blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(12)

Moje rowery

Stevens 3108 km
Kross 78807 km
Mc Kenzie 20244 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Nad Staw Raby

Sobota, 14 listopada 2015 | dodano: 14.11.2015Kategoria gm. Skwierzyna

   Dopiero po południu mogłem sobie pozwolić na wyruszenie w teren. Początkowo miałem zamiar wyskoczyć do Puszczy Noteckiej, sprawdzić kilka dróg które zauważyłem w środę podczas wyjazdu z sekcją cyklistów. W międzyczasie pojawiła się kwestia podrzucenia do teściowej świeżutkich "oponek serowych" (Jest to coś w rodzaju kolistych pączków, chyba też tak samo jak pączki kaloryczne i smaczne. Niedawno woził je Robak to wie jak silną trzeba mieć wolę żeby do nich nie zaglądać) i puszcza odpadła w przedbiegach.
     W materiałach promocyjnych które leżały w namiocie podczas zlotu w Santoku była broszurka o walorach turystycznych gminy Skwierzyna. Nie spodziewałem się tam znaleźć żadnych nowości, a jednak była, trafiłem na wzmiankę o Stawie Rabym w Trzebiszewie. Zagadnąłem o ten akwen jednego z moich współpracowników, mieszkańca Trzebiszewa. Lokalizację w przybliżeniu poznałem, ponadto dowiedziałem się o jeszcze jednym stawie w pobliżu torów kolejowych licząc od strony Rakowa. Miałem zamiar wyskoczyć do tych oczek kiedyś w nieokreślonej przyszłości. Okazały się, przynajmniej jeżeli chodzi o Raby, w sam raz na dzisiaj.
       Most nad Obrą w drodze do Rakowa jeszcze w remoncie, musiałem z rowerem pokonać barykadę z belek rozebranej konstrukcji. Potem poszło już gładko, chociaż początkowo trochę przeszkadzał wiatr w twarz. Przed Trzebiszewem przejeżdżam przez mostek nad kanałem odprowadzającym nadmiar wody z bagien i mokradeł wokół Rakowa i teraz trzeba wypatrywać drogi do stawu. Droga okazała się często używanym dojazdem do pól i łąk, a sam staw około hektarowym zabagnionym oczkiem. Niedawno utworzono nad nim użytek ekologiczny dla ochrony podmokłego terenu porośniętego olchą. 


Remontowany most na drodze do Rakowa.




Nad Rabym.






Wokół stawu.

     Pozostał drugi staw i bagna przy torach, ale tu okazało się że przy torowisku nie ma żadnej drogi, a ta którą zauważyłem wcześniej wydawała mi się wątpliwą. Jazda torowiskiem odpada. Nie mam ochoty podzielić losu pięciu koni, które dwa tygodnie temu w okolicy Rakowa popełniły zbiorowe samobójstwo rzucając się pod nadjeżdżający szynobus. Nawiasem mówiąc, zwierzęta w Rakowie zdają się cierpieć na głęboką depresję. W niezbyt odległej przeszłości bowiem w podobny sposób popełniła samobójstwo krowa należąca do tego samego gospodarza. Policja badającą oba przypadki twierdzi jednak że to nie depresja, a tylko brak należytego nadzoru. Może ma rację.
    Koniec, końców drugi staw zostawiłem na przyszłość, a teraz trzeba do Zemska. Jazda szosą byłaby opcją zbyt prostą, wybrałem jazdę drogami pożarowymi do Bledzewa, a stamtąd już prościutko do Zemska. W Zemsku złapał mnie zmrok. Co za szczęście że nie pojechałem lasami dalej, bo przez chwilę rozważałem pomysł aby nie skręcać przy Spalonej Leśniczówce tylko pogonić do Pniewa i Osiecka.
     Prawdopodobnie jeszcze w tym roku będzie można przejechać nowym mostem w Bledzewie, trwają już roboty nad ułożeniem nawierzchni i włączeniem do ciągu drogi.
     Oponki po trzydziestu kilometrach dotarły w całości do adresatki, a ja po kolejnych siedmiu do domu.
     Widzę że mam realną szansę dociągnąć do 9 tys. km rocznego przebiegu. Gdyby się udało byłby to wyjątkowo udany rok rowerowy.
 

Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 37.98 km (25.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Zemsko z przyległościami

Czwartek, 12 listopada 2015 | dodano: 12.11.2015

   Musiałem po pracy wyskoczyć do Zemska. Zwykle taka trasa liczy 14 km w obydwie strony, a ja jak zwykle trochę ją przedłużyłem. Może nawet udałoby się ją jeszcze bardziej rozciągnąć, niestety popołudnia krótkie, zrobiło się ciemno że oko wykol. Zawróciłem.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 27.24 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Puszcza Notecka z Skwierzyńską Sekcją Cyklistów

Środa, 11 listopada 2015 | dodano: 11.11.2015Kategoria Puszcza Notecka

   Wyjeżdżając z domu nie miałem żadnego pomysłu dokąd chciałbym dziś dotrzeć. Zwykle w takich przypadkach pomysły rodzą się już w siodełku. Przejeżdżając obok miejsca coniedzielnych zbiórek sekcji cyklistów zauważyłem że skwierzyńscy bikerzy też gdzieś się wybierają. Niedawno byłem z nimi w Santoku, więc może i dziś dołączyć do towarzystwa? Tak też i zrobiłem.
     W chwili kiedy dołączyłem decyzja dokąd jechać jeszcze nie była wypracowana. Propozycji było kilka, dyskusja burzliwa :), ale ostatecznie, trochę drogą faktów dokonanych (protestów jednak nie było), ustalono - jedziemy przez Puszczę Notecką do Polichna aby wrócić szosą z wiatrem w plecy.
     Miejsca przez które przejeżdżaliśmy już kiedyś odwiedzałem poszukując trzech kamieni - pomników. Kamyki te jako  "Denkstein" i "Alexanderstein"  zaznaczono na mapach pochodzących z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Dziś poznałem nowe drogi którymi można tam dotrzeć.  W okolicy kamulców  drogi trochę rozmiękczone przez ciężki sprzęt ale przejezdne. Dotarliśmy pod jeden z tych kamyczków. Aby odwiedzić dwa pozostałe należałoby trochę zawrócić. Zauważalnie narastające niezadowolenie społeczne w peletonie spowodowało jednak że prowadzący zrezygnowali z "Alexandra" i drugiego denksteina. Dalsza droga znów się poprawia i w miarę wygodnie docieramy do szosy 159 na skrzyżowaniu pod Polichnem. Pozostał powrót do domu, a wiatr tak jak było zaplanowane tylko w tym pomagał. 


Z murawy wystaje jeden z kamieni. Na jednej z ścian wygrawerowany krzyż i data "1917". Trudno odpowiedzieć co on upamiętnia. Przynajmniej ja nie zetknąłem się z odpowiedzią. Podobnie jak z odpowiedzią na pytanie kogo lub czego dotyczy napis "Alexander-Stein 18 Marz 1863-1923" na kolejnym głazie którego dziś nie zobaczyliśmy.





Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 39.58 km (17.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Po zapomnianych puszczańskich cmentarzach

Niedziela, 8 listopada 2015 | dodano: 08.11.2015Kategoria Puszcza Notecka

   Wczorajsza wizyta na cmentarzyku w Jeziercach posunęła mi pomysł aby jeszcze teraz na początku listopada odwiedzić wszystkie znane mi cmentarzyki które przetrwały po nieistniejących już dziś osadach. Początkowo myślałem o wolnym dniu 11-go, ale skoro małżonka zaproponowała że dobrze byłoby gdybym zniknął z domu na jakieś trzy-cztery godziny, skorzystałem z okazji i wyrwałem się z domu na godzin pięć. Zapakowałem do sakwy zakupione po drodze w Netto znicze i w drogę.
    Pierwszy cmentarz leży całkiem blisko bo na ósmym kilometrze, jeszcze przed Świniarami. Kiedyś służył on niemieckim mieszkańcom pobliskiej kolonii tzw "Hojlandu". Za drzewami majaczą zabudowania pobliskiego gospodarstwa. Zapalone znicze świadczą że ktoś był tutaj stosunkowo niedawno.




"Hojland"

    Kolejny kilka kilometrów dalej, na czternastym kilometrze. Spoczywają na nim mieszkańcy pobliskiej, dziś nieistniejącej kolonii leżącej pomiędzy Świniarami, a Nowym Dworem. Położony malowniczo na grzbiecie piaszczystego pagórka. Dziś ktoś tu już był i zostawił zapalone znicze.






Na pagórku.

   Trzeci z cmentarzy, tuż za Nowym Dworem, na czternastym kilometrze mojej wyprawy. Służył mieszkańcom Nowego Dworu. Tu już nie było nikogo. Pomimo tego że leży tuż przy drodze odszukanie kilku zachowanych nagrobków zajęło mi sporo czasu. Najlepiej widoczny jest z drogi do Międzychodu. Zostawiam zapalony znicz i ruszam w dalszą drogę. 




Nowy Dwór.

    Kolejny mógłby być w Skrzynicy, niestety na jego miejscu rośnie tylko pojedyncza tuja, a wokół jej pnia leży kilka taczek gruzu z zniszczonych nagrobków. Kilka kilometrów dalej porzucam szosę i wjeżdżam w puszczę. Mniej więcej na dwudziestym kilometrze istniała wioska Hoffnung. Jako Nadziejewki przetrwała w urzędowym spisie miejscowości prawie do końca dwudziestego wieku, jednak już od bardzo dawna nikt tam nie mieszkał, nawet nigdy nie udało mi się znaleźć śladów po zabudowaniach. Na stoku pagórka gdzie spoczywają zmarli z Nadziejewek zachowało się kilka nagrobków i parę słupków z ogrodzenia. Wypalony znicz świadczy że ktoś tu już był kilka dni temu.


Nadziejewki.

   Teraz muszę niestety porzucić okolice zamieszkałe i ruszać w leśne ostępy. Ruszam na poszukiwanie cmentarza który pozostał po niezasiedlonej osadzie Pechlüge. Niektórzy usiłują używać dla tego miejsca nazwy Trąbki. Obecnie znajduje się tam kilka poletek używanych przez koła łowieckie. Chciałem sobie ułatwić dojazd do cmentarzyka, a w rezultacie dołożyłem kilka kilometrów błądząc wśród bliźniaczo podobnych dróg, poletek i sosen. W końcu dotarłem na miejsce, jest to trzydziesty pierwszy kilometr dzisiejszego wyjazdu. Na cmentarzyków żadnych śladów że ktoś tu już był wcześniej.




Pechlüge.

   O tej tajemniczej osadzie nie znalazłem nigdzie żadnych wiadomości. Czasem przewija się tylko jej nazwa. Dotarłem tylko do informacji że mieszkało tu kilka rodzin żyjących z uprawy kilkudziesięciu hektarów ziemi i pracy w lesie. Tu również urodził się Karl Giering, brunatna postać epoki nazizmu. Giering pracował w centrali gestapo, był szefem referatu zajmującego się zwalczaniem dywersji. Jego szczególnymi osiągnięciami było;
- śledztwo w sprawie zamachu na Hitlera w 1939 r. w Monachium,
-  rozstrzelanie w Moskwie i spalenie pod kotłami elektrociepłowni grupy kłopotliwych dla Stalina niemieckich komunistów którzy zostali w 1940 przekazani dla gestapo pod warunkiem że nie zostaną wywiezieni z Rosji,
- a na koniec rozbiciem francuskiej części siatki szpiegowskiej znanej jako "Czerwona Orkiestra".
Umknął sprawiedliwości dziejowej umierając na nowotwór w roku 1945.
   Opuszczam Pechlüge i ruszam w dalszą drogę do Kozy. W latach trzydziestych nazwę zamieniono na niemiecką -Waldluch. Koza również nie została zasiedlona. Zachował się jedynie szpaler pomnikowych drzew rosnących przy wiejskiej drodze i spory cmentarz. Jest to trzydziesty piąty kilometr jazdy. Wypalone znicze świadczą że ktoś był tu już wcześniej. Zostawiam znicz i czas wracać do Skwierzyny.




Koza.

    Zostały jeszcze odległe o 17 km. Jezierce. I znów zostawiam kolejny znicz, sprzątam zauważoną wczoraj butelkę i w drogę do domu. Muszę cofnąć wczorajsze podejrzenie to nie była butelka po wódce. Nie wiem po czym ona była, ale to nie zmienia faktu że nie powinna być wyeksponowana na najbardziej widocznym nagrobku.
  Teraz tylko liczę na to, że jutro rano nie usłyszę o olbrzymim pożarze Puszczy Noteckiej spowodowanym przez nieodpowiedzialnego osobnika który zostawił zapalone znicze bez dozoru.
   

Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 67.20 km (50.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Zlot cyklistów; Santok, Stare Polichno

Sobota, 7 listopada 2015 | dodano: 07.11.2015Kategoria gm. Santok, Puszcza Notecka

   Uczestniczyłem dziś w zlocie cyklistów w Santoku i Starym Polichnie. Znalazły się tam ekipy z północno-wschodnich krańców lubuskiego i okolic. Były ekipy z Gorzowa, Międzyrzecza, Skwierzyny, Krzyża (to już Wielkopolska), Drezdenka, a nawet jeśli się nie mylę z południa zachodniopomorskiego. Moja obecność w tym towarzystwie była zupełnie przypadkowa - po prostu spotkałem w pracy lidera skwierzyńskiej sekcji cyklistów Janka K. który zasygnalizował imprezę i zaproponował że mogę do nich dołączyć. Nazwę sekcji piszę celowo z małej litery ponieważ według mojej wiedzy formacja jest całkowicie nieformalną, aczkolwiek prężnie działającą grupą zapaleńców. To właśnie ci sami ludzie rokrocznie na początku lata organizują Samochodowy Rajd Szlakiem Bobrów który doczekał się już XV edycji.
    Natomiast co do samego zlotu - zaczął się dla mnie niezbyt fortunnie. W drodze do Santoka dwukrotnie wymieniałem dętkę. Pierwszy raz nie wykazałem się należytą starannością przy sprawdzaniu opony i potwierdziła się zasada że pośpiech jest wskazany jedynie przy łapaniu pcheł. Przy drugim podejściu okazało się że w oponie tkwił wbity odłamek szkła. Poprosiłem współtowarzyszy aby nie psuli sobie wyjazdu, a ja dołączę do nich po usunięciu problemu. W rezultacie do Santoka dotarłem spóźniony i ufaflany w błocie jak nieboskie stworzenie.
    Spotkanie rozpoczęło się w santockiej filii gorzowskiego muzeum. Ponieważ dotarłem już w trakcie imprezy, załapałem się jedynie na końcówkę prelekcji o historii santockiego grodu. Natomiast główna część spotkania odbyła się w "Przystani na kilometrze" w Starym Polichnie. Wójt Santoka w krótkim wystąpieniu przywitał przybyłych, wspomniał o perspektywach rozwoju bazy turystycznej gminy, rozdał materiały promocyjne i oddał głos p. Markowi Skrobańskiemu. Myślę że mogę wymieniać to nazwisko bez obaw o konsekwencje prawne, ponieważ p. Marek jest w pewnym sensie osobą publiczną. Zainteresowani mogą sobie wygooglować. P. Marek opowiedział o swoich wyprawach rowerowych. Hasłowo padło kilka pomysłów na przyszłość, a liderzy grup pochwalili się osiągnięciami swoich zespołów. Na zakończenie sponsorzy zaprosili na poczęstunek dla nabrania sił do powrotu.




    Reasumując, byłem na ciekawej imprezie, spotkałem i poznałem osobiście wirtualnych znajomych z bloga (P. Małgosiu, pozdrawiam), oraz innych których znam jedynie z zdjęć z cudzych blogów. Dotychczas podchodziłem sceptycznie do wszelkich pomysłów integrowania się z środowiskiem bikerów, ale po dzisiejszym dniu nie wykluczam że byłem w błędzie.
    W drodze powrotnej urwałem się naszej grupie przy rozjeździe do Lipek. Chciałem przekroczyć dystans 50 km. i z moich pobieżnych kalkulacji wynikało że jadąc przez Puszczę Notecką powinno się to udać. Jak widać udało się. Leśne drogi złapały już odpowiednią ilość wilgoci aby związać piaski na bardziej grząskich odcinkach, jechało się zatem gładko i szybko. W Jeziercach zwyczajowo zaglądam na cmentarzyk. W tym roku zamiast znicza ktoś postawił na jednym z nagrobków tylko pustą butelkę po małpce. Nie jest to zbyt budujące, trochę mnie nawet zabolało.  Na obszarze rozciągającym się pomiędzy Wiejcami, Lubiatowem i Lipkami znam sześć takich zapomnianych cmentarzy. Takie miejsca przypominają o przemijaniu wszystkiego; życia, pamięci a nawet szacunku dla zmarłych. Jeżeli pogoda i nieprzewidziane okoliczności nie przeszkodzą spróbuję 11-go zapakować w sakwę trochę zniczy i objechać te miejsca.


Wszyscy w Jeziercach fotografują leśniczówkę tymczasem obórka też ma swój urok.




   Jechało się wspaniale i pewnie pojechałbym dalej aż do Krobielewka, gdyby do rzeczywistości nie przywołał mnie telefon z domu - zjawili się niespodziewani goście i byłoby mile widziane gdybym zechciał wrócić na rodzinne pielesze. I tak też uczyniłem.
 Endomondo nie zapisało dziś ok. 0,9 km. Aplikacja ma chyba pewną bezwładność, a ja uruchomiłem ją już w trakcie jazdy.


Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 50.10 km (20.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(7)

Od ostatniego weekendu

Piątek, 6 listopada 2015 | dodano: 06.11.2015

   Tak jakoś niechcący od ostatniej wycieczki nazbierało się trochę kilometrów, z czego lwią część stanowią te które przejechałem aby pewnej roztargnionej pani zwrócić pozostawiony u nas telefon.

Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 20.40 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Stary Dworek, Zemsko, Popowo

Poniedziałek, 2 listopada 2015 | dodano: 02.11.2015

     Dzisiejszy wyjazd w zamierzeniu był czysto komercyjny. Zostałem poproszony o przywiezienie od znajomego pszczelarza paczuszki pyłku pszczelego.  Skoro się urwałem z domu to dla własnej przyjemności trochę go przedłużyłem robiąc tradycyjną rundkę przez pobliskie wioski.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 23.80 km (2.60 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Popołudniowy spacer do Świniar

Niedziela, 1 listopada 2015 | dodano: 01.11.2015

   Przed wieczorem wygospodarowałem trochę czasu, aby urządzić sobie z synem małą przejażdżkę. Czasu akurat wystarczyło aby przejechać najczęściej wybieraną niedzielną spacerową trasę rowerową. Zatem ruszyliśmy do Świniar i z powrotem. Tam niemal zawsze można natknąć się na spokojnie pedałujących skwierzyńskich cyklistów. 



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 23.02 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Nowa Ameryka ....południowa :) i Stary Fryc

Sobota, 31 października 2015 | dodano: 31.10.2015Kategoria ponad 100 km, pow. sulęciński, Nowa Ameryka

     Ponieważ najbliższe groby moich bliskich leżą w przestrzeni rozciągającej się pomiędzy Krakowem i Tarnowem, zatem w linii prostej ponad 500 km od Skwierzyny, poczułem się dziś zwolniony od tej gorączkowej atmosfery jaka panowała wokół cmentarzy. Korzystam z pięknej pogody i urywam się z domu na kilka godzin.
     Żeby jednak zachować klimat Święta Zmarłych rano zaopatrzyłem się w znicze które postawiłem na leśnym cmentarzyku przy drodze 24. Kiedyś istniała tam osada Wilhelmsthall, do dziś został cmentarzyk i fundamenty kilku domostw. Nie wiem czy miejsce to ma jakąś polską nazwę.
     Dziś zrobiłem drugą wycieczkę śladami Starego Fryca, tym razem po południowej stronie Warty
     Do XVIII w. w dolinie dolnej Warty na odcinku pomiędzy Gorzowem i Kostrzynem rozciągały się rozlewiska i bagna, a rzeka nie miała głównego koryta płynąc dziesiątkami kanałów i strumyków. Bagnisty teren porastał podmokły las, a jedynie na pagórkach wystających z bagien leżało kilka starych wsi założonych jeszcze w średniowieczu.
    Decyzję skolonizowania tych dotychczas niewykorzystywanych gospodarczo terenów podjął król Fryderyk II Wielki. To na jego zlecenie pułkownik von Petri wykonał projekt olbrzymich prac, a szeroko zakrojone roboty ruszyły w 1767 r. Osuszono rozlewiska, nurt rzeki wyprostowano i skierowano do jednego koryta, wybudowano dziesiątki kilometrów wałów i kanałów. Prace trwały 18 lat i pochłonęły ogromną kwotę miliona pruskich talarów. Należałoby jeszcze wspomnieć o osobie Franza Balthasara Schoenberga von Breckenhoffa, który bezpośrednio odpowiadał za logistykę, organizację i rozliczanie funduszy. Jego zaangażowanie nie zostało jednak odpowiednio docenione, ponieważ pod koniec życia popadł w niełaskę oskarżony o nadużycia i malwersacje. Dziś trudno powiedzieć czy te oskarżenia były prawdziwe.  Breckenhoff próbował się oczyścić od zarzutów, trzeba jednak powiedzieć że z mizernym skutkiem. Wkrótce po tym zmarł, a po śmierci skonfiskowano jego majątek. Breckenhoff poprzez rodzinę żony jest związany z okolicami Strzelec Krajeńskich. Wspominałem o nim kiedyś na blogu w swoim wpisie  http://jorg.bikestats.pl/1347557,Dankow.html w części dotyczącej Gardzka.
     Na tereny wydarte bagnom zaczęto kierować osadników. Na wyraźne polecenie króla koloniści powinni pochodzić spoza Prus. Osiedliło się tu wtedy również trochę ubogiego polskiego chłopstwa, co poświadczają dane archiwalne z lat 1763-74. Nie osuszono jedynie bagien rozciągających się od Słońska do Kostrzyna, jest to teren dzisiejszego Parku Narodowego "Ujście Warty".
     Do 1778 roku założono tu 122 kolonie w których zamieszkało 1846 rodzin. Wtedy pojawiły się takie nazwy jak Pennsylvanien, Hampshire, Saratoga, Florida, New York, Yorktown. Legenda mówi ze kiedy do Fryderyka II przyszła delegacja chłopów prosząca o możliwość wyjazdu do Ameryki odparł "Ja wam Nową Amerykę i wolność dam nad Wartą". Według innej legendy nazwy te były wówczas odzwierciedleniem nastrojów w fryderycjańskich Prusach, gdzie z sympatią śledzono walkę północno-amerykańskich kolonii o wolność.
   Od Studzionki do Kłopotowa podróżuję wałem powodziowym.
  Studzionka została zasiedlona pół wieku wcześniej niż rozpoczęła się wielka melioracja stąd pierwsi osadnicy początkowo musieli stawić czoła o wiele większym wyzwaniom niż ich przeszli sąsiedzi. Dziś nie zjeżdżałem z wału do kościółka. Ciekawostką jest umieszczony tam na wolno stojącej dzwonnicy dzwon z 1793 r. ufundowany przez księcia Ferdynanda, mistrza zakonu joannitów i brata Fryderyka Wielkiego.
  W Okszy zatrzymuję się przed kościołem. Odniosłem wrażenie że od mojego ostatniego pobytu przeszedł on jakiś remont. Kolejny przystanek przed drogowskazem i przy przeprawie w Kłopotowie. Korcił mnie pomysł kontynuowania jazdy wałem w kierunku Słońska, ale ostatecznie pojechałem do Głuchowa. A tam kolejne dylematy i możliwości; może do Lemierzyc, a może jednak do Słońska. Z rozterek wybawił mnie rzut oka na zegarek i świadomość że za  ok. dwie godziny muszę być w Skwierzynie.
  Przez Zaszczytowo, Przemysław  pędzę do Krzeszyc. Gdzieś po drodze kuszą jeszcze Malta i Krzemów, czas jednak jest nieubłagany. Za Krzeszycami już bez żadnych pokus gonię do domu. Rzutem na taśmę zameldowałem się na 10 min. przed czasem. 
   Dzisiejszy wyjazd pozwolił mi uporządkować sobie w głowie tamtejszą topografię. Przy następnym będzie łatwiej. 
    Do wycieczki dołożyłem dwukrotny poranny wyjazd do sklepów (8 km).


Na Kostrzyn.


Oksza.


Kierunek Nowa Ameryka.


Prom przez Wartę w Kłopotowie.


Tytuł mówi sam za siebie.








Klimaty w południowej części Nowej Ameryki.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 109.83 km (4.50 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Tradycyjna rundka przez Zemsko

Wtorek, 27 października 2015 | dodano: 27.10.2015

   Czas jaki pozostaje do dyspozycji po powrocie z pracy pozwala jedynie na takie króciutkie wypady. Nie są one może ciekawe ale pozwalają na chwilę odetchnąć w plenerze. Dziś tradycyjna rundka przez Zemsko.
   Przy okazji poniższe zdjęcie chciałem zadedykować wszystkim bikerom - malkontentom narzekającym na lubuskie bruki. Ten bruk ma chyba z dwadzieścia wieków, ale jak go zobaczyłem od razu pomyślałem o naszych kochanych brukach z Zemska, Popowa i wielu innych znanych nam dróg. Ostatecznie to ta sama technologia budowy.



    I na koniec ciekawostka. Wracając z pracy znalazłem w skrzynce pocztowej list w którym firma Caelum prezentuje swoje usługi oraz zaprasza jak niżej:
   - 31 października 2015 w godzinach 13:00-15:00 dom pogrzebowy i krematorium Caelum w Skwierzynie zaprasza na swój dzień otwarty. Można zobaczyć obiekt od środka, zobaczyć jak wygląda piec kremacyjny i na koniec wziąć udział w uroczystej mszy św. za zamarłych. 
  Marketing potrafi czasem zaskoczyć. Chyba skorzystam  :). 
   Do dzisiejszych kilometrów dołożyłem wczorajsze pięć. Wczoraj byłem znów na budowie przeprawy przez Wartę. Kratownica mostu jest już nasunięta na całej niemal szerokości rzeki, jeszcze kilka dni i oba brzegi zostaną spięte.



Rower:Mc Kenzie Dane wycieczki: 27.30 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)