blog rowerowy

avatar Jorg
Skwierzyna

Informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(9)

Moje rowery

Kross 76731 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Jorg.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

MRU

Dystans całkowity:3269.26 km (w terenie 917.35 km; 28.06%)
Czas w ruchu:181:16
Średnia prędkość:14.91 km/h
Maksymalna prędkość:36.30 km/h
Suma podjazdów:850 m
Suma kalorii:8392 kcal
Liczba aktywności:56
Średnio na aktywność:58.38 km i 4h 01m
Więcej statystyk

Szlak Bobrów

Wtorek, 10 marca 2015 | dodano: 10.03.2015Kategoria MRU

   Małżonka prosząc mnie o wyjazd w pewnej sprawie rodzinnej nie podejrzewała że przy okazji urządzę sobie wycieczkę. Króciutką, bo dodatkowych kilometrów było niewiele, natomiast zajęła mi ona trochę czasu. 
   Jeszcze przed wyjazdem myślałem o przeprawieniu się za Obrę i wyjeździe na szosę kostrzyńską. Tam po kilku kilometrach zamierzałem wykonać zwrot w jedną z kilku dróg pożarowych aby dotrzeć do mostu w Starym Dworku lub Bledzewie i dopiero wtedy jechać prościutko do miejsca przeznaczenia, czyli Zemska . Z takimi zamiarami dojechałem do Oberskiego Młyna o którym wspominałem kilka dni temu. Pomyślałem o dawno nie odwiedzanej ścieżce edukacyjnej czyli tytułowym szlaku. Zjazd nad Obrę przed wiaduktem, do pierwszego punktu czyli miejsca gdzie kiedyś stał młyn o czym informuje stosowna tablica:



   Myślałem że przy okazji budowy mostu na S3 zasypano wszystkie budowle hydrotechniczne, okazuje się że jednak nie wszystkie. Zachował się kawałek kanału nad którym pracowały koła młyńskie, obmurowane nabrzeże i jakiś filar w wodzie nieznanego przeznaczenia. Są jeszcze wspomniane świerki, pomnikowy dąb, a po drugiej stronie szosy cmentarzyk o którym również już kilka dni temu wspominałem.

 



   Aby udać się w dalszą drogę muszę przejechać pod nowym mostem na Obrze. Dla zmotoryzowanych droga kończy się zaraz za mostem na labiryncie zbudowanym z żerdzi,  a blokującym dostęp do dalszej części ścieżki




Co jakiś czas napotykam kolejne tablice; a to bóbr, a to wydra. A niemal cały czas droga prowadzi brzegiem rzeki.





   W końcu docieram w pobliże obozu budowniczych GW Ludendorff. O wspomnianym na tablicy obozie jenieckim w tym miejscu nigdy nie słyszałem, być może jestem niedoinformowany. Rzeka lekko oddala się od wysokiej zalesionej skarpy na której zachowały się ślady fundamentów baraków i resztki obozowej infrastruktury. Niektóre miejsca dosyć niebezpieczne, np. za ceglaną ścianą przez niczym nie zabezpieczone otwory można wpaść do podziemnych pomieszczeń prawdopodobnie oczyszczalni ścieków. Głębokość wprawdzie tylko ok 3-4 m., ale i tak jest wystarczająca aby zrobić sobie krzywdę, a w najlepszym wypadku mieć problemy z wydostaniem się na powierzchnię.  Kilka zdjęć i następny przystanek pod Ludendorffem.











   Zatrzymałem się jeszcze na kilka chwil u podnóża Lisiej Góry. Widoczne ruiny to resztki jednej z odosobnionych wież (Pz. W. 866) rozbudowanej w roku 1938 o kazamatę dla armaty przeciwpancernej kalibru 37 mm. Był to jedyny taki obiekt zbudowany we wschodnich fortyfikacjach Niemiec. U dołu zdjęcia po lewej stronie widać przysypane liśćmi i trawą resztki owalnego łoża wspomnianej armaty. Pierwotnie dostęp do kazamaty był tylko od strony podziemnej części obiektu. Wybuch rozerwał pomieszczenie bojowe odsłaniając wejście do dwóch pomieszczeń pomocniczych i poterny prowadzącej w głąb góry. Osypujący się przez wiele lat piasek z szczelin w stropie zasypał dostęp do dalszych korytarzy. Niewykluczone że za piaskiem są zawały. Kilka lat temu  ktoś wywiózł część piasku na zewnątrz (pewnie jakaś nieoficjalna inicjatywa miłośników MRU) i dziś dostępne jest jakieś 30-40 m korytarza. 



   Właśnie w tym miejscu kończy się najciekawszy fragment ścieżki liczącej ok 15 km. Pozostała część szlaku to leśne drogi dojazdowe. Zaczyna siąpić lekki kapuśniaczek. Czas wypełnić cel dzisiejszego wyjazdu. Pozostał szybki przejazd do Starego Dworku i Zemska oraz szybkie załatwienie sprawy dla której odbyła się cała ta wyprawa.   Tymczasem kapuśniaczek zamienił się w słaby deszcz, wystarczający jednak do tego aby podczas powrotu przemoknąć.
   Niemal w każdej z okolicznych wiosek straszą ruiny przynajmniej kilku rozpadających się budynków, płotów, sterczące krokwie dachów bez poszycia. Wygląda to jak żebra zwierząt które padły na pustyni. Na mnie takie widoki działają przygnębiająco. Niestety nie inaczej jest w obydwu miejscowościach.


Rower: Dane wycieczki: 22.00 km (5.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Mój prywatny rajd Karabanowa

Sobota, 31 stycznia 2015 | dodano: 31.01.2015Kategoria MRU, gm. Miedzyrzecz

   Pierwotnym celem mojej dzisiejszej wycieczki miało być odszukanie GW Nethelbeck którą stanowią trzy duże jednokondygnacyjne schrony. Jest to obecnie najrzadziej odwiedzana Grupa Warowna MRU. Znajduje się w bardzo urozmaiconym terenie, poprzecinanym przez wąwozy, w gęstym lesie. Według moich informacji najłatwiej do nich dotrzeć leśnymi drogami od strony GW Schill. Niestety dziś miałem pecha, natknąłem się tam na myśliwych. Trwało jakieś grupowe polowanie, zostałem poproszony o zwiększoną ostrożność, a najlepiej jakbym się tam wogóle nie kręcił. Cóż robić, nie ma powodu aby kopać się z koniem, przyjemność żadna a ryzyko wielkie. Zawróciłem, w drodze powrotnej obejrzałem jakiś mały schron, znak że byłem na dobrej drodze. Za chwilę za moimi plecami przemknęła chmara jeleni. Szkoda że aparat akurat w tym momencie został przy rowerze.


Mały schron na przedpolu GW Nethelbeck
Żeby dotychczasowa droga nie poszła na marne zdecydowałem się na jazdę do Wysokiej przez Kęszycę Leśną. W ubiegłym tygodniu odbywała się w tamtej okolicy impreza nazywana Rajdem Karabanowa, mająca upamiętniać przełamanie MRU pod Pniewem. Mjr. Karabanow, dowódca 3 batalionu czołgów, 44 radzieckiej Brygady Pancernej który pod osłoną nocy przedarł się tą drogą, zginął kilka kilometrów dalej w Wysokiej. Można powiedzieć że poległ z powodu nie przestrzegania BHP, bowiem wbrew oficjalnym instrukcjom uwielbiał dowodzić stojąc w otwartej wieżyczce czołgu. Zresztą był jedyną śmiertelną ofiarą tej potyczki.
W Kęszycy Leśnej do 1993 stacjonowali Rosjanie. Na początku lat trzydziestych Niemcy zbudowali tutaj koszary nazywane Regenwurmlager (Obóz Dżdżownic). Spiętrzyli również przepływającą w pobliżu Strugę Jeziorną. Spiętrzone wody rzeki połączyły dwa mniejsze, naturalne jeziorka, tworząc Jezioro Kęszyckie, jeden z elementów zapór hydrotechnicznych. W czasie drugiej wojny w koszarach szkoliły się cudzoziemskie jednostki walczące u boku Wermachtu (legiony waloński i hinduski).Po wojnie do 57 r. w koszarach stacjonowała polska jednostka artylerii. Dziwna nazwa koszar wzięła się od nazwy Strugi Jeziornej nazywanej wówczas na tym odcinku Piesker Fliess lub alternatywnie Regenwurm. Parę starych zdjęć bazy można zobaczyć na stronie http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120802/POWIAT08/120809899 .


Wjazd do Kęszycy Leśnej


Pomnik radzieckiego łącznościowca (dostał postrzał?)


Budynek radzieckiego klubu oficerskiego (teraz chyba pustostan)


Jedna z uliczek


   W lesie pomiędzy Kęszycą a Wysoką znajduje się jedyny zbudowany wjazd do podziemi A64. Projektowany był również olbrzymi blok bojowy mający osłaniać wjazd do podziemi który ostatecznie nie został zbudowany. W pobliżu zachowała się jednak hala która powstała na potrzeby podziemnych zakładów "Daimler-Benz". Firma ta w 1943 zaadoptowała fragment podziemi  na potrzeby linii produkcyjnej części do silników lotniczych.


Fundamenty baraków załogi pobliskiej podziemnej fabryki


Brama wjazdowa do podziemi, dwa samochody już tu stały przed moim przyjazdem
(kiedyś był pomysł aby urządzić tu wejście dla turystów zwiedzających korytarze MRU na rowerach, chyba ostatecznie upadł)


Hala przed wjazdem do podziemi, w hali dymiło jeszcze świeżo wygaszone ognisko. Pewnie palili je ludzie z samochodów przed bramą
W Wysokiej znajdują się cele mojej wycieczki związane z Karabanowem. Po pierwsze Pz.W 755 z którego 30 stycznia 1945 r prawdopodobnie padł strzał od którego zginął mjr. Karabanow. Schron ten wizytował swojego czasu sam wódz Adolf Hitler. W centrum miejscowości głaz upamiętniający miejsce śmierci Karabanowa. Tu kilka słów o tej historii :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wysoka_(powiat_międzyrzecki)


Pz.W 755 od strony wejściowej


Wchodzących wita strzelnica, a obok kilkumetrowe doły, bez odpowiedniego sprzętu wizytę trzeba kończyć tuż za drzwiami


Miejsce po zdemontowanej kopule pancernej, widać wejście do wnętrza obiektu.


Na takich słupkach rozciągnięta była zapora z drutów kolczastych uniemożliwiająca podejście do obiektu


Jezioro Paklicko Małe i wlot do kanału fortecznego na przedpolu Pz.W.755


Kamień Karabanowa
(kiedyś słyszałem że jest to przedwojenny pomnik poległych w I wojnie światowej zaadoptowany do innych potrzeb)


Kościół w Wysokiej
Do Skwierzyny wróciłem przez Pniewo, Kaławę i Międzyrzecz. W Pniewie zatrzymałem się chwilę przed tzw "Tobrukiem". Trafił tu bowiem z Skwierzyny. Podczas budowy drogi szybkiego ruchu S3 pod Skwierzyną znalazł się na jej trasie. Budowniczowie trasy odkopali i przewieźli go do Pniewa.


"Tobruk" przywieziony z okolic GW Ludendorf w trakcie budowy S3

Kościół w Kaławie


Jeszcze kilka słów o restauracji w Kaławie. Kilka lat temu jej właściciel jedno z pomieszczeń zaadoptował na celę więzienną mającą być atrakcją turystyczną. Jeżeli ktoś jest zainteresowany więcej tu  http://www.strefabiznesu.gazetalubuska.pl/artykul/... . Sam właściciel bierze często udział w imprezach militarnych. Widuję go na Rajdzie Karabanowa, lub w Skwierzynie na MASH-u jak podjeżdża czarną wołgą przebrany w mundur polskiego generała lub oficera radzieckiego.


Rower: Dane wycieczki: 78.00 km (10.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(2)

GW Schill i pomnik wilka

Sobota, 24 stycznia 2015 | dodano: 24.01.2015Kategoria MRU, gm. Miedzyrzecz

   Z zapowiadanych przeze mnie w środę pomysłów na sobotnią wycieczkę wyszło tylko wejście do podziemi GW Schill, reszta była pełną improwizacją . Już kilka dni temu kolega z pracy wyraził chęć towarzyszenia mi w sobotnim wyjeździe, zaproponowałem mu zwiedzenie bunkrów w Kursku, on miał ochotę zobaczyć pomnik wilka (moja wycieczka z 25 listopada ubiegłego roku). Odległość pomiędzy tymi punktami wynosi w linii prostej ok 13,5 km., ale w praktyce pewnie dwa lub trzy razy tyle, i to jeszcze pod warunkiem że skorzysta się z skrótów terenowych przez lasy.
Pierwszy postój wypadł w Chycinie. Tuż przy wlocie do wioski położony malowniczo na wzniesieniu kościół z XIX w. . Pomiędzy kościołem a jeziorem ślady kompletnie zniszczonego dworu i zachowany budynek folwarczny. Na dachu budynku widać braki dachówek i jego zapadającą się konstrukcję. W przyziemiu, za drzwiami z czerwoną tablicą, podobno znajdują się pomieszczenia wodociągów wiejskich. Obawiam się że za kilka lat pomimo solidnej kamiennej konstrukcji budynek podzieli los dworku.


Kościół w Chycinie


Budynek po folwarczny

Z wzgórza kościelnego ruszamy do Kurska. W Kursku mijamy pałac i opuszczamy wioskę brukowaną drogą prowadzącą w kierunku Kęszycy i Nietoperka . Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów skręcamy w lewo do schronu Pz.W.761.


Pałac w Kursku - własność prywatna


Pz.W.761


Pz.W.761

   Następnym punktem jest Grupa Warowna Schill złożona z Pz.W.757 i 754 . Grupa miała za zadanie blokować pobliską linię kolejową oraz drogę Międzyrzecz – Kursko. Zbudowana jako samodzielna, posiada własny system podziemny składający się z koszar i pomieszczeń technicznych. Uważana jest za jedną z najciekawszych grup warownych MRU. Patronem GW jest Ferdynand von Schill, pruski bohater narodowy z okresu wojen napoleońskich. Nie ma tam oficjalnej trasy turystycznej. Ciekawscy mogą zwiedzać obiekt na własną rękę.
Kilkaset metrów dalej w kierunku mostu obrotowego zachowały się ruiny schronu bojowego z garażem na armatę ppanc. MG u. PAK 755. 


Wiadukt kolejowy (przed GW. Schill)


Wejście do podziemi


Pomieszczenia koszar z śladami niedawnego pobytu bunkrowców


Komora agregatów prądotwórczych


Umywalnia

   Teraz pozostał jeszcze jeden punkt programu – pomnik wilka. Ruszamy do Kęszycy. Kęszyca do lat trzydziestych ubiegłego wieku była wioską w której istniały i wydobywały węgiel brunatny co najmniej dwie kopalnie głębinowe. Kilka lat temu zapadła się ziemia nad jednym z szybów wentylacyjnych. Potraktowałem tą informację jako ciekawostkę którą kiedyś trzeba zobaczyć . Ustaliłem lokalizację i dziś nadarzyła się okazja zobaczenia dziury. Jestem zawiedziony rozmiarami. Wystarczyłoby kilka taczek ziemi żeby nie było śladu „szkód górniczych”. O tym że nie jest to zwykły dołek świadczą tylko dwie wystające z ziemi rury.


Kościół w Kęszycy

W Nietoperku wypatrzyłem jakiś skrót leśny do Szumiącej. To jest właśnie pożądany przez nas kierunek, pozwalający nam zaoszczędzić kilku dodatkowych kilometrów do Kaławy. Do samej wioski nie wjeżdżamy, omijamy ją przeprawiając się przez Paklicę przy młynie Smolno, (obecnie mała elektrownia wodna).


Młyn Smolno

Jeszcze kawałek jazdy przez las i wyjeżdżamy na szosę prowadzącą do Starego Dworu.


Kościół w Starym Dworze

W Bukowcu docieramy do drogi prowadzącej do Międzyrzecza. Właśnie przy tej drodze, mniej więcej na połowie odcinka, kilkaset metrów od drogi znajduje się rzeczony pomnik ostatniego wilka upolowanego w okolicy Międzyrzecza.


Kościół w Bukowcu

Krótki pobyt pod pomnikiem i ruszamy do domu. Do Międzyrzecza docieramy o zmroku. Reszta drogi bez stresów, ruch na szosie niewielki, 18 km poleciało jak z bata strzelił. Wszystkie nasze zachcianki zostały zatem zaspokojone.


Rower: Dane wycieczki: 77.00 km (15.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Bledzew i GW Roon

Niedziela, 4 stycznia 2015 | dodano: 05.01.2015Kategoria MRU, gm. Bledzew

   Uczepiłem się Bledzewa jak pijany płotu, ale przy krótkich wyjazdach ten kierunek jest najciekawszy. Dziś chciałem zaglądnąć do GW Roon leżącej jakieś dwa km za Bledzewem w kierunku Goruńska. Obiekty MRU wznoszono etapami poczynając od 1934 r. Miały one w połączeniu z umocnieniami Wału Pomorskiego i Linią Odry zabezpieczyć wschodnią granicę Niemiec. Ciągnące się na dystansie 80 km fortyfikacje MRU dzielimy na trzy odcinki: północny, centralny i południowy. Każdy z nich pod względem charakterystyki jest inny. Obrona południowego miała opierać się na budowlach hydrotechnicznych pozwalających zalać znaczne powierzchnie dolin rzecznych, oraz żelbetowych schronach. Odcinek centralny najbardziej znany którego osią jest podziemna 10 km droga ruchu wraz z 20 km korytarzy prowadzących do poszczególnych grup warownych. Oraz północny którego obrona miała opierać się na wykorzystaniu istniejących rzek, wykopanych kanałów i jezior. Najważniejszymi elementami północnego odcinka są GW Ludendorf, most obrotowy w Starym Dworku, most rolkowy w Bledzewie oraz broniące przesmyków między jeziorami: GW Roon (pomiędzy Lipawkami i Czystm) GW Moltke (pomiędzy Czystym i Chycińskim). Po północnej stronie szosy Międzyrzecz-Sulęcin znajdują się jeszcze odosobnione lecz formalnie należące do odcinka centralnego GW Schill i Nettelbeck oraz drugi z mostów obrotowych w MRU.
    Jadąc z Bledzewa w kierunku Goruńska mijamy fermę trzody (sądząc po zapachu), w dole widać jezioro Lipawki. Do ruin GW skręcam po minięciu małego lasku znajdującego się tuż za fermą. Jest to ta sama leśna droga ppoż. która mieszkańcy Bledzewa docierają do kąpieliska na jez. Czystym. Właśnie świeżutko wybudowana, dziś miałem okazję zobaczyć ja po raz pierwszy.





   GW pierwotnie składała się z dwukondygnacyjnego schronu głównego i połączonych z nim krótkimi poternami dwóch trzykondygnacyjnych wież pancernych. Na uzbrojenie składało się kilka karabinów maszynowych i moździerz maszynowy. Wysadzony po wojnie, uległ całkowitemu zniszczeniu. Obecnie jest to gigantyczna dziura w ziemi, z resztkami ścian, kupkami gruzu betonowego, obok kilka odrzuconych wybuchem fragmentów stropu wielkości kabiny samochodu ciężarowego. Miejsce pomimo że leży kilkadziesiąt metrów od drogi jest rzadko odwiedzane, a latem wśród bujnej zieleni aż do chwili dotarcia na skraj gruzowiska niemal niewidoczne.







   Wracam do Bledzewa. Przejeżdżając obok cmentarza znów składam wizytę Hertlowi i poległemu podczas I wojny gefrajtrowi Alojzemu Schulz. Na nagrobku widoczna inskrypcja „Hier ruht in Gott unser lieber Sohn und Bruder Aloysius Schulz Gefreiter im.Res.Inf.Rgl.93; * 2.2.1897 + 7.5.1918 im Lazarett zu Stettin. Nach schwerem Kampf hat Gott entschieden!”.





   Spokoju zmarłych z kolumn cmentarnego ogrodzenia strzegą zadumane anioły.



   Z wzgórza cmentarnego rozciąga się widok na panoramę południowej części Bledzewa.



   Zagłębiłem się jeszcze w uliczki miasteczka. Wąskimi, wybrukowanymi kocimi łbami, zaułkami wydostałem się na rynek.









   I teraz została tylko jazda do Skwierzyny, wykonać to po co właściwie wyszedłem z domu. Nie jestem w tym miejscu oryginalny ale miałem wyskoczyć tylko po ziemniaki. Moje w tym szczęście że nie były potrzebne do niedzielnego obiadu. Jutro mam dzień wolny, więc może zaglądnę do Chyciny na gruzy GW Moltke, a przy okazji przejazdu przez Goruńsko do mauzoleum Bittnerów. Wszystko zależy od jutrzejszej aury.

Rower: Dane wycieczki: 34.00 km (4.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)

Zalew Bledzewski

Sobota, 27 grudnia 2014 | dodano: 27.12.2014Kategoria MRU, gm. Bledzew

   Niemal rok temu 1 stycznia rozpoczynałem tegoroczne wyjazdy wycieczką nad Zalew Bledzewski. Jeździłem wtedy południowym brzegiem jeziora. Dziś chciałem dotrzeć w pobliże zapory i elektrowni od strony północnej, a dalej jak Bóg da. Wyjechałem z domu dopiero po trzynastej, byłem przez to trochę pod presją czasu. Jeszcze przed stadionem w Bledzewie, obok tablicy informującej o elektrowni wodnej, zjeżdżam na drogę gruntową
 .

   Po 1,5 kilometra dojeżdżam do elektrowni. Przed elektrownią stoją prywatne domki letniskowe, a na jej terenie znajduje się ośrodek wypoczynkowy gorzowskiej energetyki.  Dostępu do obiektu broni ogrodzenie i zamknięta brama. Dziś furtka była otwarta i z pełną premedytacją złamałem zakaz wstępu. Wlazłem na teren ośrodka i zszedłem na dół pod samą elektrownię.
Kilka słów o staruszce. Zaporę, która utworzyła zbiornik bledzewski wybudowano w końcu XIX w. Budowę samej elektrowni rozpoczęto w 1906 r. Rok 1911 można uznać za początek jej działania. Od tego czasu elektrownia pracuje niemal nieprzerwanie dostarczając energii elektrycznej. Jedynym wyjątkiem była krótka dwutygodniowa przerwa w lutym 1945r. spowodowana działaniami wojennymi. Początkowo zasilała w energię cztery powiaty: gorzowski, skwierzyński, międzyrzecki i międzychodzki. Obecnie oddaje ją do sieci ogólnej. Moc elektrowni -1,5 MW.




   W hali maszynowni pracują wciąż hydrozespoły pochodzące z 1910 r. jedynie w końcu lat 80-tych zdemontowano jeden z wyeksploatowanych generatorów. W elektrowni znajduje się kolekcja ikonografii, planów i schematów oraz różne maszyny elektryczne i aparatura kontrolno-pomiarowa pochodzące z innych modernizowanych przez ZE Gorzów elektrowni wodnych. Podobno zorganizowane grupy po wcześniejszym uzgodnieniu z ZE mogą zwiedzać tą ekspozycję. Kilkanaście lat temu w elektrowni pracował ojciec kolegi i przez to miałem okazję zaglądnięcia do hali, a nawet do pomieszczenia pod podłogą tuż nad turbiną wyłączonego zespołu. 
   Sam Zalew jest drugim pod względem powierzchni sztucznym jeziorem w powiecie międzyrzeckim. Wodę spiętrza zapora długości ok 160 m i szer. przy koronie ok 6 m. Powierzchnię zalewu różne źródła określają na ok 90 do 140 ha w zależności od sposobu obliczania. Pojemność określa się na ok. 3 mln m³. Głębokość zbiornika od 3 do 8 m przy zaporze. Wysokie brzegi zalewu porastają drzewa liściaste jedynie w nielicznych miejscach zastąpione sosną. Na całej niemal długości linii brzegowej wszechobecne rowy strzeleckie.


  Brzegiem zalewu docieram do końca cofki i przekraczam Obrę wspomnianym już kiedyś przeze mnie tzw "Mostem Bieruta". Droga na początkowym odcinku za elektrownią to istne czołgowisko, ktoś pozasypywał tylko największe dziury gruzem wymieszanym z gliną. Dobrze że dzisiejszy mróz związał rozmoczoną glinę. Później jest znacznie lepiej, a w porównaniu do początku tego traktu nawet komfortowo.  
   Mam zamiar dotrzeć do grodziska "Grądzkie". Dawno tam nie byłem i dziś miałem mały problem z odszukaniem miejsca. Na grodzisku od strony lądu widoczne dobrze zachowane relikty fosy i wałów. Wałów nie ma tylko od strony wysokiego brzegu zalewu. Być może że nigdy ich tam nie było i sterczała tylko jakaś palisada, możliwe również że w przeciągu tysiąca lat Obra podmyła w tym miejscu brzeg i runęły one kilkanaście metrów w dół do wody.






   Na majdanie grodziska ślady fundamentów jakiejś dwudziestowiecznej budowli. Kiedyś w "Gazecie Powiatowej" natknąłem się na wzmiankę że w pobliżu grodziska w latach trzydziestych ubiegłego stulecia zbudowano duży drewniany dom dla dygnitarzy III Rzeszy przyjeżdżających tu na polowania. Myślę że to jest właśnie to miejsce. Z brzegu rozległy widok na zalew.




   Opuszczam grodzisko i kieruję się do mostku na wpadającej do zalewu Strudze Jeziornej. Początkowo miałem zamiar skręcić do Chyciny. Zapadający zmrok zweryfikował moje plany. Nie mam ochoty na nocną jazdę po lesie, jadę zatem prosto do Bledzewa. Z lasu na szosę wyjeżdżam obok mostów na Obrze, dwieście metrów od miejsca gdzie ją dwie godziny temu opuściłem. Jeden z mostów również jest fragmentem MRU i w razie potrzeby wsuwał się pod powierzchnię bledzewskiego brzegu jak szuflada. Przy przyczółku widać schron dla obserwatora, schron jest jednocześnie maszynownią. Na nasypie drogi stalowa zapora samozatrzaskowa (zatrzask zapory po przeciwnej stronie drogi) i bariery z szyn.








   Szybko się ściemnia, czas wracać do domu. Nie wiem czy uda się jeszcze wyjechać w tym roku, więc traktuję ten wyjazd jako oficjalne zakończenie tegorocznego sezonu. Skończyłem niemal w tym samym miejscu w którym rok temu zaczynałem z dzisiejszym stanem licznika wynoszącym prawie 8300 km.


Rower: Dane wycieczki: 39.00 km (19.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(4)

GW Ludendorff i inne militaria

Wtorek, 11 listopada 2014 | dodano: 11.11.2014Kategoria MRU

   Dziś w planach miała być wycieczka maksymalnie do 30 km. Wyjazd w kierunku szosy kostrzyńskiej. Na rozdrożu Gorzów- Kostrzyn pierwszy przystanek. Po prawej pomnik wspomnienie drogi przemarszu 2 AWP. Dokładnie po przeciwnej stronie drogi panzerwerk PZ.W875 . Częściowo wysadzony, chyba ostatni większy bunkier północnego odcinka MRU.




Następny przystanek przed Lisią Górą z zniszczonymi schronami GW Ludendorff. Jest to jedno z trzech miejsc w których toczyły się walki o zdobycie MRU. Całkowicie zniszczony system bunkrów z podziemnymi koszarami połączonych poternami. Podziemia z względu na zawały niedostępne od 1945 r. Zwiedzając obiekt trzeba zachować szczególną ostrożność z względu na otwarte szyby zniszczonych klatek schodowych do części podziemnej. Na Lisiej Górze trwają jakieś roboty leśne i wycinka drzew. Wokół ruin zrobiło się przez to jakby bardziej przestronnie

.










Drogą pożarową 19 dojeżdżam do leśniczówki Bledzewko, skręcam do obrotowego mostu fortecznego w Starym Dworku. Most nad sztucznie wykopanym kanałem  jest sprawny, i okazjonalnie bywa obracany. Dziś jest zajęty przez amatorów wędkowania. Nie chcę przeszkadzać, zawracam. To zdjęcie pochodzi z wcześniejszej wycieczki.


Na moście zdecydowałem się na przedłużenie jazdy do Bledzewa. Drogowskaz kieruje w boczną, leśną drogę do Tymskiego Młyna. Droga trochę piaszczysta, ale przejezdna. Przy okazji natrafiłem na bunkropodobną budowlę o której nie miałem do tej pory żadnego pojęcia. Wokół ślady robót ziemnych, chyba z okresu budowy MRU. Może w tym rejonie miał powstać jakiś kolejny element umocnień zanim przerwano roboty. Akurat odcinek od Bledzewa do Starego Dworku poza okopami pozbawiony jest jakichkolwiek stałych umocnień. 


W Bledzewie zatrzymałem się na chwilę przy figurce Matki Boskiej zwanej kiedyś Bledzewską. Pochodzi ona z roku 1811.Słabo czytelna inskrypcja wykuta na cokole prosi Marię o opiekę nad ziemią bledzewską i informuje że figurę ustawiono na mogile 87 rosyjskich żołnierzy, uczestników kampanii napoleońskiej z r. 1806. Żołnierze ci zmarli w szpitalu urządzonym przez miejscowy klasztor cystersów i zostali pochowani w zbiorowej mogile.


  Z Bledzewa prościutko i grzecznie do domu. Do 30 km. zabrakło kilkaset metrów.
(Dla ułatwienia w swoich obliczeniach notuję w tym miejscu sumę dotychczasowych tegorocznych km. Przy zaliczonych 177 km wynosi ona 7557,00)
Rower: Dane wycieczki: 29.00 km (12.00 km teren), czas: h, avg: km/h, prędkość maks: 0.00 km/h
Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)