blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(9)

Moje rowery

Kross 76866 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Jesienne spotkanie cyklistów w Mościcach 01-02.10.2016

Niedziela, 2 października 2016 | dodano: 02.10.2016Kategoria ponad 100 km, pow. gorzowski

   Dzięki uprzejmości koleżanek i kolegów zrzeszonych w skwierzyńskiej SSC mogłem do nich dołączyć i wziąłem udział w spotkaniu cyklistów z północnej części lubuskiego i ościennych rejonów wielkopolski. Spotkanie miało miejsce w Mościcach koło Witnicy. 
   W Mościcach przez kilka lat stał niewykorzystywany budynek po zlikwidowanej szkole, parę lat temu za symboliczna kwotę budynek z przeznaczeniem na swoją bazę zakupił gorzowski oddział PTTK. Powoli w miarę posiadanych środków miłośnicy turystyki doprowadzają obiekt do stanu używalności. Został tam już włożony ogrom pracy, wiele trzeba jeszcze włożyć, obiekt jednak żyje i służy turystom i młodzieży. Integralną częścią bazy jest również niewielki park dendrologiczny. 
   Sobotę poświęciliśmy na dotarcie do Mościc. Jazda najkrótszą drogą przez Kołczyn z przeprawą przez Wartę w Świerkocinie poszła stosunkowo sprawnie i miło. Mniej miło stało się dopiero w Witnicy, kiedy to zaczęło padać. W Mościcach przed spotkaniem zostało jeszcze trochę czasu, można byłoby pozwiedzać okolicę, ale ewentualnych chętnych odstraszył wiszący w powietrzu deszcz. Znaleźli się jednak odważni, np. reprezentacja Lipek i Polichna na czele z p. Markim Skrobańskim którzy czuli niedosyt kilometrów i ruszyli gdzieś w trasę.
  W Mościcach zostaliśmy ugoszczeni przy ognisku, potem nastąpiły długie nocne Polaków rozmowy (niekoniecznie o suchym pysku). Były wspomnienia, poruszano sprawy ważne i błahe. 


Zabytkowy kościół w Mościcach


Mam uzasadnione podejrzenia że ta kapliczka to zmodyfikowany pierwszo-wojenny kriegerdenkmal 

    Z osób bardziej znanych w lokalnym rowerowym światku na spotkaniu pojawili się: gospodarz - prezes gorzowskiego PTTK-u p. Zbigniew Rudziński, p. Daniel Wilk z reprezentacją cyklistów z Krzyża, santocki globtroter cyklista p. Marek Skrobański.
   Dzień drugi to krótka wycieczka nad Jezioro Wielkie, w roli przewodnika wystąpił sam prezes p. Rudziński, znakomity gawędziarz.
   W końcu nadszedł czas na podsumowanie spotkania, pożegnania i powrót do domu. W jednej z wersji marszruty pojawił się pomysł na przeprawę promem w Kłopotowie i powrót nadwarciańskimi wałami. Okazuje się jednak że w weekendy prom nie kursuje i sprawa upadła. Zatem pozostał powrót po wczorajszych śladach. W drodze do Skwierzyny towarzyszyła nam grupka z Lipek i Polichna.


W tym miejscu mieszkańcy gminy Witnica i leśnicy po katastrofie smoleńskiej dla uczczenia ofiar posadzili 96 symbolicznych cisów. Wszystko godnie i spokojnie, bez propagandowych szopek.


Wieża widokowa nad Jeziorem Wielkim.


Jezioro wbrew nazwie nie jest znów takie wielkie.


Rower: Dane wycieczki: 129.14 km (10.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

Gorajec zdobyty

Poniedziałek, 26 września 2016 | dodano: 26.09.2016Kategoria pow. sulęciński

   Wycieczkę na Gorajec miałem w planach od dawna ale zawsze jakoś było nie po drodze. Ostatnio temat Gorajca został wywołany wycieczką na Bukowiec moich znajomych z bloga - Lasgosi i Robaka, a zwłaszcza relacją Gosi w którym zapowiada ponowny wyjazd w tamte okolice, własnie dla zdobycia Gorajca. Niniejszym informuję że Was wyprzedziłem.
   Nad jeziora Buszno i Buszewko jadę najkrótszą możliwą trasą przez Bledzew i Templewo.  W lesie pomiędzy Templewem a Busznem znajdują się relikty byłego radzieckiego składu głowic i bomb jądrowych. Obiekt w zasadzie jest zlikwidowany a wejścia do dwóch ocalałych podziemnych bunkrów są zabezpieczone przed ciekawskimi betonowymi płytami i zasypane tonami ziemi. Do jednego z nich można byłoby wejść przy odrobinie samozaparcia przez pozostawiony niewielki otwór. Do niewielkiego w sumie zboczenia z trasy (ok 300 m.) dziś skłonił mnie niedawno przeczytany artykuł o mrówkach. Jeżeli ktoś z czytających blog jest zainteresowany oto on:  http://wyborcza.pl/1,75400,20653958,mrowki-atomowki.html .


Jeden z ocalałych bunkrów składu.


Jedno mrowisko i dwa światy. Zainteresowanych odsyłam do zalinkowanego artykułu.


Nad bunkrem rośnie las. Kiedyś znajdowała się tam jakaś infrastruktura, jakieś szyby. Dziś są zasypane, zostały tylko prowadzące do nich schody.

    Nad Busznem wjeżdżam na czerwony szlak. Przy drodze będą widoczne kamienie pomniki. Pierwszy z głazów poświęcony pamięci Otto Weddigena. Otto nie był leśnikiem lecz kapitanem niemieckiej łodzi podwodnej z okresu I wojny światowej. W 1914 r wsławił się zatopieniem w ciągu godziny trzech brytyjskich krążowników. Jeżeli kogoś zaciekawił jego życiorys znajdzie go w Wikipedii. Kolejny głaz dotyczy prawdopodobnie jakiegoś leśnika. Przy odrobinie trudu na części zwróconej do drogi można odczytać napis "Feuerstack" . W pobliżu w zbocze wąwozu wkomponowany jest jeszcze jeden z napisem "Vater Oblasser 1932". Dziś do ojczulka Oblassera nie dotarłem ponieważ wcześniej skręciłem w ledwie widoczną w drogę prowadzącą w górę.




Wspomniane powyżej głazy-pomniki.

  Przedzierając się po stoku przez rzadkie krzaki trafiłem na całkiem wygodną drogę prowadzącą do znaków kierujących na Gorajec. Niestety podjazd do samego szczytu jest zbyt stromy jak na moje możliwości. Na szczycie góry dla wygody wędrowców ustawiono stół z ławkami, a nad stołem platforma widokowa z której można podziwiać z kilkumetrowej perspektywy okoliczne buki i szafka z księgą zdobywców. Ostatni wpis z dnia wczorajszego. 






Na Gorajcu (209 m. n.p.m.)

   Z góry zjechałem drogą którą dotarłem na szczyt, droga ta doprowadziła mnie do niebieskiego szlaku, tego przy którym leży wspomniany głaz Oblasser. Jak widać w drodze na szczyt popełniłem niewielki falstart. Niestety na niebieskim nie ma żadnego oznaczenia że tu należałoby skręcić na Gorajec. Jedynym punktem orientacyjnym jest stół z ławkami ustawiony obok rozdroża i kapliczka przy drzewie stojąca kilkadziesiąt metrów dalej w kierunku Bukowca. Nie należy przy tym liczyć zbytnio na czarny szlak pieszy który ma rzekomo prowadzić na szczyt, po prostu nigdzie nie widziałem odpowiedniego oznakowania.






Punkty orientacyjne drogi na Gorajec znajdujące się przy niebieskim szlaku (licząc od Bukowca) kapliczka, stół i rozjazd: w prawo niebieski nad Buszno, w lewo na Gorajec.

   Skoro już byłem w pobliżu odwiedziłem również Bukowiec. Z Bukowca zjeżdżam do Sieniawy i teraz czeka mnie tylko powrót do domu. Żeby nie było zbyt łatwo sprawdziłem starą brukowaną drogę z Wielowsi do Piesek. Była ona brukowana, ale nie na całej długości, ostatnie kilometry zamieniły się w zwykłą ulepszoną drogę leśną.


Na Bukowcu.


I ostatni z dzisiejszych głazów.

   Dalej było Kursko, droga szutrowa do Górzycy i nad Głębokie. Do Skwierzyny wróciłem szosą od strony Międzyrzecza.



Rower: Dane wycieczki: 80.93 km (39.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Do głazu 'Tadka"

Niedziela, 25 września 2016 | dodano: 25.09.2016Kategoria gm. Bledzew

   Trochę powłóczyłem się moją starą wypróbowana weekendówką w lasach za Obrą. Dziś jednak mnie zawiodła, miejscami a zwłaszcza tam gdzie nawierzchnia nie jest wzmocniona szutrem koleiny zamieniły się w sypkie piaski i jazda była możliwa tylko środkiem drogi i na niskich przełożeniach. Jakoś je przebrnąłem i w najbliższym czasie tam nie pojadę.
  Z weekendówki najłatwiej dotrzeć do głazu o którym wspomniałem w wczorajszym wpisie i to był koronny argument przy wyborze trasy. Takie głazy pomniki to moja słabość i staram się je odszukać, a potem czasem pokazywać towarzyszom wędrówek. Głaz poświęcony pamięci zmarłego przed kilku laty leśniczego Tadeusza Śmiałkowskiego ustawiony jest w takim miejscu że odnaleźć go można tylko wiedząc o jego istnieniu i znając jego współrzędne. Podobno było to ulubione miejsce leśniczego co tłumaczyłoby lokalizację kamienia. Można byłoby jednak zasygnalizować jego istnienie na tabliczce kierującej do punktu widokowego (nie mam pojęcia jaki punkt mieli na myśli ustawiający strzałkę).


Głaz "Tadek" pod Krzywokleszczem

  Pomysł z takimi pomnikami leśników uważam za słuszny, szkoda że akurat ten jest tak głęboko ukryty. Nawiasem mówiąc leśniczy w takim małym środowisku jak Bledzew jest osobą publiczną i kiedyś go poznałem, ale nasza znajomość była trochę jednostronna (on mnie na pewno nie) .
   W dalszej wędrówce przemknąłem obok zagubionej w lasach osady Krzywokleszcz (mieszkają tam chyba dwie rodziny). Droga do Bledzewa dziś jest sypkim piaskiem przesypującym się między szprychami, wybrałem niewiele lepszą do Sokolej Dąbrowy. Stąd aż do domu mam asfaltową nawierzchnię. Jazda znów stała się przyjemnością.




Rower: Dane wycieczki: 39.10 km (19.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

Przedwieczorna przejażdżka ..nr 02

Sobota, 24 września 2016 | dodano: 24.09.2016

    Dziś również pozwoliłem sobie na przedwieczorną przejażdżkę. Trasa ogólnie w tym samym kierunku co wczoraj, jednak z akcentem na Zemsko i Stary Dworek.
   W Starym Dworku zrobiłem zwrot w lasy za Obrą. Otóż dowiedziałem się niedawno że około 1 km. od Krzywokleszcza stoi ustawiony głaz "Tadek" poświęcony pamięci jednego z bledzewskich leśniczych. Zrobiłem wywiad na temat współrzędnych i liczyłem że dziś uda się do niego dotrzeć. Pewnie by się udało gdybym miał trochę więcej czasu.
   Na miejscu odszukałem śródleśną łąkę na której skraju ma leżeć wspomniany głaz. To była łatwizna, ale przeszkodą nie do przebycia okazał się kilkumetrowej szerokości rów, koryto leśnego strumyka zasilającego pobliski Zalew Czapliniec. Dziś wody w nim co prawda nie było, ale miąższości zalegającego na dnie mułu wolałem nie sprawdzać. Objazd zająłby co najmniej pół godziny i tyle mniej więcej czasu zostało do zmroku. Zawróciłem i to była jedyna słuszna decyzja, zmrok dopadł mnie na moście w Starym Dworku. A kamyk został na inną okazję.
  

Rower: Dane wycieczki: 24.45 km (8.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Wieczorna przejażdżka

Piątek, 23 września 2016 | dodano: 23.09.2016

   Po raz pierwszy od 17 sierpnia jestem bez jakichkolwiek szwów. Z tej okazji urządziłem sobie próbną przejażdżkę. Nie rozsypałem się, wszystko trzyma, będzie dobrze.
   Mój domowy anioł stróż uważa wprawdzie że na rower jeszcze za wcześnie, i nawet mieliśmy na ten temat umiarkowanie burzliwą wymianę zdań po której każde z nas nadal pozostało z swoimi poglądami. W jednym się zgodziliśmy, w najbliższy weekend na zlot do Sulęcina jednak nie pojadę.
  Miałem co prawda powstrzymać się na jakiś czas od jazdy rowerem, ale nie było mowy na jak długo a ja zapomniałem o to zapytać lekarza. Półtora miesiąca chyba wystarczy :)? 
   Wyjazd miał miejsce tuż przed zmrokiem zatem trasa króciutka, do południowego węzła obwodnicy, kawałek drogi technicznej i powrót do miasta. Wysiłek niewielki, a przyjemność spora. 



Rower: Dane wycieczki: 16.48 km (5.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(1)

Włóczęga po lasach lubniewickich

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 | dodano: 15.08.2016

  Pojechałem w lasy pod Lubniewicami aby sprawdzić pogłoskę o nowo zbudowanej drodze pożarowej. Pogłoska okazała się prawdziwa połowicznie, część tej drogi ta od strony Lubniewic istnieje już od kilku lat, środkowa część jest aktualnie w budowie, a reszta do drogi 24 była utwardzona szutrem już dawno temu. W sumie po ukończeniu budowanego odcinka powstanie fajna droga łącząca Lubniewice z skrzyżowaniem dróg Skwierzyna-Gorzów w Wałdowicach.  Reszta trasy to włóczęga gdzie oczy poniosą.


Alejka pod Osieckiem


Starsza część drogi którą dziś sprawdzałem.



Rower: Dane wycieczki: 77.98 km (31.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(7)

Murdelio

Czwartek, 4 sierpnia 2016 | dodano: 14.08.2016Kategoria Rodzinne strony

    Ostatni wyjazd podczas pobytu w Zalasowej. Szlak poprowadził przez Zwiernik, Łęki i Szynwałd. Na swoje nieszczęście zabrałem z sobą małżonkę, ba nawet pozwoliłem wybierać drogę. Ostatnie trzy kilometry były wspinaczką po znacznej stromiźnie, a sama końcówka to błotnista droga gruntowa. Jako znający teren usłyszałem zatem wiele niepochlebnych opinii na swój temat, a tłumaczenie że przecież sama chciałaś tędy jechać nie było przyjmowane do wiadomości.
    Do Zwiernika droga z górki, łatwa i przyjemna. W centrum wioski zabytkowy drewniany kościół z XVII w. Pierwotnie stał w Padwi Narodowej pod Mielcem, a do Zwiernika został przeniesiony pod koniec XIX w.  Zastąpił wcześniejszy zniszczony w pożarze.


W Zwierniku.
   Kiedyś był tu jeszcze w pobliskim parku dwór, jeden z piękniejszych w tej okolicy. W okresie powojennym działała w nim szkoła. Kiedy szkoła przeniosła się do nowej siedziby dworek w szybkim tempie uległ ruinie, Dziś w krzakach można co najwyżej potknąć się o kupkę gruzu lub wpaść w jakąś dziurę. O dworku wspominam gdyż miał on swoje miejsce w polskiej XIX wiecznej literaturze – związane były z nim losy bohaterów powieści historycznej "Murdelio" Zygmunta Kaczkowskiego wydanej w 1851 r. To w tej powieści zaczytał się pewien stary polski emigrant polityczny w USA pełniący tam na wybrzeżu funkcje latarnika. Było to przyczyną niedopełnienia obowiązków i niezapalenia latarni. Wydarzenie to opisane w korespondencji Juliana Horaina zainspirowało Sienkiewicza do napisania noweli "Latarnik".
    Dalsza droga do Łęk również prowadzi w dół, zatem znów łatwizna. W Łękach zajechaliśmy pod XV-wieczny drewniany kościół. Pod koniec ubiegłego wieku miejscowi wierni doszli do wniosku że jest im przyciasno w zabytkowym wnętrzu i fundnęli sobie przeciwnej stronie drogi drugi nowiutki kościół.


Zabytkowy drewniany kościół w Łękach


I nówka.

    Jeszcze kilka kilometrów po płaskim i z góry, a potem już kierunek na przysiółek Świniogóra. To tu pośród pośród niezgłębionych kałuż pod szczytem Czubu słuchałem niczym niezasłużonych pretensji i wymówek :).



Pod Czubem



Rower: Dane wycieczki: 20.59 km (3.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Łowczówek. Cmentarz Legionistów

Środa, 3 sierpnia 2016 | dodano: 13.08.2016Kategoria Rodzinne strony

   Przez dwa dni pogoda nie sprzyjała żadnym wyjazdom, chwile słonecznej pogody kończyły się zazwyczaj taką samą porcją deszczu. Zaś wczorajszy program zajęć nie pozwalał na inny wyjazd niż po piwo do Zalasowej.
  W przedostatnim wpisie wspominałem o swoim zainteresowaniu historią tego regionu, o okolicznych cmentarzach wojennych i na marginesie o bitwie pod Łowczówkiem stoczonej przez legionistów Piłsudskiego. Wczoraj wpadł mi w łapki bezpłatny egzemplarz lokalnej pogórzańskiej prasy a w nim artykuł o cmentarzach wojennych na których spoczywają legioniści w Mesznej Opackiej, Lichwinie i tym najważniejszym w Łowczówku. Miejscowości te leżą w bezpośrednim sąsiedztwie Tuchowa do którego mam 10 km. Decyzja jest jedna, jadę i liczę na to że nie będę musiał wracać pieszo. Rowerowa padlina z lamusa sprawuje się zupełnie nieźle i powinna wytrzymać ten wypad.
   Przejazd przez Joniny i Ryglice oprócz walorów krajobrazowych ma na celu uniknięcie powrotu tą samą drogą, a ponadto do Jonin jest fajny długi zjazd. Z Ryglic szosa do Tuchowa prowadzi doliną rzeczki Szwedka. Mijam wioski Uniszowa i Bistuszowa. Do Tuchowa wjeżdżam u podnóża wzgórza klasztornego. Tuchów w swoich początkach był własnością benedyktynów z Tyńca którzy w 1340 r. uzyskali dla niego prawa miejskie od króla Kazimierza Wielkiego. Zarówno klasztor jak i kościół parafialny powstały z fundacji benedyktynów. Obecnie w klasztorze mieści się seminarium duchowne redemptorystów. Podobno w czasach przedchrześcijańskich na wzgórzu klasztornym znajdowała się świątynia pogańska.


Dworek w Bistuszowej.


Tuchowski klasztor redemptorystów. Widok z mostu na Białej.


Tuchowski rynek

   Kolej na Łowczówek. W morderczych walkach pod Łowczówkiem stoczonych w dniach 22 do 25 grudnia 1914 r przez pułki 1 i 5 z I Brygady Legionów poległo 128 legionistów, rany odniosło 342. Była to jedna z największych bitew I Brygady, a Łowczówek jest wymieniony na tablicach przy Grobie Nieznanego żołnierza w Warszawie. Działania wojenne w okolicach Łowczówka toczyły się jeszcze do maja 1915 r. Na okolicznych polach pozostało wiele pojedynczych grobów żołnierskich. Wkrótce po wizycie na pobojowisku komisarza Tuchowa i przedstawicielek Ligi Kobiet uznano że istnieje potrzeba zebrania wszystkich poległych i urządzenia cmentarza.
    Wybór padł na północny stok wzgórza Kopaliny, którego zboczem przebiega droga z Łowczowa do Rychwałdu. Właścicielem tego terenu był Żyd Weksler, który zgodził się ofiarować działkę pod cmentarz. Natomiast Liga Kobiet ogłosiła zbiórkę pieniędzy na jego budowę. Zebrano wówczas niebagatelną jak wojenne czasy sumę 3000 koron.
   W roku 1915 dowództwo austriackie powołało specjalne oddziały, mające na celu budowę cmentarzy wojskowych (Oddziały Grobownictwa Wojennego). Teren, na którym toczyły się walki, podzielono na okręgi cmentarne. Tarnów i okolice to VI okręg, w którym znajdują się 62 cmentarze. Cmentarz w Łowczówku ma numer 171, a projektowali go Siegfred Haller i Heinrich Scholz. Ma kształt prostokąta z kaplicą w centralnym miejscu. W tarnowskim okręgu nie urządzano oddzielnych cmentarzy dla poległych z wrogich sobie armii dlatego pogodzeni w obliczu śmierci spoczywają na wspólnych cmentarzach.
    Z Tuchowa pod cmentarz w Łowczówku prowadzi pnąca się w górę droga przez Buchcice. Sam cmentarz z grobami legionistów z 1 i 5 pułków Legionów znajduje się na skraju lasku poza terenem zamieszkałym. Miejsce to w czasach PRL-u skazane zostało na zapomnienie. Dziś jest reprezentacyjne i mają tu miejsce uroczystości patriotyczne. Oprócz 113 legionistów na cmentarzu spoczywa 162 żołnierzy z pułków austro-węgierskich i 241 Rosjan.
   W 1984 r. na cmentarzu obok poległych kolegów z 5 pułku piechoty spoczęły sprowadzone z Anglii prochy dowódcy 3 Brygady Strzelców Karpackich gen. Gustawa Łowczowskiego który jako 17-letni chłopiec tu zaczynał swój bojowy szlak legionisty.
   Skoro już jestem przy temacie legionistów i Łowczówka wspomnę jeszcze o losach legionisty por. Stanisława Kaszubskiego. Kaszubski syn powstańca z 1863 r., urodzony w Warszawie. Po rewolucji 1905 r. skazany na zesłanie do Archangielska. Staraniem rodziny uzyskał zamianę wyroku na wydalenie poza granice imperium rosyjskiego i ostatecznie znalazł się w Krakowie. Po wybuchu wojny wstąpił do Legionów i brał udział w bitwie pod Łowczówkiem. Miał tam pecha trafić do niewoli. Podczas przesłuchań wyszło na jaw że jest poddanym cara i w związku z tym trafił przed oblicze sądu wojennego oskarżony o zdradę stanu. Zapadł wyrok śmierci przez powieszenie. Przed wykonaniem wyroku odczytano mu wprawdzie dekret cara darujący życie pod warunkiem wstapienia do armii rosyjskiej, Kaszubski jednak odmówił. Wyrok został wykonany w oddalonym o ok 20 km. Pilźnie (wówczas siedzibie starostwa powiatowego). Ciało pochowano w bezimiennym grobie poza cmentarzem, a dla zatarcia śladów pochówku po grobie przegalopowała na koniach sotnia kozaków. Pilźnianie jednak zapamiętali to miejsce. Po wycofaniu się Rosjan miejscowe społeczeństwo przeniosło zwłoki na cmentarz a ponowny uroczysty pochówek zgromadził licznych mieszkańców, delegację z prezesem NKN Jaworskim i Daszyńskim oraz kolegów legionistów. Kilka lat później ziemia z jego grobu, obok ziemi zebranej z cmentarza w Łowczówku znalazła się w tarnowskim Pomniku Nieznanego Żołnierza. W okresie międzywojennym czczono jego pamięć poprzez organizację corocznego marszu na trasie Tarnów-Pilzno. To byłoby tyle w temacie Łowczówka






Groby legionistów znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie kaplicy.


Grób gen. Gustawa Łowczowskiego



Czyżby ślady okopów sprzed wieku?


Widok spod cmentarza na dolinę Białej.

W drodze powrotnej zajrzałem jeszcze na dwa kolejne cmentarze wojenne, obydwa na szczycie wzgórz wznoszących się nad Tuchowem od strony Zalasowej. Jeden na cyplu znanym okolicznej ludności jako Furmaniec (nr 163) i drugi oddalony o kilkaset metrów na wschód na skraju lasu nad ul. Wołową (nr 164). Obydwa kryją prochy poległych z węgierskich pułków armii austro-węgierskiej i Rosjan; na Furmańcu 137 poległych z pułków węgierskich i 97 Rosjan, oraz w lesie nad ul. Wołową 199 żołnierzy austrowęgierskich z pułków rekrutowanych w Siedmiogrodzie i 105 Rosjan. W samym Tuchowie na obydwu cmentarzach, starym i nowym, również pozostały kwatery kryjące prochy ok. 300 poległych.


Oryginalna austriacka tablica informacyjna ustawiana przy drogach prowadzących do cmentarzy. Ta stoi w Tuchowie przy ul. Partyzantów i wskazuje drogę do cmentarzy 163 i 164.


Pomnik i nagrobki na cmentarzu nr 163.


Niedawno byli tu Węgrzy.


Widok na Tuchów sprzed wejścia na cmentarz nr 163.


Austriacka tablica informacyjna przy ścieżce prowadzącej do cmentarza nr 164.


Cmentarz nr 164. Pierwotnie na krzyżu wisiała figura Chrystusa a pod krzyżem stała Pieta. Pieta zaginęła jeszcze w okresie międzywojennym natomiast Chrystus kilka lat temu podobno został zabrany do renowacji.

   Kończąc wpis o dzisiejszej wycieczce cmentarnej trzeba przyznać projektantom i budowniczym tych nekropolii że starali się aby leżały w miarę możliwości w pobliżu pól bitewnych, były wkomponowane w otaczający krajobraz i położone w miejscach atrakcyjnych widokowo.
   Znudzonych moim wpisem przepraszam. Od czasu wycieczki miałem sporo czasu aby poszperać za informacjami i nie mogłem się powstrzymać aby nie podzielić się nimi z ewentualnym czytelnikiem.



Rower: Dane wycieczki: 53.14 km (2.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(3)

Po piwo

Poniedziałek, 1 sierpnia 2016 | dodano: 13.08.2016Kategoria Rodzinne strony

Jak w tytule :)


Rower: Dane wycieczki: 10.70 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Ryglice

Sobota, 30 lipca 2016 | dodano: 01.08.2016Kategoria Rodzinne strony

      Dziś przy okazji wyjazdu po zakupy kolejna wycieczka wokół tutejszej gminy. Zazdroszczę miejscowym sieci dróg gminnych. Mimo że wąskie i niekiedy karkołomne ale w większości bitumiczne, uzupełniane odcinkami nawierzchni o krzyżówkowej nazwie "makadam". Makadam to po naszemu żwirówka wykonana z dwóch warstw zwałowanego kruszywa o różnej granulacji na podbudowie z piasku.
Trasa poprowadziła przez Wolę Lubecką, Kowalowy i Ryglice. Wokół wspaniałe widoki, rozległe krajobrazy i bujna przyroda przejmująca tereny które przestały być wykorzystywane gospodarczo.
   Teraz wsiądę trochę na mojego konika którym jest historia mijanych okolic.
   Przejeżdżając przez Kowalowy mijam cmentarz związany z ostatnią wojną jaka miało okazję stoczyć wielonarodowe imperium habsburskie. Sto lat temu, jesienią 1914 r. przez pasmo Karpat usiłowała przedrzeć się na Węgry armia rosyjska. Przed "rosyjskim walcem parowym" rozpaczliwie broniła się armia austro-węgierska, a w jej składzie również polskojęzyczne pułki galicyjskie (oficjalnie w armii austro-węgierskiej obowiązywało 12 języków pułkowych, język niemiecki był tylko językiem rozkazodawstwa).W ciężkich walkach oddało życie setki tysięcy żołnierzy obydwu walczących stron. Sytuacja uległa zmianie dopiero w 1915 r. po majowym kontruderzeniu spod Gorlic. Do dziś po tych wydarzeniach niemal w każdej okolicznej miejscowości pozostały cmentarze na których spoczywają kości poległych. Cmentarz w Kowalowej znajduje się ok 1,5 km od centrum wsi na niewielkim wielobocznym cypelku pomiędzy drogą a zadrzewionym jarem, znajdującym się za nim. Pochowano na nim 84 żołnierzy austro-węgierskich i 59 rosyjskich poległych w grudniu 1914. Była to ta sama operacja w której przed nacierającymi Rosjanami pod odległym stąd o kilkanaście kilometrów Łowczówkiem w wigilijną noc 1914 r. bronili się legioniści Piłsudskiego. Pochowani tutaj pochodzą z jednostek rekrutowanych na Węgrzech i Słowacji będącej wówczas integralną częścią Węgier , oraz w Słowenii i Czechach.


Cmentarz wojenny nr 168 w Kowalowej

    W Ryglicach zajechałem na rynek pod fontannę nazywaną pomnikiem emigranta, przez moment rozpatrywałem pomysł z jazdą w kierunku Tuchowa, ale ostatecznie zawróciłem w kierunku Zalasowej. Tym razem skorzystałem z stromej lokalnej drogi prowadzącej grzbietem wzgórza równoległego do drogi do Tarnowa. Z drogi rozciągają się widoki na położone po przeciwległej stronie doliny wzniesienia Pasma Brzanki i podobnie jak w Kowalowej na cmentarz pozostały po walkach stoczonych w grudniu 1914r. Na tym spoczywa 187 żołnierzy austro-węgierskich głównie z pułków czeskich i austriackich i 125 Rosjan. Cmentarzyk otacza kamienny mur z oryginalną bramą krytą dachówką.


Joniny


Fontanna - "pomnik emigranta" na rynku w Ryglicach



Widok na Ryglice


Cmentarz wojenny nr 167 w Ryglicach




   Na tym skończyłem historyczną część wycieczki teraz trzeba wrócić do teraźniejszości. Uliczkami poprowadzonymi poprzez dziś dziczejące a jeszcze niedawno uprawne pola i łąki jadę do centrum Zalasowej, robię zakupy i wracam do domu. Nawet spóźnienie okazało się niewielkie :).
 



Rower: Dane wycieczki: 26.39 km (0.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)