichkolwiek śladów posadowienia drewnianych budynków klasztoru i kościoła po ośmiu wiekach nie ma już dziś sensu. Miejsce ma swoisty urok i może się podobać.





  Jadę dalej. Znaki i tablice edukacyjne szlaku zniknęły. Chyba już nikt nie będzie tego odtwarzał. Wszedłem również na teren obozu budowniczych GW Ludendorf. 





   Za mostem zaglądnąłem na Lisią Polanę. Przy brzegu Obry przygotowany pomost do wyciągania kajaków, a za plecami wiata oraz miejsce na ognisko z zapasem drewna i spora łąka. Chyba wszystkie spływy kajakowe pokonujące ten odcinek urządzają sobie tu przerwę, a niektóre za zgodą nadleśnictwa biwakują. Leśniczówka jest kilkadziesiąt metrów stąd.









  Niestety koniec wycieczki, zresztą to był ostatni punkt który chciałem dziś zobaczyć. Wracam do domu.

Rower: Dane wycieczki: 15.00 km (6.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Klosterwinkel

Niedziela, 7 grudnia 2014 | dodano: 07.12.2014Kategoria gm. Bledzew

    Dzisiaj na rower wyskoczyłem dopiero po piętnastej. Czasu do zmroku zostało niewiele, a zatem możliwości również. W związku z tym że od jakiegoś czasu interesuje mnie kilkuwiekowa obecność i działalność cystersów w sąsiedniej gminie Bledzewie postanowiłem znaleźć miejsce od którego zaczęła się ta historia.  
  Zatem zaczynając ab ovo, tradycja klasztorna mówiła że pierwsza siedziba cystersów fundowana przez Władysława Odonica w 1232 r znajdowała się w zakolu Obry w pobliżu Starego Dworku. Znalazłem informację że miejsce to oznaczone jest na Mapie Topograficznej 1:25000 z 1894 r. jako „Klosterwinkel”. Okazało się że mapa z lat 30-tych wydana na jej podstawie jest dostępna w Archiwum Map Zachodniej Polski http://mapy.amzp.pl/maps.shtml . Oto wspomniany fragment mapy z zaznaczonymi miejscami gdzie robiłem zdjęcia. Właściwie w chwili ich robienia była już szarówka i zastanawiałem się czy warto wyciągać aparat.


   Miejsce wydaje się łatwe do odszukania bowiem kiedyś obok przebiegała dobrze znana ścieżka edukacyjna skwierzyńskiego nadleśnictwa tzw. "Szlak Bobrów". Dalej jakieś 500 m stąd znajdują się ruiny GW Ludendorff, a po drugiej stronie rzeki za  mostem na Obrze leśniczówka oraz znana kajakarzom i nie tylko im stanica "Lisia Polana". Aby dotrzeć do miejsca pierwotnej lokacji klasztoru wyjeżdżam z Skwierzyny starą trójką w kierunku węzła drogowego Skwierzyna-Północ, zaraz za węzłem skręcam w las w pierwszą drogę w lewo obok separatora gromadzącego wody opadowe z S-3. Drogą tą docieram do brzegu Obry. Akurat w tym miejscu droga znajduje się na wysokim, urwistym brzegu, jakieś 10 m ponad poziomem wody. Zaraz za ujściem kolektora trzeba opuścić wygodniejszą drogę i przedzierać się wzdłuż rzeki do klasztornego zakola. Teren się jeszcze bardziej wznosi. Dopiero za stromym podłużnym pagórkiem widać dolinkę. Dolina ograniczona jest z trzech stron rzeką, a z czwartej wzniesieniem.  To pewnie tu, ale czas nie pozwala na dłuższe podziwianie. Pewnie jeszcze nieraz będę w tym rejonie, więc przy innej okazji zejdę spokojnie na dół.


   Początkowo reguła zakonna kładła duży nacisk aby cysters był pokutnikiem, odsuwającym się od świata doczesnego, żyjącym w samotności i ciszy, dlatego mnisi osiedlali się przeważnie na pustkowiach, w lasach lub w bagnistych dolinach, w miejscach bardzo oddalonych od osad. Aby być samowystarczalnymi uprawiali ziemię, prowadzili własne gospodarstwa. Miejsce to również i dziś spełnia wszystkie te warunki; jest podmokłą, położoną w lesie, odludną i trudno dostępną doliną.



   Osada zwana była Małym albo Nowym Dobrym Ługiem, od Dobrego Ługu na Łużycach skąd przybyli pierwsi mnisi. Lokacja powstała na terenie zalewowym. Powtarzające się powodzie prawdopodobnie wymusiły w 1287 r. przeprowadzkę klasztoru do Zemska. Podczas jednej z nich w 1265 r. w kościele klasztornym odnotowano poziom wody 1,5 (ok. 0,8-1,0 m) łokcia od posadzki. Wiek później cystersi stopniowo wyprowadzili się z Zemska do Bledzewa. Wydaje się że tym razem główną przyczyną przeprowadzki z Zemska były trudności wynikając z braku dostatecznej ilości wody. Zapewne niebagatelne znaczenie miały również względy gospodarcze. Ponieważ Bledzew leżał bliżej ówczesnych szlaków komunikacyjnych, stąd mógł mieć łatwiejszy udział w wymianie handlowej niż Zemsko.
   Wracam na "Szlak Bobrów", mijam źródełko. Murek przy źródełku powstał równocześnie z ścieżką edukacyjną. Wejście na ścieżkę znajdowało się tam gdzie dziś znajduje się wspomniany wcześniej węzeł drogowy. Tak więc podczas budowy S3 szlak był odcięty i teraz jest zaniedbany, niemalże w zaniku. Źródełko również.

   Kilkaset metrów dalej obok ścieżki wciąż widoczne fundamenty baraków obozu budowniczych GW Ludendorff.  Natknąłem się tam na gościa z wykrywaczem. Obaj nie spodziewaliśmy się o tej porze  już nikogo w lesie więc i zdumienie było chyba obopólne. 

   Dalsza droga prowadzi przez most na Obrze. Za mostem mijam stary, suchy kanał do którego niegdyś kierowana była woda z Obry napędzająca koła nieistniejącego młyna. Widoczne są jeszcze gdzieniegdzie resztki gruzu po zburzonych młyńskich obiektach. Przejeżdżam obok leśniczówki, zaraz koniec lasu, a na horyzoncie widać zabudowania Starego Dworku. Zrobiło się już zbyt ciemno na fotografowanie.
    Do domu wracam okrężną drogą przez Zemsko i Popowo. Wybrałem taki wariant bo chcę zrobić dzisiaj chociaż dwadzieścia kilometrów. W Starym Dworku zauważyłem że wreszcie po kilku latach skończył się remont barokowej kolumny maryjnej przy drodze wylotowej z wioski w kierunku Zemska. Zabytek pochodzi z tego samego okresu co kościół i dwór wspomniany przeze mnie przy poprzednim wyjeździe. Bledzewscy cystersi przeżywali wtedy w miejscowościach stanowiących ich własność jakiś boom budowlany.
  Jedynie w Zemsku nie zachowały się po cystersach żadne ślady materialne, nie ma również żadnych informacji o lokalizacji klasztoru. Obecny kościół w Zemsku zbudowano w końcu XIX w. a tylko jego wieża jest starsza o jakieś pół wieku, ale ona również powstała już po kasacie zakonu. Dalsza droga już całkiem po zmroku, na światłach.

Rower: Dane wycieczki: 25.00 km (6.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Tędy i owędy, Stary Dworek... Glinik

Sobota, 6 grudnia 2014 | dodano: 06.12.2014Kategoria gm. Bledzew

    Pogoda pozwala na jazdę, zatem jedziemy. Dziś nie jadę sam, wczoraj na weekend przyjechał do Skwierzyny Artur.  Założenia do trasy - ma mieć ok 40 km i w miarę możliwości powrót ma nastąpić inną drogą niż wyjazd. Wymieniamy poglądy i uzgadniamy co następuje: wyjazd do Starego Dworku, w Starym Dworku przekraczamy Obrę, dalej drogami pożarowymi przez lasy do drogi kostrzyńskiej i Glinika, a z Glinika do Skwierzyny przez Deszczno, Brzozowiec i Trzebiszewo.
   W Starym Dworku pośrodku wioski zachowały się wzniesione przez cystersów w latach 70-tych XVIII w. kościół i zrujnowany dwór opacki. Dla zdjęć skręcam pod kościół . Dokładnie naprzeciwko kościoła zamknięta brama prowadząca na dworskie podwórko. Obecny dwór powstał po roku 1770. Poprzedni spłonął całkowicie od uderzenia pioruna. Jeszcze w poprzednim dworze podczas wojny północnej gościli monarchowie: w 1708 król szwedzki Karol XII; w 1711 car rosyjski Piotr I Wielki; w 1712 król Polski August II Mocny. Po rozbiorach w 1796 rząd pruski przeprowadził sekularyzację dóbr klasztornych i ostatni opat był już tylko dzierżawcą. Po kasacie zakonu w 1836 majątkiem rozporządzał wyłącznie rząd pruski, i aż do roku 1945 był on domeną państwową. Później majątek przejął PGR. Dziś jest to teren prywatny, a brama do zabytku zamknięta. Dworek nieużytkowany chyli się ku upadkowi, jeszcze nie leży, ale z całą pewnością już klęczy i raczej nic nie wskazuje że jeszcze powstanie.
  O bledzewskich cystersach i ich 600-letniej obecności w tym miejscu jeszcze kiedyś wspomnę, zamierzam bowiem zrobić sobie w przyszłości tematyczną wycieczkę ich śladami.




   Teraz obok parku dworskiego zjeżdżamy w dół do nowego mostu na Obrze. Za mostem widoczna wystawa dzieł miejscowego rzeźbiarza p. Ćwiertni, a nieopodal jego dom i pracownia. Jeszcze tylko rzut oka do tyłu na wysoki brzeg Obry z ruinami dworu, i dalej w drogę.




  Mijamy obrotowy most forteczny, leśniczówkę Bledzewko i przed osadą Krzywokleszcz odbijamy na północ w kierunku szosy kostrzyńskiej. Mijamy węzeł leśnych dróg oznaczany na mapach jako "Spalona Leśniczówka". Na starych mapach z lat 30-tych ubiegłego wieku, stojąca w tym miejscu leśniczówka nazywana jest "Roterhirsch".  W tych krzaczyskach można znaleźć resztki zmurszałych cegieł i niezabezpieczoną studnię nieistniejącej leśniczówki 


  Po przecięciu szosy kostrzyńskiej docieramy do jeziora a następnie wioski Glinik. W Gliniku krótka przerwa dla wytchnienia i kilku zdjęć. Zauważyłem interesujące połączenie użytego materiału z formą i przeznaczeniem - kapliczka z folii czy też jakiegoś innego przezroczystego plastiku i późniejsza dobudówka z przezroczystej plastikowej płyty dachowej. Najstarsza część (rotunda z kopułą) nasuwa skojarzenia z budowlami bizantyjskimi. Najważniejsze że służy ludziom, a plastik to pewnie taki współczesny signum temporis. Dalej kościół i po drugiej stronie drogi pomnik poświęcony mieszkańcom Glinika poległym w pierwszej wojnie światowej. Nazwiska poległych są dobrze widoczne: podano zarówno daty urodzenia, jak i śmierci. Na głowicy obelisku można odczytać datę 1914-1918. Podobno w 1945 r. został on zakopany przez nowo przybyłych osadników, i dopiero w roku 2007 przypadkowo odkryty i odkopany. Trudno dziś określić, gdzie był pierwotnie ustawiony.






  Teraz pozostała już tylko szybka jazda do domu. Jeszcze zatrzymałem się na jedno zdjęcie kościoła w Deszcznie i koniec dzisiejszego fotografowania, wyczerpała się bateria w aparacie.


   W Trzebiszewie rezygnujemy z wygodnej szosy, skręcamy w ul. Rakowiecką (jak w W-wie) i przez Rakowo docieramy do Skwierzyny. Podczas dzisiejszej wycieczki przekroczyłem 8 tys. km. przejechanych w tym roku.

Rower: Dane wycieczki: 47.00 km (29.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)