blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(10)

Moje rowery

Kross 78148 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

gm. Przytoczna

Dystans całkowity:2150.32 km (w terenie 1049.00 km; 48.78%)
Czas w ruchu:93:33
Średnia prędkość:14.71 km/h
Maksymalna prędkość:41.48 km/h
Suma podjazdów:809 m
Suma kalorii:7477 kcal
Liczba aktywności:42
Średnio na aktywność:51.20 km i 3h 27m
Więcej statystyk

Lubikowo i łódź do "dokowania"

Sobota, 10 października 2015 | dodano: 11.10.2015Kategoria gm. Przytoczna

   Stosunkowo wcześnie zrobiłem poranne zakupy, i już w myślach układałem plany jaką trasą dziś pojadę, kiedy zadzwonił telefon. Zostałem poproszony o pomoc w wyciągnięciu z jeziora i przewiezieniu do domku tytułowej małej jednostki pływającej o napędzie wiosłowym, czyli łodzi. Roboty przy tym jest niewiele, tylko miejsce trochę kolidowało z kierunkiem nad którym sie właśnie zastanawiałem. Skoro jednak wcześniejsze plany wzięły w łeb ustaliłem z właścicielem łodzi że nie pojadę z nim samochodem, a wyjadę odpowiednio wcześniej rowerem i spotykamy się przy Folwarku Amalia w Lubikówku. 


Droga do Chełmska.

   Folwark Amalia to dawny folwark założony po 1832r, którego nazwa pochodzi od imienia córki właściciela. Znajduje się na brzegu jeziora ok. 2 km na zachód od wioski.  Obecny właściciel przebudował dawne budynki folwarczne na hotel i restaurację. Obok  folwarku przycupnęły domki dawnych pracowników, baza nurków, kilka domków kempingowych. Za płotem hotelu, już na terenie prywatnym stoi kilka budowli zbudowanych przez właścicieli na bazie przyczep kempingowych. Właśnie do jednej z takich bud wcisnęliśmy łódź ściągniętą z jeziora. 


Jezioro Lubikowskie- zachodni skraj.

  Skoro już znalazłem się w Lubikówku to chociaż powałęsam się po okolicy. Można byłoby np. objechać jezioro, ale z poprzedniej jazdy do Stołunia zapamiętałem że na przeciwległym brzegu duże odcinki drogi to połacie sypkiego piasku, zatem odpada. Natomiast przy pierwszej stacji Kalwarii Rokitniańskiej zauważyłem niezłą drogę prowadzącą w kierunku Jeziora Rokitno.  Ta niezła początkowo droga wkrótce zamieniła się w ścieżkę. I tą ścieżynką dotarłem na teren dawnego ośrodka wypoczynkowego zakładów włókienniczych "Bielbaw" z Bielawy na Dolnym Śląsku. Dziś po ośrodku pozostało tylko wspomnienie, a na jego terenie leżą resztki gruzu z wyburzonych domków i trochę śmieci. Za rok lub dwa wszystko zarośnie pokrzywami i mało kto będzie pamiętał że latem brzeg jeziora tętnił życiem.








Nad Jeziorem Rokitno.

  Z Rokitna ruszam do Twierdzielewa. Wbrew obawom droga okazała się przejezdna niemal w całości, jedynie króciutki odcinek przy punkcie czerpania wody zmusił mnie do zejścia z roweru. Widok tego stawku pokazuje jak bardzo obniżył się poziom wód gruntowych. Dziś po prostu nie ma w nim wody. W pobliskim jeziorku poziom wody spadł co najmniej o metr, a trochę wody zachowało się jedynie na dnie na środku bajorka.




Tak spadł poziom wód gruntowych w lasach pod Rokitnem.




Twierdzielewo.




Chełmsko.

  Z Twierdzielewa jadę już bezpośrednio do Skwierzyny. Dalsze wyjazdy znów odkładam na kolejny weekend. 
  


Rower: Dane wycieczki: 43.60 km (13.00 km teren), czas: h, avg:0:00 min/km, prędkość maks: min/km
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Lubikowo z mocnymi wrażeniami w tle

Wtorek, 1 września 2015 | dodano: 02.09.2015Kategoria gm. Przytoczna

   Po pracy wydawało się że nie sprawdzą się popołudniowe prognozy synoptyków. Namówiłem jednego z kolegów na wypad do Lubikowa. Przez większość drogi nad jezioro korzystaliśmy z bocznych dróg szutrowych. Nad Lubikowem zamoczenie tyłka i powrót do domu. Już podczas pobytu nad jeziorem na południowym zachodzie widać było niepokojący kolor nieba, ale wydawało się że sytuacja jest stabilna i do zmiany pogody mamy jeszcze dużo czasu. Obopólnie postanowiliśmy wracać do Skwierzyny przez Goraj i Krobielewo, a dalej nadwarciańskimi wałami. Ładnej pogody starczyło na dotarcie do Gaju, a potem nastąpiło gwałtowne załamanie i gdzieś nad Gorzowem i Sulęcinem rozpętała się potężna burza. Z największym pośpiechem udało się jeszcze dopaść Krasnego Dłuska, a w wiosce schronienia udzieliła wiata przystankowa i nastąpiła daremna próba przetrwania ulewy. Z tego co się dowiedziałem po powrocie to mieliśmy sporo szczęścia bowiem główne uderzenie burzy poszło gdzieś bokiem.
   Widok i piękno ciemnego nieba rozświetlanego niemal nieprzerwanymi błyskawicami, dodatkowo w odległości kilku kilometrów od najbliższego osiedla, robi naprawdę mocne, piorunujące wrażenie.
    Zaglądnęliśmy pod kapliczkę w polach pomiędzy Lubikowem, a Rokitnem. Chciałem sprawdzić czy rzeczywiście jest zamknięta jak podczas ostatniej wycieczki Robaka. Przeważnie jest zamknięta tylko krata w drzwiach, a dziś była otwarta i krata, i drzwi. Tak wygląda skromne wnętrze kościółka:







Rower: Dane wycieczki: 56.49 km (30.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Góra Czarownic

Środa, 27 maja 2015 | dodano: 27.05.2015Kategoria gm. Przytoczna, gm. Pszczew

   Górą Czarownic nazywany jest cypel z wzniesieniem nad zatoką w południowej części Jeziora Lubikowskiego. Miejscowa legenda mówi że w księżycowe noce odbywały się tam sabaty czarownic z całej zachodniej Wielkopolski. Dno jeziora wokół półwyspu usłane jest kamieniami, zaś naprzeciwko za pasem wody wznosi się spora ok. 5 ha Wyspa Konwaliowa. Porasta ją gęsty las bukowy z domieszką starych dębów i innych drzew liściastych. Wyspa objęta jest ścisłą ochroną.
   Zdaniem miejscowych, jezioro kryje także inne tajemnice. M.in. kolumnę niemieckich pojazdów wojskowych, które podobno zatonęły w nim pod koniec stycznia 1945 r.  – Niemcy uciekający lokalnymi drogami przed nacierającymi oddziałami Armii Czerwonej wjechali na zamarznięte jezioro właśnie w tym rejonie obok wyspy Konwaliowej.  Pod kilkoma pojazdami załamał się lód.  Płetwonurkowie szukający wraków nic nie znaleźli więc tę historię chyba trzeba włożyć między bajki.
   Kiedy po pracy zastanawiałem się jak zagospodarować resztę popołudnia przyszedł mi do głowy pomysł że mógłbym odszukać ten cypel o którym słyszałem, zaś nigdy tam nie byłem. Moja wiedza o jego lokalizacji ograniczała się tylko do informacji że do zatoki nieopodal półwyspu, wpływa kanał łączący jeziora Lubikowskie z Czarnym. 
   Próbowałem dotrzeć na półwysep od strony drogi Rokitno - Międzyrzecz. Z niedostatku informacji o lokalnych drogach, a właściwie ich braku wykonałem kilka chybionych podejść które kończyły się na brzegu, ale nie na cyplu. W końcu znalazłem się w Stołuniu i dopiero stamtąd wjechałem w drogę która okazała się właściwą. Wydaje się że również można tam dotrzeć drogą biegnącą nad zachodnim brzegiem Jeziora Czarnego. 


Po kilku nietrafionych podjazdach na brzeg ostatecznie znalazłem się w Stołuniu.


Brzeg jeziora na Górze Czarownic.


Po drugiej stronie wody Wyspa Konwaliowa.

   Sam półwysep nie leży na żadnym szlaku turystycznym, a szkoda bo jest tam pięknie. Znajduje się tam tylko kolonia domków letniskowych, w większości o standardzie slamsów. W pobliżu wznosi się Góra Borsucza. Myślę że na niej też byłem szukając półwyspu.  Próbując dotrzeć nad zatokę z cyplem wspinałem się bowiem na sporej wysokości pagórek.
W drodze do jeziora zatrzymałem się przed początkiem Kalwarii Rokitniańskiej. Miałem zamiar w drodze powrotnej przejechać się ścieżkami i zrobić kilka zdjęć bardziej kompaktowych kapliczek. Niestety wracałem już po 20;30 i dałem sobie spokój z tym tematem. 


Stąd się zaczyna Droga Krzyżowa.


Wewnątrz kaplicy płaskorzeźba przedstawiająca Ostatnią Wieczerzę.


Droga do kolejnych kapliczek.


   I jeszcze jeden wniosek nasunął mi się po dzisiejszych doświadczeniach z jazdą po bezdrożach. Trzeba sobie już dać spokój z jazdą po interiorze. Wyschnięte piachy stały się tak sypkie że nie ma mowy o jakiejkolwiek jeździe, a po takich drogach dziś się głównie poruszałem.




Rower: Dane wycieczki: 59.00 km (37.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Żółwin i Kuligowo

Wtorek, 26 maja 2015 | dodano: 27.05.2015Kategoria gm. Miedzyrzecz, gm. Przytoczna

   Celem dzisiejszej wycieczki były dwie małe wioseczki Żółwin i Kuligowo, leżące w gminie Międzyrzecz przy lokalnej drodze prowadzącej do Stołunia i dalej przez Szarcz do Pszczewa. Byłem tam jakieś dwa lata temu, a teraz chciałem zobaczyć co się zmieniło.  Droga prowadząca przez Żółwin nie ma jednak żadnego bezpośredniego połączenia z drogami dochodzącymi do Międzyrzecza od strony Skwierzyny. Aby tam dotrzeć pozostają dwie możliwości: pierwsza to przejazd przez Międzyrzecz dobrze znanymi ulicami i wjazd do Żółwina od strony Obrzyc, oraz druga - jazda nieznanymi mi drogami terenowymi. Wybrałem tą drugą. W teren wbiłem się tuż za oś. Piastowskim w Międzyrzeczu. Początkowo do osady Jeleniegłowy jechało się dosyć przyjemnie, a dalej na ogół wpół przejezdne piachy. Trochę jadąc, trochę pchając bicykl dotarłem do Żółwina. Spędziłem tam kilkanaście minut i dalej w drogę do kolejnej wioski.


Sympatyczny kościółek w Żółwinie.

Po lewej stronie szosy mijam Jezioro Żółwin i wjeżdżam do Kuligowa. W Kuligowie zaraz przy wlocie do miejscowości rzuca się w oczy pięknie zachowany "kriegerdenkmal" pomnik poległych w I wojnie żołnierzy - mieszkańców Kuligowa i okolicy. Przyczyną że pomnik nie został zdewastowany może jest to że połowa nazwisk i imion poległych ma polsko- brzmiące imiona i nazwiska, a niewykluczone że ich krewni mieszkają gdzieś w bezpośrednim sąsiedztwie do dnia dzisiejszego. I jeszcze jeden obiekt który rzuca się w oczy. Jest to pałacyk, czy też willa?. 


"Kriegerdenkmal" w Kuligowie.


Pałacyk w Kuligowie.

   A tymczasem słoneczko zaczęło się już chylić ku zachodowi, czas wracać. Powrót trochę inną drogą. Jadę przez Stołuń,  następnie przesmykiem pomiędzy jeziorami pod "Folwark Helena". Gdzieś w okolicy "Heleny" zgubiłem oznakowania szlaków, ale niezła droga gruntowa zachęca do kontynuowania jazdy.  Wyjeżdżam z lasu w pobliżu plaży nad Jeziorem Lubikowskim. Dalsza jazda do Przytocznej i reszta drogi do Skwierzyny szosą poznańską.


Jezioro Stołuń, w bezpośrednim sąsiedztwie jest jeszcze Czarne i Białe.


A to już Lubikowo - wjazd do wioski.


I ławeczka przy skrzyżowaniu z drogą do Przytocznej.

Rower: Dane wycieczki: 57.00 km (14.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Bezdrożami do Strychów

Czwartek, 14 maja 2015 | dodano: 15.05.2015Kategoria gm. Przytoczna

   W dniu dzisiejszym zwiedziłem interior gminy Przytoczna. Obszar położony w głębi gminy, daleko od dróg i przemysłu, trudno dostępny którego gospodarka oparty jest na rolnictwie i leśnictwie.
   Wyjazd do Krasnego Dłuska słabo uczęszczaną drogą wzdłuż lasu na granicy łąk od strony Warty. Od czasu do czasu ukazują się jakieś starorzecza, bagna, oczka wodne. Wokół zielona dżungla. Nad jednym z takich stawów na pniu ściętej wierzby posadowiła się kolonia dorodnych grzybków.  



   Szybko przejeżdżam przez Krasne Dłusko i znów zagłębiam się w szachownicę pól, lasów. łąk, gdzieniegdzie pojawiają się pojedyncze zagrody. Dojeżdżam do miejsca gdzie drogę przecina mi płynący w wąwozie strumyk, Struga Lubikowska (Męcinka). Struga odprowadza wody z Jeziora Lubikowskiego do Warty. Płynie ona częściowo zabagnioną rynną polodowcową, która południkowo rozcina morenę. Struga wypływa z Jeziora Lubikowskiego i płynie na północ, omija wieś Lubikowo, przepływa przez jeziora Mniszek (w polach przed Przytoczną), Przytoczno i Nadolne (za Przytoczną),kierując się ku Warcie. Wpada jako Męcinka do starorzecza Warty w pobliżu Krasnego Dłuska. Na środkowym odcinku Strugi na północ od Jeziora Nadolnego jeszcze do końca XIX wieku czynne były dwa małe młyny wodne – Przedni i Karowski.
   Natrafiłem w lesie na zabudowania Murowca, tak obecnie nazywa się osada na miejscu młyna Karowskiego. Samo miejsce jest ogrodzone płotem z siatki za którą ujadają trzy wilczury. Tym razem ciekawość nie zwyciężyła. Dla mnie byłoby najlepiej żeby ta drużyna nie przypomniała sobie o jakimś słabszym miejscu w ogrodzeniu.
   Przytoczną omijam drogami dojazdowymi do pól i jadę do Dębówka. Obok kopalni kruszywa kieruję się w stronę Goraja.




   Dziś jednak omijam Goraj, jadę w stronę Stryszków. Przejeżdżam obok schronów nad brzegiem stawów  i po drugiej stronie zagłębiam się w las. Leśna droga doprowadza mnie do Strychów.




     Rzut oka na zegarek upewnia mnie że czas kończyć dzisiejszą wycieczkę. Wracam szosą przez Wierzbno i Przytoczną. Znów zameldowałem się w domu tuż przed 22.


Rower: Dane wycieczki: 58.00 km (31.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Goraj

Poniedziałek, 4 maja 2015 | dodano: 05.05.2015Kategoria gm. Przytoczna

   Nie dawał mi spokoju ten cis o którym wspominałem w swoim wczorajszym wpisie, dlatego gdy dziś po pracy małżonka nie wyraziła zainteresowana moją gotowością do udzielenia jej wszelkiej pomocy zmobilizowałem kolegę Januszka i wybrałem się do Goraja. 
Odcinek do Goraja pokonujemy niemal po wczorajszych śladach, z tym że jazdę po nadwarciańskich wałach zaczynamy już w Skwierzynie. Świeże powietrze, ptaków śpiew, sielskie krajobrazy - takie są klimaty tej wycieczki. Z wałów musieliśmy zjechać tylko w celu ominięcia Krasnego Dłuska.




Sielskie widoczki.


Wszystkie lisy mogą ....mu? jej?... skoczyć. 

   Po osiągnięciu Krobielewa porzucamy wały. Krobielewo -wioska o zabudowie rozproszonej, W centrum stoi jedynie kilka budynków, z których najstarszy jest szachulcowy, bez wieżowy kościół z 1807 r.



   No i w końcu osiągamy Goraj. Dziś jestem przygotowany teoretycznie, sprawdzałem na starej mapie że pałac i park znajdowały się obok folwarku w południowo-zachodniej części wioski. Zaglądam więc w wszystkie zakamarki po prawej stronie drogi. W końcu trafiam na poszukiwanego cisa. Stoi przy bramie wjazdowej na teren parku.  Z pozoru wygląda na przerośniętego iglaka, dopiero zaglądnięcie w głąb pod gałęzie pokazuje niemal metrowej średnicy pień drzewa. Podobno jego wiek jest szacowany na ok 500 lat. 




Najgrubszy cis w Wielkopolsce.

   Brama do parku zamknięta, za ogrodzeniem widać tylko małe wzniesienie i spory staw. Więcej już nic tutaj nie zobaczymy, więc opuszczamy uliczkę.
Interesuje mnie jeszcze gdzie stał pałac i czy zachowały się po nim jakieś ślady. Moją ciekawość zaspokoił pan mieszkający obok folwarku w rządcówce. Akurat zamykał bramę i okazał się skory do rozmowy, ponadto pozwolił wejść na podwórze folwarczne.
   Zatem co wiemy o pałacu. Bezpośrednio po wojnie rządziło w nim wojsko radzieckie. Wojskowi spowodowali pożar w którym spłonął dach. Później zostały rozebrane mury a pozyskany materiał wywieziony na odbudowę Warszawy. Resztą gruzu zasypano część stawu, a fundamenty zasypano. To było właśnie to co widzieliśmy za parkową bramą.


Wczorajszy spichlerz, ale od strony podwórza. Majątek w Goraju był przed wojną największym gospodarstwem w powiecie międzyrzeckim.


Rządcówka. Właśnie trwa remont.

   Czas wracać do domu. Dziś nie powtarzamy wariantu z jazdą polnymi drogami przez Lubikowo. Wśród pędzących ciężarówek jedziemy drogą 24. Znów się udało, ale bez potrzeby naprawdę nie warto się wystawiać na tej trasie na ryzyko potrącenia. 



Rower: Dane wycieczki: 53.00 km (24.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Z dala od szos

Niedziela, 3 maja 2015 | dodano: 03.05.2015Kategoria gm. Przytoczna

   W ostatni dzień weekendu zaplanowaliśmy z Arturem wycieczkę do natury, minimum szos, a jeżeli już, to jakieś mało uczęszczane wśród pól i lasów. Wybieramy trasa prowadząca do Krasnego Dłuska, a dalej drogą u podnóża wału przeciwpowodziowego do Krobielewa. W Krobielewie zmiana nawierzchni na asfaltową.

W Krobielewie oryginalną zagrodę - pracownię ma miejscowy artysta rzeźbiarz.

   W Goraju chciałem zobaczyć najgrubszy cis znajdujący się w granicach historycznej Wielkopolski o obwodzie pnia 300 cm, rosnący na skraju parku dworskiego. Dziś nie zobaczyłem go z trzech powodów a) zostałem w wcześniejszych informacjach wprowadzony w błąd na temat lokalizacji parku; b) jak na złość przez kilkanaście minut nie pojawił się w zasięgu wzroku żaden tubylec żeby u niego zweryfikować informacje; c) Artur miał trochę ograniczony czas. Słowem nie było czasu na dłuższe szukanie cisa.
Barokowy kościół który mijaliśmy opisywałem już w którymś z moich wcześniejszych wpisów


W Goraju moją uwagę przyciągnął ten dom.


Oraz ten spichlerz. Widok od strony drogi trochę psuje ogrodzony plac z jakimiś złomowatymi maszynami i urządzeniami rolniczymi.

   Dalsza droga prowadzi asfaltem do Lubikowa i stamtąd znów powrót do natury. Drogami wśród pól i przez las docieramy do Chełmska i znów powrót na szosę. Wyrobiliśmy się na pół godziny przed założonym terminem. Jednak gdybyśmy dotarli do Chełmska 10 minut wcześniej mielibyśmy jeszcze jedną dodatkową atrakcję. Dziś z Gorzowa do Międzychodu jechał pociąg retro z parowozem, a nam udało się go zobaczyć w chwili kiedy opuszczał Chełmsko. Za chwilę tor przestał być widoczny, mogliśmy go podziwiać tylko przez kilkanaście sekund.


Rower: Dane wycieczki: 51.00 km (29.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Twierdzielewo, Rokitno

Niedziela, 22 marca 2015 | dodano: 22.03.2015Kategoria gm. Przytoczna

   Na dzisiejszą niedzielę nie miałem żadnych planów. Trochę zimna, ale piękna, słoneczna pogoda zachęciła do spędzenia popołudnia poza miastem. Rano chyba był przymrozek, pomimo południa natrafiałem w lesie na zamarznięte kałuże.
   Wybrałem się do Twierdzielewa poszukać dogodnego dojazdu do jeziora Żabno, następnie nad jezioro Rokitniańskie, był jeszcze pomysł zahaczenia o plażę na Lubikowskim. Podobno w Lubikowie trwa wyburzanie domków-slamsów przy plaży, chciałem zobaczyć jak to teraz będzie wyglądało.
   Do Twierdzielewa dotarłem swoją zwykłą leśną drogą od strony Popowa. Żabno objechałem w około 75 %, znam teraz prawie wszystkie dojazdy. Dostęp do wody istnieje chyba tylko w jednym miejscu, gdzie indziej wszędzie trzciny i uginający się pod nogami grunt. Na całym zachodnim brzegu ciągnie się linia okopów sprzed 1945 r.


Stare okopy z okresu II wojny światowej nad Żabnem.


 Żabno widziane z jedynego miejsca gdzie był dostęp do wody.

   Następnie na kilkanaście minut zaglądnąłem do Twierdzielewa. Wioska jest w skali mikro, gospodarstw chyba nie więcej jak 14, taki jest najwyższy numer domu jaki wypatrzyłem. Ale jest w niej kościół, remiza OSP, kiedyś była szkoła. Dla zainteresowanych wypoczynkiem jest gospodarstwo agroturystyczne. Do większości sąsiednich miejscowości tylko drogi gruntowe. 


Kościółek w Twierdzielewie



   Do Rokitna również jadę drogą gruntową. W miejscu oznaczonym na starych mapach jako jeziorko Małe Rokitniańskie powstał nowy punkt czerpania wody ppoż. Obok figurki w Rokitnie skręcam w drogę prowadzącą nad jezioro. Kiedyś nad jeziorem Rokitniańskim funkcjonował ośrodek wypoczynkowy jakiejś fabryki włókienniczej z Bielawy. Piękna lokalizacja, miejsce oddalone od szumu i gwaru większych ośrodków, ba nawet do najbliższego Rokitna jest kilka kilometrów leśnymi drogami. Pewnie to oddalenie również przyczyniło się do tego że nikt nie przejął tego ośrodka.  Dziś ośrodek pozostał wspomnieniem, pozostało tylko kilka zrujnowanych domków, resztki pomostu. Szkoda że piękne jezioro pozostaje niewykorzystane turystycznie.


Coś nowego zbudowane przy drodze do Rokitna


Jezioro Rokitniańskie


Niszczejące resztki budynków ośrodka nad Rokitnem.

Żeby nie wracać drogą którą tu przyjechałem wydostałem się jakąś ścieżką na skraj lasu i stamtąd drogą na przełaj przez pola dotarłem do Kalwarii Rokitniańskiej. Dziś tylko przeciąłem ją w poprzek, zrobiłem zdjęcie najbliższej stacji drogi krzyżowej i wydostałem się na szosę do Rokitna.






W dole widoczne J. Lubikowskie.

Przed drogą powrotną do Skwierzyny zajrzałem w Rokitnie  w miejsce jeszcze niedawno zarośnięte krzakami. Dziś trwa tam budowa którejś z kolejnych kaplic na drodze krzyżowej. Jest to wzniesienie nieopodal wsi, do dziś nazywane Górą Kościelną. Na tym wzgórzu w roku 1705 rozpoczęto budowę kościoła mającego zastąpić dotychczasowy drewniany, który nie był wystarczająco duży, by pomieścić wciąż rosnącą rzeszę pielgrzymów przybywających do cudownego obrazu. Z nieznanych powodów budowa kościoła wkrótce została wstrzymana. Może były to kłopoty finansowe bledzewskich cystersów, może jakaś szalejąca w tamtym okresie zaraza. Ostatecznie istniejący do dziś barokowy kościół zaczęto budować dopiero po 30 latach, w roku 1740 na specjalnie usypanym wzgórzu, w samym środku wsi. Natomiast nieukończoną budowlę rozebrano, pozostały w ziemi jedynie jej fundamenty widoczne na poniższych zdjęciach.


Rokitno - relikty fundamentów na Górze Kościelnej


Fragment fundamentów wyeksponowany w piwnicy budowanej kaplicy


Góra Kościelna - widok na sanktuarium


Góra Kościelna - widok na kaplicę o której wspominałem w http://jorg.bikestats.pl/1284496,Miedzychod-z-lini...


Jedna z ładniejszych kaplic na stoku wzgórza


Kapliczka - punkt orientacyjny dla udających się nad jezioro.

Na Lubikowo zabrakło już chęci i czasu.


Rower: Dane wycieczki: 44.00 km (17.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Krasne Dłusko

Niedziela, 8 marca 2015 | dodano: 08.03.2015Kategoria gm. Przytoczna

   Dziś tylko krótki wyjazd z Arturem nad Wartę, a potem półką wału przeciwpowodziowego do Krasnego Dłuska. Droga o nawierzchni trawiastej ale wykorzystywana rolniczo więc śladami kół jedzie się dosyć łatwo. Wokół tylko przyroda, żerujące na polach łabędzie, nad głową skowronki. Czysta sielanka.


Tzw. betonka prowadząca do wałów


Nie wszędzie teren nadawał się do zmeliorowania. Pozostające gdzieniegdzie bagna dają nam wyobrażenie jak ten teren wyglądał  przed osuszeniem doliny Warty w XVIII w


Warta


Budynek folwarczny, prawdopodobnie spichlerz


Pałac


Nie mam pewności, ale myślę że w tym budynku była szkoła

   Teren w Dłusku ponosi się na tyle że wał staje się zbędny i kończy się przy ogrodzeniu pałacu. Podglądnąłem od zaplecza jeden z budynków folwarcznych, prawdopodobnie był to spichlerz. Widok pałacu od strony Warty niefotogeniczny. Z brzegu widać tylko schody prowadzące do furtki,  furtkę w płocie zbudowanym z betonowych płyt, a znad płotu widoczny jest jedynie dach budynku. Trochę lepiej wygląda to z drugiej strony.




Okolice Chełmska

    Powrót początkowo w kierunku Nowej Niedrzwicy, aby jeszcze w lesie przed wioską skręcić do Chełmska. Chełmsko omijamy od strony opłotków, i z Chełmskiej Góry zjeżdżamy do Skwierzyny.

Rower: Dane wycieczki: 25.00 km (20.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Międzychód - z linią kolejową 363 w tle

Sobota, 28 lutego 2015 | dodano: 28.02.2015Kategoria gm. Przytoczna, gm. Pszczew, pow. międzychodzki

     Wczorajszy przejazd przez Chełmsko podsunął mi pomysł aby spróbować jazdy wzdłuż ponad stuletniej linii kolejowej nr 363 – łączącej stację Rokietnica ze stacją Skwierzyna. Linia ta budowana była etapami, w 1887 roku został otwarty odcinek Międzychód - Wierzbno, w 1888 Rokietnica - Międzychód, a w 1906 Wierzbno - Skwierzyna. Z map wydanych w latach trzydziestych wynikałoby że w okresie międzywojennym linia była rozebrana na odcinku od Wierzbna do Muchocina. Związane to było z istnieniem w rejonie Wierzbna granicy wersalskiej. Obecnie ruch na tej linii jest mocno ograniczony, kursowanie pociągów pasażerskich zawieszono jeszcze przed rokiem 2000, ponadto w 2002 roku zamknięto dla ruchu towarowego trasę Rokietnica - Międzychód. Miałem przyjemność jechać kilka razy tą linią do Poznania. Najbardziej wkurzała konieczność niemal godzinnego postoju w Międzychodzie w oczekiwaniu na pociąg jadący z przeciwnego kierunku. Z racji że linia była jednotorowa w Międzychodzie wypadały mijanki.
   Trasę pokonałem na odcinku od Skwierzyny do Międzychodu. W wycieczce towarzyszył mi kolega z pracy. Kolega jest zwolennikiem drób bitumicznych i trochę mi grymasił na sporą ilość dróg gruntowych.
   Stacje kolejowe na nieczynnej linii niemal wszystkie zaniedbane, większość z nich wykorzystywana jest w celach mieszkalnych. Zaczynamy od Skwierzyny i pobliskiego Chełmska.


Skwierzyna


Gmina Przytoczna wita


Chełmsko

   Kolejna stacyjka znajduje się w pobliżu osady Chełmicko, nosi ona nazwę Rokitno. Ale do właściwego Rokitna trzeba było stąd zasuwać per pedes mniej więcej 4 km.


Rokitno w Chełmicku.

 Do kolejnej stacji w Przytocznej pojechaliśmy przez Nową Niedrzwicę. W wiosce zwraca uwagę pięknie odrestaurowany pałacyk.


Pałac w Nowej Niedrzwicy (w użyciu bywa również stara nazwa Hersztop)


Stacja w Przytocznej

   Z Przytocznej jedziemy do Goraja. W Goraju porzucamy jazdę szosą wzdłuż linii kolejowej, na rzecz dawnych lokalnych traktów.  Istniejące gdzieniegdzie rzędy starych przydrożnych drzew świadczą o ich dawnym znaczeniu. Dziś są to zwyczajne drogi gruntowe. My jedziemy taką drogą prowadzącą do Strychów.
Natomiast następną w kolejności za Gorajem stację w Wierzbnie zostawiamy sobie na drogę powrotną.


Stacja w Goraju


Barokowy kościół w Goraju

   Za Strychami znów zbliżamy się do torów. Do Międzychodu docieramy od strony Muchocina. Tuż przy granicy miasta, przed oczyszczalnią ścieków widać z drogi wały tzw. szwedzkiego okopu. Jest to wklęsłe, czworoboczne grodzisko, zwane przez okoliczną ludność „Zbójecką Górą”. Z trzech stron posiada dobrze zachowane wały o wysokości 4-5 m, natomiast z czwartej wał się nie zachował przechodząc w strome urwisko opadające do Warty. W tradycji niemieckiej wzgórze to nosiło nazwę Räuberberge („zbójecka góra”), natomiast przedwojennych mapach polskich występowało jako Szwedzki Okop. Nazwa ta sięga czasów wojny północnej. W 1705 r. podczas pobytu Karola XII w Międzychodzie Szwedzi podejrzewali Polaków o zdradziecki napad. Król szwedzki kazał sypać szańce na Räuberberge, chcąc ostrzelać miasto. Ostatecznie do ostrzału nie doszło i Międzychód ocalał. Stąd wywodzi się nazwa Szwedzki Okop, jak nazywano to miejsce jeszcze przed 1945 r. Po 1996 r. wzgórze wróciło do utrwalonej w literaturze nazwy Zbójecka Góra. Nazwa ta nawiązuje do legendy według której grodzisko było siedzibą zbójców, którzy kontrolowali ruch na Warcie, dzieląc się nielegalnie ściąganym mytem z właścicielami Muchocina. Wg innej legendy, trzy siostry - sieroty, o których rękę poprosiło trzech bogato ubranych młodzieńców podążyły za nimi potajemnie do lasu, gdzie okazało się, że narzeczeni są zbójcami. Siostry, uciekając przed nimi skoczyły do Warty i utonęły. Odtąd wzgórze nazywano Zbójecką Górą, a urwisty brzeg rzeki – Dziewiczym Skokiem. Ustawiono tam krzyż, pod którym w południe i północy widywano czarnego kota, straszącego przechodniów. Krzyża tam obecnie nie ma, kota również, a nasypy są świeżo rozjeżdżone przez krosowców. Grodzisko chyba nie przetrwa kolejnych wieków.


Szwedzki Okop


Stacja w Międzychodzie


Pomnik powstańców wielkopolskich

   Z Międzychodu ruszamy przez Stare Gorzycko do pominiętej wcześniej stacji w Wierzbnie. Taka trasa pozwoli uniknąć jazdy ruchliwą szosą z Poznania do Gorzowa. Za Gorzyckiem droga asfaltowa przechodzi znów w gruntową.
   Tuż za ostatnimi zabudowaniami Gorzycka spotykamy stadko żerujących żurawi.


Stadko żurawi w okolicy Starego Gorzycka


Kościółek w Wierzbnie


Stacja w Wierzbnie

      Z Wierzbna ruszamy boczną drogą prowadzącą w kierunku Pszczewa. Nie jest to na pewno najkrótszy wariant drogi do Skwierzyny, ale pozwala uniknąć jazdy w ciągłym napięciu ruchliwą drogą bez poboczy. Ponadto chciałem sprawdzić czy budowa wieży widokowej na Górze Trębacza w Zielomyślu nie była czczym ubiegłorocznym gadaniem. Budowa jak widać postępuje.


Budowa wieży widokowej na Górze Trębacza w Zielomyślu pod Pszczewem


Z poziomu gruntu dostępna jest  tylko taka panorama

Dalsza jazda leśną drogą do Lubikowa. W Lubikowie wybieramy drogę żwirową do Rokitna prowadzącą obok XVII w. kapliczki. Kapliczka została zbudowana w połowie drogi pomiędzy wioskami w roku 1671 z okazji powrotu rokitniańskiego obrazu z Warszawy.




Drzwi wejściowe da się uchylić, jednak dostępu do wnętrza broni solidna krata



   W Rokitnie zaglądnąłem na maleńki cmentarzyk cystersów znajdujący się u podnóża bazyliki. Krzewy nie pozwalają na zdjęcia. W najbardziej oddalonym zakątku stoją dwa odłamane krzyże nagrobne z XIX w.



    Resztę drogi pokonaliśmy leśnym skrótem do Chełmska , a stamtąd pozostał jeszcze tylko zjazd do Skwierzyny i koniec wycieczki.
Miejsc odwiedzonych było sporo, wszystko bardzo pobieżnie. Na bardziej szczegółowe wycieczki przyjdzie pora wiosną.


Rower: Dane wycieczki: 78.00 km (27.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)