blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(12)

Moje rowery

Stevens 3072 km
Kross 78807 km
Mc Kenzie 20244 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

I znów Stary Dworek z przyległościami

Środa, 6 września 2017 | dodano: 06.09.2017

   Znów padało, wyrwałem się na chwilę dopiero po 18³º. Dziś była tylko jazda dla jazdy bez podtekstów turystycznych. No bo co to za turystyka jak na tej trasie zna się nawet wszystkie dziury w jezdni :-).  Jedyna jej atrakcyjność w tym że jest w sam raz do przejechania w półtorej godziny.



Rower:Kross Dane wycieczki: 29.50 km (5.00 km teren), czas: 01:32 h, avg:19.24 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Kierunek zastępczy

Wtorek, 5 września 2017 | dodano: 05.09.2017

 Zbierając się do dzisiejszego wyjazdu wstępnie zakładałem odwiedzenie Wiejc, a może nawet próbę dotarcia do Piłki. Obawiałem się tylko że 2,5 godziny może na taki wypad nie starczyć. Pozostały kierunki zastępcze takie jak Lubniewice albo Międzyrzecz. Losowo wypadło na Międzyrzecz.
  W samym Międzyrzeczu jednak nie byłem. Od Głębokiego przejechałem do Gorzycy, dalej do drogi Międzyrzecz-Sulęcin, tą drogą do Templewa i przez Nową Wieś oraz Sokolą Dąbrowę do Bledzewa. W Bledzewie przymusowy postój dla wymiany dętki i dalej bez niespodzianek ale za to już po zmroku prosto do domu.

Wiatrołomowe wygibasy
Wiatrołomowe wygibasy.

XIX-wieczna dzwonnica w Gorzycy/k Międzyrzecza
XIX-wieczna dzwonnica w Gorzycy.


Rower:Kross Dane wycieczki: 56.75 km (6.00 km teren), czas: 02:53 h, avg:19.68 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Ponownie w podgorzowskiej dolinie Warty

Niedziela, 3 września 2017 | dodano: 03.09.2017Kategoria gm. Deszczno

   Ponownie wybrałem się w podgorzowską dolinę Warty. Formalnie jest to teren gminy Deszczno, chociaż wtargnąłem również do gminy Krzeszyce.
   DK 24 i drogą przeciwpożarową 13 dotarłem w okolice Kiełpina. Po Kiełpinie trochę kluczyłem ponieważ chciałem zobaczyć przysiółek Rudnicy o intrygującej nazwie Altona. Mapa wskazywała na istnienie jakiejś drogi prowadzącej bezpośrednio z Kiełpina do Altony. Przy okazji błąkania się obok budynków po-folwarcznych w krzakach na skraju zapuszczonego parku natknąłem się na ruiny imponujących piwnic pałacu von Waldowów. Do ruiny zabytkowego budynku doprowadził jak to zwykle bywało PGR gospodarujący w tutejszym majątku.

Pomnikowy dąb w Kiełpinie
Potężny pomnikowy dąb w Kiełpinie.

   Altona okazała się osadą składającą się z kilku zabudowań rozrzuconych wśród łąk i na skraju lasu. W jednym z gospodarstw właściciel hoduje stadko pawi. Ptaki były bardzo płochliwe i zanim zdążyłem wyciągnąć aparat zniknęły gdzieś w zakamarkach zagrody.
  Z Altony wybrałem się w kierunku Warty. Droga początkowo zapowiadała się nieźle, jednak w pewnym momencie niespodziewanie rozpłynęła się wśród łąk, a przed nosem pojawił się Kanał Bema za którym widniały zabudowania gospodarstw Płonicy. Zacząłem się liczyć  z koniecznością powrotu. Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej w zielsku majaczyły jakieś barierki, przebrnąłem do nich skrajem bagienka licząc że może jakimś sposobem przebrnę na przeciwległy brzeg. Była tam śluza z małą kładką po której sforsowałem kanał i wylądowałem na warciańskim wale przeciwpowodziowym którym dojechałem aż do Gorzowa na Zakanale.
    W gospodarstwach przy wałach mieszka spora ilość różnego rodzaju i wielkości luźno biegających piesków. Chyba rzadko widują cyklistów więc w kilku wypadkach wybiegały zaciekawione i ucieszone z gościa aby się "przywitać". Oczywiście odnosiłem się do nich z sympatią a one okazywały się podatne na słowną perswazję i w większości zostawiały moje łydki w spokoju. Wyjątek też mnie nie skrzywdził, ale zdrowo przestraszył. Biegł za mną milczkiem i dopiero po kilkudziesięciu metrach niespodziewanie się "odezwał" a następnie zawrócił jakby nigdy nic.

Gorzowska dolina Warty

Starorzecza w dolinie Warty
Widoki z wałów przeciwpowodziowych.

Panorama Gorzowa zza Warty
Panorama Gorzowa widok zza Warty i Kanału Ulgi.

   Dalszy powrót drogami obok S3 przez Łagodzin, Karnin, Deszczno do Trzebiszewa i Skwierzyny.



Rower:Kross Dane wycieczki: 75.80 km (40.00 km teren), czas: 04:47 h, avg:15.85 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Do gorzowskiej doliny Warty

Sobota, 2 września 2017 | dodano: 03.09.2017Kategoria gm. Deszczno

       Dziś tylko skromniutka wycieczka do sąsiedniej gminy, ale za to na jej całkowicie przeciwległy skraj. W powietrzu wisiał deszcz i dalsze wyjazdy byłyby mocno ryzykowne. Pomimo całej ostrożności nie uniknąłem zmoczenia, szczęściem byłem kilkaset metrów od wiaduktu na S3 i najbardziej rzęsiste opady przeczekałem pod mostem.
     Gmina Deszczno, bo o niej mowa, dzisiaj rozpoczynała obchody kolejnej edycji swojego Święta Pieczonego Kurczaka. Impreza połączona z gminnymi dożynkami ściąga tłumy mieszkańców gminy, sąsiadów i licznych gorzowian. Kiedy przejeżdżałem obok Placu Kurczakowego w Maszewie trwały ostatnie przygotowania do przyjęcia gości.
      Do Łagodzina przejeżdżam przez tereny i drogi które znam z wcześniejszych wyjazdów, dopiero po przekroczeniu DK 22 wjeżdżam w zakątek do którego jeszcze nigdy nie miałem okazji zajechać.
      Były tam zatem w kolejności: Ulim, Niwica, Koszęcin, Dzierżów, Prądocin, Krasowiec, Płonica i Bolemin gdzie ponownie przekroczyłem DK 22 wracając do domu. Poza Ulimiem który ma jeszcze średniowieczny rodowód pozostałe wioski powstały w XVIII wieku w ramach kolonizacji i osuszania bagien nadwarciańskich. Dominują widoki płaskich łąk i pól poprzecinanych rowami melioracyjnymi z stojącą w nich lub płynącą wodą. Zabudowania i podwórka podzieliłbym na trzy kategorie; są nowoczesne i wiekowe ale zadbane, są stare i zaniedbane z błotnistymi podwórkami, ale nierzadkie są również widoki walących się ruder z sterczącymi żebrami krokwi. Drogi w większości asfaltowe i o dziwo gładkie.

Płonica - dolina Warty
Płonica - dolina Warty.

      Na dłużej zatrzymałem się przed kościołem w Boleminie, a może to jeszcze była Płonica. Kościół nie jest jakąś perełką architektoniczną, ale związana jest z nim pewna ciekawostka. Bolemin powstał w 1754 roku, w tym samym roku kilka rodzin kolonistów osiedliło się na terenie dzisiejszej Płonicy chociaż formalnie była to część Bolemina. Kilka lat później w 1757 r kiedy wzrosła tam liczba osadników nastąpił podział wsi na Płonicę i Bolemin. W latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku zbudowano wspólny dla obydwu wsi kościół, Podobno mieszkańcy obydwu wsi pozostawali z sobą w jakimś dziś już nieznanym konflikcie dlatego kościół posiadał dwa wejścia i dwie kruchty - osobna dla mieszkańców Bolemina i osobna dla mieszkańców Płonicy. Kościół w takiej formie przetrwał do stosunkowo nieodległych czasów. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku gruntownie go przebudowano likwidując stare kruchty. Nowe wejście zbudowano od strony Płonicy dobudowując nową kruchtę. W wyniku przebudowy świątynia całkowicie zatraciła większość swoich pierwotnych cech.

Kościół w Boleminie
Wspomniany wyżej kościół w Boleminie.

Pensjonat dla koni :-)
Pensjonat dla koni :-) w Boleminie. 

      Dalsza droga z Bolemina prowadziła do Orzelca i leśną drogą pożarową 12 i 13 do DK 24.

Gdzieś w okolicach Glinika
Gdzieś w okolicach Glinika.

Oczko w lesie przy DK 24, rejon Glinika
Oczko w lesie przy DK 24, rejon Glinika.

      Spenetrowana okolica, stosunkowo nieodległa, nadaje się znakomicie na krótkie 3-4 godzinne wypady.



Rower:Kross Dane wycieczki: 68.97 km (12.00 km teren), czas: 03:31 h, avg:19.61 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Grzybobranie, ... do trzech razy sztuka.

Środa, 30 sierpnia 2017 | dodano: 30.08.2017

 Skusiłem się na grzybobranie po raz trzeci i na razie starczy.


Rower: Dane wycieczki: 25.39 km (15.00 km teren), czas: 02:04 h, avg:12.29 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Na grzyby po raz drugi

Wtorek, 29 sierpnia 2017 | dodano: 29.08.2017

 Skuszony wczorajszymi wynikami powtórzyłem grzybobranie, efekt podobny z tym że dziś ponad połowę zbioru stanowiły podgrzybki. Na koniec natrafiłem na drogę dosłownie żółtą od kurek, niestety było już szaro i nie do końca wiedziałem jak daleko mam do skraju lasu. Odjechałem z bólem serca i zamkniętymi oczami. Może jutro uda się tam wyskoczyć na godzinkę :-) .


Rower:Kross Dane wycieczki: 28.77 km (20.00 km teren), czas: 01:58 h, avg:14.63 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Na grzyby

Poniedziałek, 28 sierpnia 2017 | dodano: 28.08.2017

  Dziś wybrałem się pod Jezierce na grzybki. Nie mam miejsc pewniaków, w ogóle nie mam żadnych swoich miejsc, więc to było naprawdę szukanie.  Zbiór niemal w całości stanowią kurki. Zbiór zachęcający do powtórzenia.
  O szarej godzinie wynurzyłem się z interioru na znanej sobie drodze do Świniar i stąd już bez żadnych eksperymentów nawigacyjnych, nadkładając nieco drogi wróciłem do Skwierzyny przez wspomniane Świniary.


Rower:Kross Dane wycieczki: 29.32 km (12.00 km teren), czas: 02:06 h, avg:13.96 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Do Pełczyc i Barlinka

Sobota, 26 sierpnia 2017 | dodano: 26.08.2017Kategoria ponad 100 km, Puszcza Gorzowska, Zachodniopomorskie

     W końcu zmobilizowałem się na wielokrotnie odkładany wyjazd w okolice Barlinka. Niestety wyruszyłem dosyć późno, w efekcie na miejscu nie starczyło czasu na przejazd doliną Płoni, a taki był pierwotny cel. Dotarłem jedynie do „Młyna Papiernia”, ale o tym na końcu.
     Do Barlinka wybrałem się trasą omijającą ruchliwe drogi, a częściowo wręcz przez bezdroża. Nie był to najlepszy wybór, ale to okazało się dopiero w trakcie jazdy. Zatem szlak prowadził przez Santok, ścieżką przez rezerwat „Zdroiskie Buki”, w Zdroisku wracam na szosę do Dankowa, dalej w kierunku Barlinka z odskokiem do Pełczyc z metą w Barlinku.
     „Zdroiskie Buki” od strony Górek Noteckich tego lata chyba są rzadko odwiedzane. Droga zamieniła się w wąską zarośniętą ścieżkę, w niektórych miejscach przejazd utrudniają ciężkie do ominięcia kałuże. Jedyne co się nie zmieniło to widok meandrującej na dnie wąwozu Santocznej.
     W Dankowie zatrzymałem się na krótki popas, przejechałem w pobliżu kościoła i dawnego folwarku. Kiedyś piękne, dziś nikomu nie potrzebne budynki folwarczne powoli chylą się do upadku.
     W Krzynce sprawdziłem czy jeszcze pamiętam drogę do nagrobka porucznika Zocha. Głaz odszukałem w ubiegłym roku, a że leży kilkaset metrów od szosy więc można sobie pozwolić na krótką przerwę. Tym razem strzał był bezbłędny. Pomaga znajoma kępa drzew przy drodze, jedyny ślad po leśniczówce Neuhaus, siedzibie zasłużonych dla okolicznych lasów leśników Zochów. Skrajem łąki ledwo widoczną drogą docieram do ściany lasu. Wzdłuż lasu prowadzi znacznie wygodniejsza droga, sęk w tym że nie wiadomo gdzie na nią należało wjechać. Droga lekko pnie się górę, pojawiają się szpalery olbrzymich żywotników i w końcu głaz z inskrypcją. Napis informuje że jest to miejsce wiecznego spoczynku 25-letniego porucznika Georga Zocha. Georg został ranny i zmarł w szpitalu polowym pod Sedanem w październiku 1918 r. na miesiąc przed zakończeniem wojny. Po wojnie rodzina sprowadziła ciało syna i pochowała w pobliżu rodzinnej leśniczówki.

Krzynka - aleja drzewiastych żywotników
Krzynka - aleja drzewiastych żywotników.

Krzynka - nagrobek porucznika Georga Zocha
Krzynka - nagrobek porucznika Georga Zocha.

Ku pamięci porucznika Zocha
Ku pamięci porucznika Zocha  

     Kilkanaście lat wcześniej częstym gościem w leśniczówce bywał generalmajor Zoch (nieznanego imienia) bliski krewny leśniczego. Podczas jednej z wizyt w lipcu 1904 r. generał wybrał się nad jezioro Okunie. Podczas kąpieli zaczął się topić, tonącemu na ratunek ruszył jego ordynans Zawadzki. Utonęli obydwaj. Wydarzeniom tym jest poświęcony kolejny z głazów którego dziś jednak nie odwiedzę.


Zdjęcie z innej wycieczki.

     Czas wracać na szosę. Kilka kilometrów dalej skusił mnie swoją obietnicą drogowskaz „Pełczyce 10 km”. Tak rzadko tu bywam że grzech byłoby nie skorzystać z okazji do zobaczenia miasteczka. Skręcam, sięgam do map żeby sprawdzić co mnie czeka,... i tu spotyka mnie siurpryza. Wyszedłem już nieco na północ poza teren opisany na mojej mapie, zatem jazda w ciemno. Drogowskazy zniknęły, a właściciel drogi uważa że i tak jeżdżą tędy miejscowi więc wiedzą gdzie jadą.
     W Sarniku mijam zdewastowany park otoczony murem, a przez zamkniętą bramę za drzewami majaczą ruiny pałacu. Kilka minut spędziłem przed XVII-wiecznym kościółkiem. Kościółek w zupełnie podobnym stylu lecz bez dzwonnicy napotykam w kolejnej wiosce Niesporowicach.

Kościółek w Sarniku pod Pełczycami
Kościółek w Sarniku pod Pełczycami.

     Od strony z której przyjechałem jak wspomniałem nie uświadczysz drogowskazu. Droga zaczęła skręcać na południe, pojawiły się pierwsze wątpliwości. Jak się później okazało były całkowicie uzasadnione.
     Dojeżdżam do Niesporowic. Na wprost ukazuje się okazała brama prowadząca do dawnego folwarku. Nad wjazdem herby właścicieli, a za bramą trwała ruina czyli kamienne mury zabudowań pozbawione dachów. Drzewa rosnące w wnętrzach budowli już dawno wyrosły ponad mury. Dla sprawiedliwości trzeba dodać że część zabudowań jest zadbana i użytkowana. Ja jednak wracam na drogę oznaczoną znakiem pierwszeństwa przejazdu. Dzieci siedzące na środku jezdni z zdziwieniem spojrzały na przejeżdżającego cyklistę. Za chwilę wszystko się wyjaśniło, droga przechodzi w bruk, a kawałek dalej pojawiają się olbrzymie zielone stawy, a może to były tylko kałuże. Znak że nie tędy droga. Zawracam i teraz w Sarniku jak byk widać drogowskaz kierujący do Pełczyc. Szkoda że jak jechałem wcześniej był odwrócony do mnie plecami. Teraz poszło jak z płatka.

Monumentalna brama do majątku w Niesporowicach, wewnątrz wygląda znacznie gorzej
Monumentalna brama majątku w Niesporowicach, wewnątrz wygląda nieco gorzej. Po lewej ściany budynku bez dachu. Wewnątrz kilkunastoletnie drzewa.

     Po kilku kolejnych kilometrach ukazują się Pełczyce, sympatyczne, kilkutysięczne miasteczko na wzgórzach, otoczone jeziorami. Z tej racji że nie przygotowywałem się do odwiedzenia Pełczyc nie miałem wiedzy o interesujących miejscach. Intuicyjnie dotarłem pod mający XIII-wieczną metrykę kościół. Dopiero później dowiedziałem się że jest on częścią założenia klasztornego cysterek i w jego otoczeniu należałoby jeszcze poszukać ocalałego skrzydła klasztoru i dawnego folwarku klasztornego. O dawnym zamku von der Ostenów przypomina nazwa pobliskiej ulicy – Zamkowa. Na koniec krótka przerwa na Rynku Bursztynowym przed siedzibą władz gminy. Zastanawiałem się skąd przymiotnik bursztynowy przy nazwie rynku. Nie natknąłem się na żadną informację o handlu bursztynami, ale natrafiłem na wzmiankę że przez krótki okres w 1945 r. Pełczyce nosiły nazwę Bursztynowo, tłumaczone od jego niemieckiej nazwy Bernstein. Teraz pozostało tylko pożegnać się z Pełczycami i kontynuować podróż do Barlinka. Myślę że jeszcze tu kiedyś zawitam i poświęcę miasteczku więcej czasu.

W Pełczycach
Kościół w Pełczycach. Stanowił część założenia klasztornego cysterek. Klasztor został zbudowany na miejscu wcześniejszego grodziska.

Pełczycki Rynek Bursztynowy
Pełczycki Rynek Bursztynowy.

    Niestety w Barlinku zabrakło czasu na dolinę Płoni. Zwiadowczo dotarłem tylko do „Młyna Papiernia”. Znajdujący się na przedłożeniu ul. św. Bonifacego obiekt liczy sobie niemal 300 lat. Powstał na początku XVIII w jako papiernia należąca do rodziny Meisnerów. Półtorej wieku później w roku 1869 papiernia została przebudowana na młyn zbożowy i jako taki funkcjonował przez kolejny wiek, do roku 1972. Wtedy młyn ostatecznie zamknięto i przeznaczono do rozbiórki. I znów do obiektu uśmiechnął się los, urokliwym miejscem zainteresowała się grupka studentów i pracowników naukowych Instytutu Architektury Politechniki Szczecińskiej. W stare budynki tchnięto nowe życie. „Młyn Papiernię” można zwiedzać w soboty i niedzielę w godz. 11ºº-17ºº , a ja pojawiłem się tam tuż po 17ºº.

Barlinek - Młyn Papiernia
Barlinek - "Młyn Papiernia" w dolinie Płoni.

     Zawróciłem do Barlinka, tam odwiedziłem przejazdem szkolnego kolegę z którym ostatni raz widzieliśmy się na początku lat dziewięćdziesiątych. Było to jeszcze przed erą telefonów komórkowych, ba telefon stacjonarny był jeszcze wtedy dobrem niedostępnym dla szerszego ogółu. Dopiero niedawno, po ćwierćwieczu ponownie nawiązaliśmy z sobą kontakt telefoniczny . Po króciutkiej wizycie i po szybkiej kawie ruszyłem do domu. Jechało się wyjątkowo dobrze, i gdyby nie zapadający zmrok pewnie skusiłbym się na dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów.



Rower:Kross Dane wycieczki: 155.44 km (12.00 km teren), czas: 08:13 h, avg:18.92 km/h, prędkość maks: 43.20 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Pechlüge czyli Trąbki

Piątek, 25 sierpnia 2017 | dodano: 25.08.2017Kategoria Puszcza Notecka

       Ostatni raz byłem w  Pechlüge prawie dwa lata temu. Osada nie istnieje od 1945, niemniej ma swoją polską nazwę Trąbki. Dziś jest tam kilkuhektarowe poletko użytkowane przez myśliwych, wiata na siano i stary coraz bardziej rozszabrowywany cmentarzyk. Kiedy byłem tam po raz pierwszy kilkanaście nagrobków leżących na ziemi miało jeszcze jakieś zdobienia, były tablice z nazwiskami, dziś zostało zaledwie kilkanaście prostych nagrobków, bez nazwisk, bez elementów ozdobnych. Niedawno widziałem jeden z zapamiętanych kamieni w Krobielewku na tamtejszym lapidarium, dobre i to że nie trafił gorzej.
    O Pechlüge niewiele wiadomo, w internecie można tylko znaleźć informację że w gminie Skwierzyna była kiedyś taka osada, że było tam około 5 zagród z mniej więcej 20 mieszkańcami którzy uprawiali ok 30 ha. ziemi i żyli z pracy w lesie i że było miejscem gdzie przyszedł na świat jeden z tuzów hitlerowskiego gestapo Karl Giering. 

Tak tam jest dziś
Nic więcej nie zostało.


A ten zniknął.

    Dziś zdecydowałem się na jazdę w tamten rejon puszczy z braku czasu na dłuższą wycieczkę. Po powrocie okazało się że pewne przedsięwzięcie nie wypaliło i zupełnie spokojnie mogłem zostać w lesie co najmniej dwie godziny dłużej.
    W drodze powrotnej skorzystałem z wskazówki na poniemieckim kamiennym drogowskazie. Kierunek okazał się doskonały, ale droga niekoniecznie. Ale 100 lat temu ludzie urządzający tamte drogi nie mogli przewidzieć że w następnym wieku będą je rozjeżdżać wielotonowe ciężarówki z drewnem.



Rower:Kross Dane wycieczki: 51.41 km (35.00 km teren), czas: 02:50 h, avg:18.14 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Kierunek Sowia Góra

Czwartek, 24 sierpnia 2017 | dodano: 24.08.2017Kategoria Puszcza Notecka

    Kierunek Sowia Góra, czyli na przełaj na drugą stronę puszczy. Wybrałem się w okolice Sowiej Góry aby spenetrować szutrówkę którą ostatnio odkryłem. Okazało się że to jest ta sama droga pożarowa nr 3 którą często jeżdżę do Gościmia i Lubiatowa tylko z lekkim uskokiem na południe na wysokości Lubiatowa. Przy okazji zapoznałem się z topografią tamtych okolic. Charakter puszczy w tamtym rejonie jest nieco odmienny niż w pobliżu Skwierzyny, teren jest mocno pofałdowany z dużym nachyleniem stoków, dominują podłużne wały piachu rozciągające się południkowo. Wyglądają zupełnie jak polodowcowe ozy, ale są znacznie późniejsze. Po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia została odsłonięta szeroka niecka pradoliny toruńsko-eberswaldzkiej pokryta nieprzebranymi masami piasku. Hulające wiatry przenosiły drobiny z miejsca na miejsce usypując wydmy. Kiedy klimat wystarczająco złagodniał aby wydmy mogły pokryć się roślinnością proces ten został zatrzymany. Na powierzchni ok. 1350 km wyrosła dzisiejsza Puszcza Notecka, drugi co do wielkości kompleks leśny w kraju.

Na wydmach w Puszczy Noteckiej
Wyrąb na zboczu wydmy, okolice Wiejc
Na puszczańskich wydmach.

Puszcza Notecka, okolice Wiejc - dno lasu
Puszcza Notecka, okolice Wiejc - dno lasu. Biały porost to chrobotek - jesteśmy w suchym borze chrobotkowym.

Kamienny drogowskaz w głębi Puszczy Noteckiej
Kamienny drogowskaz w głębi Puszczy Noteckiej.

    Kiedyś wybiorę się w tamten rejon aby odszukać i wejść na najwyższą wydmę - Wielką Sowę - ponad 40 m wys. względnej. Ponadto pomiędzy Lubiatowem a Wiejcami zauważyłem kilka świetnie zachowanych kamiennych drogowskazów. Pojawił się temat - sprawdzić czy drogi w które one kierują są przejezdne i da się z nich korzystać. Wiem że niektóre z tych osad już nie istnieją, ale jest również taka która formalnie istnieje, lecz nikt nie wie gdzie leży. Mam na myśli Czerwieniec - osadę puszczańską w mojej własnej gminie. 
    Do domu wróciłem przez Wiejce. 


Rower:Kross Dane wycieczki: 71.65 km (38.00 km teren), czas: 03:47 h, avg:18.94 km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)